Pornos bis: młoda poezja jako wspólnota poliamoryczna

Wychodzi nowy „Wakat”: wszelka dziwka majtki pierze i na kredyt kiecki bierze, tłumy przepychają się w drzwiach łącz i połączeń, by rozedrgać tkankę świata. Wychodzi nowy „Wakat”, a tu stosy poezji, tak jakby poezja naprawdę miała cokolwiek wspólnego z poliamorią. I to zwłaszcza młoda poezja. Młoda, świetna poezja. Co młoda, świetna poezja tu w ogóle robi?

Że „Wakat” za poezję płaci, do tego jeszcze dojdziemy.

Że w większości to znajomi redaktorki (choćby i na fejsbuku), do tego jeszcze dojdziemy.

Tymczasem mała wstawka etymologiczna: poli to w grece wiele, a amor to po łacinie miłość. Młoda, świetna poezja jako wielomiłość?

Może Clubbing Kamila Brewińskiego byłby tu jakimś tropem, gdyby poniósł nas melanż i wypierdolił gdzieś w kosmos, ale reszta? Bez przesady.

To od tyłu. Ot, taka kwestyjka: poezja a miłość. Rozważ w odniesieniu do przykładowych tematów maturalnych:
Zinterpretuj podane niżej wiersze: Ignacy Krasicki, Hymn do miłości ojczyzny, Tadeusz Różewicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Zwróć szczególną uwagę na stosunek do tradycji poetyckiej (w tym tradycji młodopolskiej) wyrażony w wierszu Tadeusza Różewicza”; „Koncepcja miłości romantycznej na przykładzie utworów z literatury polskiej i powszechnej”; „Miłość w poezji barokowej. Rozwiń temat na podstawie interpretacji wierszy Cuda miłości oraz Do trupa Jana Andrzeja Morsztyna”; „Miłość jako temat poezji młodopolskiej. Wiersze K. Przerwy- Tetmajera: Lubię, kiedy kobieta; Ja, kiedy usta”; „Miłość jako ratunek przed złem świata. Wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego”; trochę o tym roztoczył też Robert Rybicki w anarchogadce. Rzecz jest popularna i nie od parady. Kto da więcej, kto więcej zgarnie?

Nie wiemy, kiedy powstały pierwsze wiersze, ale wiemy że natchnieniem do ich powstania była miłość. Bo przecież nie nienawiść! Poezja zawsze wyrastała z uczuć pozytywnych, a wiersze oraz wszelkiego rodzaju wierszyki od zawsze były po prostu sposobem wyrażania piękna, dobra i miłości, swoistą liturgią wysławiającą misterium duszy. Miłość i poezja są bliskimi sąsiadkami w wielkim labiryncie ludzkich doznań. Miłość uosabia treść, poezja formę – dwa najistotniejsze składniki naszego losu. Dodajmy nadto, że treść najgorętszą, a formę niezbywalną. Dlatego tak uwielbiają się spotykać, tworząc wiersze, wierszyki, pieśni, ody, erotyki, kancony, madrygały, epitalamia i dziesiątki innych gatunków, opiewających gorączkę serca. Całe formacje poetów oddawały się właśnie temu zadaniu, tworząc wiersze miłosne…
[Wiersze, wierszyki i miłość…

Więc poezja i miłość to jedna rodzina. Jedna rodzina zamieszkuje wszelkiego typu Portale Wierszy Miłosnych, Wierszykolandie (Najpiękniejsze wyznania miłosne), Miłosne SMS (Wiersze i wierszyki miłosne do niej i do niego), Humorisy (Wierszyki miłosne), Jeje (SMSy > Miłosne), Quku (Wiersze o miłości), Poezje serca ::: wiersze milosne ::: erotyki ::: poezja ::: tesknota ::: samotnosc ::: kobieta (Wiersze), Wikiźródła (Poezja miłosna) i całe steki, i całe setki blogów.

Poproszony o wiersze do miłosnego numeru „Wakatu”, Robert Rybicki odpowiedział, że nie napisał jeszcze wiersza, który nie byłby miłosny. Właściwie poezja niczym innym się nie zajmuje.

A zatem poezja w numerze miłosnym to jak serce w klatce piersiowej, jak rutyna w korporacyjnym drapaczu, jak prawda, dobro, piękno i ślina w człowieku:

Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,
Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,
Rozwijać ją jak złotą blachę, gdy się kuje
Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje
Źródło pod ziemią, — w górę wiać nią, jak wiatr wieje,
Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,
Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.
Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,
A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,
A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,
Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,
A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.

[Adam Mickiewicz, Snuć miłość… (z Liryków lozańskich)]

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

[Czesław Miłosz, Miłość]

Serce moje kocha Twoje.
Ty napełniasz myśli moje.
Z Tobą czuję się jak w niebie,
bo ja kocham tylko Ciebie.
Tylko Ciebie kocham,
tylko z Tobą pragnę żyć,
tylko Twoje szczęście
moim może być…

[Serce moje kocha Twoje]

Choc nie jestem milionerem, choc nie jezdze Land Roverem. Chociaz rzadko pijam whisky, nie wygladam jak Olbrychski. Chociaz nie uzywam Ace, ani ubran od Versace. W pilke nie gram jak Gadocha, to nad zycie Ciebie kocham!

[Choc nie jestem milionerem]

HUNTING FOR OSWALD EGGER

ktoś mi zajebał w ryja
w Bratysławie
i z podbitym okiem jechałem do Wiednia,
z pomysłem na zapisanie lwowskiego ł
(lł) i myślałem:
jebać ich wszystkich,
gdy to ich było wszystkim, co mam
poza plecakiem,

a że byłem podpity,
nie myślałem:
jak ja kurwa będę tam wyglądał z tą pizdą pod okiem
w turkusowo-cytrynowej bluzie
z free-shopu v Praze?

Honza
zapewne teraz jara,
nie inaczej Didi i Vašo.

Oswald Egger i Rolf Dieter Brinkmann
w jednej głowie się zderzyli
ELEKRISCHE ZÄUNE
bo przecież w Auschwitz byłem trzy razy
i jak tu pisać poezję po Oświęcimiu,
siedząc w Bibliothek Von Unten,
a v Praze była (A)VOID GALLERIE
i Petr Motýl narzekający na sytuację
na rynku książki w Czechach;
ma z czego, jak polscy wydawcy.

Na EKH
przegląd czeskich kapel od punka po hard core,
a odkud jste, wygrałem 90 %
meczy w piłkarzyki i
po dobrej kostce
odkryłem talent do gry w bilarda…

patrzą tu na mnie jak na ufoludka
ale co mają robić
przyjechał wariat z Polski
z podbitym okiem
w poszukiwaniu Oswalda Eggera,
ale ten,
jak twierdzili Hans i Gerhard
podczas gdy rozpędziłem się w piciu
CZERWONEGO WINA,
ze ów mieszka
in Deutschland, am Nord,
co, kurwa, co? Was? – krzyknąłem, – nicht in Wien?,
aż przyszła Silvia
i z nią poszedłem.

[Robert Rybicki, Hunting for Oswald Egger]

No dobrze, poezja to miłość, miłość to poezja, ale co z tą wielością? Co ma w ogóle poli do poezji?

Wiele. Oto słowo-klucz: wiele. Już tak czysto strukturalnie: tomik poezji to wiele wierszy. Wiersz to wiele wersów. Wers to wiele słów. Słowo to wiele liter. Wszystko miesza się w większych przestrzeniach: litera w przestrzeni słowa, słowo w przestrzeni wersu, wers w przestrzeni wiersza, wiersz w przestrzeni tomiku poezji, tomik poezji w przestrzeni księgarni, księgarnia w przestrzeni ulicy, ulica w przestrzeni dzielnicy, dzielnica w przestrzeni miasta, miasto w przestrzeni państwa, państwo w przestrzeni unii państw i hulać w kosmos. Każda taka przestrzeń daje granice, w których zamyka się pewien zbiór elementów i ze sobą byczy. Każda taka przestrzeń oddziałuje na elementy, które się w niej znajdują, i ustawia ich kształty oraz relacje.

A to poezja właśnie.

Poezja to jak umieścisz wiele elementów w strukturalnie ograniczonej (zamkniętej) formie i dasz im swobodę wypowiedzi. Elementy będą wiązać się w pary, będą się całować i rozchodzić, będą się spierać i rozbierać, zderzać i nie zderzać. Gdy formą wstrząśniemy, wszystko się poprzewraca i wejdzie w nowy układ. Limitów wstrząsów nie ma.

Brzmi znajomo? Jeśli brzmi znajomo, to wiedz, że coś się dzieje: zapewne już zdarzyło ci się uczestniczyć w festiwalu poetyckim. Nie bez powodu nazywamy go w końcu poetyckim: robimy tam po prostu poezję (gdy robimy inne rzeczy; gdy myślimy, że robimy inne rzeczy).

Więc poezja to miłość, miłość to poezja, i poezja to wielość, wielość to poezja. A skoro X=Y i Y=X oraz X=V i V=X, to po matematycznie słusznym podstawieniu wychodzi, że Y=V i V=Y [1], czyli miłość to wielość, wielość to miłość.

Co było do udowodnienia: poezja dowiodła, że każda miłość jest wielomiłością.

Poezja dowodzi też mnóstwa innych rzeczy, a młoda poezja (jeszcze) wierzy, że to cokolwiek zmieni. Jak gdy wrzuca Sima do basenu i kasuje drabinki, i to działa – bo to go zabija.

Młoda poezja działa.

Młoda poezja działa w młodych mediach: młode media są cyfrowe i dość wszystkożerne. Nowomedialna przestrzeń to poetycka forma – zamyka w sobie elementy i daje im swobodę wypowiedzi: elementy wiążą się w pary, całują i rozchodzą, spierają się i rozbierają, zderzają i nie zderzają. Pod elementy można podstawić ludzi, zwierzęta, słowa, rzeczy, nicki, wzorem algorytmicznych równań Maćka Taranka: „oto ruch: gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa, atrakcją jest wykonanie ruchu. figurą należy się ruszyć, maszynę trzeba wprawić w ruch, a ruch przewidzieć. teraz wykreśl słowa: gra, figura i maszyna. podłóż tam słowo: wiersz, i przekształć je w odpowiedniej formie”. Oto ruch: w nowomedialnej przestrzeni elementy ruchają, ruszają się na przemiał. Elementy są wirtualne i symulowane.

Takie forum literackie, Liternet choćby. Wchodzi na portal poetka i wrzuca swój wiersz. Wchodzi na portal poeta i czyta go, po czym ocenia (NWK – Nie Wymaga Korekty) i komentuje (że dobry). Poetka dziękuje za chlubną opinię. Nad głowami poetki i poety pojawiają się plusiki. Wchodzi na portal poeta2 i czyta go, po czym proponuje poprawki w komentarzu i ocenia (WDK – Wymaga Drobnej Korekty). Poetka wprowadza poprawki i dziękuje za pomoc, wszak teraz wiersz wygląda lepiej. Nad głowami poetki i poety2 pojawiają się plusiki, ich status zmienia się na „przyjaciel”. Wchodzi na portal poetka2 i czyta wiersz poetki1, po czym komentuje (że go nie czuje) i ocenia (WW – Wersja Warsztatowa). Poetka1 tłumaczy, że ona Peiperem się posuwa, a wstydliwość uczuć to rzecz miła. Poetka2 odpowiada, że w takim razie widzi tu też wstydliwość dobrego wiersza. Nad głowami poetki1 i poetki2 pojawiają się potężne minuchy. Poetka1 wyraża swoją opinię o poetyckim guście poetki2, nie omieszkując wspomnieć o jej ostatnim wierszu, który był – eufemistycznie rzecz biorąc – nie najlepszy. Poetka2 wyraża swoją opinię o poetyckim guście poetki1, zarówno w odniesieniu do wiersza, pod którym dyskutują, jak i własnego wiersza, którego poetka1 najwyraźniej nie zrozumiała. Nad głowami poetki1 i poetki2 potężne minuchy nie przestają trajkotać. Wchodzi na portal troll i roznieca dyskusję do czerwoności. W efekcie poetka2 nazywa mamę poetki1 lamą, a poetka1 rzuca się na nią i okrzykują się arcywrogami. Pasek relacji doprowadza się do czerwoności: poetka1 wyładowuje się na swoim mężu, a poetka2 wyładowuje się w kolejnym wierszu. Po wszystkim poetka1 zmienia tytuł wiersza na wstydliwość uczuć i pisze prywatną wiadomość do poetki2, że kurwa mać.

Nethera płynie w nas jak życiodajne soczki.

Na forum literackim bywa też tak:

Sim patrzy na Sima, ale co z tego
wynika. Wynik gry wcale nie jest pewny,
szczególnie jeśli kolejny Sim lub Sim wejdzie
do jacuzzi postawionego tuż obok naszego
wybudowanego z taką drobiazgowością domu.

W miłości liczą się tylko drobiazgi: stópki
biegające po podłodze, główki szpilek
wbitych w miękkie podbrzusze miłosnego jeża,
synek karmiony przez tatę prawdziwie po męsku
ptasim mleczkiem. Masz drobne? Rozmień się na dzieci.

Masz wystarczająco dużo: energii, głodu, snu,
higieny, zabawy, no i towarzystwa. Tutaj możesz spróbować
wszystkiego z każdym, ale musisz być Sim na Sim.
Jesteście już czymś więcej niż Simami z sąsiedztwa.
Spotykam was, kiedy na schodach wycieracie sobie usta

drobinkami kurzu, co przerwę w grze sprzątacie w starości.
Wtedy chciałabym być w waszych pikselach.
Jeden mówi: jest mi z tobą dobrze na zdjęciach, ale zrób mi
bardzo dobrze gdzie indziej. Wywołaj mnie, a potem powieś
na szyi, żeby zobaczyli, jak władasz językiem.

Drugi mówi. Wydają się bez reszty, nie nawykli
do oszczędzania. Dlatego żyją od pierwszego do pierwszego
słowa, które dojrzewa między strzegącymi go klawiszami.
Wyjmuję je dokładnie, naciskam enter i nagle
kolejny Sim patrzy na Sima. Dziwna to rodzina: oni i ja.

[Jolanta Nawrot, ***, z cyklu Nagliki]

Mamy portal (parcelę) i mamy elementów wiele: wszystkie simulowane i w relacji. W ruchu – oto ruch: gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa, atrakcją jest wykonanie ruchu. Ruch jest ku innemu elementowi i od innego elementu, ku Simowi i od Sima. Ruchają, ruszają się wszystkie elementy jak w pleśni albo grzybie. Gra nie ma wygranej, gra się gra i dzieje – jest żywioł, jest impreza; jest ruch, jest melanż.

I znów ten Clubbing gdzieś się wtrynia.

Ale Clubbing sączy się na fejsbuku, a właściwie to stypa:

Pierwszy listopada. Chłopak, z którym nigdy nie rozmawiałem,
twierdzi na facebooku, że jesteśmy znajomymi.  To trochę tak,

jakbym znał go z nekrologu. Mamy czterdziestu dwóch wspólnych,
teoretycznie jest szansa, że te same osoby będą na naszych pogrzebach.
Czterdzieści dwa te same genotypy
zakręcą się wokół nas, jakbyśmy byli genetycznymi bliźniakami.

[Jakub Sajkowski, 5, z cyklu Kursy in company]

Młode media to media społecznościowe – ich istotą jest to, co wspólne: znajomi, eventy, zainteresowania, lajki, zdjęcia. Młode media wychylają się ku kontaktowi, ku relacji, ku innemu: ot, taki Tinder, który wyszukuje osoby znajdujące się najbliżej, dzięki czemu łatwo się z nimi od razu spotkać. Bez przestojów czy nadmiernego wypindrzenia. Na żywioł, tu i teraz.

Młode media wystawiają się Sim na Sim – „sam na sam” otrzymuje wreszcie swoje wirtualne dopełnienie. I jasne, że można tu począć utyskiwania, jakie to wszystko nierzeczywiste, niebezpośrednie, przetworzone, jak bardzo siedzimy w swoich puszkach i drapiemy się po klawiaturze – ale w puszce (ciele) w puszce (pokoju) piszemy jednak do kogoś, kto siedzi w swojej puszce (ciele) w swojej puszce (w pokoju): „sam na sam” zmienia się w „Sim na Sim”. Piszemy, że ten wiersz można by poprawić w kilku miejscach, a ktoś w tych kilku miejscach poprawia, no bo rzeczywiście, dobrze gada, lajka mu polać. Wiersz staje się nie mój ani nie jego, lecz nasz, bo jesteśmy w tej samej przestrzeni, która wiąże nas nieodparcie i ustawia nasze bycie – bycie razem. Jesteśmy w puszce (ciele) w puszce (komputerze) w puszce (pokoju) – jesteśmy w formie na forum. Forumowa forma jest skrajnie wirtualna, a lajk to nie kawałek chleba i soli, ale kawałek chleba i soli też może być lubiany. Albo nielubiany. Lubimy się, kochamy się, a opcja nielubienia na razie nie działa (hehe). Model istnienia i funkcjonowania w nowych mediach, wsparty na zastąpieniu „sam na sam” relacją „Sim na Sim”, ustawia nowy model istnienia i funkcjonowania w świecie: wszystko dzieje się w konkretnej formie. Nie przez formę, nie mimo formy – ruch, życie, żywioł dzieje się w formie, która ustawia obok siebie elementy i nimi porusza. Układy elementów tworzą nowe relacje, więc nowe systemy relacji. Każda zmiana formy to zmiana układów, relacji i systemu – robi się mniej bądź więcej miejsca, coś się porusza, coś skręca, coś wpada, a coś wypada. Coś się dzieje – nawet jeśli nie wypada.

Forma to forum czy festiwal poetycki – forma to miejsce. Miejsce na ziemi. Forma to zatem poezja: przestrzenny układ wersów i elementów w wersach. Ot, taki wiersz Maćka Taranka:

sina, opuchnięta twarz, obite jabłko, zwisający, bezwładny język, odwłok robaka wijący się w jabłku, złamane serce, złamane, gałąź, gałęzie, e. dała sine, opuchnięte jabłko, obitą twarz
ojca, robaczywe serce, robaczywe, przyniosłyście w skrzyni zarośnięte, nieskoszone
trawy, czołgałeś się tam w trawie, a ja myślałem, że to wąż pełźnie, tato.

[Maciej Taranek, 4]

Maćka Taranka zwyczajnie nie da się nie kochać – kto próbował, ten wie. Mamy sobie kilka dosłownie elementów, elementy leżą grzecznie poukładane w wersach do snu. Włączenie luźno rozrzuconych w wersach rekwizytów w zdanie z podmiotem (domyślnym – ona) i orzeczeniem (dała) zmienia rekwizyty w części zdania i zamienia je miejscami, budując nową sytuację i nowy układ: twarz nagle zbliża się do jabłka (w kształcie i odkształceniu, w formie – więc i w ontologii), a złamane gałęzie lądują na nieskoszonych trawach, wedle prawideł materii i praw grawitacji. Twarz otrzymuje porządny wpierdol, ręka zanurza się w niej jak w obitym jabłku, a jej pierwotna siność i opuchnięcie zyskują nagle sens. Forma przemieszcza relacje: zwisający, bezwładny język w obtoczeniu zdania pręży się i czołga jak wąż. A to tata. Jabłko, wąż, tata – to w wijącym się zgrzebnie języku rozpoznane pole, rzecz prosta. Jesteśmy na początku: na początku ona dała.

Maciej daje nam sieć rekwizytów, które, przemieszczając się, zaburzają przyczynowo-skutkowe relacje i budują nowe układy. Wiersz staje się na kształt jabłka: w środku wiją się odwłoki robaka, w środku toczy się życie, gdy jabłko upadnie i dosięgnie ziemi.
Tej ziemi.

Się dzieje – okoliczne robaki i inne stwory wchodzą i wychodzą, robią korytarze i robią dobrze jabłku, gdy roznoszą jego pestki po świecie, gdy wydalają je do ziemi (tej ziemi). Uczestniczą w jabłczanej kopulacji – podobnie tata, Ewa i my wszyscy:

Widzący zapada w siebie, aby
przekroczyć siebie. Dlatego
miłość: sprzedajesz owoce w nieznanym mi
języku, wręczasz wywrócone jabłko.
W pestce dyni jest dynia (zobacz),
potomek i przodek. Słyszącemu
czas płynie. To już błogość bogów:
mnogość ciebie, nieustanna walka,
zgoda na tę walkę i walka z tą zgodą.

[*@* $$$ [Adam Grzelec], ]

Relacje stają się wszechogarniające, a ich fundament to dawanie: oddawanie się. Żadnych wielkich zysków z tego nie będzie: pisanie to dawanie wiersza, czytanie to dawanie się (nabrać) wierszowi. Wymiana jest skrajnie niekomercyjna, a jej cel oddala się w okamgnieniu: liczy się sama wymiana, sama komunikacja, porozumienie. Cel (finansowy, prestiżowy, nawet semantyczny) oznaczałby koniec gry, jak w The Sims, gdy wszystkie ludziki w rodzinie wymrą, więc nie ma już (z) kim się bawić. Dzielenie elementów w różnicujące kategorie zastąpione zostaje dzieleniem się – na przykład chlebem. Poezja wchodzi w relacje: poezja w poetyce (nie przez nią ani mimo niej) wikła się w etykę. Tylko że Barańczak to ledwie zakąska – pomaga, ale poprzestanie na nim to czysta (żołądkowa) głupota.

Tu wchodzi Dawid Mateusz, obiecujący jak cholera tużprzeddebiutant:

Od kiedy zamieszkałem w stacji wieży ciśnień
z Julią Tymoszenko, co ściska w piąstce

boga, łapię za warkocz i gryzę ją w rękę (gdy
ktoś po ukraińsku śpiewa refren

– jestem). Od kiedy

trzymam boga w rączce wieży ciśnień, jak w klatce
Faradaya na wschodniej doniecczcyźnie, z drugiej strony kraju

śpiewają po polsku, w zębach trzymam refren,
w ręku biały warkocz.

[Dawid Mateusz, Dogmat]

Forma daje konkretną przestrzeń: dystychy symetrycznie przecięte zostają jednowersową średniówką wiersza („– jestem). Od kiedy”). Cztery dystychy i jednowiersz (refren) mieszczą w sobie dwa paralelnie zbudowane zdania, na zasadzie: „Od kiedy [coś robię], [coś się dzieje]”. Współzależności układają się w formie – wydarzenie („od kiedy”) powoduje inne wydarzenia, zarówno w przestrzeni prywatnej (I zdanie), jak i zbiorowej (II zdanie). Rymy wiążą kolejne elementy ze sobą (refren – jestem; ciśnień – doniecczyźnie) i wywołują odczuwalny rytm, podbijany co rusz powtarzaniem się elementów. Formułowana relacyjność lustrzanie wydarza się między zgromadzonymi w foremce elementami: rekwizyty przemieszczają się i budują nowe związki i nowe zależności, te zaś wspierają się na uzależnieniu od przestrzeni, w której się sytuują – przestrzeni konstytuowanej zarówno towarzystwem innych elementów, jak i wersową budową wiersza.

Przestrzeń to kraj, bardzo konkretny kraj: Polska, Ukraina, Polska. Poezja jest z gruntu geopolityczna, na rany chrystusa. Poezja to takie miejsce na ziemi jak hotelowy pokój, klub w trakcie clubbingu czy hol balkonowy w zamku podczas spotkania poetyckiego. Elementy usadawiają się, przemieszczają, tworzą się między nimi chemie i związki: rzecz jest ściśle fizyczna (formalna), więc ściśle polityczna (formalna). Od formy przestrzeni zależy rodzaj relacji i układów: zmiana formy zmienia rzeczywistość. Doświadczanie rzeczywistości to zajmowanie pewnego miejsca: miejsce jest zawsze wspólne i współdzielone. Czas na filozoficzny wtręcik (pardon): ‘egzystencja’ to znajdowanie się na zewnątrz (łac. ex – na zewnątrz; łac. sistere – znajdować się), to wychodzenie poza siebie samego, za granicę – ku temu, co obce, inne, więc zawsze kolektywne, wspólne, a zatem nie-własne.

Nieraz zastanawialiśmy się podczas czytania wierszy: po kiego grzyba? Jak jedno słowo ma się do drugiego? Co je łączy? Co iks ma wspólnego z igrekiem? Peiper to kochał, my też kochamy na wydziałach polonistyki i forach literackich. W tym siła poezji: poezja wspiera się na tym, co wspólne, co łączy; nawet najodleglejsze elementy budują tu ze sobą relacje, nawet między nimi zarysowują się wspólne zainteresowania i cechy, gdy znajdują się w jednej przestrzeni. Poezja to przestrzeń wsparta na tym, co wspólne, a nie własne; na tym, co podobne, a nie różne – poezja to przestrzeń włączająca, przestrzeń odpierająca (narodowe, etniczne, ideologiczne, ekonomiczne, prestiżowe) wykluczenia. Jej granica nie ustawia mocnego kresu, za którym zgłaszają się obcy i uchodźcy – jej granica modeluje kształt formy, ten zaś modeluje kształt relacji, układów i elementów w tej formie. Formalizm nabiera znamion politycznych: nie od dziś forma, przestrzeń na mapie, gra nam na duszach. I ciałach.

Dzielenie się chlebem to utrzymywanie naszej wspólnej przestrzeni – ciała – przy życiu. Bez niego nie ma ani poezji, ani metafizyki, ani relacji. Tylko nakarmione ciało może działać.

Jean-Luc Nancy, za Derridą, wskazywał na przestrzenne niedookreślenie ciała: ciało jest na granicy, sytuuje się jednocześnie wewnątrz „ja”, w przestrzeni prywatnej, jak i na zewnątrz, w przestrzeni publicznej [2]. Jest najintymniejszym, co mamy, a jednocześnie nieustannie wystawionym na widok i społeczną ocenę:

ciało trzyma nas w szachu,
kiedy można go doświadczyć z każdej odległości, rozczesać wystające

kości w nieistotności

[Rafał Gawin, Kiedy długie zdanie rekompensuje kontekst]

Jest tym, co zmienne, obce i niekontrolowane, ale po śmierci jako jedyne pozostaje (jak u Niny Manel: „Ciało nie jest ważne. Mimo to, / zostaje” [3]). Ciało znajduje się w przestrzeni. Ciało w przestrzeni, ciało w formie to poezja.

To zaś wychyla ku wspólnocie prawdziwie włączającej: nie tylko polskiej (Polska, Ukraina, Polska), nie tylko ludzkiej (język), ale i cielesnej. Formę – ciało – mają także zwierzęta pozaludzkie; formę mają nawet rośliny, a także – o święty barnabo! – przedmioty. Forma to to, co wspólne – nawet wśród rekwizytów, które zdają się na wieki wieków i ostatecznie sobie przeczyć; i piernik, i wiatrak są w końcu formą. Wszystko łączy się ze wszystkim, wszystko wchodzi w relacje ze wszystkim we wspólnej przestrzeni:

[…] Złoty zegarek
przestał się nakręcać. Mam wreszcie wolną rękę
i znowu dziecko w sobie. Uciekam z domu na pole.
Zachodzi czyste słońce, zboże schnie z tęsknoty
za chlebem, widmo jastrzębia krąży nad gryzoniami.
Dzielę się z nimi moją miłością: szara polna myszka
wyjrzała nagle z norki i poruszyła wąsikami.
Wiatr wschodni.

[Jolanta Nawrot, ***, z cyklu Nagliki]

Wszystko łączy się ze wszystkim, wszystko wchodzi w relacje ze wszystkim we wspólnej przestrzeni. Młoda poezja jest z gruntu sytuacjonistyczna.

Skądś to znamy? Jasne: „nie ma takich dwu słów, które by nie miały jakiejś sytuacji, mogącej uzasadnić ich metaforyczne połączenie” [4]. E tam, słowa – nie ma takich dwóch form, które by nie miały jakiejś sytuacji, mogącej uzasadnić ich metaforyczne połączenie. A gdy forma jest formą życia, wchodzimy w etykę: „W świecie wszystko żyje i wszystko ma swoją wartość. Co nie żyje – nie istnieje, a co nie istnieje nie ma ani formy, ani barwy” [5]. Relacje między formami przestają być kwestią estetycznej dowolności: estetyka – nauka o zmysłach, a zatem przeżyciach ciała (formy) – zapodaje nam konkretną etykę. Estetyka to gdy kogoś lub coś dotykam; etyka to gdy kogoś lub coś dotykam lub nie dotykam, bo może mu lub jej to sprawić przyjemność bądź ból. Słowne współzależności ustawiają współzależności wszelkich form – bycia, życia, współpracy. Czyli miłości:

podczas gdy zaimki ruchane są mocno przez jej ulubione zwroty,
jak tytuń, jak roszpunka, jak koniugacja, jak lamusko,
ona sprzedaje bieliznę swoim napływowym,
wszystko z caps lockiem, meta, meta, meta.

[Dawid Kujawa, ***]

Wiersz działa w sypialni, „wiersz jak dziesięć butelek ustawionych między naszymi łóżkami, / jak więzy krwi lub człowiek krwawiący na dwie plamy” [6]. Język i rzeczywistość, tradycyjna dychotomia, przestają się wykluczać (pracować w rywalizujących ze sobą korporacjach), a zaczynają – wreszcie – współpracować, jak kochankowie po długim niewidzeniu i niedotykaniu:

można by to zaakceptować,
zrozumieć, nawet polubić, ale nie kiedy intencje po chamsku przezierają
spod tego jebanego bolda, kubraczka misji, asekuracji stylu,
dopełniacza żenady.

masz w domu kwiatki? mam. to je podlewaj.

[Dawid Kujawa, ja to ktoś zwinny]

Współpraca językowa daje konkretne etyczne wytyczne: podlewamy kwiatki i nie olewamy innych form życia. Formy relacji międzysłownych ustawiają formy relacji międzyludzkich czy międzygatunkowych; formy są na wskroś miłosne, gdy kierują się regułami dawania (dzielenia się zamiast dzielenia), troski i współpracy. Formy są na wskroś miłosne, gdy język znaków konwencjonalnych wiążą z językiem w ustach, ozorem; dopiero z tej współpracy powstaje komunikacja: „Tam, gdzie może dotrzeć język, jest nasz świat” [7]. Nasz – wspólny, bo wsparty na tym, co dla nas wszystkich wspólne: na formie – świat.

Wraz z ustawieniem współpracy między językiem (polskim) a językiem (ciałem), relacje wikłają się i wiążą w siebie nawzajem:

Mówisz bez wyraźnego adresata
oblizując usta jak znaczek – to znak
że wilgoć wsiąkła, a dzień przybrał
łagodniejszą formę i powietrze już nie gryzie
jak wełniany sweter

[Daniel Madej, Przeciwciała]

Wiersz jest wysyłany przez akt czysto somatyczny, przez somatyczne użycie języka – polizanie znaczka. Wiersz to mowa, to wydalanie z siebie dźwięków – bez wyraźnego adresata. Adresat nie jest wyraźny, ale znajduje się w konkretnej przestrzeni: to ona nadaje mu cechy i wikła w relacje. Przestrzeń to Liternet; przestrzeń to poliamoryczny „Wakat”. Każdy, kto tu się znajdzie, włącza się w sieć zależności i współzależności, które jakoś go określają. Tak, to dotyczy także ciebie, Ciebie. Jesteś tu, w tym miejscu.

A gdy włączysz Tindera, zobaczysz w nim mnie i wszystkich zgarniętych tu z Liternetu poetów. I będziemy mogli się spotkać w wiadomym (bez)celu: jesteśmy blisko, na wyciągnięcie ręki. Jesteśmy w jednym miejscu.

Dlatego u Rafała Krausego mogła wystąpić miłosna relacja między ochroniarzem i jego parterem [8] – jednostkowy partner zastąpiony został przestrzenną kompozycją, która ustawia jednostki: włącznie z samym ochroniarzem. Pojęcie własności (parter jest jego, ochroniarza) zostaje istotnie skomplikowane: trudno powiedzieć, czy rzeczywiście parter jest ochroniarza, czy to ochroniarz jest parteru (partera?), skoro znajduje się w jego granicach. Kto kogo posiada, gdzie tu się znajduje własność? Czy każda prywatna jednostka na parterze to już zdrada względem ochroniarza? A gdy parter należy do publicznego budynku (czy może publiczny budynek należy do parteru / partera?), pojęcie własności rozdrabnia się na tę przedziwną sklejkę: własność wspólną. Podobnie z publicznym prysznicem w innym wierszu Krausego [9]. Jasieńska miłość na aucie to w ogóle nic: tu się dzieje miłość w publicznej domenie, w publicznej przestrzeni.

Poezja to przestrzeń publiczna: bezpłatna, dostępna dla każdego i wsparta na etyce dawania, troski i współpracy; przestrzeń cyfrowa. Nie jest zyskowna, wymaga nieustannego dopłacania, przychodzi skądinąd i nie ma gdzie mieszkać w sprywatyzowanych blokach. Co noc śpi z kimś innym; czasem nie ma gdzie spać: „zaś kimalski problem, gdzie spać dziś? jak to ogarnąć? tracę się w tym, mam w głowie same twórcze «błyski». już i tak dużo osób mi pomogło. «jesień już panie/ a ja nie mam domu»” [10]. Nie napierdala słów w tempie świetlnym, potrzebuje czasu i opieki, więc przy stawce w przeliczeniu na znak wychodzi na minus. Wymaga podstawowych produktów, jak chleb czy sól. Gdy zbliża się do szacownych obywateli państwa, ci przyspieszają kroku i oddalają się w pośpiechu – poezja to żul, cyberżul. Nikt jej nie potrzebuje, z radością zostawia się w niej śmieci i inne odpady, zbiera makulaturę, by ślęczeć w skupach i biec z kilkoma groszami po piwko, żeby się najebać („Kultura będzie służyć ludziom najebanym albo nie będzie jej wcale”). Poezja to „skład na smród, ośrodek kolonijny dla wyrzutków” [11]: poezja jest zawsze wspólnie, razem, ku wkurwowi indywidualistów i prywaciarzy. Szkoły, uniwersytety, szpitale, komunikacja miejska, domy starców, domy dziecka – tam byczy poezja. Za te pieniądze każdy normalny obywatel mógłby sobie kupić samochód lub smartphone’a. Rzecz jest od poczęcia stracona.

Poezja to przestrzeń publiczna: tymczasowo zamieszkała w „Wakacie”, który – z publicznych pieniędzy – jej płaci, co w czasopiśmiennych zwyczajach nie stanowi raczej normy: zwłaszcza dla młodej poezji. Jest jej mnóstwo, więcej niż myśleliśmy, jest kolektywnie odrzucana i obrzucana jakimiś resztkami. Inni redaktorzy „Wakatu” narzekają, że za dużo, że lepiej pojedynczo, że skąd tak mnóstwo ich i tak grupowo, że jeszcze nigdy tyle nie było.

Poli to wiele: poli się zwyczajnie nie opłaca, poli pochłania czas i pieniądze. Poliamoria to socjalizm, dlatego sieje mnóstwo niezgody. Nikt nie chce rezygnować ze swojej własności.
Żona, mieszkanie, słowa – to wszystko własności. Ich upublicznienie wywołałoby ®ewolucję.

„Tak przepada, zmieniając się w nicość, życie. Automatyzacja zjada rzeczy, ubrania, meble, żonę i lęk przed wojną” [12] – pisał Wiktor Szkłowski w 1919 r. Tak zaczęła się jedna z rewolucji (seksualnych, obyczajowych) – chwyt jako poetyckie wyprowadzenie z równowagi, z formy, umożliwiał polityczne działanie. Chwyt to taki dotyk.

Przypomnijmy: estetyka to gdy kogoś lub coś dotykam; etyka to gdy kogoś lub coś dotykam lub nie dotykam, bo może mu lub jej to sprawić przyjemność bądź ból.

Zależności poetyckie włączają w przestrzenne relacje formy z rozmaitych, niekojarzonych często ze sobą, rejestrów, i wikłają je w sympatie i antypatie. Takie forum literackie: wszyscy się tu kojarzą, część jest znajomymi na fejsbuku, i tam wzajemnie widzą, co sobie jedzą na obiad, a co czytają na kolację. Potem wchodzi redakcja „Wakatu” i woła: ale to są wszystko przecież twoi znajomi! Bierzesz sobie do numeru znajomych! I redaktorka biedna przyznaje: ale to są wszystko przecież moi znajomi. Bo są, cholera, trudno to ukryć, gdy wystarczy przeszukać zakładkę „znajomi” na fejsbuku. Wszystko znajomi; czasem nawet więcej niż znajomi, krążą plotki.

Nowe media, media społecznościowe (web 2.0 Paula Levinsona) wspierają się właśnie na znajomościach: na koleżeństwie, przyjaźni i miłości. Ich istotą jest sieć, więc wielość: sieć znajomych.

A to poliamoria właśnie.

A że poeci to jakieś kilka tysięcy osób, nietrudno ich wszystkich zgromadzić w znajomych. Gorzej z prozą, publicystyką i całym medialnym światkiem.

Dlatego gdy podczas Wakatowych dyskusji Paweł Kozioł usłyszał od zapalonej redaktorki, że Dawid Mateusz to jeden z najciekawszych obecnie młodych poetów, zamieścił na swojej tablicy wpis z trzema wierszami Dawida Mateusza [13] i komentarzem: „Dawid Mateusz – czy to najciekawszy młody poeta? Na pewno używa za dużo nazwisk”. Przesyt nazwisk, odwołań, relacji stawia jakiś opór. Jest ich za dużo, za poli. Za tłumnie, za publicznie. Za grosz prywatności.

Poezja jest publiczna, więc nikt jej nie chce.

Poezja jest publiczna i lokalna, więc w ramach poetyckiej przestrzeni łatwo można działać: przestrzeń jest niewielka i publiczność takoż. Plotki rozprzestrzeniają się błyskawicznie, a dobre młode wiersze wzbudzają prawdziwą burzę. Ot, takie miłosne wyznanie:

gdybym mówił językami laptopów i smartfonów,
a człowieczeństwa klasycystów bym nie znał,
byłbym jak #hasztag brzęczący, error 404.
gdybym nawet login do ludzkich umysłów znał,
a przez gąszcz linków, m@łp i ciasteczek
nie przedarł się, byłbym jak hasło
do pustych serc brzmiący: łza01.
poezja wzruszająca jest
dla ludzkich umysłów i serc,
poezja pocieszeniem jest
dla ludzkiego smutku i łez,
poezja wytchnieniem jest
gdy na ludzi pada deszcz.
poezja jest miłoszem,
gdy byłem miłoszem,
mówiłem jak miłosz,
czułem jak miłosz,
myślałem jak miłosz,
a kochałem jak miłość.

login: miłość
hasło: łza01

[dj dresu dres [Maciej Taranek], wiersz dla andrzeja franaszka]

Na Liternecie wszyscy kojarzą, że dj dresu dres to Maciej Taranek. Na Liternecie wszyscy kojarzą, że wiersz odnosi się do pamiętnego sporu Andrzeja Franaszka z resztą świata o młodą poezję.

Wspólnota interpretacyjna jak się patrzy, Stanley Fish byłby dumny.

Nie bez powodu chyba dwa najciekawsze bodaj debiuty ostatnich lat mają w blurbowej zakładce – obok obowiązkowych rekomendacji zacnych poetów – remiks anonimowych komentarzy z forów literackich: Maciej Taranek w repetytorium[14] i Piotr Przybyła w Apokalipsie. After party [15]. Komentarzy jest wiele (poli) i są zupełnie dobrowolne, niezamówione, nieopłacone, a wręcz nieopłacalne, bo anonimowe – ich siłą napędową jest chęć kontaktu, wychylenie ku innemu (miłość). Nie zawsze są też pozytywne, dopuszczają głosy sprzeciwu bądź krytyki: nie boją się krytyki negatywnej. Młoda poezja się zmienia i młoda krytyka się zmienia, gdy nurza się w nowomedialnej przestrzeni publicznej jak w błocku.

Andrzej Franaszek jest czysty, więc nie kojarzy, że dj dresu dres to Maciej Taranek. Miłości Franaszka – górnej i durnej, wspartej na mocnym autorytecie kochającym jeszcze mocniejszy autorytet – nikt tu nie chce. W grę coraz chętniej wchodzą zabawy kolektywne: fora literackie, pisanie kolaboratywne i inne orgietki. „Sim na Sim” mnoży się w „Sim na Sim na Sim” i „Sim na Sim na Sim na Sim”, i inne kombinacje. Jeden Wielki na Jednego Wielkiego to miłość ze starego systemu: hierarchiczna i autorytatywna. Młodzi rozmywają się formami, ciałami w kolektywnych organizmach, orgazmach, orgiach. Współodczuwają – się.
A simulacja simulacją, ale bez zaspokojenia energii, głodu, snu, higieny, zabawy i towarzystwa nie ma miłości. Czyli nie ma niczego, panie. Zadokowani przed komputerami netherowi ćpuni umierają z głodu.

Relacyjność młodych wierszy konstruuje przestrzeń dla relacyjności młodych autorów młodych wierszy i młodych krytyków młodych wierszy. Przestrzeń publiczna rozgrywa się młodą poezją. I tak u Maćka Bobuli przestrzeń wiersza to las, w którym chowają ciała [16]; u Kamila Kwidzińskiego w lesie przyjaciel ubolewał nad brakiem miłości, a po nim zakochani w tym samym miejscu uprawiali miłość na dwóch mokrych płaszczach [17]. To zaś wrzuca wprost w polirelacyjność seryjną, polirelacyjność przestrzeni związaną z czasem: zawsze w danej przestrzeni był ktoś przed nami (możemy go poczuć) i będzie ktoś po nas (będzie mógł nas poczuć), jak w hotelowych pokojach we W powietrzu Ingi Iwasiów [18]:

Ścielę łóżko
dla przyszłych gąsek i gęsiorów, wynoszę
niepotrzebne rzeczy: zostawiony przez klienta
koguci grzebień, siano z biustonoszy, zbite jaja,
które wturlały się pod fotel i zaczęły śmierdzieć.
Już ich nie znoszę, choć mówią, że kochałam
wielu i na wiele było mnie stać.

[Jolanta Nawrot, ***, z cyklu Nagliki]

Przestrzeń publiczna to także wszystkie formy przed i po: to czasoprzestrzeń właściwie. Przestrzeń publiczna wchodzi po nas, a my się otrząsamy, bo to mucha, karaluch, szczur, komar:

Wchodzą po mnie kobiety
Wchodzą po mnie mężczyźni

[Rafał Krause, Basen dla chętnych]

U Joasi Żabnickiej przestrzeń publiczna to oświetlona ulica nocą – idąca nią kobieta w przyciasnej spódniczce wikła się w całą sieć relacji przestrzeni, w którą wkroczyła: pada na nią światło, światło roznosi się prądem, prąd prowadzi wprost do elektrowni; samotna kobieta nigdy nie jest sama, zawsze wiąże się z siecią kontekstów przestrzeni, po jakiej stąpa [19]. U Kuby Sajkowskiego przestrzeń publiczna to dom starców [20]. U Rafała Krausego – macica z niemowlęciem wewnątrz [21]. Wszystko miłośnie kolektywne, wszystko wspólne: publiczne.

Ale Krause musi jakoś zarabiać, poezja nie daje kasy, więc Krause patrzy z okien swojego bloku na korporacyjną orkę nocną porą (prezeska zniża się do członka, menadżer daje łoić się podwładnej, sprzątaczka z wielkim tyłkiem) [22]. Wszyscy na umowie śmieciowej, rzecz jasna. Ilona Witkowska swoją miłość uzależnia od tego, czy facet ma własne mieszkanie:

poznała chłopaka; nic z tego specjalnie
nie będzie; ale spędza u niego dużo czasu,
bo on ma mieszkanie samodzielne.

[Ilona Witkowska, „oj nie daj boże deszczu, a daj boże pogodę”]

Ekonomia determinuje relacje i nie daje szans na autonomię; autonomię poetycką, jak ze Szkłowskiego – autonomię słowa jako słowa, ciała jako ciała, bez instytucjonalnej otoczki, którą wyznacza kasa. Życie nagie podporządkowane zostaje jego instytucjonalnej kategorii – związanej z językiem, narodem, wiarą, klasą społeczną (więc kasą), pochodzeniem itd. Zoe po całości ulega bios [23], dlatego w ogóle debatujemy nad tym, czy przyjąć do Polski uchodźców, którzy uciekają, by ratować życie swoje i swoich bliskich. Kategoria formy, życia – życia nagiego (więc przeciwieństwa gęby – Gombrowiczowskiej Formy) – ustępuje przed politycznym znaczeniem danej formy (więc przed gębą – Gombrowiczowską Formą): znaczące podporządkowane jest znaczonemu. Przeciwko temu walczył Szłowski, przeciwko temu walczyli sytuacjoniści:

Słowa współistnieją z władzą, łączy je z nią taki stosunek, jaki istnieje pomiędzy proletariuszami (w klasycznym i nowoczesnym znaczeniu tego określenia) a władzą. Wykorzystywane niemal bezustannie, zatrudnione na pełnym etacie, służące swoim pełnym znaczeniem lub całkowitym brakiem znaczenia – pozostają, pod względem kilku swoich cech, radykalnie obce.

[Międzynarodówka Sytuacjonistyczna, All the King’s Men, tłum. M. Kwaterko]

Młoda poezja chroni tę obcość, autonomię – młoda poezja chroni to, co podstawowe i konieczne – formę. A zatem przyjmujmy uchodźców, bo ich forma, ich życie jest ważniejsze niż ich naród, wiara, pochodzenie itd.:

ściągasz mi okulary i tysiące małych uchodźców
emigrujących ze mnie przed głodem i rzeziami
ubiegają się o azyl pod twoim szlafrokiem.

[Dawid Kujawa, poważna sprawa]

Przyjmujemy z miłością, wszak miłość zwalczy wszelkie (instytucjonalne) przeszkody:

Przystojny Turek z budki z kebabami
z oczami wpatrzonymi przez jej oczy w dal
zawija kebab w ciasto, rośnie pożądanie…
DUP! Nic nie rozdzieli zwartych w żarze ciał.

[*@* $$$ [Adam Grzelec], Total brutal]

Oddajemy cześć każdemu życiu 1134 ofiar zawalenia się budynku Rana Plaza w Bangladeszu, które w momencie wypadku szyły ubrania dla znanych marek odzieżowych z całego świata: każdy dwuwers Nie / Ich Konrada Góry to jedno życie – słowo staje się żywe (nieżywe), więc etyczne. Słowo jest autonomiczne, niepodległe instytucjonalnym funkcjom: słowo każe sprzeciwiać się wyzyskowi w pracy, sprzeciwiać się każdemu podporządkowywaniu życia kasie i zyskowi. Miłość do drugiej osoby, tej najbliższej, jako miłość do innego, a nie toż-samego (językowo, narodowo, religijnie, klasowo i kasowo), ustawia konkretne relacje z drugą osobą, tyle że już nie tą najbliższą, a nawet nie z jedną osobą: czasem i z inną wspólnotą, bywa, że całkiem obcą. Na przykład cały debiutancki tomik Dawida Mateusza, tomik zmierzający wielkimi krokami ku wydaniu, jest poświęcony wojnie na Ukrainie: umierającym w imię formy przestrzeni. I tym nieumierającym (nam). Relacje rysują się formalnie: z racji posiadania formy wszystkie organizmy muszą jeść, spać i wydalać, a zatem żyć – i to podstawa tych relacji. Forma: życie. Następuje przejście od „ty” do „wy”:

wszystkie te miłości, ty,

i ty, i ty, i ty, i ty,
którego tu nie ma, i ty
tam, który umarłeś.
wasze są moje miłości,
i wiele jest w nich słońca.

jak i kolorów tęczy jest wiele,
i jak wiele rynsztoków, chlewów
i nowel w Dekameronie.

to wam wyznaję te miłości, wy,
którzy tańczycie na poleskim lecie
z folklorem we Włodawie, wam
wyznaję miłości, wy […]

[Maciej Bobula, wszystkie te miłości, ty]

Poezja to przestrzeń nowego typu wspólnoty: nie tej wspartej na różnicach (językowych, narodowych, religijnych, klasowych i kasowych), gdzie my to nie-oni, lecz tej moszczącej się w podobieństwach; jej podstawą jest nie dzielenie, lecz dzielenie się w sieci współzależności – chlebem. Dzielenie się, więc podobieństwa – podoba nam się to, co wspólne: forma, ciało, życie, (w) którym jesteśmy. Tu wszystko łączy się ze wszystkim, nawet najdalsze elementy znajdują przestrzeń porozumienia: Syryjczyk z Polakiem, bezdomny z domnym, wiewiórka z orzeszkiem, kępka kurzu z pępka z dilerem turlającym dropsa przez koryto wyschniętej rzeki z przejściówką z buzią, co majaczy zza płonącego lasu, z kometą z książką z kosmetyczką z kryptą z rzeką o nazbyt czystej wodzie z księżniczką z sednem wieży, która wyrosła we wnętrzu butelki, z wypasioną furą z żyrandolem zamiast kierownicy z ludźmi, dla których jesteśmy tylko pismem, z owadem na czerwonym wrzosie korony z pożarem wewnątrz klucza do odtwarzacza litanii z płynem do oczyszczania mogił z prochu z różą uratowaną spod skrzydeł odrzutowca z wyciskaczem łez na proporcu ponowoczesności z mostem ponad chmurami z dmącym wichrem [24]. Tu wszystko łączy się ze wszystkim, najdalsze elementy znajdują przestrzeń porozumienia: dotyczy to nawet autorów w pisanych wspólnie tekstach – zarówno na forach internetowych, gdy podpowiadają i sugerują zmiany, w magmie forumowej galarety, jak i w tekstach kolektywnych, jak choćby Międzynarodówka Sytuacjonistyczna, Piksel Zdrój (współnapisany z miłości) czy metamanifest Rozdzielczości Chleba (współnapisany z miłości). Mit natchnionego pisarza-outsidera z rozwianym włosem pod zamaszystym cylindrem ulega lekkiemu odbeknięciu.

Ale nową wspaniałą wspólnotę wciąż jeszcze pomylić można z tą starą, gdy nie ma się narzędzi do jej rozwikłania: wówczas boom #1 Maćka Taranka idzie w eter jako prawicowa poezja patriotyczna, a nie – na przykład – manifest pokoleniowy. Szkoły, szkoły to wina – „Zinterpretuj podane niżej wiersze: Ignacy Krasicki, Hymn do miłości ojczyzny, Tadeusz Różewicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Zwróć szczególną uwagę na stosunek do tradycji poetyckiej (w tym tradycji młodopolskiej) wyrażony w wierszu Tadeusza Różewicza”.

Żadne kochanie się nie jest wspólnotowo obojętne: każde implikuje określony typ wspólnoty i polityki wspólnoty. Forma wiersza, forma bezpośredniej relacji, nadaje formę relacji społecznych i kulturowych. Każde kochanie się jest za coś i za kogoś, jak u Marcina Ostrychacza w 29 strofkach o kochaniu [25]. Polityczna moc miłości – wiemy to co najmniej od romantyzmu, a i Romeo i Julia coś już tutaj robią – jest nie do pominięcia. Polityczna moc związku to niebagatelna rzecz – wystarczy przestawić status na fejsbuku z „Wolny(a)” na „W związku” (którymkolwiek: małżeńskim, partnerskim, kohabitacyjnym, a nawet otwartym) i delektować się lawiną powiadomień.

Związki mogą być wszak także radzieckie i zawodowe, jak u Rafała Różewicza [26]. Mogą być nawet literackie.

Zmiana formy miłości i formy relacji zmienia formy życia wspólnotowego. W tym sensie poezja ma realną moc performatywną: jej językowe zależności ustawiają nasze kontakty także w innych przestrzeniach (publicznych). Poezja, poiesis wreszcie działa:

***

ostatnio śpię głową z tamtej strony
i spoko, tylko potem wstaję z głową z tamtej strony.

płyn do chłodnicy,
gaz do zapalniczek

hania powiedziałaby, żebym się nie martwił,
ale trochę się martwię, bo nie znam żadnej hani.

kleje do butów,
farby do drewna

imię dla dziewczyny w jasnym golfie,
nie? takiej z labradorem.

lakier do włosów,
zmywacz do paznokci

takiej, co przyjeżdża po ciebie tym jasnym golfem
(tylko się droczę – ciągnij niteczkę)
taty i nawet jak narzygasz, nie krzyczy:

dawid do domu,
dawid do domu

[Dawid Kujawa, ***]

Poszczególne rzeczowniki uknute na zasadzie „[coś] do [czegoś]” budują nazwy przedmiotów z zaznaczeniem ich funkcjonalności: płyn do chłodnicy wlewa się do chłodnicy, kleje do butów używane są do butów, lakier do włosów stosuje się do włosów itd. Tak skonstruowane wyrazy są czysto opisowe – konstatują językiem rolę, jaką odgrywają desygnaty w świecie. Nic prostszego. Cały wiersz układa jednak codzienne sytuacje wykolejające językowe (i logiczne) status quo przez zderzenie z tym, co w nim się nie mieści – zdziwienie po obudzeniu się z głową z tamtej strony, kiedy szło się spać z głową z tamtej strony (zdziwienie nielogiczne, bo obudzenie z głową z tamtej strony po pójściu spać z głową z tamtej strony logiczne) czy nieznajomość hani (po której całe zdanie, w którym znajomość hani stanowiła presupozycję, traci sens). Robi się jak w cytacie ze Wstępnych ustaleń Dawida Mateusza:

„Wewnątrz każdego
dostatecznie pojemnego systemu,
można sformułować zdania,
których wewnątrz systemu
nie da sie udowodnić ani obalić,
chyba, że sam system
byłby zmienny.”
(K. Gödel) [27]

Wyrzucenia z bezpiecznej przestrzeni logicznych zależności prowadzą wprost ku wyrzuceniu ostatniego wersu – wyrzuceniu z bezpiecznej przestrzeni opisowej konstrukcji słownej podporządkowanej funkcjonalności desygnatów słów. Pojawia się podmiot (w funkcji przedmiotowej, małą literą), a wraz z podmiotem pojawia się działanie (poiesis – także jako konstruowanie wiersza): dawid do domu nie służy do domu, nie stanowi zatem prostego opisu jego oczywistej funkcji, lecz gra tutaj jako wezwanie do zmiany: język staje się obcy, nie można w nim już mieszkać, trzeba się z niego wydostać [28]. Znaczące nie otrzymuje swojego znaczonego, znaczące staje się działaniem innego znaczącego, innej formy – ciała. Skoro „dawid do domu”, to dawid nie jest w domu, a wezwanie ma sprawić, że będzie; co więcej, dawid może nie mieć domu („jesień już panie”), a wezwanie ma sprawić, że będzie go miał. Że to koniec niestabilności i warczącej elastyczności pracy czy miejsca zamieszkania: że przestrzeń publiczna, wspólny pokój, każdemu zapewnia własny pokój. Na przykład. Grunt, że dawid nie jest w domu, lecz w przestrzeni publicznej – i stąd do nas pisze. Pisze i opisuje. Opisowa konstrukcja zmienia się w konstrukcję performatywną, która wyrzuca z logiki językowych foremek i włącza w dzianie się, więc działanie. Wiersz ma robić.

Poezja zyskuje moc performatywną przez zmianę formy, przez wypełnienie przestrzeni innymi formami (życia). Jak u Taranka, przypomnijmy: oto ruch: gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa, atrakcją jest wykonanie ruchu. figurą należy się ruszyć, maszynę trzeba wprawić w ruch, a ruch przewidzieć. teraz wykreśl słowa: gra, figura i maszyna. podłóż tam słowo: wiersz, i przekształć je w odpowiedniej formie. teraz wykreśl słowo: wiersz. podłóż tam słowo: wspólnota, i przekształć je w odpowiedniej formie. Albo słowo: przestrzeń publiczna. Albo słowo: współpraca. Albo wreszcie słowo: miłość.

Młoda poezja jest zaangażowana formą (nie przez nią ani mimo niej) – ale nie na sposób neolingwistycznej rozwałki języka na poziomie werbalnym, za którą tęskni Paweł Kozioł, wikłając się w werbalne „wprost” metafor i porównań lingwizmu („Narracje alegoryczne są zwykle piękne i spójne, ale za cenę zabiegu, który na potrzeby numeru o poliamorii należałoby zdefiniować jako wkładanie kwadratowych penisów w trójkątne waginy”), nie znajdując w nowych rzeczach niczego ciekawego – młoda poezja jest zaangażowana formą wiersza, więc relacjami na wszystkich poziomach, w które się wikłamy: werbalnym, składniowym, stroficznym, materialnym, medialnym, wyobrażeniowym, ekonomicznym, społecznym, dyskursywnym, recepcyjnym czy na gruncie życia literackiego, w nim w końcu mieszkamy jak w przestrzeni najbardziej publicznej: w ciele; a więc i dalej na poziomie czytającego ciała, domu czytającego ciała, miasta domu czytającego ciała, państwa miasta domu czytającego ciała i systemu (formy), która tym wszystkim dowodzi. Inaczej poprzestajemy na tym, że odbycie (stosunku) implikuje odbyt, a metafora poliamoryczna – wkładanie kwadratowych penisów w trójkątne waginy. Paweł Kozioł za słowem widzi tekstowe oddziaływanie sensu, bez uwzględnienia całego kontekstu, w który ów sens niechybnie się wikła – kontekstu społeczno-ekonomicznego, więc systemowego. System językowy to system polityczny, poliamoryczny, z partiami i obskurnościami wszystkimi, o których (zwłaszcza teraz) wolelibyśmy nie myśleć. Dlatego dla Pawła Kozioła składnia jest generatorem nudy, a dla młodych krytyków – generatorem. Na przykład – skoro już mowa o nudzie – codzienności, co w sytuacjonistycznym rozmachu z miłością realizuje w swoich projektach młode małżeństwo krytyków Marta Koronkiewicz i Paweł Kaczmarski w „Przerzutni”. Wiersz generuje codzienne formy, generuje to, co się dzieje teraz i tutaj – i ma działać. Teraz i tutaj.

Tutaj, czyli w przestrzeni publicznej. To tu dzieje się ®ewolucja – codzienna, obyczajowa.

Przestrzeń publiczna to przestrzeń porozumienia: niezrozumienie kieruje ku porozumieniu (stara gadka) w nowomedialnej przestrzeni:

co, znowu mnie nie rozumiesz, ale to właśnie miłość,
a z niej o brzasku poranka epatuje folia aluminiowa
skrywająca widnokrąg. ot, cała tajemnica, inaczej: IP.

wiem, przydałby się nam jeszcze tutaj fikuśny halogen.

[Piotr Przybyła, [plankton w Curriculum Vitae przypomina mi wielki]] [29]

Tutaj, czyli w przestrzeni publicznej. To tu dzieje się ®ewolucja – codzienna, obyczajowa. To tu się dzieje miłość.

I ma się dziać, musi.

„W naszej epoce nie chodzi już o redagowanie poetyckich rozporządzeń, lecz o ich wypełnienie” [30]. O wyjście spod ryczącego prekariatu słów i zapewnienie formom – życia – podstawowych praw socjalnych, gdy norma pracy wciąż jest taka, że nie „masz wystarczająco dużo: energii, głodu, snu, / higieny, zabawy, no i towarzystwa”, więc żyjesz „od pierwszego do pierwszego / słowa”, razem z resztą 1134 pracowników ściśniętych jak sardynki (kto się w ogóle troszczy o sardynki?) w budynku pracy Rana Plaza. Potrzeba zmiany: w imię autonomii znaczących form niepodległych znaczonemu – zmiany przez współpracę. Razem, w przestrzeni publicznej.

„dawid do domu” – woła młoda poezja, gdy po Miłoszu, gdy po Foksie i Sosnowskim, gdy po neolingwistach wreszcie nikt nie woła:

Nikt nie woła – nie ma czułości po Foksie, Sosnowskim i kozach na youtubie.
Puszka piwa na dwoje, owoc gnijący w trawie – nie będzie sprawniej
nikt mówił o czułości. Nikt nie napisze, jak gdyby podawał herbatę.

Nikt nie napisze, jakby całował rozstęp. Nie ma czułości po Foksie.
Po tej śmierci wywietrzono pokoje. Nie ma czułości po Sosnowskim.
Nie ma śmierci na trawie. Tylko jej cień w trzeciej osobie.

[Kamil Kwidziński, Rozstępy]

Młoda poezja woła i działa: jest czułość. Ale już nie czułość przeżywana w regularnej dwójce (ja piszę o moim uczuciu do ciebie), lecz co najmniej w trzeciej osobie. I czwartej. I piątej. Wszyscy na dzikiej imprezie, wszelka dziwka majtki pierze i na kredyt kiecki bierze, bo z umów zleceń w McDonaldzie za wiele się nie dostaje; już wkrótce nie będziemy mieli na piwo [31], więc (na) nic mieć nie będziemy. Kredyty monogamicznie nas do siebie przywiązują [32]. Dlatego szalejemy: wszyscy na dzikiej imprezie, wszyscy na skanowaniu balu , wszyscy na after party po apokalipsie, Sim na Sim na Sim na Sim, niech się święci maj kurewski, jointy, lufki i kreski. „I wszystko chce być tak ciasno i do rytmu, jak nigdy. Pięknie jest” [33].

Pięknie jest. Znów czujemy, jesteśmy czuli: dotykamy lub nie dotykamy, gdy może to sprawić przyjemność bądź ból. Czujemy, gdy nas dotykają. Współodczuwamy. Miło jest.

Miłość jest, więc zapraszamy uchodźców do zasiedlenia przestrzeni publicznej. Chwyt działa: chwytamy się za łapki, biali z czarnymi, ludziki z innymi zwierzątkami, roślinki z przedmiotkami, wszyscy wokół kuli ziemskiej, Ziemi. Tej Ziemi, otwarci na Marsa.

Toczymy, troszczymy się wzajem o siebie.
Wszyscy jesteśmy poliamorystkami, co nie?
Hehe.

Młoda poezja jako wspólnota poliamoryczna? Albo inna przestrzeń publiczna wsparta na etyce dawania, troski i współpracy – a więc miłości. Na przykład bioPolska: ale to w kolejnym odcinku, stay tuned.

Młoda poezja jako wspólnota poliamoryczna – co jedno z drugim ma wspólnego? Jak to się znalazło we wspólnej przestrzeni? Dlaczego?

Uwaga, odpowiedź płatna: bo ja tak kocham tę młodą poezję bezgranicznie, gdy siedzę w „Wakacie” na umowie zleceniu i tęsknie tęsknię.

Za ®ewolucją.

I wszystko tu się dzieje z miłości, proszę mi wierzyć – kasy w poezji nie ma za grosz, o prestiżu nie wspominając. Żadne inne pobudki – poza miłością właśnie – nie wchodzą w grę (gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa, atrakcją jest wykonanie ruchu. figurą należy się ruszyć, maszynę trzeba wprawić w ruch, a ruch przewidzieć. teraz wykreśl słowa: gra, figura i maszyna. podłóż tam słowo: wiersz, i przekształć je w odpowiedniej formie). Dajemy się (nabrać) poezji, oddajemy się jej – i nic w zamian nie otrzymujemy, nic pewnego ani przeliczalnego na wesoło dryfujący hajsik. A to oznacza tylko jedno: zeżre nas ZUS. Lecz my tak sobie kochamy te wiersze: ot, choćby Maciej Bobula „jak pisze, to o zwierzętach głównie, Szalejowie i sobie. I o miłości, rzecz jasna, bo z miłości pisze”. Z miłości piszemy i z miłości czytamy [34]. Kochamy te wiersze, nieopłacalne i niepopularne, nieprestiżowe i niezrozumiałe, trochę wstydliwe właściwie, kochamy je za ich formę, za ich autonomię – bezwarunkowo, z troski, jak miejskie szczurki albo karaluszki. Kochamy niczym rasowy filolog lub filianista, nasza miłość do słów to nasza praca publiczna. Opiekujemy się nimi, dzielimy się z nimi chlebem: czujemy je, dotykają nas jakoś mocno, każdy żyjący, każdy nieżyjący dwuwers z 1134 strof na nas działa. Myślimy, że to może coś zdziałać. Przestrzeń poetycka to przestrzeń miłosna po prostu, wszyscy w tym tkwimy po uszy jak w zakochaniu i przeklinamy: zmiana, zmiana, zmiana.

Taka to nasza autonomia.

I musi być zmiana, kurwa, musi być zmiana.

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

 

[1] Więcej o typach związków poliamorycznych: Tomasz Kulesza, Poliamoria nie jest polityką!, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[2] Jean-Luc Nancy, Corpus, tłum. M. Kwietniewska, Gdańsk 2002.
[3] Nina Manel, Kopiec Wandy, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[4] Tadeusz Peiper, Komizm, dowcip, metafora, s. 294. Wedle tej zasady „wszystko się łączy ze wszystkim, i wszyscy tkwimy w sieci różnych korespondencji” (O. Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych, s. 252).
[5] Tytus Czyżewski, Tytus Czyżewski o „Zielonym oku” i o swoim malarstwie (autokrytyka – autoreklama) [z tomu Noc – dzień. Mechaniczny instynkt elektryczny, 1922], [w:] tegoż, Wiersze i utwory teatralne, wstęp J. Kryszak, oprac. J. Kryszak, A. K. Waśkiewicz, Gdańsk 2009, s. 112.
[6] Kamil Kwidziński, Blizna, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[7] Rafał Gawin, Kiedy długie zdanie rekompensuje kontekst, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[8] Rafał Krause, Wędrec nocny, mędrec ranny, ślepak, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[9] Tenże, Basen dla chętnych, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[10] Robert Rybicki, wpis na Facebooku z 28 września 2015 r.
[11] Urszula Kulbacka, [wydostań mnie z tego języka, nie mogę w nim już mieszkać], „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[12] Wiktor Szkłowski, Sztuka jako chwyt, tłum. R. Łużny, [w:] Teorie literatury XX wieku. Antologia, red. A. Burzyńska, M. P. Markowski, Kraków 2006, s. 100.
[13] Dawid Mateusz, Wiersze, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[14] „Popłuczyny po Bursie – mdłe. Przekaz nieco zabarykadowany, ale nie śmiem krytykować. Nierozpoznane zjawisko. Zdaje się, że nie jest to dobry powód do napisania wiersza. Nigdy nie zaznaczałem opcji »dobre zioło«; tym razem postanowiłem sprzeciwić się pielęgnowaniu bzdury. To głupie. O czym to? Słabe, dobrze zagniecione ciasto. Tania prowokacja. Wypiek? Taki sobie. Perfekcyjnie napisany wiersz. Dla kogo? Nie odpowiada mi kierunek, jaki Pan obrał. Zabawne. No i?” (blurb do: M. Taranek, repetytorium).
[15] „Strasznie wydumana metaforyka, jak dla mnie. / Nie wiem, o co chodzi w ostatniej zwrotce i z tym komiksem. / O! / Dlaczego nikt się nie odezwał? / …ciekawy… / …nie miałam ochoty na komentowanie… / No, no, no. / Odpycha mnie… / Pozdrawiam z biblioteki w Nysie. / …dużo dobrego… / Nie zaszkodziłby mały „szlifunek”. / Podoba mi się: a nuż przyjdzie burza i powie mi: nie potrzebuję cię ani twoich maili. / Uuuuuu… ciężki poród. / Nie łapię przekazu” (blurb do: P. Przybyła, Apokalipsa. After party, Łódź 2015).
[16] Maciej Bobula, anielskie rozmowy, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[17] Kamil Kwidziński, Apollinaire, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[18] Wywiad wokół W powietrzu z Ingą Iwasiów, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[19] Joanna Żabnicka, http://wakat.sdk.pl/wiersze-106/, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[20] Jakub Sajkowski, 9, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[21] Rafał Krause, Śmierć przez nieobecność, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[22] Tenże, Inspire building, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[23] Giorgio Agamben, Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie, tłum. M. Salwa, posł. P. Nowak, Warszawa 2008.
[24] Kamil Brewiński, Trzeźwy wieczór z Gizzim, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[25] „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[26] Rafał Różewicz, Para przy dziale obsługi klienta historii, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[27] Za: Dawid Mateusz, Wstępne ustalenia, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[28] Urszula Kulbacka, [wydostań mnie z tego języka, nie mogę w nim już mieszkać], „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[29] Piotr Przybyła, Apokalipsa. After party, s. 40.
[30] Międzynarodówka Sytuacjonistyczna, All the King’s Men, tłum. M. Kwaterko, „Przerzutnia” 2015, nr 1, online.
[31] Szczepan Kopyt, wstań piotrze zabijaj i jedz, [w:] tegoż, Kir, Poznań 2013, s. 18.
[32] „Wracając do pierwszego filaru implementacji: nasz wewnętrzny research wykazał, że ilość biednych ludzi wzrasta. Wobec tego nasz nowy produkt powinien być atrakcyjny dla biednej grupy społeczeństwa. Jak wskazują nasze rynkowe badania z każdym miesiącem coraz większa liczba ludzi biednieje, są to zatem nasi przyszli klienci. Musimy wobec tego staczać ludzi w biedę. Nasz research wskazuje na to, że nie jest to wyjątkowo trudne. Wystarczy zapewnić im produkt, na którego kupno mogą wziąć kredyt”. W. Stępień, (komentarze wygłoszone podczas premiery „Nośnika”), [w:] Cyberżule, Metamanifest CYBER%ULERSTWA, ść-ch.pl; oryginał: „Nośnik” 2015, nr 3.
[33] Joanna Żabnicka, Humor dopisuje szmery w nazwach, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).
[34] Więcej: Marta Koronkiewicz-Kaczmarska, Paweł Kaczmarski-Koronkiewicz, Wiersze do współczytania, wiersze do przegadania, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29); Tomasz Dalasiński, Myślenie wierszem. Kult książki poetyckiej a miłość do tekstów, „Wakat” 2015, nr 1–2 (28–29).

[ilustracja: Ola Wasilewska]

Maja Staśko

krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych studiów w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Współpracuje z „Ha!artem”, „Wakatem” i „EleWatorem”. Mieszka w Poznaniu.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!