Wiersze

Kiedy długie zdanie rekompensuje kontekst

dla M.M.

Tam, gdzie może dotrzeć język, jest nasz świat. Najbardziej złowieszczy
demon popędów króluje niepodzielnie. I jest niewypowiedziany smutek,
niewypowiedziany żal: nie ma ciała, w którym zmieściłyby się wszystkie
inne, równie natrętnie pożądane, które urodziłoby nowe i odwróciło przewagę
myślenia życzeniowego nad rozsądkiem ojca nowej cywilizacji. Jeśli kicz może
leczyć, dajcie mi nagrodę im. prawdy absolutnej, jaka drąży mnie w braku

środka, jaka odciąga mnie od meritum najistotniejszej końcówki: tej
do instalowania w innych obiektach, które nigdy nie odlecą, jeśli
twoje ręce będą tylko pisać. Przymiarki do wycieczek osobistych
to jakiś absurd, jeśli doskwiera ci zachód słońca w obcym kulturowo
tekście. Wyjdź z dołka! Nie powtarzaj się, kiedy nie potrafisz zapętlić
swojego ja w wirze definiującym dystans między przedmiotem a podmiotem,

magią a transcendencją spadająca jak grom z ciemnego nieba. Nie masz
jaj. Nie jesteś penisem. Ale, jak śpiewał post-banalista, niespełniony bokser:
jesteś mężczyzną, walcz! Gest i perforacja w jednym stoją domu, a ich
ogródek nazywa się przedział. Ten, w którym jadą same pornograficzne
grubasy, zgodnie z teorią bezwzględności: ciało trzyma nas w szachu,
kiedy można go doświadczyć z każdej odległości, rozczesać wystające

kości w nieistotności. Tam nigdy nie dociera wcale, ty mały pedale.

 

 

Rzecz o moich smutnych dziwkach (w oryginale kurwach)

Nie ma grzechu. Skończył się.

prawie jak Marcin Świetlicki

Jeśli następnym razem zaufasz mężczyźnie,
miej jakieś sprytne alibi dla swojej głupoty.

Ja tu się dwoję i troję, byś nie czuła różnicy,
trzymam dystans na wyciągnięcie ręki, jak dyscyplinę,

gdy tymczasem ty wierzysz w duchy, ba, szukasz
we mnie demonów. Nie wystarcza ci ten seks, zbyt

powierzchownie się w tobie zagnieździł, a ty
byś chciała ośrodek decyzyjny przenieść do odwiecznej

pompy. Tylu uderzeń na minutę nie wytrzymał nawet
najsprawniejszy rozum. Tylu kobiet – instynkt

samozachowawczy lubieżnej poliamorystki. Znam
wiele pojęć przekraczających ludzkie granice,

nie widzę jedynie powodu, by się ograniczać
do pewności: tak i nie to zbyt ostre szpile,

usztywniające gorsety nieprzygotowanych do życia
poza rodziną panien. Jak mają odetchnąć z ulgą,

gdy ich serca ściska tak brutalnie zmaterializowane
poczucie winy? Jeśli następnym razem będziesz

się rozbierać, nie gaś światła również w sobie.
Powierzchowność pozwoli ci istnieć w spokoju,

gdy wnętrze zaakceptuje wielość cielesnych dróg
do prawdy, tej prawdy, która nie ma, więc wymaga

myślenia po szkodzie.

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

Rafał Gawin

(1984) Poeta, okazjonalnie krytyk, redaktor, korektor i sekretarka „Arterii”, konferansjer i reanimator kultury. Wydał arkusz Przymiarki (Wrocław 2009) i dwujęzyczną książkę poetycką WYCIECZKI OSOBISTE / CODE OF CHANGE (Londyn/Gniezno 2011). Tłumaczony również na język bułgarski i rosyjski. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Dzienniku Łódzkim”, „Odrze”, „Tyglu Kultury”, „Opcjach”, „Kresach”, „eleWatorze”, „Frazie”, „Red.”, „Portrecie”, „Fabulariach”, „Wyspie”, „Wakacie”, „Cegle”, „Kalejdoskopie”, „Kronice Miasta Łodzi”, „Śląskiej Strefie Gender” oraz w Na grani. Antologii wierszy łódzkich debiutantów (Łódź 2008), antologiach Połów. Poetyckie debiuty 2010 (Wrocław 2010), Anthologia2# (Londyn 2010) i Co piłka robi z człowiekiem? Młodość, futbol i literatura (Poznań 2012). Mieszka w Łodzi, gdzie pracuje jako instruktor w dziale imprez Domu Literatury. Prowadzi blog gawin.liberte.pl.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!