Wiersze

Humor dopisuje szmery w nazwach

Zmierzcha. Musimy się zbierać. Drżą płomyki
świec we wszystkich oknach portu. W nocy przyjdą
i zdmuchną miasta. Może chociaż pomyślą
życzenie? Każde dziecko marzy o urodzinach, drżą
z przejęcia, nie mogąc doczekać się przyjścia

gości. W ogrodach drzewa rzucają coraz głębsze
cienie, coraz bardziej słone. Zrywa się wiatr, zrywa
czapki z głów, ludzi z łóżek. Przez głowę
przelatują im wszystkie nieprzerwane wersy
o końcu, ale czy to ważne? Rabarbar, szczaw, burmistrz,
żarówka, pies, dziecko, wszystko

się urywa, ale nie dlatego,
że zdążyło dojrzeć. Dzieci drżą w rodzicach,
rodzice w sobie, samotni najciszej. Podzwaniają
wietrzne dzwonki, telefony, zęby o siebie.
I wszystko chce być tak ciasno i do rytmu, jak nigdy. Pięknie jest.

<br\>

Parki

Mają w rękach cudze życie.
Przez okno widać połączonych
dziewczynkę i czarnego pekińczyka. Za każdym razem
prowadzi go inna, dlatego więcej można powiedzieć o psie: jest
powtarzalny, a jego szczek brzmi jak kichnięcie. Dziewczynki na drugim końcu
przeważnie mają katar.

Dzieci idą z pieskiem na spacer,
a one dają się wyprowadzać
w pole, na dorosłych
spacerujących jeszcze z innymi psami.

<br\>

Nawet sen nie przyszedł

Puste rogi ulic. Nie wychodź, przechodniu,
nocą twoja droga jest bezpieczna,
zawinięta w dywan. Lampy
świecą nieprzytomnie, bez wiedzy
o sobie, bez pytań skąd i co to znaczy, że są. Ssą,
wysysają ciemność i pustkę – tyle i nic

więcej: matka elektrownia z daleka wysyła jasne
wiadomości pozbawione ciepła. Widocznie
nie tęskni. Pod jej murem, w dalekiej krainie, drży
łubinowa kiść, zasiana tu przez inny wiersz. Ten
prąd i jego klienci są sobie obcy jak

my, utrzymujący kontakt ze sobą. Rogi ulic stoją
puste i nikt w nie nie zadmie, nikogo nie
przywoła. Czasem jeszcze zabłąka się tu kobieta
w przykrótkiej spódniczce, skromnie chowająca
pod siebie cień, by zrobić miejsce ulicznemu
światłu. Ale ono jest zimne, więc ona drży.

[ilustracja: Ola Wasilewska]

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

Joanna Żabnicka

Poetka o ciągotach dramatopisarskich. Opublikowała arkusz poetycki Tymczasem w ramach almanachu Połów. Debiuty poetyckie 2011. Jej wiersze przeczytać można było w „Arteriach”, „Czasie Kultury”, Dwutygodniku.com, „EleWatorze”, „Tygodniku Powszechnym”, „sZAFie” i „Zeszytach Poetyckich”. Niebawem ukaże się jej debiutancki tomik Ogrodnicy z Marly.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!