Wszystkie kobiety Harry’ego Pottera

Dziesięć lat temu każda z nas myślała, że jest dziwna, jeśli podczas woskowania podłogi w kuchni nie odczuwała tego tajemniczego, orgiastycznego spełnienia, które obiecywała nam reklama.

Betty Friedan, Mistyka kobiecości, 1963[1]

Piętnaście lat temu żadna z nas nie myślała, że kobieta może napisać najpopularniejszą książkę dekady. A jednak – odkąd w 1997 roku Harry Potter i Kamień Filozoficzny podbił rynki wydawnicze na całym świecie, kolejne części septologii wciąż plasują się w pierwszej dziesiątce na listach bestsellerów. Co więcej, Joanne K. Rowling nie jest na tym szczycie osamotniona; niewiele niżej znaleźć można sagę Zmierzch (2005) Stephenie Mayer oraz E.L. James (czyli Erikę Mitchell) i jej Pięćdziesiąt twarzy Greya (2012). Saga pani Rowling okazuje się literackim przebojem na miarę Chaty wuja Toma (1852) amerykańskiej autorki Harriet Beecher Stowe (tylko w ciągu roku od publikacji sprzedano 300 tysięcy egzemplarzy w Stanach i milion w Wielkiej Brytanii). Oczywiście te mniej niż bardziej udane powieści niewiele wniosły do konwencjonalnych przedstawień kobiet w literaturze. Inaczej jest w przypadku septologii Rowling.

W serii o Harrym Potterze pośród mnóstwa postaci kobiecych nie spotkamy czarodziejek, które ekscytują się zmywaniem podłogi. Prawdziwą pustkę i frustrację życia w kuchni przeżywają za to aż dwie mugolskie (czyli nieczarodziejskie) kobiety: ciotka Petunia, która „była jedną z najbardziej wścibskich kobiet na świecie i większość życia spędzała na śledzeniu swoich nudnych jak flaki z olejem, praworządnych sąsiadów”[2], oraz hodująca buldogi wredna ciotka Marge. Są to modelowe gospodynie domowe, nieszczęśliwe niczym amerykańskie kobiety w latach 60., przebudzone Mistyką kobiecości Friedan. Bo też takie kuchenne, narzucone przez patriarchalne społeczeństwo życie, jak i cała tak zwana „kobieca natura” wcale naturalne – i wrodzone – nie są. Świadczy o tym droga, jaką obrała Lily Evans, nazywana zresztą czarną owcą rodziny, która porzuciła typowy dom Evansów, by wieść szczęśliwe i spełnione życie jako czarownica.

Czyżby to właśnie moc magiczna była tą siłą, która uwalnia kobiety spod władzy patriarchatu? Czy czary odpowiadają emancypacji, wyzwoleniu, przejściu w inny porządek rzeczywistości? Przyjrzyjmy się temu, jak postrzegają się nawzajem obie grupy: mugole widzą w czarodziejach dziwaków i ekscentryków, których inność uniemożliwia im uczestniczenie w społeczeństwie i wyklucza z grona porządnych ludzi, z niemal wiktoriańskiego społeczeństwa patriarchalnego. Z drugiej strony, czarodzieje widzą w mugolach fascynującą w swoim zacofaniu grupę bezbronnych głupców, którzy próbują sobie radzić przy pomocy tak kuriozalnych wynalazków, jak samochody i elektryczność, zamiast „zwyczajnie” podróżować przy pomocy świstoklików i latających mioteł czy oświetlać sobie drogę zaklęciem Lumos! Starożytne rodziny czarodziejskie żyją nowocześnie i komfortowo, z rozbawieniem przyglądając się zmaganiom mugoli ze sprawami, o których tamci nie mają pojęcia i tłumaczą je sobie na swój prymitywny, mugolski sposób. Tam, gdzie pół ulicy zostaje zniszczone jednym zaklęciem Petera Pettigrew w dramatycznej walce zwolenników najpotężniejszego czarnoksiężnika na świecie, mugole w swoim ograniczeniu widzą tylko… wybuch gazu. Tymczasem Joanne Rowling przekonuje nas, że czarodzieje to istoty wyzwolone z tak przyziemnego światopoglądu.

Nie znaczy to jednak, że świat czarodziejów, choć nowoczesny, jest wolny od opresji. I tutaj widać bowiem przejawy uwewnętrznionego androcentryzmu. Potknięcia te tropią redaktorki i redaktorzy portalu Feminist Harry Potter, których zadziwia fakt, że przez kilka tysięcy stron powieści nie ma ani jednej wzmianki o matce chrzestnej Harry’ego, a Hogwart z jakiegoś powodu, obok wróżbiarstwa i transmutacji, nie oferuje zajęć z teorii feministycznej. Jednak w czarodziejskim świecie nawet modelowe gospodynie domowe to postaci działające i pewne swojego głosu. Molly Weasley, wspaniała matka i żona, poza utrzymywaniem swojego ubogiego, lecz schludnego domu, jest ważną członkinią Zakonu Feniksa. Matka Neville’a Longbottoma, Alice, wraz z mężem Frankiem trzykrotnie stawiała czoła Voldemortovi jako jedna ze słynniejszych i bardziej utalentowanych aurorek swoich czasów. Wreszcie chyba najbardziej papierowa i wyidealizowana postać, Lily James, matka głównego bohatera septologii, umiera, zasłaniając małego syna przed Voldemortem-Szatanem. To właśnie ten gest, moc matczynej miłości, „prastara magia”, chronią Harry’ego przed złymi mocami i ostatecznie decydują o zwycięstwie sił dobra. Świat aktywnych kobiet nie jest więc u Rowling, jak chcą niektórzy krytycy emancypacji, klęską instytucji rodziny. Warto też zauważyć, że do poświęcenia zdolna jest także mugolska siostra Lily, opisana wcześniej Petunia, która – ryzykując najsroższą karę, czyli gniew męża – uparła się, by dotrzymać słowa i nie wyrzucać Harry’ego z ich domu. Nawet sztandarowa „zaściankowa gospodyni” nadszarpnęła swój status perfekcyjnej pani domu, choć wciąż wzdraga się przed mówieniem o czymś tak nieangielskim, jak magia.

Rowling udowadnia za Friedan, że kobiecość to mit, a płeć to konstrukt, sztucznie przypisujący pewne cechy jednej płci, a drugą płeć pozbawiający ich. W Hogwarcie to Hagrid jest modelowym opiekunem, który potrafi czule zająć się każdym, najbardziej nieprawdopodobnym stworzeniem. Romantyczna miłość Snape’a do Lily dowodzi, że subtelności nieszczęśliwego uczucia nie są tylko domeną bohaterek w stylu Elizabeth Bennet z Dumy i uprzedzenia, drugiej najważniejszej dla Brytyjczyków powieści wszech czasów według badania przeprowadzonego przez BBC w 2003 roku[3]. Sport – a z nim sprawność fizyczna, myślenie taktyczne i duch rywalizacji – nie jest wyłącznie domeną mężczyzn, a najbardziej popularna gra czarodziejska, Quidditch, nawet nie zna podziału na drużyny żeńskie i męskie. To Harry jest najlepszym tzw. szukającym w szkole, ale jego partnerka Ginny równie błyskotliwie zostaje gwiazdą drużyny. Kobiecość i męskość wpisują się we wzajemne kontinuum, w którym jedna cecha przechodzi w drugą poprzez różne odcienie androgyniczności[4].

Najlepsza przyjaciółka Harry’ego Pottera, Hermiona Granger, nie godzi się na odgrywanie roli uległej towarzyszki pozostającej w cieniu Harry’ego i Rona. Pośród trójki głównych bohaterów to ona reprezentuje rozum. Ona też wykazuje się odpowiedzialnością i niezależnością, na które nie stać jej męskich przyjaciół, tradycyjnie utożsamianych z tymi przymiotami. Gdy na początku ostatniej części serii bohaterowie udają się na niebezpieczną wyprawę, Hermiona wykazuje się męstwem, którego trudno oczekiwać od nastolatki: wymazuje z pamięci rodziców siebie. Choć jako jedyna pochodzi z mugolskiej rodziny, szybko asymiluje się w świecie czarodziejskim, nie wyrzekając się jednak swojej pierwotnej tożsamości, lecz dążąc do wzbogacenia własnego rozumienia świata. Gdy zdziwiony Ron pyta, po co Hermiona zapisuje się na mało popularny przedmiot „mugoloznawstwo”, słyszy w odpowiedzi, że chce ona poznać życie mugoli z innej perspektywy.

Hermiona jest więc postacią wielobarwną i nowoczesną. Jaki to postęp od czasów takich kobiecych kreacji, jak we wspomnianej już Chacie wuja Toma, gdzie jedna z ważniejszych bohaterek, Eva, do tego stopnia realizuje model pobożnej i niewinnej kobiety idealnej, że w wizyjnej scenie (niezasłużonej) śmierci zostaje symbolicznie wzięta do Nieba. Hermiona też jest ideałem: mądra, błyskotliwa, przenikliwa i pracowita, a do tego ładna i czarująca (warto wspomnieć, że nosi imię mitologiczne, po żonie Orestesa, córce Heleny, która odziedziczyła urodę po swej matce); a jednak pozostaje przy tym świadoma swojej wartości. Barwnej postaci Hermiony bliżej raczej do głównej bohaterki świetnej trylogii Pullmana; zresztą uderzające jest podobieństwo między totemicznymi reprezentantami tych postaci: patronusem Hermiony o kształcie srebrzystej wydry a dajmonionem Lyry.

W świecie czarodziejów stary porządek reprezentują mugole i charłaki. Za to czarodzieje i czarownice naszą swojską magmę przekuli na ksenofobię i wręcz rasizm (poza Wielką Brytanią na mapie świata widnieje tu dzika Albania i kilka białych plam). Miejsce kobiet w kuchni zajęły skrzaty domowe, małe inteligentne istoty obdarzone osobowością, służące niewolniczo swoim panom. I, niespodzianka, to Hermiona postanawia ulżyć ich losowi, czyniąc to w sposób, w jaki kobiety potrafią walczyć o swoje prawa: zakładając organizację. Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych (WESZ) przypomina echo Krajowej Organizacji na rzecz Kobiet (NOW) założonej w 1966 roku przez Friedan, za cel obierającej sobie „wprowadzenie kobiet do głównego nurtu amerykańskiego społeczeństwa już teraz”. Druga fala feminizmu miała przebudzić sfrustrowane kobiety, których sytuację karykaturalnie przedstawiła Rowling właśnie w postaci skrzatów domowych. Zresztą Agnieszka Graff pisze o ówczesnych kobietach jako „matkach udomowionych i sfrustrowanych”[5], stąd nasuwa się skojarzenie z tymi, które w domach zostały symbolicznie zamknięte.

Z innej perspektywy niewolnictwo skrzatów domowych w oczywisty sposób odpowiada sytuacji Afroamerykanów do początku XX wieku. Nie mniej czytelny jest obraz Hagrida i innych pół-olbrzymów, którzy aby uczestniczyć w życiu społeczności czarodziejów, wciąż muszą poskramiać swój „niebezpieczny” pociąg do dzikości, czyli magicznych zwierząt z Zakazanego Lasu. Moim zdaniem, jest to z kolei aluzja do sytuacji Indian w USA, których pozbawiono ziemi i możliwości życia w tradycyjny sposób; siłą włączono do niegościnnego społeczeństwa, w którym „obcy” zawsze musi grać rolę „swojego”. Hagrid cieszy się, że Dumbledore daje mu szansę. Lupin zostaje zatrudniony w największej tajemnicy przed nietolerancyjnymi rodzinami czarodziejów. Madame Maxime, świetnie tańcząca dyrektorka szkoły Beauxbatons, gdzie cieszy się wielkim autorytetem i absolutnym oddaniem uczniów, nawet sama przed sobą nie przyznaje się do swojego pochodzenia pół-olbrzymki. W czarodziejskim świecie – choć bardziej poprawne byłoby sformułowanie: „w świecie czarodziejów” właśnie – istoty innych ras to odmieńcy, którzy za wszelką cenę starają się ukryć swoją inność. Nawet Hermiona, wrażliwa na przejawy opresji dominującej rasy, właściwa sprawczyni coming-outu Remusa Lupina, w dramatycznym okrzyku: „Nie ufaj mu! To WILKOŁAK!” udowadnia wpływ dyskursu władzy na język skądinąd tolerancyjnych bohaterów. Trudno jednak podejrzewać Joanne K. Rowling o chęć przeniesienia przemocy rasistowskiej do swojej utopii. Wydaje się raczej, że w Wielkiej Brytanii, czy – szerzej – w kulturze anglosaskiej, po prostu nie da się skonstruować świata prawdopodobnego, nie odwołując się do ciągle obecnych dyskursów inności i wykluczenia.

Jeden z internetowych dowcipów obrazkowych przedstawia dziesięcioletnią Hermionę w trakcie ceremonii przydziału do domu w Hogwarcie. Magiczny kapelusz, Tiara Przydziału, która posiada moc przejrzenia serca i duszy każdego ucznia, zamiast wysłać dziewczynkę do Gryffindoru, wykrzykuje: „Kitchendor!” (ang. kitchen – kuchnia). Ten żart pokazuje, jak odległym od naszego światem jest Hogwart i jak silnie istnieje w naszej kulturze wciąż czytelny światopogląd seksistowski. Hermiona jako kobieca postać działająca – mądra i dzielna – w zrozumiały sposób może zostać zdegradowana do gospodyni domowej, którą na zasadzie wyjątku dopuszczono do walki o zwycięstwo nad złym czarnoksiężnikiem. „Uczestniczysz w polityce przypadkiem; równie dobrze mogłabyś teraz gotować obiad”. W miejsce mugolskiego żartu tabloid „Prorok Codzienny” mógłby wydrukować obrazek ze skrzatem domowym Zgredkiem, który zamiast dostąpić wzruszającej uroczystości pogrzebowej nad brzegiem morza, prędzej po śmierci znalazłby się z odciętą głową jako trofeum w domu swego pana. Ten żart opiera się na założeniach patriarchatu nieobecnego w świecie Rowling. Tu opresyjna dominacja mężczyzn zastąpiona zostaje swoistym wizarchiatem (od angielskiego wizard – czarodziej).

Choć pod wieloma względami Harry Potter odbija w sobie świat Wielkiej Brytanii oraz jej tradycje kulturowe i literackie, to jednak z perspektywy feministycznej snuje niemal utopijną wizję partnerstwa kobiet i mężczyzn. O problemach seksizmu i rasizmu autorka opowiada, opisując przejawy upośledzania skrzatów, wilkołaków i olbrzymów. I jakże przewrotnie ten świat post-emancypacyjny został wykrzywiony w filmowych adaptacjach serii, w całości wyreżyserowanych przez mężczyzn. Gdy w szóstym filmie[6] czarnoskóra Lavender Brown wdaje się w długi romans z pierwszoplanowym Ronem Weasleyem i z postaci epizodycznej zamienia się w jedną z ważniejszych bohaterek kobiecych, zostaje zastąpiona przez białą aktorkę. Rasizm? Seksizm? Nieuwaga? Cóż, pozostaje nam życzyć sobie, że też pewnego dnia zostaniemy uszczęśliwione sową z Hogwartu.

* referat wygłoszony podczas konferencji „Potter potem: fenomen społeczny – zjawisko literackie – ikona popkultury” zorganizowanej w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie w dniach 19–20 listopada 2012 roku przez Koło Naukowe Baśni, Literatury Dziecięcej i Młodzieżowej i Fantastyki Uniwersytetu Warszawskiego.

[1] „Each of us thought she was a freak ten years ago if she didn’t experience that mysterious orgastic fulfillment the commercial promised when waxing the kitchen floor”, Betty Friedan, The Feminine Mystique. Introduction (tłumaczenie: A.W.)
[2] Joanne K. Rowling, Harry Potter i więzień Azkabanu, Wyd. Media Rodzina, Poznań 2001.
[3] Harry Potter i Czara Ognia zajmuje miejsce piąte, co ciekawe, przegrywając z inną brytyjską serią o dzieciach ratujących świat, równie przesyconą chrześcijańską symboliką trylogią Mroczne materie Phillipa Pullmana.
[4] por. Sandra Lipsitz Bem (1976), Sex typing and androgyny: Further explorations of the expressive domain, „Journal of Personality and Social Psychology”, s. 34.
[5] Angnieszka Graff, „Mistyka kobiecości” wg Betty Friedan, przedruk w internetowym wydaniu „Wysokich Obcasów”, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokieobcasy/1,96856,12438859,__Mistyka_kobiecosci___wg_Betty_Friedan.html [dostęp: 17.11.2012]
[6] Harry Potter i Książę Półkrwi, reż. David Yates, 2009.

Ola Wasilewska

Ola Wasilewska (1989) – graficzka, wideoklipperka, słowoskładaczka. Redaguje warszawski „Wakat/Notoria” i kobiecy zin „Sklejka”. Jej najnowszą animację wyświetlano na fasadzie Muzeum Sztuki Współczesnej w Zagrzebiu.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!