Robert mówi, kto jest normalniejszy karma. Rozmowa Mai Staśko z Robertem Rybickim

NAGRANIE 175048

Maja Staśko: Czym jest miłość anarchistyczna?

Robert Rybicki: Czytałem różnych badaczy anarchistycznych, ale nie miałem napędu na to jakoś. Jedna amerykańska badaczka napisała, że dojrzewała do anarchizmu 10 lat, i rzeczywiście, bo to trzeba głowę przerobić. Długo przerabiałem głowę, ale wiedziałem, o co mi chodzi. W Polsce nigdy nie zetknąłem się tak naprawdę z praktyką anarchistyczną: jest niby gdzieś to skłotowanie, ACK, FA, to często jest zwykłe zajęcie chaty, żeby gdzieś mieszkać, nie płacić. Parę akcji się pojawi, typu Food Not Bombs, ale tak naprawdę to nie zastąpi anarchistycznego stanu świadomości, tej wolności, którą się przede wszystkim ma w głowie. Widziałem na przykład wielu rówieśników, którzy skłotowali za granicą albo w kraju, a teraz takie zniechęcenie u nich albo spadek energii. Nie wiem, może kwestia wieku, że niby czterdziestka na karku, to trzeba się ustawić, dzieci, żona. Jak byłem w Wiedniu, anarchia rzeczywiście była w grupie, myśmy po prostu byli jak bracia i siostry. Ludzie często sobie mówili dobre rzeczy; przychodzi do mnie włoszka Vera i mówi: „kocham Cię, bo jesteś pozytywny”, a potem idziemy sobie usiąść, żeby opróżnić grappę; i każdy to ma, i ja mówię do Lamiego, Araba: „kocham Cię, bo ty jesteś wspaniały”. Wszyscy chodziliśmy zakręceni, w ten sposób staraliśmy się do siebie odnosić. Nawet nie było starania się, po prostu tak było w tamtym czasie cały czas, taki kontakt. Na polskich skłotach, jeśli już jest tzw. anarchia, to albo jak z podręcznika, albo takie działaczowstwo postkomunistyczne, ze schedą ostrą z praktyki komunistycznej Polski: działacze, głęboka komuna, te klimaty. A to najprostsze w kosmosie: albo się jest, albo się nie jest anarchistą, anarchistką. Ostatnio często cytuję Bryla z Róbrege: jaka jest definicja państwa? jaka jest definicja państwa? (z naciskiem) APARAT UCISKU!

M. S.: No dobrze, ale co oznaczało to powtarzane spontanicznie „kocham cię”? Jakie były tego konsekwencje?
R. R.: Normalnie: jesteśmy, żyjemy.
M. S.: Razem.
R. R.: Razem. Wydaje mi się, że to męsko-damskie przyciąganie to jest głównie chemia. Ona daje 4–5 lat napędu. Na wsiach są jeszcze te stare związki międzyludzkie, w formie: małe, niewielkie społeczności, kilkaset osób, więc kult rodziny, małżeństwa na całe życie itd. To tak można. Możliwe, że współczesne rodziny wieloosobowe i katolickie są w takim sensie „pogańskie” w świecie in vitro, aborcji i świata miejskich singli oraz ateizmu, w jakim 1500 lat temu mówiono „poganie” (od: wieś) na tych, którzy wyznawali Zeusa, Jowisza, czy na Słowian wierzących w Peruna, Światowida. Nie wiem – cybernetyzacja ludzkiego życia kontra archaiczny „katolicyzm”? Współczesne miasto rozbija społeczeństwa, można nimi łatwiej sterować, wykorzystując antagonizmy, takie jak pochodzenie społeczne, etniczne, mity jakieś. Kiedyś szliśmy sobie z jedną koleżanką na bani, dochodzimy do chaty i impuls: rozbieramy się, mamy teraz po 5 lat, na golasa biegamy, bawimy się, i to wszystko poza kryteriami seksualności; mniej więcej tak jak na plaży nudystów, gdzie przebywanie nago między innymi ludźmi wyzwala inną energię: nie ma granicy ubrania, która jest pierwszą naszą granicą, jeszcze przedpaństwową. Nagle ważne się staje, z czego to ubranie jest zrobione, jakie są wzorki, kto to projektował. I to już jest olbrzymia władza.

M. S.: W tym ujęciu szafiarki zdobywają potężną władzę symboliczną, podobnie projektanci i cały ten przemysł.

R. R.: Ano.

M. S.: To co, ściągamy ciuchy?

R. R.: Ściągamy. [ściągnęliśmy]

M. S.: No dobrze. A jak wyglądają zasady wspólnoty skłotowej? Jak ustalacie między sobą reguły działania, reguły współżycia?

R. R.: Najlepiej, gdy się nie ustala, tylko intuicyjnie wyczuwa, co możesz zrobić, a czego nie, bez kodeksów czy burzliwych debat. Na przykład na Cibulce nie było żadnych obrażań się czy wzajemnych scysji. Może w ogóle przekategoryzowanie słowa „miłość” to jest nasze zadanie: żeby zrecyklować pojęcie. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym terminologicznie, pod względem definicji. A ideologia – czy terminologia jest częścią, czymś wstępnym do ideologii? – wszystko psuje. To może tak: istnieje najlepsza forma miłości – to miłość wedle Chrystusa, czyli „miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Dla mnie to jeden z podstawowych wyznaczników. Jak widzisz w człowieku gnój, emanuje gnojem wewnętrznym, jak widzisz to po siatce twarzy, to nie chcesz się do niego zbliżyć, nie? Niedawno gadałem z jeszcze kimś innym – to jest tak: jeśli ktoś ma dobre myśli, często się śmieje, ma pogodę ducha, to to widać na twarzy, a jak ktoś knuje, ma ochotę kogoś ujebać, źle życzy, jakiś rewanżyzm się włącza, to też to widać. Porównaj sobie twarze Andrzeja Sosnowskiego i Jerzego Suchanka. A bardzo często jest tak, że mijam kibiców, jakichś takich rozbójników ulicznych, i widzę, że oni są normalniejsi od tych ludzi w garniturach, którzy, gdy wymieniamy się spojrzeniami na ulicy, uciekają wzrokiem. Boją się mnie. A przypadki podczas II wojny światowej, gdzie jeden za drugiego skoczy w ogień? Albo Maksymilian Kolbe: ten to miał pałera, nie? Miłość nie zna płci. Pierwszy raz zetknąłem się z terminem „seksizm” na skłocie Kromera w 2000 roku, nie znałem go wtedy, ale szybko zrozumiałem, o co chodzi. Seksizm to jest patriarchat, ale seksizm to jest też feminizm. Jakiś czas temu mieliśmy konflikt między biblioteką anarchistyczną von unten w Wiedniu a anarchofeministkami. Przychodzę jako reprezentujący Pizzerię Anarchia, pytam, czy mogą nam pomóc w związku z eksmisją, a jedna z nich mówi: „pomyślimy, pogadamy”. A taka hersztówa mówi: „nie, ponieważ Tomi i Tomi są antyfeministami”. Jakie Tomi i Tomi? Nie wiem nic o tym, kurde. Okazało się, że coś tam mówili im nie po myśli. A ta hersztówa do mnie, że jeśli wykluczycie ich, to wtedy tak. To wtedy pomożemy. Ja pierdole, i wy jesteście anarchistki, kurwa? Ja pierdole, i gadam z nimi, niektóre po francusku, inne po niemiecku. Kombinuję. Ale tak nie gramy. Albo my wszyscy, albo nikt. I jest coś porąbanego w tym, że to jest gdzieś tam w ludziach, taki impuls, żeby dzielić. Wszystkie formy tworzenia związku to takie dzielenie: my tu we dwoje, a wy reszta. Bez sensu całkiem. Dobra, piwo, koniec części pierwszej.

NAGRANIE 181016

R. R.: Nawet nie wiem, czy to jest pies, czy to łabędź, ale to jest.

M. S.: Łabędź ludzki się nazywa.

R. R.: Ludzki łabędź? Pies też ludzki jest. Jeśli planeta jest miłością, to ludzie spierdalają cywilizacje. To cywilizacje spierdalają ludzi. Przyroda, jakieś konstrukcje, konstrukcje. Sygnały planet i gwiazd.

M. S.: I to jest miłość?

R. R.: Nie wiem, chyba tak. Myślę, że miłość to jest dawanie jedzenia. Kryszna dający jedzenie na przykład.

M. S.: No dobrze, a gdy jedzeniem jest mięso innej istoty? Co z tą miłością wtedy?

R. R.: Ale krysznowcy rozdają z reguły niemięsne rzeczy.

M. S.: A my tu z kolei mamy dużo mięsnego w Polsce.

R. R.: Czyli chcesz powiedzieć, że otwarte klatki itd.?

M. S.: Chcę powiedzieć, że miłość pada na ryj w takiej sytuacji.

R. R.: Bo zaszlachtowali.

M. S.: Szlachta, to na pewno jeden z impulsów tych wszystkich podziałów. Myśliwi, myślący.

R. R.: Kiedy te ptaki zaczną ćwierkać?

M. S.: Co jakiś czas śpiewają, ale wątpię, żeby to było słychać w nagraniu, a w tekście to już w ogóle nie.

R. R.: Kurwa, te parki tak blisko ulic są. Najlepiej do lasu.

M. S.: To do lasu. [idziemy do lasu]

R. R.: Mam kumpla takiego, Marek Grzech. Stary hipis. I on mówi: „Ty, Ryba, swoją bezbronnością udowadniasz swoją miłość do świata”. Bezbronnością można wygrać.

M. S.: Ale to chodzi o wygrywanie? Chyba nie.

R. R.: No nie, ale zwycięstwem jest to, że się nie wygrywa, że nie ma przymusu wygrywania, że się człowiek wyzwala z tego. Kiedyś grałem w nogę, mieliśmy swój klub osiedlowy i graliśmy z najlepszymi zespołami młodzieżówki na Śląsku. W pewnym momencie wygraliśmy w całej grupie. Mój stary kumpel rock’n’rollowiec mówił zawsze: przyjaźń to koleżeństwo. Najlepiej nie odróżniać tego, nie stopniować. Tak jak w Anglii: jak jest friend, to jest friend – i nie ma niczego innego. He’s my friend, she’s my friend. Może Wordsworth i Coleridge by to rozumieli bardziej niż na przykład Mickiewicz i Słowacki. Przypomniał mi się początek dziennika Ingeborg Bachmann, gdzie napisała „kochany dzienniku, jestem teraz uratowana, nie muszę iść na szkolenie przeciwlotnicze ani kopać rowów przeciwczołgowych”. Co ona musiała przeżywać w 1945 roku? Dopóki nie będzie końca wojen, dopóty nie będzie normalnej miłości między ludźmi. Syndrom zagrożenia robi swoje. Powiedzmy, że jest związek jakiś dwojga osób: to bardzo często jest spierdolone przez system. We wszystkich swoich związkach miałem tak, że ponieważ nie miałem aż tak dużo, jak się wymaga od faceta w tym patriarchalnym gównianym systemie, to się to rozpadało. Wiem o tym. Napisałem w Masakrze kalaczakrze: „Wszystkie dziewczyny mojego życia/ odchodziłyście z powodu pieniędzy”. Pierdolę te pieniądze, chuj z nimi. Wolę swoją wolność niż bawić się w chore banie jakieś, kombinowanie, ganianie. I jak te związki wyglądają wszystkie teraz? Pierwsza panna, z którą byłem, ma dwoje dzieci z jakimś facetem, widziałem się z nią niedawno, mówiła, że musiała uciekać do ośrodka pomocy społecznej, bo była bita. Ktoś tam powiedział: „kanał raz zrealizowany domaga się realizacji”. Kanał to cała cywilizacja, automatyczne powielanie pewnych wzorców, mechanizmów, czyli akt małżeństwa, to pierdolenie o mariażach, mezaliansach, te wszystkie sprawy spadkowe, to jest kupa gówna, to hajtanie się, dorobkiewiczostwo, albo gadki jakichś kumpli: „to ożeń się z bogatą kobietą”, to jakiś cyrk cinkciarzy. Ja zawsze mogę się pochwalić, że mam kolegów, podczas gdy większość moich rówieśników nie funkcjonuje społecznie, tylko w obrębie rodziny, trzy–cztery osoby i telewizor. I bezrefleksyjne życie, żonglerka stereotypami podgrzewanymi w mikrofalach głów przez media. A w momencie, kiedy człowiek odchodzi od tego wszystkiego, żeby odnaleźć swoją własną przestrzeń, jakąkolwiek, kurwa, własną drogę, swoje własne wyobrażenia realizować, to jest anatema społeczna, ostracyzm. Trzeba mieć niewiarygodnie dużo samozaparcia i siły, żeby potem znów się przeciwstawić tym, którzy robią te anatemy i powiedzieć im: „kurwa, kto teraz ma racje: ten, kto leży, czy ten, co stoi”? Spokojnie mogę się podstawić, mogę podejść pod rodzinę w ramach tego modułu – i co? I mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwszy od was. Większy dom, większy samochód, większy kutas, większe konto w banku, kombinowanie większe, żeby było więcej. I więcej, i więcej, nie trzeba wiele, a tu jakaś gonitwa, olimpiada zysku. System, który jest już zjebany dokumentnie – to nawet udokumentowane, coraz więcej osób o tym mówi: została sama matematyka, bez człowieczeństwa. Co ja będę pierdolił więcej o tym, to tam banki będą wymyślać nowe matematyczne kombinacje, żeby wyjść na swoje, żeby ten system się kulał dalej w formie, która od setek lat się rozwija. Żyjemy w dobie końca cywilizacji. Kto powstrzyma tych imigrantów? Oni chcą żyć, ich bieda nie bierze się z tego, że oni nie umieją czegoś robić, tylko dlatego, że, kurwa, ktoś biega z karabinem i, kurwa, granatem w nich rzuca. I jasne, wiem, kurwa, jaką rolę, kurwa, w świecie pełnią Stany Zjednoczone. Konflikty, konflikty, konflikty. Mnożyć konflikty jak mnożyć zyski. Ken Smith napisał wiersz o dwojgu kochanków z obydwu stron granicy podczas wojny bałkańskiej. Nawet zadzwonić nie mogą, bo pourywane kable są. Wiesz, jakby teraz było bombardowanie, teraz, tu, weź sobie wyobraź. Jeb, jeb, jeb, kurwa. I masz takie leje, że pomiędzy tymi drzewami jest dupna dziura po takim średnim pocisku. I wyobraź sobie, że to te seryjne, na przykład rosyjskie GRADy. A miłość w obozie koncentracyjnym? Albo ludzie umierają, cyklon b, matka z dzieckiem, ojciec z synem. Trzymali się do końca. Widziałem taki film podczas jednej ze skłotowych projekcji filmowych, że ledwo wychodziłem na nogach. To nie jest jakieś tam gówienko typu Incepcja czy Star Trek. Albo o obozach dla uchodźców na wyspie Lesbos w Grecji (co na to Safona?), albo o dziewczynach z Mołdawii, które jechały w poszukiwaniu pracy do Dubaju i do Stambułu, a lądowały w burdelach i musiały stamtąd uciekać. Niektóre specjalnie zapładniane, bo większa cena jest, więc pierwszy facet zapładniał i potem po prostu robili dziurę w łóżku, żeby zapewnić inny rodzaj przyjemności, ze zniewoloną Mołdawianką: facet jakiś rypie pannę przez specjalną dziurę w pryczy, a ona już jest na ostatnich nogach. Nieprzyjemny temat, co? A wiesz, kiedy ona uciekła z tego burdelu? Gdy był ramadan, bo mężczyźni mają zakaz seksu. Zawsze się zdarzy taki kozak dokumentalist(k)a, który/a się wypuści gdzieś daleko i zrobi taki materiał, ale on zazwyczaj nie ląduje w powszechnej dystrybucji. A ja mogę jedynie powiedzieć, co znam z niepowszechnej dystrybucji: na przykład jeden artysta zapraszał mnie na projekcję filmów o Japończyku-artyście, który biegał z kałachem razem z Talibami po Afryce. I że to hardkor, mówił. O tym, jakie jest kłamstwo i manipulacja ludźmi. Może prędzej ta nasza rozmowa to mógłby być wywiad o tym, jak system może zgnoić najuczciwsze, szczere i uczciwe relacje międzyludzkie. Na tym zakończymy drugą część.

NAGRANIE 181149

M. S.: Już włączyłam, czekaj, jakoś tak położę dobrze.

R. R.: Huk samolotu.

M. S.: Huk, ale to są konieczne dźwięki.

R. R.: Gadałem z taką czeską ekipą młodych freaków-artystów – coś piszą, malują, spotykają się w knajpie Paliarka – i na przykład chodzimy sobie na golasa po tej knajpie.

M. S.: Naprawdę? To kontynuujemy tę tradycję. Chociaż robi się zimno trochę.

R. R.: I jest patent taki, że oni chcą zrobić nowy romantyzm. Po prostu trzeba zrobić nowy romantyzm jako sprzeciw wobec rozwoju cywilizacji. Wyobraź sobie romantyków, Mickiewicza na przykład, jak czeka na pociąg w Poznaniu w tym centrum handlowym. Albo jak U2 grało koncert na stacji metra jakiejś i nie kapnął się nikt, że to jest U2. To jest dopiero, nie? Medialny wizerunek. Medialny wizerunek niszczy to wszystko, co jest związane z najlepszymi, najcieplejszymi relacjami międzyludzkimi. Tak jakieś 80% ludzi funkcjonuje. Na planecie. Ja się nie dziwię tym z ISISu, musiało im odpierdolić, wielka frustracja, jeb. I rozwalili te świątynie w Palmirze. I to też pieniądz, oni mają ten sam problem, co w Polsce: u nas się gada, że wszystko sprzedane, a co oni muszą czuć w związku z tą ropą naftową? Czy prości Arabowie mają w tym udział? Czy taki prosty Beduin ma z tego „dolę”? Gdyby, wedle anarchii, nie było władzy i pieniądza, wszystkie relacje międzyludzkie byłyby bardziej normalne, po prostu ludzkie, międzyludzkie, a nie stanowiłyby jakąś poboczną pochodną finansowych spekulacji. I zostaje im emigracja. Cywilizacyjna. Już nie emigracja przez granice, emigracja wewnętrzna, lecz emigracja kombo: wypierdalać stąd, w dzicz, w głuszę, poza wszelkie współczesne tzw. „cywilizacyjne” uwarunkowania. Stąd te skłoty – jako enklawy.

[idą dzieci]

R. R.: O, nowe pokolenie jedzie. Młode pokolenie jedzie, a starsze pilnuje. Dźwięk motoru musisz zapisać.

M. S.: Tak, będą zapisane wszystkie dźwięki, które słyszymy.

R. R.: Pierwszego września na dworcu w Poznaniu poszedłem coś zjeść, patrzę, zajebiste odpadki w koszach, bo dużo wyrzucają. Mają, to wyrzucają. Chodzę, pyk, pyk, widzę, że największa część obiadu zostawiona, zgarniam sobie resztę, co mi się podoba, zjem sobie. Jestem najedzony, nie? Nie muszę kombinować na jedzenie, zbierać pieniędzy, eliminuję pośrednictwo pieniądza jak się da. Pierwszy września, to widziałem mnóstwo uczniów tuż po rozpoczęciu roku, forsa starych się sypie, siedzę, a oni w maku gadają, jedzą hamburgery, piją colę, i większość patrzy w ekrany iphonów. A ja mam iphone otwartej ręki. O, taki happening – „człowiek z iphonem z otwartej ręki”. A kojarzysz tego kolesia, Matthew Silver?

M. S.: Tak, tak, genialny performer. Z tego naćpanego klipu zwłaszcza.

R. R.: Mnie się wydaje, że on to zna, trochę poćpał kiedyś i umie to zagrać. Ma chłopak szajbę, ale konkretną, i to mnie jara ostro. Bez jakiejś ściemy totalnej, on ten element gry i czucia łączy, i to nie jest wyrachowane. Maksymalnie i do końca czuciem jest to, co robi Dariusz Orwat, to też jest jakoś sama gra. Chociaż nie wiem, może za mało go znam po prostu.

[idziemy przez las, zrywamy jabłko z jabłoni]

M. S.: Owoc miłości.

R. R.: Tak. Owoc chemii.

M. S.: Chemia to nie jest miłość?

R. R.: Na pewno się zazębiają, nie jestem znawcą.

M. S.: Nadzy i jabłko. Czy my tu czegoś nie powtarzamy?

R. R.: A może, gdyby nie było różnic między językami, byłoby ciekawiej. Byłyby same dialekty, każdy by swój język wytwarzał, na przykład język żalu.

M. S.: Może.

NAGRANIE 184654 (trwa 5s, szum)

[nagranie ocenzurowane przez państwo]

NAGRANIE 185500

M. S.: Ej, nie nagrało się.

R. R.: Jaka jest definicja państwa? jaka jest definicja państwa? (z naciskiem) APARAT UCISKU!

NAGRANIE 185709

M. S.: Teraz się nagrywa.

R. R.: Jesteś w stanie przeskoczyć uwarunkowania kulturowe?

M. S.: To jest sedno, ale chyba anarchiści powinni jakoś temu przeciwdziałać. Nie? Czyli w pary się wiążą?

R. R.: Pozostaje, normalnie, związek one to one.

M. S.: Normalnie? Nie wiem, czy to jest normalnie.

R. R.: Nie wiem, nie jestem znawcą tematu.

M. S.: Ale jak żyjecie ze sobą w skłotach, to widzisz przecież.

R. R.: Nie no, spoko żyjemy, normalnie. Jak ktoś z kimś jest, to ktoś z kimś jest, tyle.

M. S.: I wtedy te dwie osoby są na wyłączność?

R. R.: To nie o to chodzi, kurde. Jak ludzie tworzą więź, to jest więź, jak nie ma więzi, to nie ma więzi. Nie zrobisz specjalnej, ot tak, więzi na pięcioro ludzi, bo musisz się podzielić z kimś, a wtedy nie masz tej silnej więzi między jedną osobą a drugą. Możesz rozłożyć to na dwa, trzy, cztery czynniki, dobra. Ale po co mam się osobiście pchać do panny, która jest z kimś i ma fajny związek? Żeby to rozwalić?

M. S.: Ale dlaczego miałbyś cokolwiek rozwalać?

R. R.: Ale wyobraź sobie, że ja, Bacyl i Misza bylibyśmy razem. Bez sensu.

M. S.: Dlaczego?

R. R.: Jak ktoś jest z kimś, to jest z kimś.

M. S.: Ale to nie musi być jeden ktoś. Możesz mieć udaną relację i z jedną, i z drugą osobą.

R. R.: A te dwie osoby jak?

M. S.: Też, one wobec siebie też mogą mieć relację albo mogą jej nie mieć, mogą mieć z jeszcze kimś innym.

R. R.: Ile to jest lat praktyki?

M. S.: Obrzydliwie dużo.

R. R.: Tysiąc lat, dwa tysiące, trzy tysiące?

M. S.: No tak, niestety.

R. R.: Właściwie na Cibulce wszyscy razem mieliśmy świetne relacje, tego się nie da opisać, bo to Cibulka, na to nie ma dyskursu, my tworzyliśmy relacje międzyludzkie od nowa. Hipisi też próbowali, też dyskurs ich zżarł.

M. S.: Hipisi przeszli w pornoprzemysł.

R. R.: Tak, to jest przemysł, kultura też jest przemysłem.

M. S.: I tak łatwo jej się podporządkowujesz?

R. R.: Dobra, gdzie jest człowieczeństwo, a gdzie jest przemysł. Arystokracja przeszła w produkcję przemysłową, nie ma innej alternatywy na razie. I co to jest człowieczeństwo.

M. S.: Też przemysł.

R. R.: Człowieczeństwo to przemysł?

M. S.: Tak, reprodukowanie takich samych ludzików na taśmie w fabryce, jak w Nowym wspaniałym świecie. Chłopcy w spodniach są produkowani, dziewczynki w sukienkach, chociaż ostatnio w spodniach mogą też, to jest duży postęp dość

R. R.: W futrach z norek.

M. S.: W futrach z norek to elita, taśma fabryczna na elitę też jest, ale z prawdziwej skóry, a nie jakichś syntetyków.

R. R.: Elita? Co to jest elita?

M. S.: Elita to jest taka taśma, z której na sto osób z klasy robotniczej wychodzi jedna, bo jej tata ma pieniądze.

R. R.: A co warunkuje, że tata kogoś ma pieniądze?

M. S.: Pornoprzemysł. Czyli kultura.

R. R.: To trzeba zrobić rewolucję, nie ma chuja.

M. S.: Trzeba.

R. R.: Spalić wszystkie radiowozy najpierw.

M. S.: Spalić się radiowozowym bongiem.

R. R.: Ale dajmy na to, że jakaś zakochana para kopuluje na ławce i podjeżdża policja. Mandat za miłość na przykład. Z biednej rodziny jeden człowiek, drugi człowiek. Wokół mury domów ogrodzone murami, mury wokół murów wokół murów. Może ten dyskurs byłby dobry, zanim powstała sumeryjska cywilizacja, ale wtedy nie byłoby na czym nagrywać. Dlatego trzeba wypierdalać stąd, widzieć tylko ludzi i sru, studnia, pole. I tak pszczoły są bardziej etyczne od ludzi. Widziałem spektakl teatralny – ludzie-pszczoły, amerykański teatr taki. Nic tam nie było.

M. S.: Nic przez cały czas?

R. R.: Tak, pół godziny, bzzzz, dźwięki, i koniec.

M. S.: Super, bardzo fajne.

R. R.: A co w takim razie z całymi rodzinami, które muszą spierdalać z Syrii, a u nas się decyduje, czy tak, czy nie. I te wszystkie pojebane, kurwa, pomysły maturalne: miłość matki do dziecka, miłość do ojczyzny. A mi się wydaje, że jak miłość jest, to jest, a jak nie ma, to nie ma. I na tym chciałbym zakończyć swoją wypowiedź.

M. S.: Dziękuję, boże, mam nadzieję, że się nagrało.

 

 

■ [tytuł wywiadu to wypowiedź Jacka Dehnela w komentarzu na Facebooku pod postem Michała Kasprzaka z fragmentem wywiadu]

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

Robert Ryba Rybicki

(1976) Poeta, recenzent, happener. Studiował prawo i filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Autor sześciu książek poetyckich (najnowsza – masakra kalaczakra: WBPiCAK, Poznań 2011). Były redaktor Pisma Artystycznego Plama w Rybniku i tygodnika Nowy Czas w Londynie. Prowadzi Wesoły Klub Literacki w Kluboksięgarni "Głośna" w Poznaniu, współredaguje wydawnictwa Wielkopolskiej Biblioteki Poezji. Mieszka w Poznaniu, wcześniej – w Rybniku.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!