Wiersze

Apollinaire

zepsute pokrętła od radia i zimna. a po szybie szedł pająk
tutaj nie, powiedziałaś, tutaj nas znają. pojedźmy dalej
miasto w wodzie i twoja twarz w kolorach Francji. zamarłem
w najlepsze, z każdej strony zawrócony w ciało, pod lasek sosnowy
skąd przyjaciel ubolewał w ostatnim smsie. nad brakiem miłości

w zamyśle chodziło o więcej, ziemia nie była tak czarna
w zamyśle dwa złożone palce wzbudzały strach na gwiazdach
tu dobrze. i poczęliśmy rozkładać na trawie dwa mokre płaszcze

 

Blizna

Jest taki wiersz Nerudy, który napisałem przy tobie. Zaczyna
się ranką zadaną przy wkrajaniu łososia do drewnianej miski;
przebiega blizną, którą ledwo pamiętam, przez puste miasteczka,
strumyk włosów na moim podbrzuszu, wpada w morze twoich włosów
przy stopach innego mężczyzny.

Jest taki wiersz Nerudy. Najgorszy wiersz świata i nic go nie obroni.
Zaczyna się interwencją boską w krajach trzeciego świata,
a kończy czarnym lądem i głodem pokoju w trzeciej osobie.
Wiersz jak dziesięć butelek ustawionych między naszymi łóżkami,
jak więzy krwi lub człowiek krwawiący na dwie plamy.

Jest w końcu wiersz, kiedy siadamy po czterdziestu latach w budce
telefonicznej, jemy z jednego garnka, nie brzydzimy się śliny. Pokazuję
bliznę, która zaczęła się na tobie, a skończyła na mnie. Wymawiasz imiona
dzieci. Kocham cię. Przesuwasz w moją stronę kolejne słoiki, resztkę morza
twoich włosów.

 

Sedna

Marceli

Wiem, kogo zapytam o północy – czy pamiętała o świetle.
Z kim się zestarzeję, na kogo wejdę wysoko –
będzie domem, z którego wyniosę rozkosz. Dom jak środek wiersza,
gdzie zawlokę ją za włosy. Wiem, kogo zapytam: jak to było kochać,

jak się przesuwało smutek po poduszce, siniaczyło gwiazdy
z miłości. Komu dać wiarę, że choć słoik puścił,
to w środku pozostało smaczne; kogo ustrzec – choć było zamknięte –
przed słowem pozbawionym pulsu, z nagle zapadającym się akcentem.

Wiem, kogo zapytam o świcie – jak się czuwało przy wannie
wypełnionej człowiekiem z przyszłości.
Komu i co przyniosę w siateczce z H&M’u – bo była już na zawsze
z kim innym, który ją pytał o północy, zaciągał w światło za włosy.

 

Alberti

mógłbym cię teraz zostawić zaognioną bez pomocy ze strony miasta
strącając w korytarzu zdjęcia dzieci i ciebie u podnóża gór
zabarykadować się w motelu przy kolejowym dworcu i pisać długie listy do czasopism
bokserskich z siedzibą w Londynie wschodnim
z prośbą o prędki druk trzech niesygnalizowanych ciosów w nerki
z nadzieją że nikt tam nie pamięta wierszy wolnych spodziewanych o tobie
za nasze oszczędności kupić tramwaj łódź choćby paralotnię
rozdać pijanym świętym wynaleźć lepszy smutek lub rozbić się u podnóża gór
porzucić twój kark chłopięcy pochylony nad Albertim
nie zaczesując więcej blizn po kleszczach porodowych
niczego już nie tłumacząc z jego żałosnych wierszy

 

Rozstępy

Nikt nie woła – nie ma czułości po Foksie, Sosnowskim i kozach na youtubie.
Puszka piwa na dwoje, owoc gnijący w trawie – nie będzie sprawniej
nikt mówił o czułości. Nikt nie napisze, jak gdyby podawał herbatę.

Nikt nie napisze, jakby całował rozstęp. Nie ma czułości po Foksie.
Po tej śmierci wywietrzono pokoje. Nie ma czułości po Sosnowskim.
Nie ma śmierci na trawie. Tylko jej cień w trzeciej osobie.

 

 

CC-ludzik  Teksty dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

 

Kamil Kwidziński

Pochodzi z Kaszub, obecnie mieszka w Krakowie. Współtwórca Tłoczni Wydawniczej ,,Ach Jo!”. Członek zespołu SALK. Miał kotkę o imieniu Lola, która pod koniec życia okazała się kocurem. Miał cztery papugi, które wypuścił przez lufcik. Nie jest godny zaufania. Od urodzenia lubi mocną kawę.

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!