Wiersze

temat zastępczy

gdyby moje diagnozy przestały rozpoczynać się od partykuł,
byłbym naprawdę szczęśliwy. hej, nie startuj tak wstydliwie,
bo robisz z siebie jeszcze większą pizdę –
słaby pisk z lewej, dyskretny, ale w sedno; chyba
tu się urwie.

albo:

na dzień przed maratonem młotkiem rozbijasz sobie kolano,
tylko profilaktycznie, żeby nie odjebało ci od splendoru.
a może już czas przestać powoływać się na szczęście i wziąć się do roboty?
toczą się spory, wojny się prowadzą,
porozumienia minimalnie opuszczają powieki
i wyglądają się nawzajem.

 

***

ostatnio śpię głową z tamtej strony
i spoko, tylko potem wstaję z głową z tamtej strony.

płyn do chłodnicy,

gaz do zapalniczek

hania powiedziałaby, żebym się nie martwił,
ale trochę się martwię, bo nie znam żadnej hani.

kleje do butów,

farby do drewna

imię dla dziewczyny w jasnym golfie,
nie? takiej z labradorem.

lakier do włosów,

zmywacz do paznokci

takiej, co przyjeżdża po ciebie tym jasnym golfem
(tylko się droczę – ciągnij niteczkę)
taty i nawet jak narzygasz, nie krzyczy:

dawid do domu,

dawid do domu

 

poważna sprawa

na te wątpliwości to ty chyba
dostajesz jakieś unijne dotacje,
że ci się chce. no mówię ci, w życiu nie widziałem,
żeby coś tak wątłego stało tak stabilnie
i jeszcze ostentacyjne się tym chełpiło.
dumna jak wydachowany samochód,
albo jakiś typek od słabej metafizyki.
sobotni wieczór jako stos niepozmywanych naczyń z piątku?
stos niepozmywanych naczyń jako stos niepozmywanych naczyń?
„może jestem czymś więcej ale nie mam okazji”.
ściągasz mi okulary i tysiące małych uchodźców
emigrujących ze mnie przed głodem i rzeziami
ubiegają się o azyl pod twoim szlafrokiem.

 

ja to ktoś zwinny

sugestie dojrzeją, wyjmą z kieszeni zmarznięte ręce
i wszyscy zobaczymy powłóczysty zwrot akcji, pochód masywnych ustaleń,
phehe. jakby się nie dało normalnie ostrzec: odsuń się na chwileczkę,
bo będę teraz machać ambicjami. można by to zaakceptować,
zrozumieć, nawet polubić, ale nie kiedy intencje po chamsku przezierają
spod tego jebanego bolda, kubraczka misji, asekuracji stylu,
dopełniacza żenady.

masz w domu kwiatki? mam. to je podlewaj.

 

***

Paulinie

taktownie mówi dzień dobry na sztorc, programowo nie mówi do widzenia,
metodycznie pracuje nad plastyczną wyjebką:
całe życie z językiem wsuniętym w spierzchnięte usta votum separatum.
ona stróżką biegnie przez obskurne sfery funkcjonalności,
jak wataha emigrantek gładko szturmuje spekulatywny pejzaż,
gdzie i ja mam stoję miejsce. khhhhh, swoje;

kiedyś odegra się na nich pejzaż,
i na niej, i na mnie,
ale teraz tak i nie chrzczą dziecko.
podczas gdy zaimki ruchane są mocno przez jej ulubione zwroty,
jak tytuń, jak roszpunka, jak koniugacja, jak lamusko,
ona sprzedaje bieliznę swoim napływowym,
wszystko z caps lockiem, meta, meta, meta.

potem znowu depatriacja, z przyjemnością.

————-

[i lustracja: Ola Wasilewska]

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).
Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!