Bio-Polska biblioteka: splot języków

Literatura anglojęzyczna i angloamerykański rynek wydawniczy obrodziły w wielotomowe serie, pięknie ilustrowane monografie, czasopisma dedykowane, ale i numery specjalne na temat bio-, -zoo, i -eko. W bio-Polsce jest skromniej. Skromniejsi są również bio-polscy autorzy, choć tendencja jest raczej taka: nie o zabawę z przedrostkami tu chodzi, lecz o autentyczne otwieranie się polskojęzycznej kultury na refleksję z pogranicza studiów nad zwierzętami, ekokrytyki i posthumanizmu.

W niniejszym tekście chciałabym przywołać kilka bio-tytułów z literatury naukowej, szkiców literackich, reportaży i książek popularyzujących wiedzę o przyrodzie. Nie jest to w żadnej mierze konsekwentny ogląd, ale krótki komentarz-przewodnik po książkach, które ukazały się między 2013 a 2015, a więc całkiem niedawno. Z racji podejmowanych w nich kwestii, tekst ten zagląda zarówno do bio-polskiej akademii, jak i na bio-polskie puszcze. Takie zestawienie jest dla bio-polskiej tematyki przyszłościowe. Zmienia się język pisania o przyrodzie przez badaczy, zmienia się także pisarstwo przyrodnicze. Powstaje pytanie: co tu jest polskie w tej bio-Polsce? Raczej bio-Polska – i obszar refleksji przez nią wyznaczany – to mały puzzel, który koniecznie trzeba połączyć z innymi w układance o zmieniającym się na naszych oczach bio-świecie.

O swoistym zwrocie ekologicznym głęboko przenikającym badania humanistyczne pisze Anna Kronenberg w książce Geopoetyka (Łódź 2014) i za szkockim poetą i teoretykiem, Kennethem Whitem, formułuje program zielonego czytania i pisania. Książka otwiera ogromny potencjał dydaktyczny (praktykowany od lat 90-tych przez ekokrytyków i pedagogów) i słusznie przewiduje, że badaniom związków literatury i środowiska przyrodniczego towarzyszy praktyka pedagogiczna. Mimo, że w Polsce geopoetyka rozwijała się za sprawą trzech Elżbiet: Elżbiety Rybickiej (UJ), Elżbiety Konończuk i Elżbiety Sidoruk (UwB), Anna Kronenberg uważa, że niesłusznie refleksja nad przestrzenią została pozbawiona komponentu ekologicznego. Możliwe, że osadzonej w Łodzi badaczce łatwiej byłoby wprowadzić tę istotną dla niej praktykę zielonego pisania i czytania, gdyby zdecydowała się na inne określenie własnego stanowiska (choć zależało jej na podążaniu za szkocką szkołą geopoetyki). Ta początkowa niechęć do uwzględniania w refleksji topograficznej przyrody i problemów ekologicznych (głównie przez Elżbietę Rybicką) spowodowała, że geopoetyka w Polsce rozwijała się niezależnie od ekokrytyki i humanistyki ekologicznej, choć i polska geopoetyka ulega stopniowym zmianom, dostrzegając sprawstwo przyrody (szczególnie w kontekście krajobrazów pamięci). Wkład Anny Kronenberg w zaangażowanie społeczne na rzecz działań proekologicznych i wyznaczanie nowych akademickich praktyk w postaci autorskich warsztatów i kursów twórczego (zielonego) pisania to trend, który może na trwale zadomowić się na współczesnym polskim uniwersytecie, a studenci częściej i chętniej będą debatować w realnej przyrodniczej przestrzeni.

Jedną z pierwszych akademickich monografii w całości poświęconej kwestii zwierzęcej jest wydana w 2013 roku w Katowicach książka Literatura rosyjska wobec upodmiotowienia zwierząt znanej rusycystycznej badaczki, Justyny Tymienieckiej-Suchanek. Z uwagi na przebogaty materiał, zebrany przez filolożkę, dotyczący przede wszystkim rosyjskiej literatury i zupełnie jak dotąd nieopracowanej pod kątem relacji ludzi i zwierząt, warto poczekać na drugie wydanie książki (chyba że ktoś czyta ze zrozumieniem po rosyjsku), w którym autorka obiecuje przekład fragmentów rosyjskich współtworzących treść książki. Mimo tego, monografia jest rzadkim przykładem ujęcia refleksji literaturoznawczej dotyczącej zwierząt wespół z sięganiem po refleksję przyrodniczą (autorka powołuje się na „trzecią kulturę” jako na obszar-rezultat swojej pracy). Jednym z tych wymiarów ma być ujęcie ekofilozoficzne odrzucające „czułostkowy antropomorfizm” zwierząt i ich reprezentację świata ludzkiego, ale przede wszystkim ich funkcję estetyczną w teorii literatury. Relacja ludzi i zwierząt na przykładzie tekstów rosyjskich jest polem szerszej analizy definiującej relację człowieka z przyrodą (tym wedle autorki zajmuje się ekofilozofia). Co więcej, badaczka w centrum swej analizy stawia zwierzęta (ponad ludźmi), w dodatku nie te symboliczne i kulturowo rozlazłe, ale całkowicie namierzalne, prawdziwe, czy jak dodaje – scjentystyczne. Jednocześnie umieszcza rozważania dekonstruujące zwierzęta w tradycyjnej bajce. Jej praca wpisuje się w aktualny namysł etyczny i prawny podejmujący konkretne działania na rzecz poprawy sytuacji zwierząt czujących: „włączenie zwierząt w horyzont etycznego myślenia jest często w przypadku pisarzy i poetów naturalną konsekwencją osobistej względem nich postawy, przejawiającej się wegetarianizmem, zaniechaniem polowania / wędkowania, posiadaniem własnych zwierząt, zainteresowaniami przyrodniczymi i weterynaryjnymi”. (s. 338)

To nie jedyne zasługi Justyny Tymienieckiej-Suchanek dla rozwoju postantropocentrycznej refleksji bio-Polski. Była ona również organizatorką konferencji poświęconej myśli post- i trans-humanistycznej, której podwójnym owocem jest dwutomowe wydanie zbioru tekstów: Człowiek w relacji do zwierząt, roślin i maszyn w kulturze (Katowice 2014). Oczywiście niezwykle trudno jest stworzyć przewodnik po tak przeogromnym materiale, którego hasłem przewodnim jest nazbyt pojemne „bycie z innymi”. Jednakowoż to sprawdzanie terenu czy uda się przewartościować refleksję antropocentryczną, wytworzyć i wprowadzić na trwałe kategorie badawcze posthumanizmu i transhumanizmu, jest cennym doświadczeniem lektury obu tomów. Redaktorka uwzględniła szereg ważnych dla rozwoju humanistyki ekologicznej i studiów nad zwierzętami artykułów, jak choćby: Czy odkrycia nauk biologicznych mogą zmienić nasz stosunek do zwierząt? Piotra Skubały, rozważania z zakresu antropologii porównawczej Zbigniewa Wróblewskiego, filozoficzną teorię racjonalności u zwierząt Jacka Lejmana, próbę wprowadzenia zwierząt w roli posthumanistycznych narratorów na przykładzie tekstów literackich Małgorzaty Rutkowskiej. Udane próby interpretacyjne przynosi wprowadzenie zwierząt do odczytania tekstów Schulza u Dominika Antonika. Sporo jest przywołań polskiej poezji (Poświatowskiej, Szymborskiej, Różewicza). Wśród teoretycznych alma matres autorzy przywołują najczęściej Ewę Domańską i Monikę Bakke, zamiast anglojęzycznych tuzów obrosłych w liczne komentarze.

W 2014 roku śląskie wydawnictwo Grupakulturalna wydała Wilki i ludzie. Małe kompendium wilkologii pod redakcją naukową Dobrosławy Wężowicz-Ziółkowskiej, Emilii Wieczorkowskiej, we współpracy z Kaliną Jaglarz. Sądzę, że to jedna z pierwszych tak wyrazistych w zamyśle książek, które uzasadniają, na czym polega transdyscyplinarność animal studies. W dodatku wybór jednego gatunku daje możliwość głębszego przekroju perspektyw i proponowanych ujęć. Wilki potraktowane zostają jako nieodłączna część kulturowego imaginarium, a zarazem pisze się o nich jako o realnie żyjącym w przyrodzie gatunku, podkreślając ich szczątkowe, zagrożone przez człowieka istnienie. Rola kultury dla ratowania wilka zostaje dobitnie podkreślona: „wilk to znaczny kawałek naszego dziedzictwa kulturowego, naszej pisanej i niepisanej historii. Nie można jej wyprzeć bez straty dla pojmowania treści kultury, ale nie można też skutecznie chronić wilka bez zrozumienia jego miejsca nie tylko w ekosystemie i ekumenie, ale i tradycji kulturowej” (s. 16). Wizualnym mottem dla książki staje się skromne zdjęcie wilka sznurującego w polskiej oddali, na otwartej przestrzeni (s. 19). Redaktorki wskazują na zwyczajne ujęcie wilka, zwyczajne ale i niezwykłe, skoro wilków jest tak mało i bardzo trudno je sfotografować. Dystans, który odsłania to zdjęcie, nasuwa realizm spojrzenia, niemożność oswojenia tego gatunku, ale i ludzką fascynację, potrzebę poznawczą. Te wstępne założenia znajdują pokrycie w antologii, na którą składają się teksty o zachowaniu wilków i współczesnych działaniach na rzecz ich ochrony, teksty o wizerunkach wilka w kulturze (m.in. o malarzu wilków, czyli Alfredzie Wieruszu-Kowalskim, bogate materiały dotyczące folkloru i literatury), oraz teksty o psychologicznej genezie relacji ludzi do wilków (np. skąd się bierze lęk do tych drapieżników).

Strach wobec wilka daje początek innej, ważnej opowieści, którą przekazuje Adam Wajrak, znany popularyzator wiedzy przyrodniczej w Polsce. Jego Wilki wydane w 2015 roku w Bibliotece Gazety Wyborczej to historia przetrwania tego gatunku na terenie Polski mimo nieustającej nagonki na te zwierzęta, osadzonej w tradycji i w zwyczajach; historia przecięta opowieścią biograficzną, opowieścią o ludzkiej miłości i wzajemnym przywiązaniu Wajraka, jego partnerki Nurii i suki Antonii. Ta czuła narracja o bliskich Wajrakowi ludziach i zwierzętach, o zamieszkaniu w Puszczy Białowieskiej stopniowo w książce przechodzi na wilki, wilki, które niełatwo jest wytropić – jest ich w Puszczy niewiele – ale i stronią one od ludzkich oczu. Momentem kulminacyjnym książki jest geneza zdjęcia umieszczonego na okładce – rzadki widok wilczej watahy. Sposób, w jaki udało się Wajrakowi zrobić to zdjęcie, polegał na latach przygotowań, za sprawą innych tropicieli i łowców wilków, których spotkał, ale i dzięki wyjątkowemu uwrażliwieniu na charakter tych zwierząt, intuicji, która w najważniejszym momencie podpowiedziała mu, że wilki uciekną, jeśli natychmiast nie schowa swojej ludzkiej twarzy (za fotograficznym obiektywem) i nie przykuje ich uwagi (wyciem i skomleniem jak jego pies Antonia). Bez potrzeby patrzenia na nie, dostrzega ich indywidualność i odrębność, gdy pisze: „Tylko z pozoru wszystkie wilki wyglądają tak samo. Każdy ma bardzo specyficzny rysunek na twarzy albo, jak kto woli, na pysku i tak samo jak u człowieka wymalowany jest na nim charakter. Właśnie po tym miśkowatym poczciwym i spokojnym wyrazie twarzy basiora i liskowatym, trochę sprytnym wadery je poznałem.” (s. 254) Okazało się bowiem, że Wajrak w watasze sześciu wilków rozpoznał parę, którą już wcześniej spotkał. Książkę uzupełniają informacje na temat: działań podejmowanych na rzecz ratowania wilków w Polsce, ich miejsca w ekosystemie, zachowania (także względem ludzkich osad i zwierząt gospodarskich), a także przestępstw kłusowniczych (z perspektywy zabijania przez nich indywidualnych, często monitorowanych przez stację badawczą w Białowieży – wilczych osobników).

Kucając to tytuł jednego ze szkiców, który Andrzej Stasiuk zamieścił w „Tygodniku Powszechnym”. W 2015 stał się tytułem krótkiego zbioru fragmentów z różnych książek i gazet, którego motywem przewodnim okazały się różne napotykane zazwyczaj zwierzęta, ale i przyroda w ogóle. Całość dopowiadają estetyzujące ilustracje Kamila Targosza. Obserwacji podlegają żaby i ich dziwaczne formy płodności, motyle, ptaki żywiące się padliną, porykujące jelenie. Jest też fragment o ratowaniu raków z wysychającego strumienia: „Wtedy je zobaczyliśmy. Tylko oczy. Okrągłe brązowe paciorki zachowały jeszcze blask. (…) Poruszały się jak słabnące mechanizmy, jak zamierające nakręcane zabawki. Niektóre już znieruchomiały. Jak reszta rzeki.” (28-9) Oszczędne, krótkie zdania podkreślają krótki, bezbronny żywot skorupiaków, ale i akcentują ich bioegzystencję w wysychającej rzece. Podobny wydźwięk ma fragment o jaskółkach, które umierają w silną wichurę, kruche i drobne. Przyroda daje o sobie sprawczo znać zarówno ludziom jak i zwierzętom: nieustającym deszczem, przewlekła suszą, unieruchamiającym siarczystym mrozem. Ta wioskowa, peryferyjna perspektywa otwiera możliwość zaobserwowania, gdy dzikie spotyka się z udomowionym (ryś z psami, barany z wilkami) i wygrywa w nieuchronnym starciu. Człowiek „wywabia” zwierzęta z dzikości, choćby dokarmiając w zimę ptaki: „Siedzę trzy metry od tego, oddzielony szybą. Czasem któreś ptaszę porzuca dziobanie i przysiada na zewnętrznym parapecie okna, na jakimś duperelu, który tam stoi. Przysiada i patrzy na mnie. Przekrzywia głowę i patrzy. Patrzymy na siebie. Wyglądamy ze swoich światów.” (s. 93) Tytułowy szkic Kucając dotyczy tych zwierząt, które bez człowieka już sobie nie poradzą, jak owce. Pomoc im jest koniecznością, gdy rodzi się młode i trzeba mu wskazać drogę do matczynego mleka, ale chodzi także o ukucnięcie i spotkanie z tym, co zwierzęce, także w człowieku: „Idę więc i kucam. Czekam, aż się zbliżą i poczują mój obcy, ludzki, ale przecież znany zapach. Aż zapomną na chwilę o nieufności, dzięki której żyją, i podejdą w zasięg dotyku. Teraz ja wciągam w nozdrza ich woń. W ciepłe, suche dni jest ostra, wyrazista i odurza. Jest w niej coś dalekiego i archaicznego. Jeśli to mieliśmy, to utraciliśmy dawno i na zawsze.” (s. 67) A chodzi o to, żeby czasem wrócić do tego zwierzęcia i doświadczyć świata gdzieś u jego stóp, a nie z czubka samotniczej wysokości.

Biblioteka bio-Polski została otwarta. Nie zdziwię się, jak w krótkim czasie jej półki będą uginać się pod ciężarem kolejnych propozycji, odczytań, manifestów łączących wrażliwość przyrodniczą z badawczą rzetelnością i ekspresją w tekście kultury.

Anna Barcz

Doktoryzowała się w Instytucie Badań Literackich PAN rozprawą na temat ekokrytyki w literaturze; absolwentka w ramach MISH-u filozofii i anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim; autorka wielu artykułów na temat ekokrytyki, animal studies i posthumanizmu; inicjatorka projektów dotyczących zwierząt i humanistyki; adiunkt na bielskiej Anglistyce; działa nie tylko naukowo.

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!