Gdzie stoi milion wkurzonych bab?

Czarny Protest w 2016 roku i kolejnych latach, Kongres Kobiet, marsze Pro Choice, polska odsłona #metoo, coraz częstsza refleksja nad sekstingiem w miejscu pracy i innymi seksistowskimi zachowaniami. Temat praw kobiet i ich przestrzegania, a szerzej temat kobiecości, jest coraz żywiej obecny w dyskursie publicznym i świadomości społecznej. W ten kontekst wpisuje się, chcąc i nie chcąc, działalność Chóru Czarownic. Chcąc, bo w swoich tekstach mówi o problemach, na które zwracają uwagę uczestnicy i uczestniczki tych wydarzeń. Nie chcąc, ponieważ jest skojarzony przede wszystkim z nimi.

Chór, jego misja i rola społeczna to jednak coś znacznie więcej. Debiut Czarownic miał miejsce w maju 2016 roku na zakończenie Spotkań Teatralnych „Bliscy Nieznajomi”. Otworzył nowy rozdział w kobiecej twórczości scenicznej i historii głosu kobiet w debacie publicznej. To bowiem głos oddolny, prosty i bezpośredni, a przede wszystkim głos kobiet, które „chcą”. Śpiewanie nie jest ich zawodem, ale sposobem na wyrażenie siebie i mówienie o tym, co ważne. Dotyczy to także założycielki chóru Ewa Łowżył, jak i autorki tekstów Maliny Prześlugi.

Chór pokazuje stereotypy – dziewczyny występują w halkach, z pomalowanymi na czerwono ustami i mocnym makijażem. Są jednak niedoskonałe. Jak mówi Ewa Łowżył: niedogolone, niedochudnięte, nieprestiżowe. Takich kobiet nie widuje się w przestrzeni publicznej, nie pokazuje na scenie. Rzeczywiście, na scenie chórzystki szokują czy raczej zdumiewają nie tylko strojem, lecz także nieskończonymi pokładami energii przekazywanymi widowni. Podczas występu na IX Kongresie Kobiet w Poznaniu porwały za sobą publiczność w Sali Ziemi na MTP. Były głosem ogółu, społeczności obecnej na tym wydarzeniu. Było to możliwe właśnie dzięki kreacji scenicznej.

Jednakowo ubrane wykonawczynie występują jako silna grupa. Ich głos powinien trafiać do odbiorców z różnych środowisk, ponieważ wyraża wspólną dla nich potrzebę – potrzebę wspólnoty. Czerwone usta chórzystek nawiązują do stereotypowego skojarzenia z kobiecością, ale są też czymś więcej niż stereotyp – symbolizują kobietę tak, jak chce ją widzieć otoczenie. Do tego halki, czyli całkowity rewers idealnie pomalowanych czerwonych ust: strój osobisty, nieoficjalny, niepokazywany światu. To nietypowe połączenie daje do myślenia i pozwala słuchaczkom poczuć się zaproszonymi do wspólnego przeżywania utworów. Kobiety na scenie stoją w intymnych strojach, takich, w których kobiety widzą siebie tylko w lustrze. Do świata zewnętrznego wychodzą w masce – symbolicznie właśnie z tymi pomalowanymi ustami. Dodatkowo na zakończenie utworu „Moja władza” chórzystki zakładają przedmiot obecny w rzeczywistości niemal każdej kobiety – żółte rękawice do zmywania naczyń. Nie chodzi w tych rekwizytach o stereotypowe pokazanie, że miejsce kobiety jest tylko w kuchni, po prostu realia sprzątania jako czynności uznanej za kobiecą zna każda z chórzystek i słuchaczek. To pozwala na stworzenie – rozwijanego przez cały występ – poczucia wspólnoty. Służą temu kolejne działania wykonawczyń. Często nazywają siebie córkami, matkami czy żonami, czyli przyjmują role, z którymi utożsamiają się kobiety obecne na widowni.

Prawie wszystkie piosenki są śpiewane w pierwszej osobie liczby pojedynczej lub mnogiej – wykonawczynie stają się uczestniczkami i czynności, i zdarzeń. Tym samym wypowiadają myśli kobiet, które ich słuchają, a te dzięki temu mogą poczuć się częścią kobiecej społeczności Chóru, bohaterkami i głosami przemawiającymi przez te utwory. Być może same chciałyby stanąć na scenie i dać upust swoim emocjom? Emocje to słowo-klucz wykonań Chóru – padają ze sceny nazywane wprost, towarzyszą wykrzykiwanym frazom i przez rytmiczną muzykę oraz spontaniczny i naturalny ruch sceniczny są wyrażane bez zahamowań. Teksty piosenek nawiązują do ciała, a więc najbardziej pierwotnych, instynktownych potrzeb i zachowań. Jeśli nie wyrządzają nikomu krzywdy, nie należy ich tłumić, ponieważ są naturalne. Próby opanowywania emocji, szczególnie przez osoby z zewnątrz, budzą sprzeciw i bunt.

Ważne są dwa czynniki, które nie pomniejszają znaczenia Chóru Czarownic, ale zwracają uwagę na ich rzeczywisty zakres wpływu: dostępność i rozpoznawalność. Kongres Kobiet zgromadził dość określony profil poznanianek i Polek. To osoby, które chciały w Kongresie uczestniczyć i którym poruszane na nim w dyskusjach panelowych problemy są bliskie. Nie było to zatem wyjście poza sprofilowanych odbiorców, poza „swoją” publiczność. Otwarty charakter Kongresu pozwolił na dotarcie do nowych odbiorców, ale nie do nowej grupy. Pojawiały się również głosy o pewnych ograniczeniach organizacji Kongresu. Z jednej strony były to uwagi merytoryczne, że skupienie na temacie kobiecości nie pozwoliło na odpowiednie dostrzeżenie odrębności grupy kobiet nieheteronormatywnych. Druga uwaga, bardziej techniczna, ale znowu dotycząca kwestii ważnej i obecnej w dyskusjach o prawach grupy: panele o niepełnosprawności były znaczącym blokiem na Kongresie, nie zapewniono jednak opieki dla dzieci niepełnosprawnych. W ten sposób spora – i coraz głośniejsza – grupa matek tych dzieci nie została bezproblemowo dopuszczona do wszystkich wydarzeń kongresowych.

Te szczegóły są istotne również dla tematu dostępności i zasięgu działań Chóru Czarownic. Chórzystki mówią w imieniu wszystkich kobiet, większość z nas może odnaleźć się w co najmniej jednym z ich tekstów i płynącej ze sceny energii wspólnoty. Jednak nawet bardzo rozwinięte nawiązania i sposób oddziaływania na wiele osób nie będą użyteczne, jeśli te osoby nie będą o Chórze nic wiedziały. Wydarzenia z kolejnego roku i jubileuszowego X Kongresu Kobiet zdają się to potwierdzać. Tam już Chór Czarownic nie występował, ale jego słuchaczki i słuchacze oraz potencjalni odbiorcy należą do grupy uczestników Kongresu, tym razem w Łodzi. Wokół jubileuszowego wydarzenia pojawił się w „Gazecie Wyborczej” budzący kontrowersje i dyskusje tekst Marii Świetlik, opisujący skandaliczne zachowanie wobec pracownic i pracowników ochrony, którzy mieli być poniżani i pracować bez przerw na odpoczynek. Prawdziwość lub fałszywość tych oskarżeń jest mniej istotna niż fakt, dlaczego kobiety miały pracować przy takim wydarzeniu. Jak mówi rzeczniczka prasowa Kongresu Kobiet Dorota Warakomska: „To, aby kobiety były ochroniarkami podczas Kongresu, było jednym z postulatów samych uczestniczek. Taki postulat przekazałyśmy już kilka lat temu – że jeśli to możliwe, prosimy, żeby były to kobiety, bo takie jest oczekiwanie ze strony uczestniczek”. Pokazuje to pewną elitarność Kongresu Kobiet, narzucaną przez same uczestniczki. Może to sprawiać trudność w rozumieniu potrzeb innych grup społecznych niż reprezentowana przez nie. W takim przypadku wszelkie wyrazy ubolewania i współczucia są niewiele warte, ponieważ dostęp do wydarzeń kongresowych został arbitralnie ograniczony. Zamknięcie w swoim – babskim – gronie jest wtedy aż przesadne i wyostrza hierarchię społeczną, żeby jedne mogły obradować, inne, być może całkiem zapomniane w rozmowach kobiety, muszą pracować. Może to zmniejszać dostęp nowych odbiorczyń do przekazu właśnie takich zespołów jak Chór Czarownic. Gdyby nie były w pracy, mogłyby w Kongresie Kobiet uczestniczyć albo – jeśli byłyby tam w pracy – w czasie przerwy, zaciekawione jakąś pozycją, mogłyby z oferty Kongresu skorzystać. To jeszcze bardziej zwiększyłoby zasięg odbiorców o nowe osoby.

O luce w programie reprezentowanym przez Kongres Kobiet świadczy konieczność organizacji – i znowu oddolna inicjatywa działaczek – Socjalnego Kongresu Kobiet. Pierwszy został zorganizowany w marcu 2018 roku w Sali Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu i liczył 120 osób. Do omawianych postulatów należały: sytuacja ofiar przemocy w rodzinie, które muszą ratować się wyprowadzką z domu, warunków pracy – niskich płac i emerytur, braków kadrowych np. w żłobkach, niedostosowania wymagań w pracy do możliwości fizycznych kobiet. Kongres poruszał tematy bliskie jego uczestniczkom, które jednak nie wybrzmiały lub nie zostały usłyszane na Kongresie Kobiet. O potrzebie zwrotu w stronę sytuacji socjalnej świadczy też niewystarczalność jednorazowego Socjalnego Kongresu Kobiet zakończonego 20 postulatami. Drugi Socjalny Kongres Kobiet odbył się w tym miesiącu – 13 października – znowu w siedzibie Teatru Ósmego Dnia. Tym razem rozmawiano o niskich płacach w budżetówce i o prawach lokatorskich. Tematy mieszkalnictwa zostały też poruszone podczas Socjalnego Kongresu Kobiet we wrześniu w Warszawie. Może to właśnie na takich wydarzeniach jest miejsce dla popularyzacji Chóru Czarownic, śpiewającego przecież o wszystkich kobietach, które mają dość i czują strach, złość, gniew, jak w piosence „Kąciki ust”.

Drugi ważny aspekt – rozpoznawalność artystek pozostaje dość ograniczona. Jeden z tekstów – „Moja władza” – jest kojarzony głównie z „Czarnym Protestem” w 2016 roku. To jak najbardziej słuszne skojarzenie, ponieważ był wykonywany podczas tego wydarzenia, ale działalność Chóru jest bardziej uniwersalna. Ewa Łowżył podkreśla, że Czarownice nie są zespołem interwencyjnym, powstały z impulsu wydarzeń politycznych, ale nie w odpowiedzi na nie. Oburzają się na coś głębiej i wcześniej. Patriarchat nie jest wynalazkiem obecnej władzy: „Czarny Protest był tylko pretekstem, by zacząć rozmawiać o tym, o czym my chciałyśmy mówić już dawno” – podkreśla. Nie można zatem ograniczać się tylko do jednej piosenki i jednego wykonania. Co ważne, jeśli chodzi o kolejność wykonań, na koncertach słowa: „Twoja władza, twoja wiara. Moja wina, moja kara. W twoich rękach jest mój świat. Masz mnie w garści milion lat! (…) Milion nas tak teraz stoi. Żadna z nas się już nie boi. Potężniejsza niż myślałeś. Oddaj wszystko, co zabrałeś! Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina!” padają na samym końcu. Prezentowane są pozostałe, mniej znane piosenki, a wraz z nimi nowe pokłady kobiecości, siły i zmagań, żeby na końcu połączyć się we wspólny z widownią okrzyk babskiej mocy.

Chór Czarownic zyskuje pozytywny odbiór przede wszystkim dwutorowo: przez teksty i przez organizację zespołu. Dyrygentka, Joanna Sykulska, pracuje z amatorkami, prywatnie mamami, żonami, córkami, o różnych zobowiązaniach zawodowych, nierzadko są to kandydatki na radne. Wśród nich Dorota Bonk-Hammermeister – kandydatka na prezydenta Poznania w ostatnich wyborach – tak mówi o śpiewie w zespole: „Nie wiedziałam, że mam w sobie taką siłę, ekspresję, pokłady kobiecości”. Inna radna, Aleksandra Sołtysiak-Łuczak, wspomina, że zawsze marzyła, by śpiewać na scenie, ale zniechęcona przez krytykę nauczycielki śpiewu w szkole nie wierzyła w swoje możliwości. Chór, jako projekt, dał kobietom-uczestniczkom możliwość wypowiedzenia się, obudzenia pokładów siły, o których mogły nie wiedzieć. Łączy je śpiew, a wraz z nim przekonanie o swojej sile i możliwościach. Część zespołu gra na beczkach strunowych, czego też musiały i chciały się nauczyć. Przeraźliwy dźwięk tych instrumentów wzmacnia przekaz utworów. Drugi aspekt działania to właśnie treść piosenek. Swoją tematyką dotyczą wszystkich obszarów kobiecego życia: seksualności, roli społecznej i rodzinnej, kariery, pogwałcenia praw i cielesności.

Ta ostatnia jest pojmowana w różny sposób. Przede wszystkim utwór „Abra kadabra”, w którym autorka tekstu Malina Prześluga bardzo umiejętnie wprowadza w wypowiedzi słowa należące do tabu językowego. Chórzystki wykrzykują je jak prawdziwe zaklęcia czarownic, przez co brzmią złowrogo i nieprzewidywalnie. Nie są to słowa wulgarne, ale bardzo dobitne. Wyrazy: „menstruacja”, „klimakterium”, „endometrium” nazywają zjawiska dotyczące wyłącznie kobiet, ale przede wszystkim takie, które w jakimś stopniu utrudniają im codzienne funkcjonowanie, a mimo to nie wypada o tym głośno mówić. Wszystkie kobiety tego doświadczają, lecz tylko nieliczne mówią, co czują, i nie jest to życzliwie przyjęte (raczej jako swego rodzaju wykroczenie poza etykietę). Chór zatem – i w warstwie wizualnej wykonawczyń, i tekstowej – idzie krok dalej, przekracza jakąś odgórną, narzuconą normę. Śpiewa o tym, co kobieta powinna zrobić, czego oczekują od niej inni, społeczeństwo. W piosence „Już płonę a jeszcze” kobieta musi: „Zrobić sobie brwi, napsuć sobie krwi, usta mieć czerwone, usmażyć mielone, wiedzieć, czego chce, chwilę zdrzemnąć się, wrzucić coś do gara, poznać się na czarach”. Są to czynności, które rzadko dotyczą samej wykonującej je, zwykle chodzi o interakcję ze społeczeństwem. Kobieta musi dobrze wyglądać, gotować, podołać nadmiarowi obowiązków, od których odpocząć może tylko na chwilę drzemki. Nawet odpoczynek jest w tej sytuacji przymusem, bo ma pozwolić na dalsze energiczne wykonywanie zadań. To sposób, w jaki kobiety mają godzić swoje role – te bardziej własne, jak kariera, często negatywnie przyjęte przez społeczeństwo, ze stereotypowymi: miejscem w hierarchii patriarchalnego społeczeństwa, oczekiwaną rolą społeczną i związanymi z nią kompetencjami oraz cechami przypisywanymi kobietom, takimi jak bycie miłą i ciągłe „dawanie”. Czy chcą, czy nie, muszą się tym realiom świata podporządkować. Poza słowami ważny jest sposób wykonania utworu przez Chór. Wyliczenie z pierwszej zwrotki – już dynamiczne i stanowcze – po refrenie zmienia się w jednowyrazowe wykrzyknienia. Chórzystki są coraz bardziej zdecydowane i oburzone tym, o czym mówią i w czym muszą żyć.

Utworem w całości poświęconym jednej z ról społecznych, stereotypowo uznawanej za jedyną słuszną i konieczną, jest „Matka”. To też utwór, jakim Chór może przekonać do siebie pozornych antagonistów, osoby, które w zwróceniu uwagi na ważny problem stereotypizacji ról społecznych widzą tylko pusty krzyk feministyczny. Takie uproszczenie może prowadzić do błędnego zrozumienia całego utworu jako przekonującego do jakiejś jedynej słusznej drogi życiowej, a tak nie jest. Czarownice bowiem nie opowiadają się po żadnej ze stron jakiegokolwiek sporu. Przedstawiają możliwie najbardziej obiektywnie sytuację, z jaką ma albo może mieć do czynienia kobieta, kiedy zdecyduje się na rolę matki. Początek utworu tekstem i wykonaniem nawiązuje do mitycznej pieśni o Początku, w nawiązaniu do symbolicznych korzeni i wiecznego trwania przefiltrowuje współczesne matki przez pra-Matkę, Ziemię, Dawczynię Życia. Sytuacja przedstawiona nie jest jednak jednostronna. Pokazane są także ograniczenia, wyrzeczenia oraz zmiany fizyczne i życiowe związane z pojawieniem się na świecie dziecka. W żaden sposób nie są negowane wartości i piękno etosu matki – dawczyni i opiekunki życia. Pokazane jest raczej to, że kulturowe wartości matki w spojrzeniu jednostkowym mogą nie być dla wszystkich pożądanymi i idealnymi. To utwór o wolności, szczególnie wolności wyboru. Temat wolności pojawia się w jej braku. To wykrzyczane wyliczenie różnych matek: jedynej, cierpiącej, staruszki, milczącej, wyrodnej, bolesnej, cierpliwej, kuchennej, domowej, bezsennej, królowej, płaczliwej, radosnej, prawdziwej i najświętszej. Pokazuje to, że bez względu na decyzję o posiadaniu potomstwa, w bycie kobietą jest wpisane bycie matką. Jeśli nie będzie nią naprawdę, zawsze może być matką wyrodną, a jeśli będzie matką rzeczywistą, czeka ją co najmniej jedno z wymienionych określeń. Kobieta jest matką, czyli nie jest sobą, jest „dla kogoś” i jest „przez bycie kimś”. To zatracenie indywidualności i jednostkowości, a także krzywda ze względu na sytuację, w której nie każda kobieta znalazła się dobrowolnie: niechęć posiadania dzieci, niemożność – z różnych względów, bycie młodą matką, samotną matką, matką katoliczką. Każdy wybór musi liczyć się z krytyką i odrzuceniem. Bolesne i może dystansujące od utworu są słowa końcowe: „A gdybyś nigdy matką nie była, dokąd byś poszła i jak byś żyła”. Nie sposób przejść nad nimi bezrefleksyjnie ani się zdystansować. Być może właśnie one powodują niechęć wobec znalezienia w tym wykonaniu Chóru czegoś dla siebie.

Zwraca uwagę forma tych wykonań. Chórzystki w kolejnych utworach wchodzą w różne role – chwalebno-litanijne pochwały życia jako matki, dziecięcość w „Waginie”. Barwa emocjonalna zmienia się także wewnątrz utworów, zwykle w formie narastających uczuć, np. złości i gniewu. W zachowaniu śpiewaczek zamknięty jest mechanizm rosnącej złości u kobiet.

Skoro Chór Czarownic śpiewa o tym, co każdej kobiecie jest bliskie, to gdzie jest ten milion nas, ten wspólny okrzyk „Twoja wina!”, odwaga do odpowiedzenia na zarzuty i krytykę? Może był w tysięcznej widowni w Sali Ziemi, ale to tylko odsetek wszystkich, którzy mieli go słyszeć. Nie ma go też w niespełna 4 tys. polubień na fanpage’u na Facebooku i wśród 500 subskrybentów na YouTube. Liczba wyświetleń – nieco ponad 29 tys. „Moja władza” i ponad 24 tys. „Już płonę a jeszcze” – też nie jest rekordowa (ani nawet o dużym zasięgu). Poparcia dla Chóru nie dostrzeżemy również w odmowie wystąpienia na Woodstocku. Powinno to dać do myślenia – czy społeczeństwo jest gotowe na prawdziwy głos kobiet, a przede wszystkim: czy same kobiety są gotowe tym głosem przemówić, wypowiedzieć się prawdziwie w swoim imieniu? Zaczyna zastanawiać i niepokoić, czy Chór to nie tylko garstka poznanianek, mieszkanek Chwaliszewa i ich znajomych? Co możemy – jako kobiety i Polacy – zrobić, aby je rozpowszechnić, umieć o nich mówić i – z drugiej strony – chcieć ich słuchać? Jak zachęcić mężczyzn do słuchania i refleksji oraz ich nie wykluczać? I żeby same kobiety – które często się nie odzywają, w przeciwieństwie do Chóru nie podnoszą głosu, nie wykrzykują swoich praw, nawet o nich nie szepcą – odważyły się to zrobić?

Chór powstał jako inicjatywa oddolna i tak funkcjonuje, pozwala każdemu na zaangażowanie się w jego strukturę. Jest w tym nowy, wykonuje żmudną pracę przecierania szlaku, poprzez organizowanie warsztatów Ewa Łowżył dociera do nowych głosów – dosłownie i w przenośni – we wspólnej sprawie. W ten sposób daje możliwość wypowiedzi osobom, dla których śpiew to forma wyrazu, nie źródło dochodu. Być może w tym miejscu Chór trafia na przeszkodę jako składający się z wykonawczyń z zamiłowania, a nie muzycznego wykształcenia. Nie ma zaplecza instytucji, z której by się wywodził, i przeszłości artystycznej, jaką mają choćby Żelazne Waginy związane z Pożarem w Burdelu. Przeszkodą może być też apolityczność Chóru. Jego piosenki to nie protest songi przygotowane w odpowiedzi na wydarzenia w kraju, do wykonania na konkretnym marszu czy proteście. To ogranicza ich zasięg i rozpoznawalność, ale dodaje niezaprzeczalną wartość, jaką jest dogłębna i przemyślana diagnoza sytuacji społeczno-kulturowej.

Chór Czarownic otworzył bardzo ważną furtkę głosu „szarych kobiet”, zauważania kobiet w przestrzeni życiowej, nie tylko społecznej. Dał szansę na realizację siebie, na śpiewanie swoim głosem, głośnym i nieskrępowanym. Gdyby tylko mógł dotrzeć do większości z nas w codzienności i chciał być wysłuchany oraz przekazywany, mógłby stać się prawdziwym głosem milionów kobiet. Tu pozostała nadal do pokonania długa droga. Wyciszone przez stereotypy, role kulturowe i strach przed przekraczaniem norm kobiety nie poniosą dalej postulatów wykrzyczanych przez Czarownice. Mimo aprobaty i zgody nie odważą się na podobny krok, albo jeśli nie do końca się zgadzają z ich najskrajniejszymi tekstami, nie poszukają – lub nie znajdą – tekstów, z którymi się zgodzą. Chór może wydawać się skrajny, ale po pochyleniu się nad tekstami widzimy, że jest raczej wszechstronny i wart polecenia oraz uwagi.

 

Sylwia Sobiło

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!