Służące też chcą całego życia

Kiedy w 1907 roku na Zjeździe Kobiet Polskich Zofia Nałkowska deklarowała „Chcemy całego życia”, zwracała się przeciwko podwójnej moralności organizującej życie wyższych warstw społecznych. Słowa młodej dziewczyny, która dopiero rozpoczynała swoją karierę literacką, spotkały się z silnym oporem, także ze strony kobiet goszczących na zjeździe. Dyskutowano, czy kobiecie należą się jakieś prawa w sferze seksualnej, a jeśli tak, to jakie. Debatowano nad jej konstrukcją psycho-fizyczną, zdolnością do osiągania satysfakcji seksualnej i spełnieniem poprzez macierzyństwo. Choć później odbyła się na te tematy długa debata w prasie, to nigdy nie przesunęła się ona na niższe grupy społeczne, nie objęła innych warstw niż wykształcone, „posiadające”. Dotyczyła tych, których seksualność została w pewien sposób ujarzmiona poprzez edukację, podporządkowana ustalonej normie. Poza tą normą, tak jak i poza edukacją, pozostawała jednak duża część społeczeństwa, a pół miliona służących tratowano w ogóle jak bezpieczne i darmowe prostytutki.

Zasada podwójnej moralności, budząca taki sprzeciw polskich emancypantek, dotyczyła różnych praw kobiet i mężczyzn, tymczasem z dzisiejszej perspektywy należałoby mówić także o podwójnych standardach dla dwóch różnych grup kobiet: te z wyższej warstwy miały prawo do własnego imienia, małżeństwa i dzieci, te z niższej, służące, zamieszkiwały tylko kuchnie – bez prawa do intymności, higieny i życia prywatnego. Podwójna moralność widoczna zaś była w sposobie traktowania seksualności służącej: panie domu akceptowały romanse mężów i synów ze służącymi, bo te były tańsze, bezpieczniejsze, niosły mniejsze ryzyko zarażenia chorobą weneryczną. Adresowane do służących pisma katolickie domagały się zachowania „czystości” – wstrzemięźliwości seksualnej – ale jednocześnie żaden z autorów „Przyjaciela sług” ani nie podważał dopuszczania służącej (często kilkunastoletniej dziewczyny) do „męskiej sfery intymności”, ani też nie zniechęcał do pozostawiania służącej samej w domu z panem w czasie kilkutygodniowych letnich wyjazdów reszty rodziny.

Joanna Kuciel-Frydryszak w swojej książce niefikcjonalnej Służące do wszystkiego pokazuje los służących od końca XIX wieku do 1945 roku. Z jednej strony to szalenie ciekawa historia społeczna, przestawiająca los zupełnie milczących, nieobecnych w dyskursie postaci pomocnic domowych, posługaczek, służących „do wszystkiego”. Z drugiej – opowieść o nierównym traktowaniu pewnej grupy kobiet, wykorzystywanej w sensie ekonomicznym, społecznym i seksualnym, pozbawionej opieki i wykształcenia z woli pracodawców. Wydaje się, że Służące do wszystkiego zaliczyć można do powoli kształtującego się nurtu opowieści historycznych o losie ubogich kobiet – robotnic, chłopek, dziewcząt z awansu społecznego.

W swoim reportażu o łódzkich włókniarkach Marta Madejska podkreśla, że industrializacja dała kobiecie – uciekającej ze wsi do miasta – wybór: służba w cudzym domu lub praca w fabryce. Prasa przełomu XIX i XX wieku demonizowała pracę robotnic, podkreślała jej niemoralność: dziewczęta przebywały przecież na jednej hali z mężczyznami, narażone były na wykorzystywanie i zależność od majstrów. Zachwalano za to zawód służących jako zdecydowanie bezpieczniejszy moralnie, dający szansę na zdobycie wykształcenia, lepszy los i lżejszą pracę. Taktownie przemilczano absolutną zależność od pracodawców, nocne powroty pana przez kuchnię, bardzo niską pensję, brak perspektyw na założenie rodziny („bo dwóch domów prowadzić nie można”).

Reportaże Madejskiej i Kuciel-Frydryszak przedstawiają los kobiet poszkodowanych z powodu biedy i braku wykształcenia, ale też to, jak świadomie ich pracodawcy ten stan utrzymywali. Pisma katolickie – jedyne źródło edukacji dla tych służących, które w ogóle umiały czytać, przedstawiały pozycję służących jako „naturalnie niższą”, domagały się od nich wytrwania w pokorze, cierpliwego znoszenia rozkazów, ofiarowania Bogu swego cierpienia z powodu fanaberii pani. Reklamowano pracę służącej jako tej, która dawała możliwość przygotowania się do „życia familijnego”, co było skrajną manipulacją (każda służąca, która wychodziła za mąż, musiała opuścić miejsce pracy). Służące zaś w jeszcze większym stopniu niż robotnice były uzależnione od pracodawców, to pani właśnie przechowywała książeczkę służbową swej podwładnej i mogła wystawić jej bardzo złe referencje, co automatycznie przekreślało szanse zdobycia lepszej posady.

Obie autorki biorą na warsztat relację przełożony – pracownica i pokazują, jaki porządek myślenia obowiązywał w tej dziedzinie. Taki sposób opowiadania o historii to coś nowego, cecha charakterystyczna herstory – pokazywanie relacji, która wcześniej nie była opisywana. Tego, że w fabryce pojawiło się pojęcie „wkupnego” (seksu z majstrem, który dopuszczał do pracy, miał też prawo do zwolnienia tkaczki), nie dowiemy się z literatury pięknej. Nawet Reymont w Ziemi obiecanej – opowiadanej wszak z męskiej perspektywy – nie pokazał ubogich tkaczek. Madejska odnajduje ich ślady w skargach zgłaszanych przez włókniarki, w opowieściach o początkach pracy w fabryce. Właściciel zakładu przechadza się między pracującymi kobietami i wybiera sobie najładniejsze. Tymczasem służące nie pozostawiły po sobie ani nawet takich wątłych, skrótowych opowieści, z których moglibyśmy czerpać wiedzę na temat ich seksualności i zagrożeń ze strony pracodawców. Autorkami większości zachowanych narracji są kobiety wykształcone, a zatem stojące po przeciwnej stronie barykady. Nawet Moralność pani Dulskiej jest niezbyt realistyczna, co zresztą zarzucał Zapolskiej Boy-Żeleński, twierdząc, że żadnemu paniczowi nie przyszedłby nigdy do głowy ożenek ze służącą. Znamy tylko wiele głosów wypowiadających się „obok” służących, a właściwie sponad ich głów: „państwo” traktują służące jak potencjalne prostytutki, panicze deklarują w ankietach, że ilość ich kochanek zależy od tego, jak często matka zwalnia służbę, „Przyjaciel sług” ostrzega przed grzechem. Mało kogo jednak interesowało to, co działo się później, po „grzechu”. System prawny Królestwa Polskiego zachował przepis z Kodeksu Napoleona zabraniający dochodzenia ojcostwa, krępował więc dostęp do alimentów, ale też procedury uznania gwałtu. W Poznaniu służąca mogła porzucić posadę, gdy nastawano na nią cieleśnie, ale udowodnienie tego przed sądem było praktycznie niemożliwe. Zarówno Zarys medycyny sądowej z 1924 roku, jak i Encyklopedia podręczna prawa karnego z 1937 mówiły, że kobieta jest w stanie obronić się przed gwałtem – jeśli tylko napastuje ją jeden mężczyzna. W 1934 Sąd Najwyższy uznał, że o gwałcie można mówić tylko wtedy, gdy kobieta broniła się ciągle i nieprzerwanie: „Winna być ustalona świadomość sprawcy, iż spotyka się ze strony pokrzywdzonego ze zdecydowanym oporem”. Zaszokowany Kamil Janicki przytacza opisy tego systemu prawnego w swojej książce popularno-historycznej Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić. Używa w niej często tonu sędziego moralności i wymierza zaocznie sprawiedliwość, podkreślając niekompetencję oraz wytykając zaściankowość intelektualistów międzywojnia. W innej jednak swojej pracy zatytułowanej Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce nie ma już Janicki takiego ciasnego gorsetu moralnego i wolny jest od wysokiego tonu. Bez komentarza, za to żartobliwie mrugając do czytelnika, przytacza dane z ankiety Izy Moszczyńskiej z 1903 roku dotyczące obyczajów seksualnych chłopców. Żeby dodać sprawie pieprzu, Janicki nadaje rozdziałowi tytuł „Służąca się nie opierała. Dorosłe zabawy gimnazjalistów”, dodając satyryczny rysunek z epoki, na którym służąca w krótkiej i przezroczystej haleczce eksponującej zgrabne nogi, biegnie z tacą do pracodawcy. Okazuje się zatem, że postać, którą Joanna Kuciel-Frydryszak stawia w centrum swojej opowieści, w dalszym ciągu w dyskursie popularnym jest pozbawiona twarzy i nie zasługuje na współczucie. Jej los w dalszym ciągu pozostaje bliżej nieznany, za to generujący seksualne fantazje.

Można by napisać, że reportaże Kuciel-Frydryszak i Madejskiej opowiadają o zamierzchłych czasach, gdy na kobiety przerzucano obowiązek dbania o moralność, choć jednocześnie uważano je za niezdolne do wytrwania w owym stanie. Czym jednak różnią się słowa księdza Kazimierza Riedla: „Ubieraj się schludnie, ale skromnie i bój się, by przez ciebie kto do grzechu nie był pobudzony, bo oprócz własnego jeszcze cudzy grzech weźmiesz na swoje sumienie” z 1906 roku od wskazówek z podręcznika Życie na maksa. Poradnik uczuciowo-seksualny? Jean-Benoit Casterman w 2018 roku radzi molestowanym uczennicom: „W żadnym wypadku nie bądź niegrzeczna, nie okazuj niesmaku: poniżysz i zranisz go, co może sprawić, że zechce się zemścić. Z szacunkiem podejdź do tego, że będzie czuł się urażony. Bądź miła”.

 

Bibliografia:
Historia zwyczajnych kobiet i zwyczajnych mężczyzn. Dzieje społeczne w perspektywie gender, pod red. Dobrochny Kałwy i Tomasza Pudłockiego, Przemyśl 2007.
K. Janicki, Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić, Kraków 2018.
K. Janicki, Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce, Kraków 2015.
D. Kałwa, Kobieta aktywna w Polsce międzywojennej. Dylematy środowisk kobiecych, Kraków 2001.
Kobieta i rewolucja obyczajowa. Społeczno-kulturowe aspekty seksualności. Wiek XIX i XX, pod red. Anny Żarnowskiej i Andrzeja Szwarca, Warszawa 2006.
J. Kuciel-Frydryszak, Służące do wszystkiego, Warszawa 2018.
M. Madejska, Aleja Włókniarek, Wołowiec 2018.

Paulina Małochleb

Krytyczka, badaczka literatury i blogerka. Sekretarz Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Autorka książki Przepisywanie historii. Powstanie styczniowe w powieści polskiej w perspektywie pamięci kulturowej. Publikuje w czasopismach papierowych i internetowych. Laureatka Nagrody Prezesa Rady Ministrów i Stypendium Młoda Polska.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!