Budowanie z odpadków. Projekt polityczny Andrzeja Stasiuka

Recycling i reprodukcja

Przemysław Czapliński w jednej z ostatnich swoich książek, Resztkach nowoczesności, czyni z tytułowych „resztek” podstawowe pojęcie służące do opisania kondycji współczesnej polskiej kultury (ze szczególnym naciskiem na literaturę). To właśnie resztka, pozostałość, odpad najlepiej pozwalają, jego zdaniem, zdefiniować logikę funkcjonowania współczesnej kultury, a także ujawnić istotne mechanizmy, które nią rządzą. Czapliński, co prawda, w zasadniczej części swojego wywodu koncentruje się na dwóch konkretnych nurtach czy też wątkach polskiej kultury, czyli na sarmatyzmie i utopii, które dla niego są podstawowymi biegunami wyznaczającymi obszar zainteresowań twórców ostatnich dekad – niemniej we wstępie wprowadza bardzo ciekawe rozróżnienie. Resztki, traktowane niedosłownie, jako pewien sposób istnienia fragmentów rzeczywistości – rozumianych szeroko: jako przedmioty fizyczne, ale także idee – w późnej nowoczesności, poniekąd automatycznie, podporządkowane zostają logice recyklingu. Jak sugeruje Czapliński, recykling w pierwszej kolejności służy „symulowaniu pełnego odzyskiwania”. W przestrzeni kultury przekłada się ono na „zamknięty obieg symboli i rzeczy, w którym produkty zamieniają się w śmieci, śmieci zaś – z powrotem w produkty”(1). Recykling jako pewien sposób funkcjonowania ludzi wobecświata zakłada, iż ów proces odzyskiwania wartości jest pełny, całkowity, i co najważniejsze odbywa się w sposób nieproblematyczny. Inaczej mówiąc, recykling opierałby się na złożeniu całkowitej odzyskiwalności. Konsekwencją tego jest pewna pogarda czy też brak zainteresowania dla przedmiotów – skoro wszystko da się odtworzyć, odpadki nie wymagają naszej uwagi. Co więcej, przedmiot z recyklingu jest uważany za nowy, a więc czysty, pozbawiony wszelkich cech indywidualnych, w tym także swojej historii. Alternatywę dla takiej praktyki stwarza decycling, który „tym różni się od praktyki powtórnego użycia, że nie zakrywa śladów odpadkowego pochodzenia swoich wytworów i że jest nieprzewidywalny”(2). Produkty, które są efektem decyclingu, wręcz ostentacyjnie wskazują na swoją wtórność i odpadkowy charakter. Decycling implikuje także istotną zmianę ontologiczną i antropologiczną – „wprowadza ideę ciągłości zamazującą granice między bytami: zamiast autonomii, czyli wolności osobistej, wskazuje na autonomię solidarną, dla której ontologia to sieć bytowych powiązań i zobowiązań”(3). Innymi słowy, sposób obchodzenia się ze śmieciami ma olbrzymie znaczenie, gdyż strukturyzuje ludzkie funkcjonowanie wewnątrz określonego systemu polityczno-gospodarczego. Decycling zakłada większą świadomość krytyczną – pozwala na nabranie dystansu wobec mechanizmów, wedle których funkcjonuje rzeczywistość późnego kapitalizmu.

W podobny sposób o tym zjawisku pisze Jean Baudrillard – w swojej wczesnej książce Wymiana symboliczna i śmierć analizuje kondycję późnej nowoczesności, starając się dociec źródeł jej kryzysu. Upraszczając, jego zdaniem, odpowiedzi należy szukać na styku relacji ekonomicznych i przestrzeni symbolicznej, która reguluje życie społeczne. Twierdzi on, iż świat zachodni (książka powstawała w latach siedemdziesiątych) w swojej logice wzrostu dotarł do absurdalnego punktu, w którym nastąpił „kres produkcji”(4). Zarówno konsumpcja, jak i sama produkcja zatraciły swoje dotychczasowe cele i stały się autoteliczne. Celem przestał być już przyrost wartości, gdyż zastąpił go wymóg „inwestowania za wszelką cenę”(5). Ten szalony proces nieustannego reprodukowania się systemu, o którym pisze francuski filozof, wymaga bardzo starannego podejścia do kwestii odpadków:

Zwieńczeniem owego reprodukcyjnego planowania ma być czyste środowisko, w którym cały system „produkcyjny” ulegał będzie całkowitemu samoodtwarzaniu, eliminując tym samym własne odpady. Ogromne i skomplikowane równanie, którego wynikiem byłoby zero, gdyby nie „dialektyka” zanieczyszczania/oczyszczania, rysująca przed nami perspektywę niekończącego się wzrostu.(6)

Podobnie jak w projekcie Czaplińskiego, recycling, czyli pełna odnawialność jest koniecznym warunkiem dla funkcjonowania całego systemu. Wszelkiego rodzaju resztki, odpadki powodują zakłócenia i spowolnienia, a w konsekwencji mogą nawet doprowadzić do awarii i trwałych uszkodzeń. Dlatego też problem śmieci, niedających się gładko z powrotem włączyć w systemowy obieg, ma duże znaczenie także polityczne. Używanie śmieci – afirmacja połączona z wydobywaniem ich na powierzchnię, rozumianym jako rodzaj unaoczniania i obcesowego obnoszenie się z nimi – ma w tej sytuacji olbrzymi potencjał wywrotowy.

Czyż nie jest cudem, że człowiek wraz z wynalezieniem plastiku stworzył niezniszczalną materię, przerywając w ten sposób cykl, który poprzez rozkład i śmierć prowadzi do wzajemnego przekształcenia i przenikania się wszystkich substancji świata? Substancję wyłączoną z obiegu, której nawet ogień nie jest w stanie doszczętnie pochłonąć, pozostawiając jej niezniszczalną resztkę […].(7)

Dlatego też śmieci, a szczególnie plastikowa tandeta, mają tak duże znaczenie dla rzeczywistości – zarówno z perspektywy ontologicznej, ale, co zresztą w istotny sposób jest ze sobą połączone, także dla jej politycznego wymiaru. Szczególnie, jeśli w grę wchodzą pewne projekty związane z geografią wyobrażoną.

Świat ze śmieci

Świat, przez który podróżuje Andrzej Stasiuk, w dużej mierze zbudowany jest z odpadków. Rzeczywistość kreowana w jego prozie podróżniczej(8) to nie do końca dająca się zdefiniować przestrzeń Europy Środkowej, która rozciąga się gdzieś między Galicją a Macedonią. Oczywiście, fizyczna przestrzeń pozostaje de facto na drugim planie, dużo ważniejsza wydaje się geografia wyobrażona, pewna fantazmatyczna kraina, której zwornikiem przede wszystkim jest sam Stasiuk. Oprócz tego, przestrzeń ta pozbawiona jest tożsamościowych elementów pozytywnych i definiowana w sposób negatywny. Stasiukowa Europa Środkowa to kraina, w której panuje niedookreśloność. Opisywana jest jako pas ziemi pomiędzy Wschodem i Zachodem, na który oba te żywioły oddziałują z równą mocą. To współistnienie dwóch sił czasem przybiera charakter agoniczny, jednakże częściej funkcjonuje na zasadzie dziwnej, trudno uchwytnej symbiozy. Niemniej ze względu na tę silną polaryzację Europa Środkowa nie potrafi ukształtować się w żadną konkretną formę, w której dałoby się wskazać cechy dystynktywne(9).

W prozie Stasiuka ta magmowość i amorficzność jest waloryzowana bardzo niejednoznacznie. Z jednej strony często pojawia się sentymentalna pochwała „dobrej roboty” – trwałych, solidnie wykonanych przedmiotów bądź obiektów, które służą ich właścicielom przez pokolenia. Jednakże z drugiej strony często napotykamy fragmenty, w których „niedorozwój” cywilizacyjno-społeczny jest nie tylko akceptowany, ale i pożądany przez narratora. Owa afirmacja potencjalności przydarza się przy okazji najróżniejszych wydarzeń czy odwiedzanych miejsc – często wiąże się z krajobrazem, który z jednej strony jest wypełniony pustką i nijakością, z drugiej – swojski, zbliżony do ukochanego przez Stasiuka Beskidu. To przestrzeń, w której Stasiuk może poczuć się „u siebie”, miejsca łatwe do zamieszkania, bo niewymagające od niego żadnego wysiłku związanego z adaptacją.

[…] papierosy w pomarańczowych paczkach przepadną razem ze światem, który je palił, tak samo jak przepadną wszystkie wiejskie zapuszczone gospody, w których czułem się jak w domu, zupełnie tak jak gdybym nigdzie nie wyjeżdżał. Tak sobie myślałem o mojej Europie jako o miejscu, w którym mimo pokonywanych odległości i granic, mimo zmieniających się języków człowiek ma poczucie, jakby podróżował z Gorlic, powiedzmy, do Sanoka.(10)

Miasteczka w Rumunii czy w Mołdawii przypominają Duklę albo Sokołów. W takich miejscach dominuje prowizorka, tymczasowość, eklektyzm – rzeczywistość wygląda tak, jakby znajdowała się w połowie drogi między nicością i konkretem. Europa Środkowa w narracjach Stasiuka nie jest przedstawiana jako „rozwijająca się” (w kontekście, w jakim używa się tego słowa do określania państw spoza pierwszego świata), czyli znajdująca się w jakimś punkcie na torze ewolucji politycznej i gospodarczej. Wręcz przeciwnie – to raczej ślepa odnoga, dziwaczne wykrzywienie, którego nie da się opisać w kategoriach zrozumiałych dla przedstawicieli Zachodu. Przez to wytwarza alternatywę dla racjonalnego modelu rozwoju, często uważanego za jedyną istniejącą możliwość.

Jednym z najbardziej emblematycznych elementów owego niedookreślonego, nie w pełni uformowanego świata są wszelkiego rodzaju odpadki, śmieci i rzeczy balansujące na cienkiej granicy zdatności do użycia. Przestrzeń wypełniona jest rozmaitymi przedmiotami zużytymi, bliskimi rozpadu, które w innej rzeczywistości zostałyby uznane za bezwartościowe. Co rusz pojawiają się fragmenty, w których stanowią one naturalny element krajobrazu:

W bagiennych zapadliskach, w kolczastych karłowatych zaroślach połyskiwały ławice śmieci. Błękitnoszary plastik butelek lśnił trupio jak brzuch martwej ryby. […] Wzdłuż całego wybrzeża na rozpalonym wygwizdowie stały kanciaste militarne ruiny.(11)

Ich wszechobecność nie da się jednak sprowadzić wyłącznie do funkcji ozdobnika, mającego podkreślać lokalny koloryt. Szeroko rozumiane odpadki są w tym świecie bardzo mocno zakorzenione, są wręcz jednym z jego podstawowych komponentów. Ludzie nauczyli się funkcjonować w symbiozie z nimi:

Na plaży w Sarandzie ludzie odgarniali śmieci i robili sobie miejsce. Odsuwali plastikowe butelki, kartony, puszki, opróżnione cuda cywilizacji, foliowe torby Boss, Marlboro i Tesco, by odsłonić spłachetki piasku, na których rozkładali się całymi rodzinami. Wiatr niósł w głąb lądu przezroczyste strzępki i rozwieszał na drzewach. Wiało z zachodu. Nigdy nie widziałem takiego syfu i takiego spokoju, z jakim ludzie żyli wśród odpadków, do których co chwilę dorzucali nowe. […] Było coś pysznego i pogardliwego w tych gestach odrzucających zużyte rzeczy, jakaś wielkopańskość konsumpcji i teatr obojętności wobec wszystkiego, co nie jest samym zaspokojeniem zachcianki.(12)

Ludzie, którzy funkcjonują w świecie wypełnionym śmieciami, zostali zmuszeni do wypracowania sposobu na współistnienie z nimi. Wszechobecność śmieci nie jest jednak źródłem dyskomfortu – ani estetycznego, ani egzystencjalnego; nie są one przyczyną zawiści czy zazdrości względem świata zachodniego, który w przytaczanym tu fragmencie znajduje się po drugiej stronie zatoki, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej. Wręcz przeciwnie, traktowane są tu z życzliwą obojętnością, równie naturalnie jak woda czy piasek. Śmieci są tu czymś, co w oczywisty sposób wpasowuje się w tkankę rzeczywistości:

Wiało z zachodu dosłownie i metaforycznie. Wiatr nie przynosił jednak niczego, co by miało jakąkolwiek wartość. Być może te inne rzeczy, które tam niewątpliwie były, po prostu nie nadawały się do transportu i po drodze traciły wartość, psuły się, rozpadały. Niewykluczone jednak, że nie były tutaj nikomu potrzebne.(13)

Stasiuk dość wyraźnie mówi tu, że Europa Środkowa to kraina śmieci – rzeczy zużytych, które nigdzie indziej nie mają już wartości. Co więcej, przedmioty nowe, niezniszczone tu nie pasują, są wręcz niewskazane. Metafora wiatru z zachodu szybko przestaje być wyłącznie metaforą, gdyż wyznacza wyraźny podział świata. Owe przezroczyste strzępki foli, które przedostają się z Włoch na chorwackie wybrzeże, zawisają na drzewach i wtapiają się w tę rzeczywistość. Tym samym gest odgarniania śmieci, aby zrobić sobie miejsce, kawałek wolnej przestrzeni na plaży, okazuje się pozorny. Śmieci przenikają ten świat na najbardziej podstawowym poziomie, wpisują się w strukturę rzeczywistości, nieodwracalnie ją zmieniając. Świat zostaje zainfekowany przez śmieci dosłownie i w przenośni, gdyż okazuje się, że odpadki należą do niego przede wszystkim na poziomie ontologicznym. Odpadkowość, zużycie i resztkowość są naturalnym komponentem, zasadą istnienia w ogóle.

W jednej z miejscowości w Rumunii narrator mija olbrzymie wysypisko śmieci – góry odpadków piętrzą się i połyskują, układając się w geologiczne formy. Długi i plastyczny opis zostaje jednak zawieszony, gdy podróżnik dostrzega na szczycie jednego ze śmieciowych pagórków drewniany krzyż.

Stał na środku śmietnika. Był niewielki – metr, może półtora – zbity z dwu grubych desek i pomalowany na brązowo. […] Za najbliższe towarzystwo miał kilka podziurawionych wiader, trzcinową miotłę, puszki po farbie, rozklejony but i opakowanie mydła lux z twarzą ciemnowłosej kobiety. Próbowałem zgadnąć, czy stał tutaj, zanim zaczęto znosić śmieci, czy też ktoś umieścił go już na tym cmentarzysku rzeczy.

Niezwykła nadobecność śmieci w przestrzeni Europy Środkowej przekłada się także na kwestie eschatologiczne. Śmieci nie są czymś, co usuwa się z pola widzenia, nie egzorcyzmuje się ich z rzeczywistości ludzkiej, aby poddać je procesowi przetwarzania i odnawiania. Rzeczy na wysypiskach, podobnie jak zmarli na cmentarzach, trwają w swoim istnieniu i nieustannie nawiedzają świat żywych.

Nie było w Sfîntu Gheorghe chyba nikogo, kto mógłby pragnąć zbawienia przedmiotów, nikogo, kto odważyłby się myśleć o zmartwychwstaniu, o nieśmiertelności rzeczy. Prawdopodobnie niewielu wierzyło we własne zmartwychwstanie – stąd ta symbioza krzyża i nieorganicznej trupiarni.(14)

Kondycja rzeczywistości w bezpośredni sposób przekłada się na kondycję ludzi. Atrofia przedmiotów przenosi się także na atrofię metafizyki – świat, w którym nie ma zbawienia dla odpadków, nie daje nadziei na zbawienie duszy.
Cyrkulacja odpadków
Ten sam problem, choć nieco z innej perspektywy, poruszany jest w powieści Taksim. Jej główni bohaterowie zajmują się handlem obwoźnym – nieustannie przemieszczają się z miejsca na miejsce, sprzedając wszystko, co tylko wpadnie im w ręce. Jednakże to, czym handlują, to zazwyczaj odpadki, rzeczy o znikomej wartości. Cała rzeczywistość przesiąknięta jest rozpadem. Powieść zaczyna się zdaniem: „Jesienią widać, że to miasto umrze”(15). I kawałek dalej: „Niczego tutaj nie ma. Te auta zaraz się rozlecą, wypadną z nich podłogi, a karoserie wylądują w lasach za miastem. Nikt już tego nie kupi”(16). Kondycja samochodów, które jeżdżą po drogach stasiukowego świata, z łatwością daje się rozszerzyć na całą rzeczywistość(17). Co istotne, świat Taksima to świat handlarzy, którzy są cały czas w ruchu, podobnie jak w ruchu cały czas jest towar, którym obracają. Używane ciuchy, części samochodów, drobne sprzęty domowe – to wszystko nieustannie przechodzi z rąk do rąk, ale handel nimi nie przynosi zysku:

„Nie zarabialiśmy. Spędzaliśmy czas w podróży, bo to zawsze lepsze niż siedzenie i gapienie się, jak na stację benzynową podjeżdżają auta. […] Zarabialiśmy tyle, że starczało na paliwo i raz w tygodniu na spokojne pijaństwo”.(18)

Handel badziewiem, którego bohaterowie czują się „królami”(19), nie pełni tu funkcji zarobkowych, ale wyłącznie egzystencjalne. Bycie w ruchu jest celem – chodzi o pewien heroiczny wysiłek sprzeciwu wobec wszechobecnego marazmu i rozkładu. Postaci opisane w Taksimie nie są przedsiębiorcami w rozumieniu logiki zysku. To, czym się parają, ma charakter niemalże metafizyczny. To także rodzaj obsesji, utrzymującej ich przy życiu:

Ale on już stracił zainteresowanie. Myślał o pociągach wyładowanych oponami, o śmieciach, które można jeszcze komuś sprzedać, o badziewiu, na które zawsze znajdą się chętni, o resztkach, które ktoś dokończy. Słuchał instynktu.(20)

Ruch w tej powieści pozbawiony jest innego sensu niż ucieczka przed stagnacją. Żadne podróże nie mają określonej destynacji, ale jednocześnie nie są romantyczną włóczęgą, podczas której celebruje się samą czynność wędrowania. To raczej podszyta paniką i desperacją ucieczka, niezgoda na pozostawanie dłużej w jednym miejscu, czego najlepszym obrazem jest finałowa scena powieści, gdy bohaterowie docierają już do tytułowego placu Taksim, na którym jednak nie mogą się zatrzymać – zmuszeni są do ciągłego krążenia wokół niego.

Pośpiech i nieustanny ruch wynikają także ze specyfiki handlu, którym parają się bohaterowie. Towar, który wożą w swojej ciężarówce, podobnie jak sam pojazd znajdują się na granicy używalności. Są to rzeczy, których właściwie nikt już nie chce, dlatego można je skupować za bezcen. Obracanie tym badziewiem wiąże się przez cały czas z ryzykiem, że towar straci resztki wartości i zamieni się w zwykłe śmieci.

Przeglądaliśmy jeszcze raz sztuka po sztuce pozostały towar. Chcieliśmy wyrzucić jak najwięcej. Mieliśmy dzięki temu złudzenie, że zaczynamy od nowa, że teraz wszystko potoczy się inaczej i szmaty zamienią się w złoto.(21)

Ich zajęcie, tę swoistą odmianę koprofagii można rozumieć jako specyficzny rodzaj czci i szacunku dla świata przedmiotów, a więc także dla rzeczywistości w ogóle. Rzeczy, które gdzie indziej (na Zachodzie) nie mają już żadnej wartości, dzięki ludziom takim jak oni trafiają do tej dziwnej, niedookreślonej krainy, gdzie zyskują nowe życie. Bohaterowie Taksima traktują przedmioty zużyte z pieczołowitością, która wynika z określonej wrażliwości – niedostępnej w rzeczywistości recyclingu. W warunkach pełnej odnawialności rzeczy, przedmioty klasyfikowane są zgodnie z prostą opozycją: nowe/śmieć. W świecie Stasiuka mamy do czynienia z szerokim wachlarzem stanów pośrednich, które komplikują i zagęszczają relacje ludzi z rzeczami ich otaczającymi, co z kolei skutkuje inną, bardziej subtelną perspektywą eschatologiczną, ale także i polityczną.

Niedoścignionymi mistrzami w przetwarzaniu i wykorzystywaniu odpadków są dla Stasiuka Cyganie.

Gdziekolwiek się ruszę, wyglądam Cyganów. W Prekmurju wyjeździłem bak benzyny, żeby na nich trafić, ponieważ brała mnie cholera na ten wysprzątany kraj i na Słoweńców, na tych zdrajców słowiańskiej rozpierduchy […].(22)

Cyganie są obsesją Stasiuka – pojawiają się właściwie w każdej jego książce, zawsze jako pozytywni bohaterowie, przede wszystkim ze względu na ich niesamowitą zdolność do adaptacji i wykorzystywania każdego elementu otaczającej rzeczywistości.

[…] mijałem ten ich rozdupczony slams za Zborovem, to miejsce przy szosie na wzgórzu, tę prowizorkę i kpinę ze wszystkich pokus ładu i dostatku. Tam moje serce zawsze drży z podziwu, że można ten świat mieć w dupie i uprawiać starożytne zbieractwo pośród postmodernistycznego postindustrialu.(23)

Cygańska praktyka zbierania i wykorzystywania wszelkiego rodzaju resztek i odpadków urasta tu do rangi zjawiska politycznego – rodzaju kontestacji zachodnich form i rozwiązań cywilizacyjnych. Dla Stasiuka Cyganie są najniższym ogniwem (co absolutnie nie jest waloryzowane negatywnie) w systemie społeczno-gospodarczym, ostatnim przystankiem dla wszelkich wytworów cywilizacji. „[…] to całe złomowisko i wysypisko nikomu niepotrzebnych rzeczy, z których tylko oni potrafią zrobić użytek”(24). Ze wszystkich mieszkańców krainy Stasiuka to właśnie Cyganie najpełniej potrafią wykorzystać potencjał śmieciowego charakteru świata. Ich umiejętność przetwarzania odpadków, która realizuje założenie decyclingu, a nie recyclingu, wytwarza także potencjał polityczny – u Stasiuka Cyganie są przedstawicielami antypaństwa, antycywilizacji: „gdyby państwo było czymś dobrym, Cyganie pewnie też by je mieli”(25). Cyganie, ignorując wszelkie normy, które tej przestrzeni próbują narzucić rozmaici przedstawiciele Zachodu, idą krok dalej niż reszta, gdyż wyzbyci są wszelkich wątpliwości i tęsknot, dzięki czemu mogą w pełni korzystać z potencjalności wielkiej krainy śmieci.

 
Nowy, tandetny świat
Nieco na uboczu wątków dotyczących śmieci i odpadków w prozie Stasiuka rozwija się inny wątek, jednakże silnie związany z tym tematem. Chodzi o problem tandety, a konkretniej – chińskiej tandety. O ile w Jadąc do Babadag zjawisko to prawie nie istnieje, o tyle często pojawia się w Taksimie, a we Wschodzie obecne jest już w pełni. Główny bohater Taksima pewnej nocy ma sen, w którym stację benzynową pod jego blokiem zamieniono w scenę. Z głośników dobiega komunikat:

[…] ta przemowa miała sens mniej więcej taki, że wszyscy mogą już sobie iść, mogą zabierać się z miasta, z okolic, zewsząd, mogą dać sobie spokój i odpocząć, bo teraz oni, żółci, zajmą się tym wszystkim, czym do tej pory musieliśmy zajmować się my.(26)

Narastająca obecność chińskiego żywiołu w prozie Stasiuka (choć sami Chińczycy rzadko się pojawiają) nie jest wyłącznie kolejnym wcieleniem sinofobii, drążącym kulturę europejską od ponad wieku, lecz zjawiskiem bardziej złożonym i trudnym do oceny. Chiny, nowy gracz ekonomiczno-polityczny w tej części świata, oferuje coś wcześniej nieosiągalnego – świat tanich, jednorazowych przedmiotów. Podobnie jak w przypadku śmieci, z jednej strony pojawia się sentyment za rzeczami nowymi i trwałymi, a jednocześnie trudnymi do zdobycia:

Wszyscy będą mieli wszystko. Chujowe, jednorazowe, fabrycznie przecwelone, ale bez ograniczeń. Żadnych zasad poza dostępnością, bo wszystko się będzie rozpierdalało coraz szybciej, w trymiga, zaraz po założeniu, na pierwszym deszczu […]. I musi im ostatecznie odpierdolić, bo będą mieli wszystko, a jednocześnie nie będą mieli nic. Czyli znowu ktoś ich wydyma, znowu ktoś wydyma lud jak zwykle.(27)

Słowa te wypowiada przyjaciel narratora, postać nieco cyniczna, nieco melancholijna, która obawia się o swoją „pracę” w sytuacji zalewu chińskiej tandety. Sam Stasiuk, a przynajmniej narrator jego powieści, nie zgadza się z nim. Nieco dalej możemy przeczytać:

Brali i przebierali, bo to wszystko było niewiarygodnie tanie. Niektóre rzeczy po prostu nie kosztowały nic. Najbiedniejszy Cygan po zasiłku mógł stąd wyjść wystrojony jak z teledysku. Chiny niczym miłosierny chrześcijanin przyodziewały nagich. Patrzyły spod spuszczonych powiek, ale przyodziewały. Trzeba było wielkich Chin, by ubrać europejskich pariasów.(28)

Chinom udało się to, co nie udało się przez pół wieku komunizmu, czyli wcielenie w życie prawdziwego egalitaryzmu. Oczywiście, jest w tym strach i lęk przed zalewem tandety, która nieodwracalnie zmieni tę rzeczywistość. Z pewnością Stasiuk, na poziomie deklaratywnym, sprzeciwia się takiemu modelowi – niemniej faktem pozostaje fascynacja tanim blichtrem i nieograniczonymi wręcz możliwościami chińskiego żywiołu.

W najnowszej książce, Wschód, chińskie sklepy i produkty są już właściwie wszechobecne. Jednakże zaczynają funkcjonować w nieco innym kontekście. Przywoływane są w narracji jako wspomnienie podróży do Chin, ale nie tylko:

Chiński sklep w moich Gorlicach jest otwarty. Wszystkie inne już pozamykane, a tam wciąż można wejść. Działają tylko spożywcze i on. W zimowe wieczory jest pusto. […] Jest tu bardzo jasno, może najjaśniej w całym mieście, które oszczędza. Jaśniej niż w Biedronce, jaśniej niż w Lidlu. Ale ta jasność jest potrzebna, by widoczne były te wszystkie kształty i kolory, ten cud nowego stworzenia świata, wszechświat cały, dział za działem regał za regałem, półka za półką, w którym można się będzie błąkać nie do dziewiętnastej, ale przez dwadzieścia cztery godziny i przez całą wieczność, w tym świetle, które nigdy nie zgaśnie. Dlatego tu przychodzę: żeby wspominać Chiny. Dwumetrowego nieśmiałego chłopca, policjanta państwa, które zabija swoich przestępców na publicznych placach, i jego dziecięcy uśmiech. Gdy wyciągał przed siebie wielkie dłonie z biżuterią z plastiku. Taką jak na straganach w nadbużańskiej parafii czterdzieści lat temu.(29)

Cały Wschód zbudowany jest na zasadzie coraz szerzej rozchodzących się kręgów – zaczyna się od dzieciństwa na wschodnim Mazowszu, potem pojawia się wschodnia Polska, potem Europa, a wreszcie Azja – Irkuck, Mongolia i Chiny. Książka skonstruowana została tak, aby pokazać, że miejsca te wcale nie różnią się od siebie. Wschód to dla Stasiuka nie konkretna przestrzeń, nawet nie fantazmat, ale pewien żywioł, w którym się wychował i z którym był związany całe życie. Dlatego też nie ma nic dziwnego w tym, że współczesna chińska biżuteria z plastiku przypomina odpustowe ozdoby z lat sześćdziesiątych. Chińska tandeta, chińskie produkty jednorazowego użytku, które błyskawicznie zamieniają się w śmieci, idealnie wpisują się w tę przestrzeń, gdyż są zaledwie kolejną generacją odpadków, z których ta rzeczywistość była budowana przez wieki.

Śmieci w świecie Stasiuka nieustannie krążą, przybierając niekiedy różne formy, niemniej ich obecność nie jest ozdobnikiem – odpadki te pełnią kluczową funkcję w wizji świata, którą Stasiuk kreśli już od dłuższego czasu. Niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy nie – świat ten jeszcze długo skazany będzie na kondycję resztkową czy też odpadkową. Stasiuk zdaje sobie z tego sprawę, dlatego też stara się wykorzystać pewną potencjalność tego faktu, jego funkcję, o której piszą Baudrillard i Czapliński – ze śmieci da się zbudować alternatywną, niekoniecznie gorszą, rzeczywistość.

Badania zostały sfinansowane ze środków Narodowego Centrum Nauki na podstawie decyzji numer UMO-2012/05/N/HS2/02691

1) P. Czapliński, Resztki nowoczesności, Kraków 2011, s. 9.
2) Tamże.
3) Tamże, s. 9-10.
4) Zob. J. Baudrillard, Wymiana symboliczna i śmierć, tłum. S. Królak, Warszawa 2007, s. 31.
5) Tamże.
6) Tamże, s. 31-32.
7) Tamże, s. 67.
8) Przełomową książką w omawianym tu kontekście, na co często wskazują krytycy, jest Jadąc do Babadag.
9) Ziemowit Szczerek w wywiadzie radiowym dla Radiofonii (jeszcze nie wyemitowanym) użył bardzo celnej i obrazowej metafory pasa asteroid, które znajdują się w silnym polu grawitacyjnym dwóch planet – dlatego skazane są na wieczne funkcjonowanie w formie rozproszonej.
10) A. Stasiuk, Jadąc do Babadag, Wołowiec 2004, s. 78.
11) Tamże, s. 190.
12) Tamże, s. 125-126.
13) Tamże.
14) Tamże, s. 201-202.
15) A. Stasiuk, Taksim, Wołowiec 2009, s. 6.
16) Tamże.
17) Wątek zdezelowanych samochodów w prozie Stasiuk jest bardzo ciekawy i z pewnością domaga się osobnego rozwinięcia. Po drogach, które opisuje autor, jeżdżą wyłącznie samochody stare, ledwo działające. Europa Środkowa to najczęściej miejsce, w którym swój żywot kończą auta z Niemiec.
18 Tamże, s. 44.
19) Zob. tamże, s. 45.
20) Tamże, s. 26.
21) Tamże, s. 40.
22) A. Stasiuk, Jadąc do Babadag, dz. cyt., s. 215.
23) Tażme.
24) Tamże, s. 264.
25) Tamże.
26) A. Stasiuk, Taksim, dz. cyt., s. 99.
27) Tamże, s. 189.
28) Tamże, s. 239.
29) A. Stasiuk, Wschód, dz. cyt., s. 240.

Michał Sowiński

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!