Orzeł orzeł orzeł leci, orzeł robi polskie dzieci ma korone i ma dziób orle orle dzieci rób

Jestem polką, tak siebie nazywam. Czasami jak przeczytam gdzieniegdzie, że lepiej jest być Europejką, np. u Masłowskiej, albo bardziej ambitnie u Gretkowskiej, to jestem Europejką, a moim Państwem są stany lękowe, jak u Marii Peszek.

Mam 16 lat i to jest liczba demoniczna. W liczbie tej zawiera się całe pragnienie społeczeństwa, czyli pedofilii i seksistów, całe ich pragnienie mojej ciasnej cipki, chociaż wcale nie jest taka ciasna, ale uważa się w opinii publicznej, że szesnastoletnie zdzirki mają dziurki jak gniazdeczka, które każdy dorosły patriota-orzeł chciałby uwić. W sensie, że każdy chce mieć swoje gniazdko do pielęgnacji, a te młode używają kosmetyków i wkładek for Teens, a one mają takie kolory jak kucyki pony, które ochoczo oglądają córeczki tatusiów, a tatusiom śni się później Rainbow Dash w tęczowej bieliźnie, która wkłada swoje fioletowe kopytka w tyłeczek Sandry Shine.

– To jest punk rock! – powiedział mój kolega, gdy zobaczył, jak dziewczyny z Cipe Drap Squad muskają się do zdjęć w Galerii Sztuki Współczesnej na jakimś intelektualnym zbiorowym self wernisażu, na którym kontrowersje było można jeść widelcem, jak na przykład fasolkę z puszki, a natomiast w tle leciał w owym czasie utwór dziewczyn z tegoż właśnie składu „suchą cipe drap, suchą cipe drap drap” itd. No to ja mu na to wszystko mówię, że:
– Nie można w żadnym razie… – a tak naprawdę powiedziałam mu, że:
– Się chuja znasz na punk rocku, bo to koło punk rocka wszystko leżało równie jak ja – czyli w ogóle!
…chociaż mam świadomość, i tu trzeba oddać mi rację, że w życiu nie porównałabym czegoś takiego do punk rocka, bo jestem przeciwna doklejaniu tej etykietki do wszystkiego, na przykład:
ta wideoinstalacja była punkrockowa, gdyż drgania pomiędzy osobą filmowaną a jej waginą były podobne do ruchów wokalistki Crystal Castles, które to w niektórych kręgach za rewolucyjne jest co najmniej uważane, a jeszcze gorzej za punkowe.
Albo:
ten spektakl w teatrze nowocześniejszym od poprzedniego jest bardzo punkrockowy, ponieważ nawiązujący do polityki establishmentu tylko odwrotnie. Więcej na temat punk rocka i moich przemyśleń na temat tej postnarodowowyzwoleńczej estetyki można przeczytać bynajmniej nigdzie.

Jednak tak właśnie i dzięki temu, że na lekcji polskiego pani od plastyki przyszła na zastępstwo, dowiedziałam się o zespole Cipe Drap Squad. Kredka powiedziała, że powinniśmy być bardziej świadomi tego, co dzieje się w kulturze, skoro nazywamy się profilem kulturowo-artystycznym i z własnej nieprzymuszonej woli tu jesteśmy (to jak na moje zupełnie nie jest punkrockowe, ni anarchistyczno-lewackie podejście, ale w pizdeczkę z tym) i musimy się wybrać na wystawę do CSW, choć w tej chwili ma na końcu języka, jak rzeczowa wystawa się nazywa (a swoją drogą, mając świadomość tego, że hormony w liceum buzują wśród tłuszczy, to można by darować sobie teksty w stylu „mam na końcu języka”, bo raz, że to wcale nie jest politycznie poprawne i wzbudza ksenofobię, a dwa, to ja już sobie wyobraziłam z dokładnością co do mililitra, co Kredka ma na końcu języka – if u know what I mean…. :D:D:D yolo.). Dzięki pani od plastyki i jej zdzirkowatym tekstom poszłam zachęcona wizją jej pożycia małżeńskiego z przyjacielem jej taty, gejem z Nowego Sącza (wieś śpiewa i tańczy na ten temat, to więc wiem wszystko), na wystawę, gdzie były laski z Cipe Drap Squad. Od tego czasu mój okres nigdy nie będzie wyglądał tak samo. Jestem feministką w każdej sprawie. One też, chociaż śpiewają o ruchaniu się z wężami. No i kto artyście zabroni? Myślę, że wkrótce zainspirowana ich tekstami założę zespół lub koło naukowe, gdzie będę tworzyć lub dyskutować o języku fizjologicznym w kwestii kobiet. No bo Peszek spoko, Masłowska spoko, ale która z nich odważyłaby się zepsuć swój wizerunek kontrowersyjnej i umiejętnie wulgarnej oraz niepolskiej tekstem „pierdzę na chleb”? Chleb z kasową modelką, przez którą notabene rozważam anoreksję jako sposób na życie, jest bardzo utożsamiający się z młodymi i wrażliwymi oraz przede wszystkim niepierdolącymi się (nie w tym sensie, ej!) ludźmi pokolenia postSORY POLSKO, ale jednak prędzej wnuczka Magdy Gessler będzie prowadzić Top Dziwka (taki nowy program – wyobraź to sobie sobie) niż czołowe intelektualne i niepodległe niedamy naszej współczesnej popkultury przyznają się, że mają suche cipki. A dziewczyny z Cipe Drap Squad się do tego przyznają. I dzięki nim nie czuję się gorsza od innych, gdy krwawię i boli mnie, podczas gdy pedofil, patriota i seksista wkłada swój orli dziób w moją pochwę, a ona nie dość, że ciasna, to jeszcze ciągle słyszę, gdzie nie spojrzę i nie zasnę: „ale ONA jest sucha, nie martw się – zaraz to naprawimy”.
Zepsuta 16-letnia odbiorczyni nowoczesnej twórczości kobiecej. Nie tej punkrockowej.

Aleksandra Dudczak

(1991) Brzydka, gruba i przede wszystkim rozhisteryzowana – jak każda feministka=lesbijka. Zainteresowania, które przekłada na wszystko: sztuka współczesna, proza poetycka, protest, manifest, esej, twórczość krzycząca, szeroko rozumiany punk, performans, poststrukturalizm, hardkor, hipsteriada. Najczęściej pisze dla swojego dwuosobowego zespółu SIKSA #koncept #histeric #punk, który wydawany jest na dyskietkach. Korzysta z twórczości nastolatek i filmów Watersa&Dolana, by pisać dramaty dla swoich znajomych i sławy w małym mieście. Studiuje filmoznawstwo, mimo że pewien znany poeta powiedział: „Wszędzie potykam się ostatnio o filmoznawców”. „Performuj albo giń” – cytuję kogoś tam, kogo poznałam na którymś tam roku kulturoznawstwa.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!