Myślenie wierszem. Kult książki poetyckiej a miłość do tekstów

Myślenie wierszem – rzecz w środowisku czytelników i krytyków poezji, zdawałoby się, oczywista. Gdyby przeprowadzić szeroko zakrojone badania, na przykład w postaci ankiety, i zadać uczestnikom literatury i życia literackiego pytanie: czy w swojej przygodzie z poezją stajesz naprzeciw wierszy i z wierszami się mierzysz? – zapewne nikt nie odpowiedziałby negatywnie. Tymczasem obserwacja tego, co dzieje się w tzw. ruchu literackim, całkowicie przeczy powyższej tezie. Punktami odniesienia tak dla czytelników, jak dla krytyków, są bowiem nie poszczególne teksty, ale ich zbiory – gotowe książki poetyckie. Trudno we współczesnych czasopismach literackich, papierowych i sieciowych, na wortalach, blogach etc. znaleźć rzeczowe interpretacje wierszy czy ich niewielkich zestawów, setów prezentowanych w tym czy innym miejscu. Trudno też znaleźć autora, dla którego wydanie książki z wierszami nie byłoby istotniejsze od napisania i wpuszczenia w obieg pojedynczego tekstu. Sytuacja to dość kuriozalna, zważywszy na wnioski, jakie z teorii procesu historycznoliterackiego wyciąga profesjonalne literaturoznawstwo. Otóż badania dotyczące życia literackiego pokazują dość jasno, że po latach czy dziesięcioleciach od wydania tomiku wierszy myślenie o poezji pozostaje myśleniem wierszami, a nie książkami; jedynymi książkami, jakie na dłużej goszczą w tzw. świadomości czytelniczej, są, po pierwsze, książki „przełomowe” (często nie tyle doskonałe pod względem artystycznym, ile antycypujące czy wprowadzające zmiany w dotychczasowym sposobie rozumienia poezji), a po drugie – antologie, zbiory i wybory wierszy poszczególnych autorów. Po całej reszcie wydawanych książek pozostają (albo i nie) jedynie jednostkowe teksty.

Kult książki poetyckiej – dobrze skrojonej, spójnej, skomponowanej tak, że pojedyncze wiersze oświetlają całość, a całość rzuca nowe światło na poszczególne utwory – wcale nie jest czymś złym czy godnym potępienia. Nie twierdzę, że tomiki wierszy nie są ważne – gdyby takie nie były, nikt nie przyznawałby za nie nagród, nie pisałby poświęconych im recenzji i szkiców, nie organizowałby spotkań z poetami, których celem jest promocja i sprzedaż egzemplarzy najnowszych książek. Nie ulega jednak wątpliwości, że clou poezji, jej sól (bynajmniej nie w oku) i gwóźdź (bynajmniej nie do trumny) stanowią wiersze, a te jakby nikną, kiedy uparcie rozpatruje się je w kontekście innych wierszy z tej samej książki oraz w kontekście samej książki.

Z punktu widzenia teorii rodzajów i gatunków literackich tomik wierszy jest pojęciem sztucznym, tworem pozostającym niemalże bez znaczenia dla rozumienia i interpretowania wierszy. Jest pojęciem, które narodziło się jako wynik symplifikacji, dążenia do ułatwienia kontaktu czytelnika z poezją (bo przecież dużo łatwiej i przyjemniej jest mieć pod ręką gotowy zbiór wierszy interesującego nas poety niż piętnaście numerów różnych czasopism, w których pojawiały się one wcześniej, i drugie tyle linków ze stronami WWW, na których wcześniej „wisiały”) – i pod tym względem książka z wierszami spełnia swoją zasadniczą funkcję pośredniczenia, przez co jest nie tylko wartościowa, ale i, jak sądzę, niezbywalna. Dobrze więc, że tomiki poetyckie istnieją. Sęk w tym, że kiedy poezję chcemy rozumieć, interpretować, książka z wierszami nieco zaburza nam odbiór samych wierszy, a w skrajnych wypadkach całkowicie go uniemożliwia (bo ile razy w naszych wypowiedziach pozostajemy na poziomie książki jako projektu i rezygnujemy z przeniesienia się na poziom wierszy? Wiele, może nawet nazbyt wiele). Gdy docieramy do gotowej książki i chcemy podzielić się z innymi naszymi wrażeniami lekturowymi, zazwyczaj nie dzielimy się wrażeniami z lektury wierszy, ale z lektury książki; mówimy o tym, jaka ta książka jest, czym się charakteryzuje, jakim rodzajem dykcji operuje, w czym jest podobna do innych książek, czym od innych książek się różni, wreszcie – dlaczego, naszym zdaniem, zasługuje na szczególną uwagę. A wiersze? Pozostają nietknięte albo ledwie liźnięte, stanowią, jakkolwiek to brzmi, niezbędny, ale tylko dodatek do projektu książkowego, który jest punktem centralnym naszych czytelniczo-krytycznoliterackich zabiegów.

Kariera „myślenia książkami”, z jaką mamy współcześnie do czynienia, jest, co chyba oczywiste, pochodną typu kultury, w jakiej znajduje się nasze społeczeństwo. Mam tu na myśli zjawisko „kultury obrazu i skrótu”, którego to pojęcia nikomu, a już na pewno nie użytkownikom sieci, specjalnie wyjaśniać nie trzeba. Chcąc pozostać w zgodzie z Innym, chcąc znaleźć z Innym wspólny język, dużo łatwiej jest obecnie napisać recenzję tomiku poetyckiego, zamknąć w zestawie gotowych formuł pewną całość bez rozmieniania się na drobne, niż te właśnie drobne uczynić punktami wyjścia i punktami dojścia czytelniczo-krytycznoliterackiego namysłu. I nawet nie chodzi mi o filologiczną skrupulatność, o interpretowanie wierszy w oparciu o detale, o których przeciętny czytelnik nie ma i wcale nie musi mieć pojęcia, bo nie to jest rolą krytyki; chodzi mi bardziej o przekonywanie czytelnika, że w literaturze kluczowy jest kontakt z tekstem, a nie z książką, o pokazywanie mu, że lektura powieści nie jest równorzędna lekturze zbioru opowiadań czy zbioru wierszy, lecz lekturze pojedynczego opowiadania i pojedynczego wiersza. Co więcej – że właśnie taki styl lektury winien być stylem nadrzędnym i prymarnym, bo tylko on umożliwia nam zrozumienie tego, co napisane.

Do osiągnięcia tego celu można zresztą wykorzystać samą „kulturę skrótu”; zamiast mówić raz o terytorium szerokim, mówmy kilka razy o różnych terytoriach poszczególnych, starajmy się najpierw zinterioryzować tekst, a potem dopiero „tekst w kontekście”. Przechodźmy od szczegółu do ogółu. Nie eliminujmy z horyzontu książek z wierszami (niech hermeneutyka nadal robi swoje), ale starajmy się postrzegać je przez pryzmat wierszy, a nie odwrotnie. Powróćmy do czucia tekstu, do miłości do niego. Uczyńmy „myślenie wierszem” naszym priorytetem, a wtedy przeżywanie i rozumienie poezji na pewno nam wyjdzie. Na dobre.

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

Tomasz Dalasiński

Ur. 1986. Twórca tekstów poetyckich i prozatorskich, doktor nauk humanistycznych, redaktor naczelny czasopisma „Inter-”, redaktor książek naukowych i krytycznych. Laureat X Tyskiej Zimy Poetyckiej (2010), trzykrotny stypendysta Miasta Torunia i dwukrotny Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego w dziedzinie kultury. Wydał tomy poetyckie porządek i koniec (2011) i Stosunki przegrywane (2013) oraz zbiór szkiców o poezji Jacka Podsiadły Nie mogę okłamać cię w wierszu (2013). W przygotowaniu tom mikropróz Nieopowiadania (Wydawnictwo FORMA, druk planowany na rok 2016) i zbiór wierszy „©” (WBPiCAK, druk planowany na rok 2016).

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!