Wspólnoty kobiet: jak wkluczać, żeby nie wykluczać?

Redakcja „Wakatu/Notorii” oraz mieszkanki/mieszkańcy Wspólnego Pokoju (seminarium o literaturze kobiet) zapraszają do lektury 26. numeru czasopisma!

Wspólnymi siłami zszyłyśmy/zszyliśmy tekst patchworkowy – wielowątkowy, różnobarwny, bogaty w warstwy i konteksty, złożony z odmiennych doświadczeń, przekonań i „łatek” językowych.

Na „Wakatowych” łamach tym razem prezentujemy różne wspólnoty kobiet i ich artefakty – feministyczne seminaria, kolektywy, fundacje, antologie, festiwale i inne przedsięwzięcia. Przyświeca nam hasło, które stało się podwaliną odbywającego się od trzech lat w Staromiejskim Domu Kultury feminarium. A mianowicie: dzisiejszym kobietom bardziej niż „własny pokój” (postulowany w 1929 roku przez Virginię Woolf jako gwarancja pisarskiej niezależności) potrzebny jest „wspólny pokój” – to znaczy miejsce, w którym pojedyncze kobiece idiolekty (i stojące za nimi jednostkowe, niepowtarzalne doświadczenia) mogłyby się spotkać, przejrzeć w sobie i dokonać swoistego „posiestrzenia”. Przygotowany przez nas numer pokazuje, że takie siostrzańskie projekty nie są jedynie utopiami, ale przeciwnie – powstają, trwają i wpływają na rzeczywistość.

Oprócz prezentacji konkretnych przedsięwzięć zadajemy też kilka ważnych pytań o wspólnotowość kobiet.

Przede wszystkim interesuje nas kwestia wkluczania do grupy i wykluczania z niej. Czy da się stworzyć wspólnotę, która dopuszczałaby różne perspektywy, godziłaby odmienne poglądy, gdzie możliwa byłaby autentyczna rozmowa – bez uciszania poszczególnych głosów i tuszowania światopoglądowych pęknięć? Jak chronić utopię siostrzeństwa przed przekształceniem jej w zawłaszczającą antyutopię (o czym pisze m.in. bell hooks w swojej Teorii feministycznej)? Co możemy zrobić, żeby idea kobiecej solidarności była budująca, scalająca i realna, a nie stawała się zagrożeniem dla konkretnych jednostek? Jak sprawić, żeby siostrzeństwo z hasła feministek z lat 70. – Sisterhood is powerful – nie zamieniło się w uzurpatorskiego Robin Hooda, który kradnie do puli prywatne historie, zrównuje sztancą zróżnicowane doświadczenia, a potem wydziela wszystkim po równo? Słowem: czy da się ocalić własny głos, gdy wszywa się go w tekst ważnej dla nas wspólnoty?

W kontekście dyskusji, która – za sprawą Matki feministki Agnieszki Graff – przetoczyła się ostatnio przez polskie kręgi kobiece, pytamy, jak się prywatnie czujemy w feminizmie: co nas w nim osadza, a co wyrzuca poza obręb? Czy istnieją doświadczenia – takie jak choćby macierzyństwo opisane przez Graff, ale też np. religijność kobiet – które zostały przez feminizm osierocone i wyciszone, a które należałoby „adoptować”, włączyć w pole rozmowy (z ryzykiem, że zostanie to poczytane za wstecznictwo, backlash)? Jak „ugościnnić” dyskurs feministyczny, żeby znalazły w nim miejsce kobiety (ale też mężczyźni), które dotąd nie czuły się do niego zaproszone (i czy rzeczywiście warto to robić)?

Mamy nadzieję, że „siostrzański” numer „Wakatu” zachęci Was do zadawania kolejnych niewygodnych pytań i wszczynania niełatwych rozmów. Niech Wam się czyta!

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!