Kryzysy wyobraźni

„Niemożliwa jest […] opozycja polityczna, ponieważ demokratyczno-liberalny Lewiatan połknął zwolenników i przeciwników, wypluwając rządy, które reprezentują niejasną mieszankę wszystkich stanowisk ideologicznych”. „[…] nie istnieje wielka narracja, która mogłaby opowiadać o wolności, prawdzie, pracy, sztuce i pożądaniu, i nie istnieje mała narracja zdolna do naruszania istniejącego konsensusu. Niemożliwa jest utopia i niemożliwa antyutopia. Nie akceptujemy starych reguł życia społecznego i nie potrafimy opowiadać społeczeństwa na nowo. No future”. W 2011 roku Przemysław Czapliński w “Resztkach nowoczesności” z pomocą literatury wysunął propozycję odczytania kultury końca, a raczej końców historii, głoszonych przez późnonowoczesną formację oraz triumfujący po ’89 roku liberalizm.

Nowa rzeczywistość społeczno-polityczna, obwieszczając brak alternatywy, zablokowała zdolność konceptualizowania przyszłości w kategoriach innych niż recycling idei, wartości i narzędzi ufundowanych na gruncie demokracji liberalnej. Utopia została skompromitowana poprzez skojarzenie z totalitaryzmem i uznana za bezsensowną w tym najlepszym z możliwych światów. Odtąd zmiana polegać może wyłącznie na rekonfiguracji, nie rewolucji. Idea wiecznego recyclingu w obszarze życia skoncentrowała się na minimalizacji strat oraz „względnej homeostazie na globalnym śmietniku” w przekonaniu, „że uda się w ten sposób nie popsuć życia bardziej, niż popsuto je do tej pory”. Włączyła również do pluralistycznego uniwersum większość marginalizowanych dotąd postaw, zachowań czy światopoglądów, tak jednak, by nie doprowadzić do przemiany samej podmiotowości.

W tak rozumianej kulturze również antyutopia musi ponieść klęskę, ażeby samą siebie usensownić i zapytać o „nasze myślowe i ideologiczne zniewolenia” (Fredric Jameson). Czapliński jednak w literaturze drugiej połowy lat dwutysięcznych dostrzega gest przełamania tego impasu dzięki konstrukcji, którą nazywa anty-antyutopią. Łączyłaby ona antyutopijną świadomość zagrożeń z utopijnym wymyślaniem alternatywnych projektów (przyszłości), podważałaby „dominujące modele interpretacji rzeczywistości”, docierałaby „do samego procesu powstawania idei i jej przemiany w porządek społeczny”, wreszcie – odsłaniałaby „sprawczy charakter myślenia i mówienia”, przechodząc „do prezentacji światów, które rodzą się z naszych stylów komunikacji”. Jej siłą jest odkrycie, „że narzędzia kontroli, panowania i rozszerzania dominacji rozplenione w całym społeczeństwie mogą być również narzędziami oporu. Przy ich użyciu można budować alternatywne więzi, inną społeczność, inną komunikację”. A sens nadawać by jej miała biopoetyka.

Po ponad siedmiu latach od wydania “Resztek nowoczesności” odnajdujemy w nich aktualność diagnoz, konstatując jednak brak widoków na przyszłość. Okazuje się, że inna polityka i inny jej język nie są jednak możliwe, a lewicowa wyobraźnia wyczerpuje się w granicach politycznego horyzontu, jaki wyznaczył jej liberalny recycling. Co się stało, że lewicowi aktywiści – parafrazując piosenkę Grzegorza Wróblewskiego – dziś zostają „w końcu sami/ Z orłem z dupą z symbolami”? Jeżeli rzeczywiście udaje nam się rozszczelnić hegemoniczny dyskurs – jak stwierdza Czapliński – odkrywać mowy i wymyślać języki przekraczające dotychczasowe spektrum, dokonywać rozkładu nowoczesnych, silnych, zaborczych tożsamości na rzecz nowych podmiotowych konstelacji – dlaczego obecna kultura jawi nam się jak jeden wielki backlash? Czy wpadliśmy w pułapkę zaprojektowanych przez nas samych niemożliwości? Czy wiara w sprawczość naszych języków politycznych, literackich i artystycznych sama nie była symptomem i rewersem naszego kryzysu wyobraźni? Czy nie jest nim sięganie dziś po te same pytania? A może wciąż nie zauważamy pełzającej zmiany? Wreszcie – kim jest w tych pytaniach „my”?

Kryzys wyobraźni jest permanentny i wszechobecny. W kulturze popularnej jego ewidentnym świadectwem jest retromania opisana przez Simona Reynoldsa. Choć popkultura od zawsze żywi się własną przeszłością, w XXI wieku w porównaniu z latami 80. i 90. to pożeranie własnego ogona straciło jakikolwiek związek z rzeczywistością; żonglerka artefaktami przeszłości nie służy już ani oddaniu problemów swoich czasów, ani wyjrzeniu w przyszłość. Zwrot ku przeszłości widoczny jest też w literaturze, która w starych językach i konwencjach odnajduje styl atrakcyjny dla nostalgicznie usposobionych czytelników. Z kolei literatura zaangażowana szuka sprawczości w odnawianiu awangardowych poetyk, wyciąganiu z rupieciarni dziejów chwytów literackich, które kiedyś wiązały się z wpływem na społeczeństwo. Sztuki wizualne wykonują zwrot performatywny, podczas gdy w teatrze próby przezwyciężenia kryzysu coraz częściej przybierają formy postdramatyczne. W humanistyce do mody wrócił sytuacjonizm, który przy okazji pięćdziesięciolecia rewolty ‘68 roku stał się elementem inscenizowanej przez środowiska artystyczno-akademickie rewolucji. Ten zombie sytuacjonizm – podobnie jak zombie liberalizm – podtrzymywany jest sztucznie przy życiu wiele lat po własnej śmierci, bez zrozumienia nawet, dlaczego umarł.

Odniesienia do roku 1968 nie wynikają jednak tylko z okrągłej rocznicy. Wystarczy wspomnieć hasła młodej radykalnej lewicy tego czasu: „Bądźcie realistami – żądajcie niemożliwego”, „Wszystko jest możliwe”, „Cała władza w ręce wyobraźni”. Wyobraźnia była w centrum zainteresowania studenckich ruchów protestu; to jej uwolnienie i wyobrażenie sobie innego świata miało stać się punktem wyjścia do rewolucyjnej walki. Podporządkowana kapitalizmowi wyobraźnia potrzebna mu jest do kontroli społecznej reprodukcji i podtrzymuje jego trwanie, dlatego to ona może stać się punktem zwrotnym, zarzewiem buntu. W książce “Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji” z 1996 roku Arjun Appadurai dowodził wręcz, że wyobraźnia rozumiana jako proces społeczny stała się podstawą formowania się tożsamości zbiorowych i elementem globalnych przeobrażeń polityczno-ekonomicznych. Max Haiven, autor książki “Crises of Imagination, Crises of Power. Capitalism, creativity and the commons” z 2014 roku, pisał o kryzysie wyobraźni skolonizowanej przez kapitał finansowy – kryzysie równoległym z globalnym kryzysem ekonomicznym. Kryzys wyobraźni to kryzys tego, jak ludzie doświadczają swojego życia na co dzień, kryzys tego, co i kto jest dla nich wartością, kryzys wzorów postrzegania świata, a wreszcie kryzys kolektywnego tworzenia świata, odbierający ludziom poczucie szczęścia. Odpowiedzią na ten kryzys miałaby być, w tym ujęciu, radykalna wyobraźnia, nieograniczająca się do indywidualnego „myślenia inaczej”, lecz zawarta w działaniu razem, w oparciu o wspólnie podzielane wartości. Rozważania Haivena tłumaczą, dlaczego niepokój związany z obecnym kryzysem wyobraźni można dostrzec zwłaszcza ze strony liberalnych dziennikarzy, redaktorów i badaczy: to wyobraźnia umożliwia panowanie kapitalizmu, dlatego jej kryzys może być powodem rozterek tych, którzy są u władzy. Czy nie dlatego liberalna prasa i instytucje kultury oferują publiczności wciąż nowe iluzje technologiczne, wciąż nowe gry stylistyczne, wciąż nowe dylematy etyczne, przesłaniające niezmienne trwanie systemu? Czyj zatem jest kryzys wyobraźni? Czyja wyobraźnia jest w kryzysie? Czy przekroczenie go jest możliwe bez radykalnej przebudowy stosunków społecznych, poza granicami obowiązujących wspólnot wyobrażonych?

Gdy przed nami staje ten, który pragnie białej i katolickiej, męskiej i patriarchalnej Polski lub Europy, nasza wyobraźnia stawia weto. Tak dochodzimy do kresu naszego imaginarium, gdzie to, co ksenofobiczne, staje się wspólnym dogmatem zakorzenionym w instytucjach. W tym numerze chcemy spytać was o wasz kryzys wyobraźni, zakorzeniony w powszechnych dyskursach, przedstawieniach, galeriach, wierszach, opowiadaniach, nowych mitach, reportażach. Nie chcemy pisać nowych słowników, chcemy zapytać, jak powracają te stare, czy dyskursy feministyczne, genderowe, socjalistyczne i inne, które żądają zmiany obecnej wyobraźni, nie mówią już tylko w zużytych językach? Czy teatr nie powiela wciąż starych scenografii? Czy faktycznie innego końca świata nie będzie? Czy literatura potrzebuje nowych głosów, bo już nic więcej powiedzieć nie może? Czy aby coś zmienić w tym świecie, musimy sięgać po oswojone narzędzia rewolucji? Czy nasz dogmat jest wspólnym pragnieniem? A może pragniemy czegoś innego i wszystko rozprasza się w różnicy. Czy różnica w tym, co wspólne, stwarza szanse na poznanie innych pozycji i przełamanie kryzysu wyobraźni? A może sam kryzys jest jedynie performatywnym narzędziem?

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!