Wiersze

Plener

Nas dziesięć was dwóch
czyli jedna piąta to autorytety
Za mało na demokratyczne przegłosowanie nocnej ciszy
za mało na demokratyczne przegłosowanie zabrania nam czasu

Skrzynka wódki Darz bór
Nas dziesięć was dwóch
Ciężko przekrzyczeć taką bandę związaną brzemieniem integracji
ciężko przekrzyczeć bandę chcącą pić, malować i kochać się do rana od rana

Skrzynka niemięsa dłonie różowe od buraków
– to takie kobiece
– to takie męskie
To takie trudne przerwać nam flirt

Jebanie w ambonie
Ślady stóp obok śladów dzika – szybko idioto rób telefoto

Nas dziesięć was dwóch
z dwóch jeden stary jeden gej
z dziesięciu trzech niezłych, cztery niezłe, trójka neutrali
wśród czterech niezłych zawsze jedna zostaje bez pary

Nosimy teczki a w nich seteczki, kropelki wódeczki na obrazeczki
kropelki spermy wszędzie w lesie, lepiej nie siadać na runie bez majtek Darz bór

 

Tytuł.bzu

Wchodziliśmy na drzewa
W bezmyślnym tonie
zielonych dni
Pod nami żelazne wagony
wiozły mech do miast

Mój pies zjadał z dywanu kłaczki
tak jakby to były teksańskie krzaki
A on jakby był synem kowboja

Wtedy byliśmy pozbawieni
przyzwyczajenia do pór dnia roku
i ludzi
wtedy baliśmy się tylko zwierząt

Dziś chodzimy po spalonych zapałkach
w parkach umierają porosty
Nasze zepsute zęby
zgrzytają przez sen świadomie
Szmaty na drzewach
rzucają na nas cień wiosny

 

Beztytułu

Byłam dziś pijana i trzeźwa
trzeźwa i znów pijana
miałam ochotę biec, ale jest zima
Bałam się, że potknę i siebie
i przyszłość

Byłam pijana i trzeźwa
trzeźwa i znów pijana
Nie wiem czy kiedykolwiek skończy się dziś

Chciałabym zamknąć oczy
i żeby ktoś mnie pocałował czule i słodko
na trzeźwo
tak żeby to było jednocześnie młodo i dojrzale
tak, żebym nie myślała o nadejściu wiosny
Chciałabym żeby to się stało nad Bajkałem w tajdze
albo gdzieś, gdzie czułoby się żywioł i życie
i długi głód i żeby piekło w twarz i było zimno w stopy
A po długim i męczącym tambyciu
chciałabym żeby nas znaleźli
i nagle byśmy się ogrzali najedli umyli
i okazałoby się że jesteśmy młodzi szczupli opaleni
i że skończył się dzień.

Karolina Mełnicka

Poetka, slamerka, obroniła licencjat z Zarządzania Instytucjami Kultury na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Niedawno rozpoczęła studia na Akademii Sztuki w Szczecinie – Multimedia. Interesuje się stylizacją, fotografią, filmem, organizowaniem kultury, poezją. Obecne miejsce zamieszkania: Warszawa.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!