Poemat o tych którzy nowy świat

Dla obywatela Johna Brown

maca się świat i świata próbuje się językiem
a więc oblizuje lub wkłada między elektrody
na razie jeszcze z zamkniętymi oczami ale już
żeglarz znikąd zalewa słonym przypływem
ostatni brzeg człowiek zwany koniem człowiek
zwany ciszą człowiek który zabił liberty

wielki mojżesz prowadzi ich żelaznymi
zębami (o czwarta bestio!) ma mnóstwo włosów na głowie
i mało testosteronu za to długą brodę i pewność
zapisaną krwią i blizną bagnetem i szponem łzą i upławem

wielki mojżesz zatyka lufy armat i cekaemów
mniejszymi od siebie ze starej szkoły
proroków litery bagnetu siedmiostrzałowego spencera
a także telegrafu wierzących że życie jest warte
przecinka w tej strofie który wyprostuje
ścieżki pana wyprostuje zdania jego proroków

mojżeszu z obrazka który wraca z miejsca bez smaku
grobie który wraca bez ciała skało która wraca bez wody
głosie który wraca bez ducha mesjaszu który szuka
swojego milenium i znajduje je w mennicy gdzie tysiąc
warte jest milion a miliard jest wart
umówmy się: jest niewart skoro już wymyka nam się wiersz
nie doświadczysz języka jeśli nie doświadczysz świętej mantry znaków
zastrzeżonych i prorokuj może są zastrzeżone dla ciebie

ale wiesz między jedną wódką a piątą mijasz
ze trzy szkoły filozofii albo siedem
wieków teologii mijasz siedem
(wybierz sobie czy grzechów czy tygodni
czasów pogan czy pieczęci)
i kiedy gryziesz aramejski mając w gardle
gruby penis anabaptystów zaczynasz mówić językami

tak się zaczyna literatura czyli czynność
zastępcza kiedy już rozumiesz
że wściekłość nie jest żadnym z bogów
ból nie jest bogiem krzem nie jest bogiem a nawet
(biada poetom zaangażowanym)
protest nie jest bogiem nic nie jest bogiem choć bóg nie jest niczym

więc jeśli język: dopóki nie wyliżesz plastikowego talerzyka
po oliwie która wyżera ci migdały aż do rdzenia procesora
dopóki nie zeżresz talerzyka i szklanki ogniomistrzu
z goryczy że nie jadłeś trawy i surowego mięsa siedzących byków
a jeszcze z goryczy za chlebem bez
kabli membran częstotliwości i pluskiew za to wszystko
będziesz pocierał kłosy i wyjadał ziarno w sabat

wolność wiedzie na barykady wszystkie
reguły i dzieci rewolucji być może znaleźliśmy
błąd: trzeba być geniuszem
żeby być dzieckiem a nie narodzić się ponownie próbowałeś
kiedyś tak? ja nie raz datowany przeświadczeniem
kiedy zdanie jest w kropce zjedzmy myśli niech zostanie
głos odbijający się od marginesu w lewo i prawo
lewolucja i prawolucja popatrz jak wychodzi
po angielsku
francusku i rosyjsku prawda
że pomyślałeś tchórzu
o języku że sprawdziłeś i wyszło ci że na opak
to ajculower
(znajdź jeden błąd)

wiem: szukasz w słowie
zamiast wróżyć z wątroby której nie widać nie sięgasz
dalej niż wzrok a wisielców nie rozcina się dla oczu wróża
znowu nie udało ci się być bogiem i to jest mała porażka
a duża porażka to że wciąż nie ma boga wyjdź teraz
czekamy
gryząc ziemię czekamy aż niebo położy się na ziemi
przypływem ognia i ołowiu da wróżyć z siebie i wtedy
dowiemy się że umiera tak jest zapisane w księdze wiwisekcji
tak mówił prorok reducent który rozumie
który rozumie
który rozumie
który zjadł rozumy

(tekst jest „ekfrazą” do okładki pierwszej płyty Kansas, która przedstawia fragment muralu poświęconego Johnowi Brownowi)
http://images.uulyrics.com/cover/k/kansas/album-kansas.jpg
http://viewpure.com/oh_DQGfTVPU

Sławomir Płatek

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!