Wiersze

zdrowaśka

i nie będziesz samoodpowiedzialna
tylko pełna
pełniejsza
i od krzyża zbolała

od klauzul
przepisów
i nienawiści
a potem cię wsadzą za martwe

bóg im zapłacz

 

blu mun

odstępuję, w zasadzie można by powiedzieć, że odstaję
od sierpa, sierpnia i wszystkich świętych, a imię
przestało zobowiązywać, listopiździ, nie poradzisz

na kwarty, na krawacie całkiem dobrze się wiesza,
jak na psie, te nieba, wanilie, waniliny, lawendy
i naftaliny, delegacje, że niby tylko wtedy możesz

latać, bo puszcza to się ona, czyli ja, i faktycznie
czuję się pełna drzew, pełna korników, tej choroby
wmówionej na zamówienie chłopców bawiących się księży

cem

(ostatniego przestankowego brak)

 

a pan adam sam

pościeliłam liśćmi łopianu, łopianu, panu,
pianu, mówi się piano, pani kochana, piana,
stygnie w konewce, ewce

żeberka nie wyszły, na dobre, teraz wszędzie
grzejniki, wie pani, ona się i tak by puszczała,
czy tak czy siak, łopian

wszystkiego nie zakryje, bezwstydna, siniaki
obnosi, po wsi, widzi pani, jak się prosi,
krowa jedna, że też kary na takie, nie ma

 

zjadła dziecku głowę, schrupała jak jabłko

bez znaków, zero krzyży i kółek, co najwyżej przecinki, wszystko zaczęło się bez znaków, podobna była do ptaszyska, ptaki już dawno odkluczyły do ciepłych, a ta pośrodku śniegu, jak jakiś czarny szpak, który będzie wydziobywać czereśniowe krople z białego, z bogiem dziewico, zwiastowały ci jaskółki, zwiastowały bociany, z bogiem musi być coś nie w porządku, sprzedaje skrzynki po jabłkach, a gdzie grzech, ja się pytam gdzie zimorodki i sól, a śnieg wyglądał jak śliski tłuszcz, słonina, sadło, imadło, ścisnęło ptaszycy mrozem oczy, nie spadła ani jedna, łza, gdy chrupała, jak jabłko, śnieg zawiał ślady tropionego nieba

bez znaków, bez robaków
i dobrze mi robi herbata z cytryną, wtedy nie myślę o zbutwiałych kościach, ale właśnie zabrakło cytrusów, i znów jestem w grobie, przewracam się, od deski do deski, albo innego granitu, podobno najtrwalszy spiż, chociaż ktoś tam komuś zbudował trwalszy pomnik, a co jeśli robaki to kolejne wcielenie ludzi, spalcie mnie, spalcie błagam, wsypcie do urny, bez znaków, zrobię kawy po irlandzku, wywali wątrobę, ale ocalę mózg, ostrze ziemi przebija mi pierś, przecinek wygląda jak robak, sprawdź czy nie ksiądz

historia świata, bez znaków, bez jabłka
śnieg zawiał ślady tropionego nieba, namalowałam pietę z misiami, zrobiłam listę zakupów, „koniecznie dopisz cytryny”, cudzysłów to dwa przecinki, i dwa apostrofy, a miało być bez znaków, i było, w pierwszym praglucie mrugnęła prakomórka, i dalej poszło z górki, albo z wody, wody odeszły, i masz babo placek i nabrzmiałe cyce, zakryj się od stóp do głowy, nie karm przy obcych, obcy wychodzą z ludzi rozrywając kości klatki piersiowej, mostek i żebra, o nieszczęsna, zawsze ci to żebro wypomną, wyrwą z paznokciami, przy wyrywaniu nie mrugaj, to mogą być znaki dla obcych, albo nowy początek, żadnych nowych początków, porządków, masz rodzić w cierpieniu, a potem zjadać niemowlęta, chrupać główki jak kosztele, a miało być bez jabłka, żeby chociaż raz, robak nie miał z czego wyjść

 

w kolejności pojawiania:
– cytat z wiersza Stanisława Goli Wigilia u Gotta
– parafraza cytatu z wiersza Wojciecha Kawińskiego Ziemia
– cytat z filmu Stanisława Barei Miś

Anna Maria Wierzchucka

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!