„Uspokajać niepokój. Niepokoić spokój.” Nakarmić kamień Bronki Nowickiej
„Są to trzy twarde, błyszczące kamienie, zesłane mi przez najwyższą instancję, na którą nawet mój ojciec nie ma wpływu, i ja jedna wiem, jaką nowinę przynosi każdy kamień. Pierwszy, czerwonawy kamień, który spadł do celi z nieba, w którym nieustannie drgają młode błyskawice, mówi: Dziwiąc się żyć. Drugi, niebieski kamień, w którym drgają wszystkie błękity, mówi: Pisać w zdziwieniu. A ja trzymam już w dłoni trzeci, biały, promieniujący kamień, którego spadania nikt, nawet mój ojciec, nie zdołał powstrzymać, ale wtedy w celi robi się tak ciemno, że nowina trzeciego kamienia nie zostaje wyjawiona. Kamienia już nie widać. Ostatnią nowinę poznam już po uwolnieniu.”
Ingeborg Bachmann, Malina, przeł. S. Błaut, Warszawa 1980.

 

Poza strefą komfortu

Jest kamień, jest podmiotka, jest ojciec, pojawia się wątek „życia w zdziwieniu” i oczekiwania na ujawnienie się jakiejś tajemnicy – to wystarczające powody, żeby motto z Maliny Ingeborg Bachmann rozpoczęło tekst o debiucie Bronki Nowickiej. Nieprzekonanych zapewniam: pokrewieństw jest więcej. Autorki piszą zdaniami – to jedno z nich. Jak bardzo oczywiste jest to stwierdzenie w kontekście powieści! Jak bardzo nieoczywiste w odniesieniu do książki poetyckiej… Jak bardzo wszystko się skomplikuje, kiedy otwiera się tomik i zaczyna te zdania czytać! Zdanie – wystarczająca przestrzeń dla ujawnienia tajemnicy, wystarczająco dużo miejsca, żeby utrudnić jej odkrycie, zmylić ślady, narzędzie wytrącania z równowagi i przywracania spokoju.

Mój tekst nie będzie (wbrew pozorom) analizą porównawczą; nie będzie też recenzją, która ogólnie scharakteryzuje, wskaże jakiś kontekst i wyda opinię. To tekst, który ma za długie motto i pozwala sobie trochę za dużo, kluczem do Nakarmić kamień czyniąc Malinę. Bez tego typu kluczy bardzo łatwo pewne kwestie przeoczyć. Kontekst pozwala na dystans, zmienia perspektywę lektury, rozszerza ją i uelastycznia. Nie wolno mu jednak pozwolić na zdominowanie interpretacji. Niech będzie tłem, niech otwiera na słowa i podsuwa je, kiedy zabraknie nazw na określenie lekturowych odkryć i olśnień; niech wtrąci się od czasu do czasu, utrudni czytanie, umożliwi dostrzeżenie czegoś więcej (jednak nie ma pewności, że to „coś” da się rozpoznać i nazwać).

Malina właśnie w ten sposób się wtrąciła. Nie jest oczywistym kontekstem, choć podobnie jak Nakarmić kamień powstaje dzięki tajemnicy, narasta wokół niej. Tajemnica jest zawsze czyjąś własnością. W debiucie Bronki zmienia ona swoich właścicieli, a czytelnik staje się świadkiem tej zmiany. Jej symbolem (widzialnym znakiem) jest kamień, który dziecko – główny bohater tomiku – stara się nakarmić. Kamień zastępuje dziecku zabawki; cała troska, do jakiej tylko dzieci są zdolne, kiedy w grę wchodzą pospolite przedmioty, którym wyobraźnia nadaje wyjątkowy status, zostaje przeniesiona na niewielką bryłkę jakiejś skały. Ta bryłka staje się fundamentem fantazmatycznego świata, jaki dziecko sobie tworzy. Rzecz przynależy do tego świata i dzięki temu zyskuje jakieś znaczenie, przestaje być pospolitą rzeczą, po której ludzki wzrok szybko się prześlizguje. Dzieci są specjalistami od „nadbudowy fantazmatycznej”. Ta szczególna umiejętność kreowania „światów możliwych” w miarę dorastania zdaje się zanikać. Człowieka zaczyna wtedy przyciągać świat materialny, jego narzucająca się, doświadczalna poprzez bezpośredni kontakt obecność.

Tak właśnie jest w przypadku ojca dziecka, który zaczyna dorastać, dlatego trzeba mu kupić nowe buty i pokazać, jak się golić. „Chodzi o to, że on chce do świata. Tylko nie wie jak. Myślenie o tym odkłada na później, ale już przymierza ciało odpowiednie na tę okazję” (Zlew). Jak dotrzeć do świata? Pytanie o sposób jest w Nakarmić kamień podstawowe. Kto może na nie odpowiedzieć? To proste – ktoś, kto ma już za sobą dorastanie i wie, jakie rekwizyty i rodzaje zachowania czynią człowieka dorosłym i w jaki sposób należy zaznajamiać się ze światem. W Nakarmić kamień nikt jeszcze nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Ojciec, matka, dziecko, prababka, babka – oni wszyscy jeszcze nie dorośli do bezpośredniej konfrontacji ze światem, z ogromem. Na razie wystarczy im ich własny, podzielony na rzeczy i ich miejsca komfortowy światek, w którym płaci się guzikami i gromadzi w pudełkach cenne artefakty wspomnień. Nie jest on jednak zamknięty i odseparowany – wymienieni wyżej bohaterowie chcieliby, żeby taki był, jednak to, co wobec niego zewnętrzne, ingeruje w jego trwanie („niepokoi spokój”). Relacje między tymi dwoma przestrzeniami nie są jasne. Fantazmat musi zostać skonfrontowany z życiem. U jednej tylko postaci ta konfrontacja nie powoduje smutku ani nie prowadzi do kapitulacji (bezruchu, marazmu) – mowa o matce, „która się nie dziwi – zna rzeczy, które daje życie” (Latawce).

Nieodłącznym towarzyszem dziecka jest smutek. Występuje on w roli mentora i przewodnika, „uczy życia”. Jest też „rekwizytem” autorki, któremu przypisana zostaje określona funkcja. Smutek przedstawia dziecku pewne prawdy na temat istnienia w ogóle. Dzięki temu „rekwizytowi” Nowicka w ostentacyjny sposób, już w pierwszym tekście książki, wprowadza znane filozoficzne problematy – Nakarmić kamień ma więc drugie, dyskursywne dno. Czy to jest jeszcze poezja? To zasadne pytanie, jeśli weźmiemy pod uwagę takie cechy tego tomiku, jak narracyjność czy brak podziału na wersy. Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jak bardzo przywiązani jesteśmy to strukturalistycznej teorii wiersza. Nawet w świetle tej nowszej teorii, opartej na przekonaniu, że o wierszowości tekstu rozstrzyga arbitralne użycie pauzy wersyfikacyjnej, tomik Nowickiej wydaje się mało poetycki. Autorka odziera swoje teksty z wierszowości – taka byłaby ogólna konkluzja. Jest konsekwentna, co oznacza, że to celowy i przemyślany zabieg. Dla mnie to jest jeszcze poezja, może w nieco innym stanie skupienia, ale jednak. Jej horyzont myślowy jest szeroki, choć bardzo łatwo go zlekceważyć, skupiając się na przykład tylko na wątku rzeczy i ich funkcji – w takim wypadku zarzut braku odkrywczości („to już było”) pojawia się automatycznie. Optyka antropologii rzeczy w interpretacji Nakarmić kamień to za mało. Optyka filozofii analitycznej to znów zbyt wiele – nie da się zmieścić całej teorii poznania w kilkunastu krótkich tekstach. Nowicka nie próbowała; przywołała tylko ekstrakty z tej teorii. To poezja, która rodzi się ze świadomości, że obszar niedopowiedzeń w filozofii i poezji jest ogromny, i że ten obszar daje wiele możliwości. Nowicka z nich korzysta, niedopowiedzeń przybywa. Jesteśmy już daleko poza strefą poznawczego komfortu.

 

Rzeczy są…

Nakarmić kamień to książka o próbie nawiązania kontaktu ze światem materialnym, próbie włączenia tego świata w jakiś fantazmatyczny porządek. Dlaczego dziecko próbuje nakarmić kamień? Bo nie rozumie jego istoty, stara się przystosować kamień do tego sposobu istnienia, jaki zna najlepiej:

Dziecko martwi się, bo nie umie nakarmić kamienia. Nie dlatego, że nie znajduje w nim ust. Wie – cały jest ustami. Nie wie, do czego je przystawić, żeby chciał jeść.
(…)
Teraz niesie kamień. Tak ostrożnie niosło tylko pisklę. Kuca i kładzie go na brzegu spodka. Popycha delikatnie, jak ślepe zwierzę, żeby przesunął się tam, gdzie leży krew. Toczy się i krzepnie. Nie ruszy.
(Poduszka do igieł)

Dziecko, przygotowując spodek dla kamienia, zraniło się – stąd krew. Kamień pozostaje niewzruszony, „równy samemu sobie/ pilnujący swych granic// wypełniony dokładnie/ kamiennym sensem” (Z. Herbert, Kamyk). Obecność rzeczy w ogóle – niezależnie od tego, czy są to rzeczy takie jak kamień, czy tak zwane przedmioty codziennego użytku – narzuca się wzrokowi; kiedy rzecz pozostaje na dłużej w polu widzenia, narzuca się też rozumieniu (zaczynamy na przykład zastanawiać się nad ich funkcją). Ta obecność rzeczy i ich ontologiczna stabilność „uspokajają niepokój”, tworzą „strefę komfortu”; posługujemy się nimi intuicyjnie, rytuał ich używania zwykle przebiega w ten sam sposób. Rzeczy reprezentują typ istnienia przeciwny temu ludzkiemu, który opiera się na materialnej podstawie, ale zasadniczym jego wyznacznikiem jest to, co materię przekracza (np. świat fantazmatyczny). Relacja człowiek-rzecz i człowiek-świat nigdy nie będzie symetryczna – to raczej relacja podległości czy zależności od rzeczy-narzędzi i świata-żywiciela.

Tekst otwierający Nakarmić kamień przedstawia właśnie tę asymetrię. Opisuje też jeden ze znanych problemów teorii poznania, dotyczący relacji ciała i ducha (świadomości), materii i tego, co niematerialne. Jest bez tytułu i poprzedza „spis rzeczy”, który jest jednocześnie spisem treści. W tym tekście smutek uczy podmiot liryczny, że służy do życia. Jak wygląda ta służba?

(…) włosy rosną bez twojej pomocy, samo się oddycha i samo śpi, oczy wiedzą, co zrobić, żeby się zamknąć. W zasadzie jesteś sobie potrzebna prawie do niczego.
Więc idąc, tylko przebieram nogami, a siedząc, uciskam stołek, który skrzypi. Kiedy tak siedzę, widok całymi godzinami używa mnie do patrzenia.

Nowicka opisuje doświadczenie niepełności władzy nad sobą samym, wyłączenia ciała spod kontroli świadomości. To rodzaj inicjacyjnego doświadczenia; od niego też zaczyna się narracja o życiu. Narracja ta opowiada dzieje emancypowania się świadomości i próby obudowania życia jako faktu biologicznego czymś, co je usensowni i nada mu jednostkowy charakter (wyłączy z porządku powszechności życia). Nakarmić kamień schodzi w tym momencie na niebezpieczny grunt – to grząski grunt aporii, niezmiennych problemów ludzkiego istnienia, zawsze niedopowiedzianych, znajdujących nieustannie swoich nowych narratorów. Miejscami Nowicka wikła się w te aporie i nie mówi na ich temat nic nowego, ale nadaje opowieści nowy kształt językowy – tylko w ten sposób aporie da się oswoić.

W cytowanym wyżej fragmencie mowa także o asymetrii relacji człowiek-świat (widok, czyli to wszystko, co znajduje się wokół). Świat to ogrom. W perspektywie tego ogromu człowiek to skończoność, istota o łatwych do określenia granicach. „[D]ziecko wie: jedyną rzeczą, która oddziela człowieka od świata, jest skóra. Dzięki niej nie wsiąka się w bezmiar rzeczy” (Rajtuzy). W tych dwóch zdaniach biologia („skóra”) występuje obok metafizyki („bezmiar rzeczy”). To charakterystyczne dla Nowickiej przejście do quasi-metafizycznej refleksji znajduje się zwykle na końcu utworu i zawiera w jednym, krótkim zdaniu. To rodzaj impresji lub rewelacji, podsumowujący cały tekst, wprowadzający jakąś zewnętrzną, transcendentną perspektywę.

Przed „bezmiarem rzeczy” chroni nas tylko skóra, nic więcej. Gdyby nie skóra, połączenie ze światem byłoby możliwe, jednak nie możemy się jej pozbyć – ta skóra-granica jest warunkiem naszego istnienia i jego autonomii. Dzięki skórze możliwe jest jednak poznanie zmysłowe. Dotyk działa podobnie, jak wzrok – z „bezmiaru rzeczy” wyodrębnia jakiś przedmiot i czyni go przedmiotem poznania. W Nakarmić kamień nie chodzi jednak o poznanie jakiegoś wycinka rzeczywistości; cel jest bardziej maksymalistyczny – chodzi o poznanie wszystkiego, odkrycie tajemnicy istnienia:

Dziecko wie, skądś wie: żadna rzecz nie należy do siebie. Ani pasek na odwłoku pszczoły, ani włos konopnego sznurka, ani liść, który spada. Są częścią wszystkiego. Jak zobaczyć wszystko, jeśli wokół widać tylko rzeczy i każda chce być poznana? (…) Wie: chce wszystkiego. Wie też – nie dosięgnie go bez poznania każdej rzeczy osobno. Takiego ogromu nikt nie przepuści przez młyn rąk i zmysłów. Niemożliwe. Kula smutku pasie się na mroźnym słowie „niemożliwe”.
Dziecko zamyka usta. Wlecze się do domu. Po drodze znajduje kamień.
(Kamień)

Kolejna aporia: jak odkryć tajemnicę istnienia rzeczy w ogóle, jeśli nie da się poznać każdej z osobna? Dziecko napotyka na swojej drodze kamień, poświęca mu wiele uwagi, ale nie odkrywa tajemnicy jego trwania. Pojawia się Niemożliwe, któremu zadedykowane jest Nakarmić kamień. Ten pisany dużą literą rzeczownik nazywa pewną abstrakcję, element fantazmatycznego świata, który nie zaistnieje. Wniosek jest jeden: nie da się odkryć tajemnicy istnienia, materiału do analizy jest zbyt wiele.

Istotny jest w tym kontekście koniec historii dziecka i kamienia. Ojciec wrzucił kamień do studni. Usta dziecka, gdzie pod językiem powstało dla kamienia gniazdo, są puste, jednak kiedy przetoczy się czas, dziecko odnajdzie utraconą rzecz (Studnia). Gest ojca niczego nie kończy, istnieje wyższa instancja, która decyduje o istnieniu i nieistnieniu, człowiek nie może zmienić biegu „rzeki rzeczy” (Kasztan). Obraz dziecka stojącego na brzegu tej rzeki jest jednym z ostatnich obrazów w Nakarmić kamień. Trudno wyobrazić sobie bardziej sugestywne przedstawienie sytuacji, w której jest się całkowicie bezsilnym, nie można się poruszyć, można tylko czekać. Czeka się nie na zdarzenie czegoś nowego, ale raczej na ponowne ujrzenie tego, co było, co zostało utracone. Kamień utonął w „rzece rzeczy”, została po nim tylko nazwa, pamięć i puste miejsce pod językiem – idealne warunki dla narracji.

 

Trzy kamienie

W Nakarmić kamień występują trzy narracyjne perspektywy. Pierwsza z nich to perspektywa podmiotowa; wypowiadającym się w wierszu jest kobiece „ja”. Nie wiadomo do końca, czy to „ja” można utożsamić z dzieckiem, o którym opowiada się za pomocą narracji trzecioosobowej (to druga narracyjna perspektywa). Wiemy, że dziecko jest dziewczynką, choć łatwo ten fakt przeoczyć, ponieważ żeńska forma czasownikowa pojawia się w tomiku Nowickiej dwa, może trzy razy. Trzecia perspektywa narracyjna jest bezosobowa albo inaczej: uniwersalna (dotyczy każdej z osób, formułuje jakieś ogólne prawa, często za pomocą słowa „trzeba”). To głos znikąd, nie można określić jego miejsca, jest wszędzie, jego źródła należy szukać poza tekstem, poza narracjami o dziecku i jego rodzinie.

Narracja trzecioosobowa zdominowała tomik Nowickiej, co w kontekście przedstawionych wyżej uwag na temat quasi-filozoficznego charakteru tego zbioru nie powinno dziwić. Mówienie o czymś lub kimś w trzeciej osobie jest wskazywaniem przedmiotu naszej uwagi. Uwaga ta przybiera postać narracji. W ten sam sposób działa pamięć: jest wywoływaniem jakiegoś przedmiotu z przeszłości, jednak nie w takiej postaci, w jakiej istniał, ale w postaci hipostazy, czyli naszego umysłowego wyobrażenia, które umożliwia zapamiętywanie i – w konsekwencji – ocalanie. W postaci hipostazy właśnie istnieje dla dziecka kamień, po tym jak ojciec wrzucił go do studni. Stojące nad „rzeką rzeczy” dziecko czeka na przywrócenie hipostazie – fantomowi wyobraźni – materialnej postaci. Tym utraconym, co ma powrócić, jest materialna forma – niepodważalny dowód istnienia.

W swojej książce Nowicka gromadzi te dowody. Udało jej się stworzyć maksymalistyczne poetyckie dzieło, które miesza biologię i metafizykę, codzienność i powszechność, fantomy (ducha) z atomami (materią), poetykę dorastania i zmiany z filozofią trwania (kamień). Dla tego dzieła znalazła odpowiednią formę, która wyżej nazwana została formą dyskursywną, ze względu na swój niewierszowy charakter. Nowicka pisze pięknymi zdaniami, wprowadzającymi w dziwny stan oniemienia tym pięknem. Ich piękno polega na tym, że orzekają o Niemożliwym lub Nieprawdopodobnym. Asercja tych zdań wprowadza niepewność i niepokój – jak można mówić o umarłych, że są, skoro wiemy, że ich nie ma? Ten szczególny efekt obcości wzmacniają określenia właściwości przedmiotów, zjawisk, ludzi i nazw, zwracające uwagę na jakiś rodzaj nienaturalności tych wszystkich rzeczy lub ich niedostrzegany wcześniej aspekt, na przykład o nocy mówi się, że jest ciężka, w słowie „czereśnie” odnajduje się śnienie, kamień jest karmiony chryzantemami, które są chrupiące i mają smak cmentarza. Poezja Nowickiej jest sensualna (miejscami nawet somatyczna) i obrazowa. Nakarmić kamień czyta się „w zdziwieniu” i pisze się o nim w niezmienionym stanie. Tworzy się zdania, w których jest wiele napięć i niedopowiedzeń. Nie znamy nawet końca historii dziecka i kamienia; wiemy tylko, że bohater nad „rzeką rzeczy” też czeka na jakieś zakończenie.

(Bronka Nowicka, Nakarmić kamień, Biuro Literackie, Wrocław 2015).

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

Klaudia Muca

(1991) Pochodzi z Lubelszczyzny; studentka krytyki literackiej na UJ; zainteresowania: najnowsza literatura polska, literatura w cyberprzestrzeni i badania performatywne.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!