Pętla

Na giełdach nadprodukcji pikują akcje przetrwania to tom-album koncepcyjny, skomponowany tak, jak płyty tworzące spójny set. Znamy albumy muzyczne, w których pojedyncze utwory nie są oddzielone ciszą, lecz pozorują ciągłość, przechodzą w siebie attacca. Podobnie u Kopyta: bez zerkania na spis treści trudno w pierwszym odruchu stwierdzić z całą pewnością, gdzie poszczególne wiersze się kończą, a inne zaczynają. Nieobecność tytułów w książce upłynnia wywód, jednocześnie dysharmonizując lekturę. Tworzy się pewna bariera komunikacyjna, wymuszająca u czytelnika ciągłą czujność – nikt ani nic nie podpowiada właściwej intonacji, ani nie sugeruje miejsca ostatecznej puenty (której zresztą na próżno szukać). Jesteśmy wpuszczeni w ten tekst jak w labirynt.

To pierwsze skojarzenie muzyczne, które nasunęło mi się podczas obserwacji samej kompozycji książki, nie jest ostatnim związanym z tym tematem tropem. Otwierający tom Kopyta tekst pure data to rodzaj wiersza-pętli, na co wskazuje nie tylko bezpośrednio przywołanie:

nasz język jest wchłonięty stąd tęsknota błąd
pętli gdy jak nowe czujemy co nienowe

ale także rama kompozycyjna, oparta na powtórzeniu wersu: „zewnętrzne algorytmy wciąż wyłapują moje”. Na potencjał gatunkowy pętli w poezji zwracał już uwagę Paweł Kozioł w recenzji tomu Pamięć zewnętrzna[1] – rozpoznał on jednak gatunkotwórcze ambicje jedynie w tych tekstach, które u Jurczaka w podtytule miały hasło „loop”. O ile jednak w Pamięci… pętlę jako formę charakterystyczną rozumieć można dwojako: jako pojęcie wywodzące się z muzyki elektronicznej oraz jako pętlę iteracyjną, wywołującą w programowaniu powtarzanie określonych czynności aż do osiągnięcia zamierzonego skutku, o tyle u Kopyta sprawa zdaje się bardziej wyklarowana. Programistyczna pętla „dla” (for loop) – wprost sugerowana przez Jurczaka w tytułach utworów – zawiera w sobie warunek zakończenia działania i przestaje pracować, gdy ten warunek się ziści. Muzyczna kontynuuje swoje trwanie niezmiennie jako tło – jej zakończenie warunkowane jest estetycznie, a nie celem, który ma zostać osiągnięty. I ta formuła estetyczna zdaje się bardzo mocno podkreślać to, co na poziomie literalnym pisze Kopyt: pewne mechanizmy rynku to perpetuum mobile. Nie potrzeba propozycji czegoś nowego, żeby kreować pragnienia i nakręcać popyty.

Na giełdach nadprodukcji pikują akcje przetrwania nie jest jednak chłodnym manifestem rezygnacji. Choć zdaje się, że najnowszy tom przynajmniej częściowo wyciszony jest z rozkrzyczanego, charakterystycznego dla Kopyta wkurwu, to przecież przebijają przez niego niekiedy frazy sugerujące balansowanie na granicy wytrzymałości. Jak choćby ostatnie wersy wiersza dwudziesta rocznica bitwy o los angeles:

gdzie widzi się pan za lat pięć dziesięć piętnaście
wolałbyś kurwa nie wiedzieć

które przypomniały mi wspaniałą puentę jednego z felietonów Krzysztofa Sztafy: „Gdzie widzisz siebie za pięć lat? Na czele masy, wielkiej i rozwścieczonej”[2]. W tym wierszu gniew narasta, aż podmiot wypluwa z siebie te słowa – proces nasycania tekstu fraustracją postępuje z każdym kolejnym wersem.

Podobny mechanizm ma miejsce w pieśni o głodzie, jaką jest wiersz masy. Rozpoczyna się on bardzo mocnymi frazami:

bezpodmiotowe masy utaplane w błocie głodu
godność upakowana w worek demokracji i drutów głodu

pieczywo tańsze wieczorem praca głodu
jej nie zabraknie to nie żadne gusła głodu

i ciągnie przez trzydzieści jeden dystychów, które stają się (niekonsekwentnie i nieproporcjonalnie) graficznie coraz mniejsze. Natrętne powtórzenia słowa „głód” w dopełniaczu nadają wrażenia bliskiego satiacji semantycznej – pozostaje sam dźwięk, jego znaczenie się rozmywa. Słowo powtórzone zbyt wiele razy staje się statystyką, a statystyka rozgrzewa serca jedynie księgowych (i to tylko w konkretnych wypadkach). Kolejne dystychy próbują uderzać, ale mają w sobie coraz mniej siły – kończy się raczej na wyciszonej nadziei, niż na stosowaniu środków przymusu.

Specyficzną formę wiersza, na którą w swoim nowym tomie zdecydował się Kopyt, widać najdobitniej na tekście cała wstecz, który swój pierwodruk miał w ósmym numerze „Kontentu”. Na łamach czasopisma jego forma była bardziej standardowa – nie był „wyjustowany”, wpisany w prostokąt. Komentowała go wtedy Anna Kałuża, która zwróciła uwagę na specyficzne odpodmiotowienie tego tekstu, dokonujące się na rzecz „wieloźródłowości”. Zdaje się, że tę interpretacyjną tezę można byłoby zaaplikować do analizy całości tomu, którego wzbogacona m.in. o giełdowe sformułowania leksyka świadczy albo o szerokim polu widzenia podmiotu, albo właśnie o jego rozproszeniu w stechnologizowanej komunikacji.

 

Szczepan Kopyt, Na giełdach nadprodukcji pikują akcje przetrwania, WBPiCAK, Poznań 2019.

Przypisy:
[1] P. Kozioł, Poziomy powtórzeń (loop dla Radosława Jurczaka), „Wakat” [za:] http://wakat.sdk.pl/poziomy-powtorzen-loop-dla-radoslawa-jurczaka/.
[2] K. Sztafa, Ćwiczenia z rezygnacji (12), „Mały format” 7-8/2018 [za:] http://malyformat.com/2018/08/cwiczenia-rezygnacji-12/.

Zuzanna Sala

Bierutowianka, studiuje polonistykę w ramach MISH UJ. Redaktorka kwartalnika literackiego "KONTENT", publikowała w "Odrze", "ArtPapierze" i "Nowej Dekadzie Krakowskiej".

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!