Końce światów

W sylwestra 1999 r. przyszła do mnie koleżanka ze szkoły. Rodzice dali nam odrobinę gazowanego czerwonego wina, żeby dodać nuty dorosłości partyjce bierek, którą rozgrywałyśmy. Wino mi nie smakowało i nie mogłam go dopić. Nie mogłam go dopić także dlatego, że bardzo się tej nocy z koleżanką bałyśmy, podsłuchując rodziców rozmawiających w pokoju obok.
– Kiedy wybije północ, komputery na całym świecie przestaną działać.
– I nigdzie nie będzie prądu! Jak my sobie poradzimy?
– Nie poradzimy sobie. Będzie katastrofa.
– Wszystkie samoloty rozbiją się o ziemię. One też mają przecież komputery. Tylu ludzi zginie, wyobrażasz sobie?
– Już za pół godziny… Wszyscy będą umierać – jęknęła moja mama.
Zostało tylko dziesięć minut do północy.
– Dzieci, chodźcie! Fajerwerki będą – ojcowie, fałszywie uśmiechnięci – i zdecydowanie za mało pijani – wyciągnęli nas z domu w mroźny mrok grudniowej nocy.
Wybiła północ.
– Ojej, nic się nie zmienia – krzyknęła moja matka przez okno na piętrze, zaraz po tym jak drżącymi rękoma uruchomiła komputer.
– Nic?
– Zupełnie nic.
Wkrótce potem wszyscy poszliśmy spać, usatysfakcjonowani.

Śniło mi się, że w Chio chips wygrałam podróż na dziewiczą, tropikalną wyspę.
– Ta wyspa to raj na krańcu świata! – przewodnik krzyknął do nas z przystani, gdy wypływaliśmy na brunatne ścieki Bałtyku.
Miał rację: wyspa była dziewicza. Zamieszkiwało ją trzydziestu dychawicznych Murzynów, dwie równie cherlawe krowy i setki fregat. Fregata to ptak wyglądający jak kormoran, któremu z szyi wyrósł ogromny dmuchany pomidor. Mimo że fregaty to ptaki morskie, nie potrafią nurkować, gdyż ich pióra nie posiadają warstwy ochronnej. Mokra fregata ma naprawdę przechlapane: jest zbyt ciężka, by odlecieć.
„Co za idiotka! Zjedzmy ją” – myślą o nasączonej koleżance jej współplemieńcy, bowiem – w przeciwieństwie do świata ludzi – w świecie fregat nie ma miejsca na głupotę.
By zdobyć pożywienie, fregaty najczęściej napastują inne morskie ptaki, ganiając za nimi i niestrudzenie dziobiąc je w kuper, dopóki tamte nie zwymiotują. Fregata łapie wówczas wyrzyganą, wpół przetrawioną rybę i odlatuje, by – dumnie nadmuchawszy pomidora – skonsumować posiłek.
Zwiedzaliśmy wyspę.
– Średnia roczna temperatura wynosi tutaj trzydzieści stopni – tłumaczył nam przewodnik.
Miał rację: to było naprawdę dziewicze i tropikalne miejsce. Rajem bym go jednak nie nazwała. Chociażby ze względu na to, że wyspa była właściwie ogromną, rozgrzaną słońcem skałą, którą zamiast trawy pokrywało fregacie guano.
– To prawdziwy koniec świata: jedyne miejsce na kuli ziemskiej, gdzie nadal nie działają telefony. Żadne telefony! – ekscytował się przewodnik.

Kiedy się obudziłam, przypomniałam sobie, jak moi rodzice kupili pierwszy telefon komórkowy. Było to tuż przed wakacyjnym wyjazdem nad morze.
– To do kogo zadzwonimy? – drżącym głosem zapytał tata.
– Dzwoń do kogo chcesz – mama wzruszyła ramionami.
Tata zadzwonił.
– Halo? Mówi Wiesław – zaczął. – Nie, niczego nie chciałem zgłosić. Kupiłem komórkę, wie pan? Nie, nie jestem głupi. Po prostu sprawdzam, jak działa.
– Dzwoni! – rzekł do nas, i uśmiechnął się.
Tata miał bardzo wiele możliwości, ale akurat zdecydował się wystukać numer na policję.
Mama godzinami spacerowała wzdłuż plaży, nie mogąc znaleźć zasięgu – mimo wyciągnięcia metrowej anteny, która sprężyście gibała się na wietrze. Wczasowicze się na nas gapili, a czasem również pytali:
– Czy ten telefon NAPRAWDĘ dzwoni?
Albo:
– Myśli pani, że mogłabym z niego zatelefonować do siostry, która mieszka w Grudziądzu? Z Helu to trochę daleko. I jeszcze te wszystkie lasy po drodze.
W końcu mama znajdowała zasięg.
– Cześć Basieńko. Jestem teraz nad morzem, na plaży. Mamy bardzo dobrą pogodę. Muszę kończyć, bo wiesz – bardzo dużo zapłacę – mama przerywała połączenie, wciskając wielki klawisz, czerwony jak dojrzały pomidor albo gardło fregaty.

Kiedyś świat miał zdecydowanie więcej końców.

Katarzyna Fetlińska

(1991) Poetka, studentka filologii angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim. W 2011 roku została laureatką projektu "Połów. Poetyckie debiuty" organizowanego przez wydawnictwo Biuro Literackie, które w czerwcu 2012 opublikowało jej debiutancki tom wierszy "Glossolalia". Publikowała m.in. w "Ricie Baum", "Pograniczach" i "Neurokulturze". Urodzona w Ciechanowie, mieszka w Warszawie.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!