Maryjki

Zaćmienie rozpoczęło się jedenastego sierpnia. Pamiętam to jak dziś, bo w tym czasie, jako studentka pierwszego roku filologii polskiej, spędzałam wakacje w Częstochowie, gdzie uczyłam się do poprawki egzaminu z historii Polski. Przed południem miasto pogrążyło się w półmroku. Księżyc jak olbrzymie mitochondrium zasłonił tarczę słońca i paradoksalnie zaczął odsłaniać ciemne strony Jasnej Góry. Po godzinie darowałam sobie odsiadkę w czytelni i krążyłam po centrum, natykając się co rusz na różnych wróżbitów, wizjonerów i sekciarzy, którzy w przejściach podziemnych i w parku Staszica głosili koniec świata. Miasto przypominało studio produkcyjne po realizacji Wojny światów. Na chodnikach poniewierały się numery „Strażnicy”, kawałki klisz, okopcone szkiełka, które służyły do oglądania zaćmienia. Porzucone negatywy zaludniły aleje prześwietlonymi postaciami. Na Piłsudskiego czas się zatrzymał albo może zaczął płynąć inaczej i z jakiejś otchłani dobiegały do mnie nawoływania gazeciarzy, wozaków, gwar z dawnej restauracji Grand Cafe. Na ławkach podrygiwały uda harcerek. Dworzec się rumienił.

Włóczyłam się tak bez celu jeszcze kilka godzin, a gdy z megafonów popłynęła Bogurodzica, zdałam sobie sprawę z tego, że rozpoczął się apel jasnogórski i najwyższa pora wracać. Ktoś mógłby pomyśleć, że poszłam do domu, ale nie, ja zmierzałam na stancję Sióstr Serca Jezusowego przy ulicy Barbary, gdzie w zamian za drobne prace porządkowe mogłam tanio wynajmować pokój na poddaszu. Handlarze na Kordeckiego zamykali sklepiki z dewocjonaliami. Pijani pielgrzymi, którzy nieco wcześniej przybyli w tym roku na święto Wniebowstąpienia, snuli się wzdłuż murów i w alejkach drogi krzyżowej, zaglądali do centrum, gdzie wokół klubów Wakans i Aleks krążyli dilerzy.

Ulica świętej Barbary biegła stromo w dół, aby po minięciu Kazimierza wznieść się na niewielką górkę i ponownie opaść w stronę wieży kościoła – tego z cudownym źródełkiem. W rzędach drewnianych straganów, gdzie poniewierały się strony „Merkuriusza Kupieckiego” z harmonogramem sierpniowych pielgrzymek, urzędował mój oswojony szczurek. Kiedy mnie zobaczył, stawał na tylnych łapkach i gapił się uparcie, wyczekując, aż podzielę się z nim wyschniętym obwarzankiem, który dostawałam zwykle od starej handlarki. Potem przysiadłam na schodkach w bramie, zdjęłam kolczyki, związałam włosy w kucyk, aby w tej pensjonarskiej wersji wkroczyć do domu oblatek.

W refektarzu czekała na mnie przeorysza Stanisława, która od wielu lat sprawowała tutaj władzę absolutną, i to właśnie dzięki jej rządom autarkiczny świat starych i umierających kobiet wciąż tętnił życiem: jawa mieszała się tam ze snem, czas teraźniejszy z przeszłym, sacrum z profanum, rzeczy doczesne z nadprzyrodzonymi, asceza z erotyzmem, grzech ze świętością. Trafiłam tam przypadkiem. Siostra Stanisława znalazła mnie kilka miesięcy wcześniej koczującą na dworcu, gdzie po ucieczce ze stancji w hotelu robotniczym postanowiłam przeczekać noc.

– Co tu robi sama? Nie boi się tak wałęsać po nocy? – zapytała, wtykając mi kanapkę owiniętą starannie w szary papier.
– Uciekłam dziś z Żyznej, proszę pani. – Odezwałam się do niej, przełykając ze smakiem kawałek mortadeli.
– Z tych baraków, gdzie stacjonują Ruscy?
– No tak, to znaczy nie. Oni tam już nie stacjonują, tylko cywile ze Wschodu, co przyjeżdżają do Polski na handel.
– Aha. – Usiadłyśmy na murku. – A jak tam trafiła?
– Na wakacje musiałam się wynieść z akademika, wiec wynajęłam pokój na tej Żyznej. W ogłoszeniu było, że to przytulny pensjonat na peryferiach miasta. Na początku rzeczywiście był tam spokój. Rosjanie z jutowymi torbami wychodzili o świcie na ryneczek, ale jak tylko zarobili kasę, to się zaczął sajgon. Czasem to nawet z nożami się ganiali.
– Jezusie Nazareński!
– A dzisiaj, kiedy tenno, Sergiej, wetknął mi pod drzwi obrączkę ślubną i… składał propozycje, to nie wytrzymałam, spakowałam się i uciekłam…
– Bardzo dobrze zrobiłaś. – Przerwała mi nagle i nie czekając na odpowiedź, zaprowadziła mnie na przystanek osiemnastki, skąd pojechałyśmy na Barbary. Na początku siostry krzywiły się, że ktoś nowy pojawił się w ich domu, ale gdy posłusznie myłam ludwikiem posążki świętych, pastowałam korytarze i obierałam kartofle, zaakceptowały mnie, dzieliły się ze mną świętymi obrazkami i ziołami, jakbym była dobrym materiałem na kolejną bezhabitową.

W dniu zaćmienia, kiedy wróciłam wieczorem z miasta, siostra Stanisława położyła przede mną miskę łazanków z zasmażaną kapustą.

– Niech je i opowiada, czego się dziś nauczyła.

Już miałam zrelacjonować jej przebieg bitwy pod Grunwaldem, gdy w drzwiach pojawiła się zniecierpliwiona siostra Zyta, dając znak przeoryszy, że czas na kompletę. Po wyjściu sióstr mogłam zapomnieć o państwie Piastów, Jagiellonów i wrócić do swojego pokoju na poddaszu, gdzie położyłam się w butach na tapczanie i zasnęłam. Gdy się obudziłam, było po jedenastej. Z przerażeniem zdałam sobie sprawę z tego, że wciąż nie wykonałam ostatniego polecenia przeoryszy. Zdjęłam buty i po cichu zbiegłam po schodach. Z magazynku przytargałam dwa kartonowe pudła, zerwałam z nich taśmy i wdychając zapach kleju, zaczęłam rozkładać na parapecie różowe i niebieskie butelki z plastiku w kształcie Matek Boskich. Prawie do północy nakładam na nie zakrętki-korony i naklejałam etykietki. W końcu gotowe na sprzedaż butelki ustawione w trzech rzędach jak armia amazonek szykowały się do ataku. Uchyliłam okno. Sierpniowe powietrze wzdymało im brzuszki. Nagle Maryjki, jedna po drugiej, zaczęły skakać na trotuar. Księżyc zmalał i przypominał balonik, z którego ktoś powoli wypuszcza powietrze.

Wioletta Grzegorzewska

Poetka, prozaiczka, mieszka na wyspie Wight. Opublikowała m.in. książki poetyckie: Orinoko (Tychy 2008), Inne obroty (Rzeszów/Toronto 2010), dwujęzyczny wybór wierszy Pamięć Smieny/Smena’s Memory (przekł. Marek Kazmierski, Off_ Press, Londyn 2011), wybór wierszy i próz poetyckich Wzory skończoności i teorie przypadku/ Finite Formulae and Theories of Chance (przekł. Marek Kazmierski, Arc Publications, 2014), książkę prozatorską Guguły (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014). W ramach projektu „Pomiędzy dwoma światami. Poezja i przekład. Between Two Worlds. Poetry and Translation” Biblioteka Brytyjska przygotowała dla archiwum nagrania jej wierszy. W 2014 roku Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku wystawił adaptację jej książki Guguły w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur. W roku 2015 za działalność literacką otrzymała Złotą Sowę Polonii w Wiedniu, a jej książka Finite Formulae and Theories of Chance otrzymała nominację do Gryffin Poetry Prize w Kanadzie. Utwory Grzegorzewskiej były przekładane na walijski, francuski i angielski.

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!