„Jeżeli kochać, to nie indywidualnie”. Wokół poliamorycznej koncepcji ości Ignacego Karpowicza

I

Wątek poliamorii we współczesnej literaturze polskiej daje się odczytywać – i staje się przez to bardziej interesujący – w szerszym kontekście zmian światopoglądowych zachodzących w społeczeństwie. Podstawę interpretacyjną niniejszego artykułu stanowić będą ości Ignacego Karpowiczai zestawione z powieściami, które wywarły wpływ na koncepcje autora i podejmują podobną problematykę: z Domem na krańcu świata Michaela Cunninghamaii (ości to narracja kontrargumentacyjna wobec przedstawionego przez Cunninghama projektu poliamorycznej rodziny) i Patrz na mnie, Klaro! Kai Malanowskiejiii. Obie traktują o ważnym również dla ości związku pożądania z zazdrością, co pozwala myśleć o nich w kontekście koncepcji „pragnienia «trójkątnego»” René Girardaiv. Trzy powieści jako trzy wierzchołki trójkąta stają się geometryczną metaforą inspiracji i międzynarodowych literackich glos.

Rozważania na temat poliamorii sprzyjają refleksji nad siłą oddziaływania kultury, która konstytuuje struktury naszej codzienności i tworzy wzorce wyrażania uczuć. Takie postawienie sprawy skłania zaś do ponownego przemyślenia kategorii miłości, zazdrości i pokrewnych im emocji, a także wpływu, jaki na ich postrzeganie wywierają stereotypy wytwarzane przez monogamiczny model rodziny. Czy nasze uczucia rzeczywiście mają źródło w nas samych, czy może przynależą do kulturowego wzorca i są efektem procesu socjalizacji? Gdzie znajdowałby się ów wzorzec?

Podjęte przeze mnie rozważania wpisują się w dyskusję socjologów, którzy powoli odchodzą od posługiwania się terminem „rodzina nuklearna”. Próbują odpowiedzieć za to na pytanie o kondycję współczesnego społeczeństwa, o rolę rodziny „z krwi” oraz „z wyboru”, badając wpływ rozwijających się państw Zachodu na funkcjonowanie jednostkiv.

Wraz z rozwojem badań socjologicznych przychodzi też czas na poddanie krytyce dotychczasowej terminologii określającej typy rodzin. I to właśnie w swojej powieści robi Karpowicz. Dekonstruuje definicję „rodziny tradycyjnej” bądź też „normalnej” i wskazuje, że ważniejsza od liczności rodziny jest przestrzeń do bycia sobą. W tym miejscu można by wysunąć postulat nieposługiwania się terminem „rodziny normalnej” lub po prostu znacznie ów termin poszerzyć – „normalność” określa wszak relację, której uczestnicy czują się komfortowo.

Jestem świadoma potoczności użytego przeze mnie sformułowania. Pojęcia z dziedziny socjologii, takie jak: rodzina nuklearna, wielopokoleniowa, związek kohabitacyjny, DINK (double income no kids) mają charakter obiektywny, typowy dla badań uniwersyteckich. W szerokim, potocznym i stereotypowym ujęciu można jednak nadawać im mniej lub bardziej pejoratywne znaczenia. Tak długo więc, jak z „normalnością” kojarzone będą style życia większości, uniwersalizujące i poddające ocenie nasze wybory życiowe, postawiony przeze mnie postulat uważać będę za obowiązujący.

II

„Kobieta” to nie definicyjny monolit, jak pisze Rosi Braidotti, jest ona „raczej zbiorem różnorodnych, złożonych i potencjalnie sprzecznych doświadczeń”vi. Rzeczywistość, której doświadczamy, jest rozczłonkowana i również można ją określać jako mieszaninę stylów i doświadczeń potencjalnie sprzecznych, lecz współgrających ze sobą i tworzących mozaikę ponowoczesnych podmiotów. Świat, w którym żyjemy, nie stanowi monolitu. W 1994 roku Braidotti pisała o postmodernistycznym podmiocie, którego cechą charakterystyczną jest nomadyczny styl myślenia wykraczający poza fallocentryczne schematyvii. Dwadzieścia lat później przychodzi nam jedynie stwierdzić, że podmioty nomadyczne Braidotti wciąż istnieją i pogłębiają swój koczowniczy i transgraniczny charakter.

Przyjmując tezę, że „stan nomadyczny definiuje obalanie konwencji, a nie dosłownie akt podróżowania”viii, chciałabym ją odnieść do interesującej mnie tu kwestii poliamorii, której siła również polega na „obalaniu konwencji”. Wielomiłość samą swoją nazwą zaprzecza monolityczności. Jest aglomeratem podmiotów i idei połączonych miłością duchową lub cielesną. Wymyka się konwencjom, które konstytuowały świat u progu współczesności. Nomadyczny sposób myślenia sprawia, że granice się zacierają. Człowiek czerpie garściami z tego, co wcześniej znajdowało się poza jego zasięgiem.

Poliamoria pozwala tym, którzy do tej pory nie mieli prawa głosu, stać się częścią postnowoczesnego dyskursu. Podmiotowość nomadyczna nie nosi znamion utopii. Jest faktem wynikającym ze zmiany sposobu życia milionów ludzi. Poliamoria, mimo że wpisuje się w nurt współczesnych dyskursów – nastawionych na obalanie konwencji, transgresyjne i krytyczne podejście do zastanych reguł – wciąż jest spychana na ich boczne tory. Przyczyn tego stanu rzeczy można szukać w ciągłym braku podstawowej wiedzy społeczeństwa o kulturowej tożsamości płci. Wypływać one też mogą ze stereotypowego, ale wciąż żywionego przez większość przeświadczenia o zasadniczej nietrwałości relacji poliamorycznych.

Tożsamość nomadyczną współczesnego człowieka charakteryzuje życie w poczuciu ciągłej przejściowości i, jak pisze Braidotti, „Świadomość, że żaden rodzaj tożsamości nie jest stały”ix, że człowiek tworzy swoją tożsamość przez całe życie. Podejście do seksu i miłości również ulegać może stopniowym, płynnym zmianom. Z różnymi rodzajami tożsamości wiąże się wszak różnorodność doświadczeń i potrzeb. Być może więc – i tu odwołam się do konkretnego przykładu z powieści Cunninghama – za to, że bohaterowie Domu na krańcu świata nie mogli stworzyć trwałej relacji, nie odpowiada kultura, w której zostali wychowani, lecz zmienność jako nieredukowalna cecha współczesnego społeczeństwa. Dla takiego społeczeństwa być może ważniejsze od stworzenia trwałej relacji jest stworzenie relacji stabilnej – rozumianej jako zgoda ze sobą samym – w określonym aspekcie życia, w określonym czasie (a więc w pewnym sensie – relacji dynamicznej). Wciąż doskonaląca się jednostka wraz z każdą zmianą, wraz z każdym kolejnym doświadczeniem, staje się nową wersją siebie.

Moje uwagi mają charakter uogólnienia. Pamiętam o tych, którzy w tak niestabilnym świecie cenią sobie niezmienność. Jednak rozważania na temat płynnego charakteru nowoczesności i nomadycznego charakteru życia jednostek oraz związanego z tym sposobu postrzegania świata łączą się z zauważalną – w odniesieniu do tego, co uznamy za normatywne – zmiennością w obrębie relacji intymnych. Zmienność tę uznaję za znak czasu. Za element tożsamości charakteryzującej się ciągłą przejściowością i warunkowanej nieustanną koniecznością refleksyjnego podejścia do każdego nowego etapu życia.

Sądzę, że bohaterów zestawianych przeze mnie powieści łączy nomadyczny sposób myślenia, o którym pisała Braidotti. Bohaterom Domu na krańcu świata trudno jest znaleźć w życiu jakikolwiek stały fundament. Jestem zdania, że powieść ma w sobie coś z baśniowej historii. Na takich opowieściach zostali wychowani jej bohaterowie. Wydaje się, że jako dorośli już ludzie potrafią oddzielić konwencję baśniową od realizmu codzienności, a mimo to głęboko tkwi w nich pragnienie spełnienia się formuły „i żyli długo i szczęśliwie”.

W powieściach Ignacego Karpowicza oraz Michaela Cunninghama pojawiają się wizje poliamorycznych relacji. Bohaterowie obu narracji podejmują wyzwanie stworzenia związku, który nie mieści się w zastanych schematach. Łączy ich świadomość ograniczeń wyznaczanych przez ramy konwenansów.

U Cunninghama prowadzenie narracji z różnych punktów widzenia – przez Clare, Jonathana i Bobby’ego – umożliwia poznanie intencji każdego z bohaterów, poszerza perspektywę interpretacyjną. Polifoniczność narracji tworzy wiele wariantów tej samej baśni, ponieważ postaci, wspominając minione wydarzenia, pośrednio tłumaczą swoje intencje i oprowadzają czytelnika po świecie własnych, pogrzebanych marzeń. Wymiar baśniowości czy oniryzmu nie jest obcy żadnemu z bohaterów. Zarówno Clare, Jonathan oraz Bobby, którzy zajmują mnie tu bezpośrednio, jak i Alice i Ned żyją we własnych hermetycznych narracjach. A w sieci, której nici utkane są z emocji – pragnień, obaw i wyrzutów – trudno o harmonię. Łatwo zaś o zagubienie we własnych myślach, pomylenie poczucia obowiązku z pragnieniami. Łatwiej pragnąć tego, co słuszne z perspektywy powinności, trudniej o odwagę podążania za własnym szczęściem.

Oniryczność bohaterów Domu na krańcu świata polega na sposobie ich funkcjonowania w realnym świecie. Każde z nich żyje na granicy realnego i wyśnionego, również na granicy przeszłości/teraźniejszości/przyszłości. Bohaterowie ości też żyją na granicy światów (zewnętrznego i wewnętrznego), ale w sposobie opowiadania ich historii jest dużo więcej z jawy niż ze snu. Prawdopodobnie to zasługa humorystycznego stylu, który w książce jest na wyłącznych usługach powagi.

Przeprowadzone tu rozróżnienie zewnętrznych i wewnętrznych światów wymaga doprecyzowania. Wiąże się ono ze sposobem postrzegania siebie przez bohaterów powieści Karpowicza. Jego postacie – Maja, Ninel, Max, Norbert – tworzą światy równoległe do rzeczywistego. Przestrzenie alternatywne umożliwiają im: prowadzenie blogów, rozmawianie z tchórzofretkami, tworzenie dualistycznych tożsamości. U Cunninghama podobny zabieg pozwolił bohaterom stworzyć alternatywną rodzinę Hendersonów.

Dualizm sfer funkcjonowania bohaterów obu powieści nie jest bez znaczenia dla wątku poliamorii. Zabiegi zastosowane przez Karpowicza i Cunninghama wykorzystywane są także przez twórców seriali i prowadzą nas do wniosku, że wybór nienormatywnej praktyki intymności możliwy jest jedynie w przestrzeni niekonwencjonalnej, wariantywnej.

W serialach telewizyjnych będą to opowieści o wampirach, a więc o koegzystencji „naszego” i „obcego”. W literaturze pragnienie stworzenia poliamorycznej relacji motywowane jest podobnie – istnieniem „obcego” świata, który zawsze będzie tylko tworem wyobraźni. Wniosek nasuwa się przykry – realizacja idei miłości poligamicznej pozostaje w sferze niebytu, zbyt silny bowiem jest związek człowieka z kulturą.

Bezpośrednio dotyczący poligamii amerykański serial Big Love (Trzy na jednego) nie wykorzystuje jednak motywu alternatywnego świata wampirów ani żadnej innej narracji fantasy, które usankcjonowałyby rozluźnienie norm obyczajowych. Opowiada o amerykańskiej rodzinie mormonów ze stanu Utah. Brak odwołań do jawnie alternatywnego świata jest w gruncie rzeczy dość pozorny. Specyfika mormońskiej tradycji i jej krępująca nieobecność w głównym dyskursie pełnią podobną funkcję co fantasmagoryczny entourage Czystej krwi czy innych seriali fantasy. W samym życiu na prowincji szukać należy alternatywności umożliwiającej sprzeciw wobec dyktatury monogamii. W konsekwencji negacja normatywnych wzorców czyni z bohaterów grupę osób społecznie nieprawomocnych. Nieważność, nieobecność, nieprzynależność stają się dyskursywnymi kategoriami serialu, co w połączeniu z wątkiem emancypacyjnym kobiecych postaci, a także motywem wyzwalania się rodziny spod samowładztwa proroka mormońskiej wspólnoty tworzy symboliczny wielogłos interesujący dla współczesnych badań tożsamościowych.

Na pytanie o rolę koincydencyjnych światów w literaturze i filmie padła już odpowiedź. Pomiędzy realizacją tego tematu w powieściach Cunninghama i Karpowicza istnieje jednak pewna subtelna różnica.

Pomysł Mai, bohaterki ości, aby stworzyć poliamoryczny związek, nie przynależy do świata wyobrażonego. Co zabawne, zrodził się nagle – nie z cierpienia, nie z oczekiwania, nie ze zniecierpliwienia; towarzyszyło mu za to, być może, podekscytowanie. Z morza pomysłów Mai ten jeden wyłonił się niczym niezapowiadany.

Inaczej w przypadku bohaterów Domu na krańcu świata. Pomysł wspólnego życia łączył się u bohaterów z potrzebą odnalezienia w sobie odwagi do jego realizacji. Ta odwaga była im potrzebna do wyrażenia swoich potrzeb i uczuć. Kiedy to zostało zrobione, mogli zacząć wdrażać plan „przywoływania” rodziny z przestrzeni wyobrażonej.

Subtelna różnica polega więc na podejściu do poliamorii, która w książce Karpowicza ma charakter spontaniczny, naturalny, u Cunninghama zaś jest konsekwencją realizowanego planu.

III

Ości stanowią swoistą polemikę z Domem na krańcu świata. Bohaterowie Cunninghama realizują część swoich fantazji – marzenie o stworzeniu rodziny, której członków spajają uczucia miłości i przyjaźni. Są to uczucia, którym troje bohaterów poddaje się, nie bacząc na płynące z otoczenia wzorce. Dom na krańcu świata opowiada o próbie stworzenia przestrzeni baśniowej w realnym świecie. Motywem przewodnim jest tu chęć budowania takiego życia, w którym zwyczajnie chce się żyć. Życia, którego konstruktorem byłoby się od początku do końca.

Jednak nie można zaplanować ani przewidzieć dynamiki uczuć i pragnień. Kluczowe okazuje się podążanie za nimi. Tytuł powieści sugeruje, że bohaterowie swój dom mogą stworzyć tylko w jednym miejscu: miejscu odgrodzonym od rzeczywistości, ponieważ w pewnym sensie życie, które prowadzili dotąd, polegało na przenikaniu się światów – tego, który jest, i tego, którego nie ma. Okazuje się, że to, co pochodzi ze sfery marzeń, funkcjonuje dopóty, dopóki jej nie przekracza.

O ile powieść Cunninghama ma charakter melancholijnej wędrówki poprzez zakurzone prowincje utopijnych planów, o tyle proza Karpowicza pozbawiona jest fantasmagorycznego zabarwienia. Ości stanowią świat antybaśniowy, a przy tym kabaretowy – co manifestuje się w sposobie doboru cech bohaterów. W tym świecie baśnie są nieprzystającą do współczesności formą narracji:

Dawno, dawno temu, w epoce sztywnego łącza oraz lakieru do włosów, żył sobie młody mężczyzna o imieniu Bruno, który miał mamę, dziewczynę o imieniu Basia oraz dwóch tatów. Urwała, bo ta bajka przestała się Mai podobać, zanim zaczęła się na dobre. Taki wstęp nie zapowiadał bajki, zawsze przecież dość zwartej i z happy endem, prędzej – telenowelę, ciągnącą się bez widocznego końca.x

Bohaterowie ości nie konstruują swojego życia tak jak lokatorzy tytułowego domu na krańcu świata. Nie znaczy to, że są bierni. Wręcz przeciwnie, Karpowicz stworzył bohaterów wykształconych, świadomych i zaangażowanych. W splotach wydarzeń, w których uczestniczą, wykazują jednak pewną pasywność. Chciałabym podkreślić, że nie mają one charakteru inercyjnego, a raczej coś z zaskoczenia. Bohaterów powieści charakteryzuje bowiem ironia i zdystansowanie wobec świata.

Postaci Cunninghama są wytworem wspólnej, tradycyjnej „wielkiej narracji”, która stworzyła nowoczesne społeczeństwo. Poczucie wspólnotowości jest w ich przypadku wciąż żywe. Dom na krańcu świata stanowi zatem wyraz tęsknoty za dyskursem jednomyślności. Postaci żyjące w ponowoczesnym świecie ości stoją przed wyzwaniem zmierzenia się z narracją XXI wieku. Jej podstawą jest rozbicie „wielkiej narracji” na miliony mniejszych elementów. Każdy z nich jest samoistny. Każda z tych mniejszych narracji jest celem samym w sobie.

Rozbicie jednomyślności to mierzenie się z pytaniami, z którymi nie poradziło sobie poprzednie stulecie. Myślenie wspólnotowe pozostało bezsilne wobec klęski humanizmu, wobec traumy drugiej wojny światowej. Stąd zachwiana stabilność dwudziestowiecznego dyskursu.

Być może dyskurs „małych narracji” pozwoli na dopisanie poszczególnym wątkom ości innych zakończeń. Bohaterowie Domu na krańcu świata żyją w istotnym momencie transformacji dyskursów. Melancholia „wielkiej narracji” związana jest z jej kryzysem. Ze świadomością uczestnictwa w zmianach. Poliamoria połączyła obie powieści, stała się płaszczyzną wspólną dla reprezentantów obu typów społeczeństw. Wiara w rozum i wolność jako wartości elementarne nie spełnia swojej funkcji u progu XXI wieku. Zestawienie obu powieści może wskazać rozwiązanie, którego podstawą będzie obnażenie pruderyjnego profilu zbiorowości.

IV

Gdy pracowałam nad pracą magisterską, której ten artykuł jest pokłosiem, dotarłam do książki Poliamoria autorstwa psycholożki Deborah Anapolxi. Publikacja ta ma charakter poradnika zawierającego wiele historii „z życia wziętych” i nie daje czytelnikowi obiektywnego obrazu relacji poliamorycznych. Autorka częstokroć wskazuje na potrzeby intymności, lojalności oraz uczuciowości, które wzajemnie zaspokajać powinni partnerzy w poligamicznym związku. Od tego zależy bowiem powodzenie większości miłosno-erotycznych stosunków. Praktycy poliamorycznych relacji jako powód zwiększenia liczby partnerów w związku podają potrzebę „podzielenia się” miłością. Podkreślają przy tym, że utrzymanie takiego związku wymaga ogromu pracy ukierunkowanej na wyznaczenie panujących w nim reguł. Wypływający z książki wniosek jest prosty i powtarza się jako konkluzja każdego kolejnego podrozdziału – miłość wynagradza wszelkiego rodzaju trudności.

Tego typu podsumowania ocierają się o banał, książka jednak wzbogaca o istotny argument dyskusję dotyczącą powiązania miłości z zazdrością:

Niemonogamiczne związki kojarzy się z emocjonalnym chaosem i dramatami, które jedynie w części wynikają z łamania umów i nieuczciwości, równie charakterystycznych dla poliamorii, co dla monogamii. […] jeśli partnerki, partnerzy wnoszą w relację odpowiedzialność i uczciwość, związek poliamoryczny nie musi być sceną emocjonalnych huraganów. Tak długo jednak, jak długo nasza kultura faworyzuje monogamię, a młodzi ludzie wskutek socjalizacji oczekują seksualnej wyłączności, możemy się spodziewać, że podstawowym problemem w relacjach poliamorycznych będzie zazdrość.xii

Wracamy zatem do sedna problemu, praźródła naszych cierpień – kultury. Zacytowany fragment wymaga uzupełnienia o rozróżnienie miłości romantycznej od współbieżnej, współcześnie znacznie nam bliższej. Anapol dotyka tu bowiem podobnej problematyki co Giddens w Przemianach intymnościxiii. Giddens na przemiany społeczne patrzy post factum, jakby się one już dokonały, jest „tylko” naukowcem, którego zadanie polega na ich opisaniu i usystematyzowaniu przemian. Anapol w zacytowanym fragmencie diagnozuje zaś, że faworyzowanie monogamii i – dodajmy – będącej na jej usługach miłości romantycznej stanowi źródło niepowodzeń i nieporozumień w związkach.

Na wielomiłość należy również spojrzeć przez pryzmat Girardowskiej koncepcji pragnienia trójkątnego. Autora Prawdy powieściowej łączy z poruszonym przez Anapol tematem zdrady w związkach niemonogamicznych teza pozorności dualistycznego charakteru miłości.

Ilustrację założenia o istotności zaangażowania w uczucie (erotyczne/platoniczne) trzech elementów, czyli: podmiotu, przedmiotu i pośrednika pragnienia, możemy dostrzec w fabule powieści Kai Malanowskiej Patrz na mnie, Klaro!. Wprowadzenie do niniejszych rozważań tego tytułu uważam za zasadne ze względu na swoisty dialog, który w wątku Mai Karpowicz prowadzi z Malanowską.

Fabuła powieści Malanowskiej przedstawia się następująco: trzydziestoletnia Klara podejrzewa swojego męża, Franka, o zdradę. W internecie znajduje blog jego kochanki, który zaczyna regularnie czytać, a następnie snuć fantazje na temat jego autorki. Z czasem postanawia ją śledzić, aż w końcu zasadność rozdziału zazdrości i nienawiści od pragnienia zupełnie się dla Klary rozmywa, trudno jej bowiem stwierdzić, czy kochanki męża nienawidzi, czy też darzy ją miłosnym uczuciem.

Fascynacja potencjalną kochanką męża szybko przeradza się w niebezpieczne uczucie. Kiedy Klara zaczyna w myślach malować jej portrety, zaczyna także studiować jej ciało, co tylko pozornie nie mieści się w modelu zazdrości o męża i nienawiści.

W rzeczywistości związek pomiędzy nienawiścią, zazdrością, poczuciem krzywdy a skłonnością do naśladowania jest dużo bardziej skomplikowany. Dlatego tylko pozornie fascynacja Klary kochanką męża jest sprzeczna z odczuwanymi w stosunku do rywalki negatywnymi uczuciami. „Tamta” kobietaxiv jest dla Klary jednocześnie niedoścignionym ideałem i obiektem nienawiści. Zazdrość to efekt tych uczuć.

Mąż Klary odgrywa w tej historii podwójną rolę. Z jednej strony okazuje się zbędnym elementem układu, kiedy fascynacja drugą kobietą staje się dla Klary celem samym w sobie, z drugiej jednak – jest również Girardowskim pośrednikiem, który w porę usuwa się z głównego planu, gdy już wprowadził na niego bohaterkę. W przypadku postaci Malanowskiej role przedmiotu pożądania i pośrednika są jednak wymienne. Źródło pożądania stanowi uczucie dużo głębsze i niematerialne, trudne do zdefiniowana. Tym bardziej nierzeczywiste, im bardziej Klara odkrywa jego istotę. Nie można utożsamić go z postacią męża lub jego kochanki.

Kochanka męża Klary początkowo odgrywa rolę pośredniczki i rywalki. Klara może myśleć, że przyczyną jej nieszczęścia jest kobieta, która „zabrała” jej męża. Wraz z postępowaniem fascynacji Klary „tamtą” kobietą role się odwracają. Przeszkodą staje się mąż, celem zaś – zbliżenie się do kochanki.

Zazdrość o męża przybiera formę zazdrości o ciało jego kochanki. To ważny moment, w którym dochodzi do wymiany pozycji pomiędzy pośrednikami, która nie przynosi jednak ukojenia. Oboje zdają się oddalać Klarę od rozwiązania tajemnicy związanej z rosnącym i niezidentyfikowanym pożądaniem nieodgadnionego. To „nieodgadnione” nie zostaje zaspokojone, ponieważ znajduje się w ciągłym ruchu, funkcjonuje również poza przestrzenią fabularną.

Próba odnalezienia źródła niepokoju Klary przybiera więc różne formy. Jedną z nich będzie fascynacja cielesnością obserwowanej kobiety, fascynacja, która niekiedy staje się niebezpieczna – zaborcza i wyniesiona ponad ciało. Istotę pragnienia Klary ulokowałabym właśnie poza cielesnością.

Koncepcja relacji międzyludzkich wpisana w figurę trójkąta René Girarda tłumaczy zachodzące między jednostkami relacje, których katalizatorami są pożądanie i prestiż. W artykule księdza Adama Romejko, doskonale tłumaczącego koncepcję mimesis Girarda, czytamy:

Wejście w posiadanie obiektu pożądania nie kończy konfliktu między podmiotem pożądania a modelem – rywalem. Powodem tego jest fakt, że w rzeczywistości celem podmiotu pożądania nie jest tylko i wyłącznie przedmiot pożądania, ale przede wszystkim prestiż, jaki się wiąże z tym, że ów przedmiot został przez niego wzięty w posiadanie.xv

Pożądanie i prestiż to kategorie, którym Klara podporządkowała swoje decyzje. Potrzeba zaspokojenia pragnienia jest tym silniejsza, im bardziej nierealny staje się jego obiekt. Nierealność obiektu polega zaś na jego wyidealizowaniu przez bohaterkę; oznacza to postawienie obiektu pragnień na najwyższym podium. Przedmiot pożądania przybiera formę fantazmatu posiadającego takie cechy przedmiotu, które podmiotowi imponują. Chęć zdobycia przedmiotu pożądania nie jest tożsama z pragnieniem, które kryje się dużo głębiej i wpisuje się raczej w model naśladowania. Tymczasem, tworząca się u Malanowskiej relacja jest hierarchiczna – model staje się idolemxvi. Ponadto, na co również zwraca uwagę Girard, prestiż podnosi wartość przedmiotu, którego pragniemyxvii.

Rodzące się w takiej relacji uczucia są nieczyste, opierają się na zależności, co w konsekwencji „może prowadzić do zaburzeń ludzkiej psychiki”xviii. Towarzyszy im także zazdrość i zawiść, a więc uczucia, które Girard uważa za niezbędne dla zaistnienia pragnienia trójkątnegoxix.

Mechanizm opisywany przez Girarda w Prawdzie powieściowej i kłamstwie romantycznym znajduje swoje odzwierciedlenie także w ościach. Teoria pożądania trójkątnego rozróżnia pożądanie naturalne od pożądania, związanego z prestiżem i ściśle umiejscowionego w strukturze ludzkich kontaktów społecznych. Temu drugiemu nie towarzyszy spontaniczność, odwołuje się ono raczej do próżności – według Girarda cechy człowieka współczesnego. Badacz rozumie próżność, jako: „[…] głębokie niezadowolenie z siebie, jako dążność do negacji, jako metafizyczny sprzeciw wobec ludzkiej kondycji”xx. Ponadto właśnie próżność sprawia, że „człowiek nie godzi się na zastany świat, z jego porządkiem społecznym, z jego ustaloną hierarchią i systemem zależności”xxi.

Tę niezgodę bez trudu można odnaleźć w postawach bohaterów ości. Będzie się ona objawiała w poczuciu osamotnienia, niezrozumienia, depresji czy samobójstwie. Jej odzwierciedlenie znajdziemy w sposobach życia, w kłamstwach, które bohaterowie akceptują, a także w natręctwach dnia codziennego W ościach Krzysztof popełnia samobójstwo, Maja ma za sobą depresję, Kuan wytwarza równoległe tożsamości. Są to indywidualne wybory bohaterów, wyraz ich wewnętrznej niezgody na zastaną rzeczywistość i próba stworzenia rzeczywistości nowej, opartej na innych schematach. Podobnie umotywowana jest próba zainicjowania niemonogamicznego związku, w którym stara się wytworzyć nowy rodzaj pożądania, unikającego dyskursu rywalizacji i ambicji.

Poliamoria w ościach nie będzie tylko związkiem erotycznym, ale przede wszystkim nowym typem relacji społecznych, i w tym kontekście należy ją rozważać. Pożądanie naturalne schodzi na dalszy plan, na pierwszy zaś wysuwa się funkcja socjologiczna niemonogamicznego związku.

W koncepcji Girarda ważne miejsce zajmuje zdolność człowieka do naśladownictwa, czyli mimesis. Zdolności mimetyczne, jak wiadomo, mogą mieć zarówno charakter pozytywny, jak i negatywny. W drugim przypadku powodują agresję. Klara z powieści Kai Malanowskiej wpada w sidła mimetyzmu – naśladownictwa na poziomie ubioru i zainteresowań. Nie akceptując siebie, pragnie się upodobnić do pożądanego modelu – idola. „Pęd ku przedmiotowi jest w istocie pędem ku pośrednikowi”xxii – bohaterka, która stara się dosięgnąć swoich pragnień, skupia się na osobie pośredniczącej.

V

Koncepcja pragnienia trójkątnego każe nam inaczej spojrzeć na pojęcie miłości. Uświadamia, że do zaistnienia pożądania potrzeba więcej niż jednej osoby. Sama miłość detronizuje zaś siebie na rzecz egoistycznych ambicji podmiotu pragnącego. Zaprezentowane przeze mnie powieści rozliczają się z romantycznym kodem intymności, skutecznie odsłaniając jego wady.

Poliamoryczna koncepcja pożądania stawia pytanie o nieuświadomiony obiekt uczuć. Być może przedmiot pragnienia jest niematerialny i nie przystaje do potocznie rozumianego romantycznego oblicza miłości. Być może koncepcja miłości romantycznej, spopularyzowana przez narracje sentymentalne, fałszuje rzeczywisty obiekt naszych pragnień.

Omawiane przeze mnie powieści nie są utworami z poliamoryczną tezą. Ich celem wydaje się zaprezentowanie bohaterów intuicyjnie podążających za swoimi pragnieniami, nieoglądających się na cudze oczekiwania i skostniałe hierarchie społeczne. W odniesieniu do tego uważam, że pojawiający się w tych trzech powieściach temat poliamorii jest skutkiem a nie przyczyną motywacji społecznych. Przyczyną jest potrzeba ponownego przyjrzenia się światu, w którym żyjemy, zredefiniowania pojęć organizujących codzienność. Myślę, że jako wartość należy rozumieć sposób konceptualizacji możliwości otwierających się przed tymi, którzy chcą raz jeszcze ustalić swoją rolę w społeczeństwie i krytycznie podchodzą do związku tych ról z tradycją.

 

CC-ludzik  Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

 

[1] Ignacy Karpowicz, ości, Kraków 2013.
[2] Michael Cunningham, Dom na krańcu świata, tłum. M. Charkiewicz, Poznań 2011.
[3] Kaja Malanowska, Patrz na mnie, Klaro!, Warszawa 2012.
[4] Mowa o koncepcji, którą autor rozwija w Prawdzie powieściowej i kłamstwie romantycznym, tłum. K. Kot, Warszawa 2001.
[5] Tomasz Szlendak, Socjologia rodziny. Ewolucja, historia, zróżnicowanie, Warszawa 2011, s. 459.
[6] Rosi Braidotti, Podmioty nomadyczne. Ucieleśnienie i różnica seksualna w feminizmie współczesnym, tłum. A. Derra, Warszawa 2009, s. 27.
[7] Tamże, s. 24.
[8] Tamże, s. 28.
[9] Tamże, s. 63.
[10] Ignacy Karpowicz, ości, s. 348.
[11] Deborah Anapol, Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami, tłum. A. Weseli, Warszawa 2013.
[12] Tamże, s. 361.
[13] Anthony Giddens, Przemiany intymności. Seksualność, miłość i erotyzm we współczesnych społeczeństwach, tłum. A. Szulżycka, Warszawa 2007.
[14] W powieści Kai Malanowskiej Patrz na mnie, Klaro! nie pada imię kochanki Franciszka. Narrator stawia kochankę w opozycji do bohaterki, nazywając ją „tamtą” kobietą.
[15] Adam Romejko, Teoria mimetyczno-ofiarnicza – wprowadzenie do antropologii René Girarda, „Studia Gdańskie” 2002–2003, t. 15–16, s. 58.
[16] Tamże.
[17] René Girard, Prawda powieściowa i kłamstwo romantyczne, s. 22.
[18] Tamże, s. 58.
[19] Tamże, s. 17.

Patrycja Megger

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!