Feminizm dla bogatych

Modna ostatnio kategoria dziewczyńskości zwykle wiąże się z podziałami klasowymi, ale równie często odnosi się do innych kategorii, z których korzysta opresyjny system patriarchalnej władzy. Deklarowane równościowe idee przewodnie magazynów feministycznych kontrastują bowiem na ogół z warstwą wizualną i merytoryczną artykułów skierowanych do uprzywilejowanego odbiorcy. Syntetyczny obraz młodej Polki konstruowany jest tu w wyniku komitywy pomiędzy czytelniczkami a autorkami pisma i w opozycji do „gorszej”, biedniejszej, bardziej „zacofanej” reszty społeczeństwa.

„Enter the ROOM” to internetowa wersja papierowego magazynu „G’rls ROOM”. Oba rodzaje wydań, jak piszą „dziewczyny z »G’rls ROOM«”, łączy wspólna ideologia publikowanych treści. Jednak – zauważają autorki projektu – decyzja stworzenia wersji papierowej wiązała się z potrzebą nadania konkretnym, obecnym już w internecie treściom innej, bliższej zmysłom formy:

Od dawna publikujemy w internecie i wiemy, że hasztag czy selfie może mieć realną siłę sprawczą – polityczną i ekonomiczną moc, która potrafi zmienić świat. Jednak najważniejsze bodźce odczuwamy właśnie poprzez dotyk, smak czy zapach. Dlatego potrzebny był nam papier, żeby być bliżej was, a także po to, żeby tematy, które dotąd poruszałyśmy wyłącznie w magazynie online entertheroom.pl, stały się fragmentem waszego otoczenia, żebyście mogli zawsze po nie sięgnąć na półkę czy wyjąć z ulubionej szuflady przy łóżku.

Strona magazynu „Enter the ROOM” oraz internetowa wersja papierowego „G’rls ROOM” obfitują w przeróżne formy wizualne, które ściśle wiążą się z estetycznym aspektem życia codziennego. Celebrowanie picia kawy, dbania o cerę, nakładania maseczek i noszenie z dumą ubrań nawiązujących do kobiecej cielesności jawią się tutaj jako nieodłączne elementy walki o równouprawnienie. Jednak autorki projektu (których  zdjęcie znalazło się przy opisie idei przewodnich emancypacyjnej działalności redakcji) zapewniają o intencji znoszenia podziałów płciowych:

Kobiety wywalczyły sporo na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, jednak dużo jest jeszcze do zrobienia. Nadal nie mamy zagwarantowanych podstawowych praw, brakuje edukacji seksualnej, na ulicach i w mediach szerzy się seksizm i mowa nienawiści, a zamiast obalać bariery tworzy się kolejne. Przerażające jest, że co trzecia z nas pada ofiarą przemocy, a menstruacja wciąż bywa powodem do lekceważenia. Długo można wymieniać. Dlatego działamy, bo chcemy, żeby było lepiej. Chcemy więcej. Dla siebie i dla tych, którzy są spychani na margines, bo są w jakikolwiek sposób inni. Biegniemy po wszystko. Nikt nas nie zatrzyma!

Posługiwanie się kategorią dziewczyńskości odbywa się tu na wielu poziomach. Dziewczyny, jak same wspominają, pragną walczyć ze zjawiskiem wytwarzania barier, a piątka autorek wchodzących w skład redakcji „G’rls ROOM” stanowi, jak sądzę, siłę napędową mającą wprowadzać w życie założenia leżące u podstaw projektu. Tymczasem chociażby wspomniane przeze mnie zdjęcie, zamieszczone obok charakterystyki przewodnich idei pisma, jest już wytworem stygmatyzacji społecznej kobiet: każda z dziewczyn ma na twarzy maseczkę, a ujęcie przedstawia proces twórczy połączony z przyjemnym spędzaniem czasu wolnego. Na fotografii widać książki, zeszyt, długopis, wprawione w ruch pędzelki od lakierów do paznokci i zieloną herbatę. Część redakcji (dziewczyny z książką i zeszytem) wydaje się czerpać inspiracje do dalszej działalności społecznej, druga część (dziewczyny malujące paznokcie)  – przyjemność z odpoczynku i „czasu dla siebie”. Zdjęcie, moim zdaniem, pokazuje, co według autorek oznacza „dziewczyńskość”. Sprowadza się ona do zbioru konkretnych cech, sposobów spędzania czasu i podejścia do estetyki, która w hierarchii problemów wysuwa się na pierwsze miejsce. Mowa jednak o specyficznej estetyce, opartej na estetycznych aspektach kobiecości, a poruszającej kwestię dyskryminacji kobiet, wytworzonej, jak sądzę, na potrzeby zdefiniowania jednostki reprezentującej nową quasi-płeć kulturową. Problem w tym, że jest to jednostka silnie heteronormatywna, choć wygłaszane przez nią deklaracje mają przed ową heteronormatywnością ustrzec społeczeństwo.

Pierwsza strona „Enter the ROOM” będąca zbiorem zdjęć i fragmentów wybranych artykułów przypomina serwis informacyjny dla bogatych, uprzywilejowanych kobiet. Nowe perfumy Chanel, serum pod oczy, pluszowa macica za 135 złotych, nowa marka bieliźniana, najnowszy model Reebok’ów w stylu retro i polecane publikacje na majówkę. Próżno tu szukać artykułów traktujących o tej części społeczeństwa, w tym kobiet, dla których 135 złotych stanowi sumę, za którą trzeba przeżyć tydzień. Ubogie kobiety nie są zapewne dla autorek „Enter the ROOM” interesujące i to nie one mają być grupą docelową projektu szerzącego feministyczne wartości. Na stronie magazynu możemy jednak przeczytać o „kobietach, które nie były usłyszane” – w wywiadzie z Kaouther Ben Hanią na temat wyreżyserowanego przez nią filmu Piękna i bestie, pokazującego historię młodej Tunezyjki, która po tym, jak została zgwałcona, musi zmierzyć się z obłudą państwowych instytucji. W wywiadzie poruszone zostały kwestie łamania praw kobiet na przykładzie Miriam, studentki, której koszmar zaczął się na imprezie. Jednak próby szerszego ukazania problemu przemocy wobec kobiet w skali ogólnoświatowej kończą się na problemie studentek prestiżowych amerykańskich uczelni.

Mariam walczy również przeciwko ,,normalizacji zła”, kiedy ludzie, których spotyka, traktują gwałt z pogardą i obojętnością.

Kaouther Ben Hania: Pod tym względem film jest potwierdzeniem tej normalizacji zła” – nie tylko w Tunezji, ale na całym świecie. W tym kontekście nawiązuję do filmu dokumentarnego The Hunting Ground (Kirby Dick, 2015), który porusza temat gwałtu na prestiżowych amerykańskich uczelniach (Columbia, Harvard itd.), gdzie administracja uniwersytecka nie robi nic, by kobiety będące ofiarami wiedziały, że sprawcom została wymierzona sprawiedliwość. Te uniwersytety są właściwie firmami w wysoce konkurencyjnym systemie i nie chcą, aby ich reputacja została nadszarpnięta. Administracja zmusza ofiary gwałtu do milczenia – szczególnie gdy oskarżeni zostają uwielbiani zawodnicy grający w futbol, który generuje wielkie dochody. Piękna i bestie nie jest jedynie filmem o gwałcie, ale także o dyktacie instytucji. To wyjaśnia, dlaczego gwałty są popełniane przez policjantów – czyli przez tych, którzy ucieleśniają monopol na symboliczną przemoc w społeczeństwie. Nowoczesne społeczeństwa są tak naprawdę zbudowane na zasadzie, wedle której jednostki są chronione przez urzędników państwowych.

Zdarzają się jednak przypadki, w których refleksja związana z uprzywilejowaną grupą odbiorców feministycznych magazynów internetowych sprawia, że ich autorki podejmują próbę pokazania swoim czytelniczkom istotnych w kontekście feminizmu różnic społecznych:

Zdarzyło się wam dostać okres niespodziewanie w środku imprezy, w połowie lekcji, w pociągu? Pamiętacie to chwilowe uczucie paniki, rozdrażnienia, niemocy? Mimo wszystko najczęściej wyciągacie wtedy podpaskę/tampon z torby lub prosicie o nie koleżankę czy nawet przypadkową dziewczynę spotkaną w toalecie. Jednak co by było gdybyście stanęły przed wyborem: tampon lub posiłek? Sama nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkim przywilejem może być podpaska, którą noszę w małej kieszeni mojego plecaka.

Co ciekawe, osobą, do której zwraca się Julia Maciocha, autorka artykułu, jest kobieta w na tyle swobodnej sytuacji finansowej, że najwidoczniej problemy materialne należy wytłumaczyć jej łopatologicznie poprzez porównanie ceny podpaski do ceny posiłku w ulubionej knajpie. Uboga dziewczyna staje się tu przedmiotem gry toczącej się między umysłami dwóch kobiet: uprzywilejowanej autorki, która przed napisaniem artykułu nie zdawała sobie sprawy z tego, jak drogie dla wielu osób są podpaski, i równie uprzywilejowanej czytelniczki:

Co możecie zrobić? Namówcie ulubioną knajpę czy inne miejsce, żeby zostawiała opakowanie produktów higienicznych w swojej toalecie.

Problemem jednak w przedstawionym rozumowaniu może okazać się fakt, że „ulubione knajpy” grupy docelowej pisma „Enter the ROOM” są miejscami zarezerwowanymi dla osób mogących sobie pozwolić na nowe Reebok’i, którym także został poświęcony cały artykuł na głównej stronie magazynu. Próżno szukać tu zwrotów bezpośrednio skierowanych do osób o niższym statusie materialnym, a sam artykuł jest rozmową „swoich” o tym „innym”, mimo deklarowanej przez pismo idei znoszenia wszelkich różnic.

Nowa historia seksualności na stałe zakorzeniła się w dyskursie feministycznym i leży u podstaw konstruktywizmu społecznego, którego terminologiczne przejawy coraz częściej zauważyć możemy w takich neologizmach, jak „dziewczyńskość”. Żeby zrozumieć tę prawidłowość, warto przyjrzeć się współczesnym publikacjom feministycznym w szerszym kontekście. Jak już wspomniałam, w obszarze deklarowanych intencji autorek „Enter the ROOM” kluczową rolę odgrywa podważenie wszelkich dualizmów rzeczywistości, będących symptomami „świata mężczyzn”. Kontestacja takiego porządku z perspektywy racjonalnej powinna wiązać się z koniecznością przedefiniowania większości reguł rzeczywistości i ustanowienia ich na nowo. Tradycyjne sytuowanie każdej płci w osobnym systemie, podlegającym innym zasadom i innym formom weryfikacji ich przestrzegania, powinno ustąpić na rzecz czystej koegzystencji, a nawet zacierania się granic i budowania nowych tożsamości płciowych. We współczesnych polskich publikacjach feministycznych ta tendencja paradoksalnie przyjmuje często formę całkowitego podważania rozgraniczeń płciowych na poziomie kulturowym. Jeden z artykułów na łamach „Enter the ROOM”, poświęcony artystce Domce Spytek, omawia ideę jej pracy dyplomowej w postaci zestawu genderowych zabawek, który służyć ma pokazaniu ograniczeń związanych z socjalizacją.

Jak korzystać z zabawek? Spytek zaplanowała to tak: „pierwszym z zadań związanych z użytkowaniem CROSS x TOYS jest uformowanie konwencjonalnego wizerunku kobiety i mężczyzny, odgórnie określonego w zasadach dołączonych do zestawu. Mając do wyboru klocki wykonane z miękkich, kruchych, ciepłych, jędrnych czy nieskazitelnych materiałów kształtujemy obiekt przedstawiający kobietę, wybierając zimne, szorstkie, ostre, twarde i zarysowane elementy – mężczyznę”.

Następnie przechodzimy dalej, do czterech, z pozoru neutralnych części – są to: krew, pot, łzy i włosy. „Zalane żywicą epoksydową zostają odizolowane od środowiska zewnętrznego, odzwierciedlając tym samym wstyd, jaki odczuwamy względem własnego ciała. Każdorazowo osoba użytkująca CROSS x TOYS samodzielnie wybiera, do której z płci przydzieli każdy z tych czterech elementów. Gdy zdecydujemy się przypisać krew do uprzednio ułożonego już męskiego totemu, kojarząc ją z siłą czy agresją, z instrukcji dowiemy się, że w wybranym przez nas klocku zawarta jest także krew menstruacyjna będąca przedmiotem społecznej tabuizacji. Przypisując włosy do totemu żeńskiego, dowiemy się, że nie są one tylko i wyłącznie symbolem piękna, ale w niektórych przypadkach stanowią także obiekt stygmatyzacji (np.: włosy łonowe) czy braku samoakceptacji (np.: siwe włosy u mężczyzny). W częściach fizjologicznych znajdziemy także pot – symbol zarówno walki o perfekcyjne ciało, jak i wstydu, oraz łzy – domenę emocjonalnych kobiet i powód odczuwania upokorzenia, gdy należą do mężczyzny” – tłumaczy Spytek.

I wreszcie przychodzi czas na stworzenie własnego wizerunku. W pełni świadomie, gdy wiemy już, jakie konotacje kulturowe mają określone elementy. Czas na zanegowanie stereotypów i przyjrzenie się sobie. „Ten moment jest kluczowym, ponieważ stanowi namacalny dowód na to, jak bardzo ograniczani jesteśmy poprzez socjalizację – żadne z nas nie nosi w sobie bowiem cech stuprocentowo męskich czy stuprocentowo żeńskich. Narzucane nam odgórnie podziały nie znajdują zatem odzwierciedlenia w rzeczywistości” – komentuje Domka.

W kontekście rozważań nad szkodliwością socjalizacji istotne jest spojrzenie na nią z perspektywy teorii funkcjonalistycznej. Szerokiej analizy tego tematu w swojej publikacji Subject Woman (1981) dokonała Ann Oakley. Socjalizacja była rozumiana przez funkcjonalistów jako zbiór procesów przygotowujących jednostkę do nauki bycia człowiekiem poprzez przyswojenie norm „odpowiedniego” zachowania z różnych elementów społecznej rzeczywistości, takich jak rodzina, media lub instytucje. Oakley dookreśliła tę teorię, wskazując na szczegółowe procesy socjalizacji płci. Głównym obszarem rozważań socjolożki były metody konstruowania odpowiednich systemów zachowań u chłopców i dziewczynek przez instytucje, tj. szkoły, rodziny i media.

W odpowiedzi na kobiece głosy sprzeciwu, jakoby kobiety nie odgrywały istotnych ról społecznych, poststrukturaliści uformowali swoje podejście do zagadnienia władzy, czerpiąc z nowatorskich wówczas myśli Foucaulta, który odrzucił wszelkie wizje centralnego urzędu władzy, stwierdziwszy, że jest ona równomiernie rozłożona po całym organizmie społecznym. Zaznaczył również istnienie dobrowolnych elementów opresji, co w swojej publikacji Płeć opisała Harriet Bradley:

Kluczowymi aspektami sprawowania władzy było dla Foucaulta wykorzystywanie dyskursów stanowiących wcielenie pewnych idei podmiotów ludzkich i ich manifestacja w szeregu technik dyscyplinarnych, które miały oddziaływać na ciała i czynić je uległymi oraz pożytecznymi dla państwa. Foucault widział jednak władzę jako nie tylko represyjną, ale również dającą podmiotom pewne prawa (Sawicki 1991). Na przykład reżimy żywieniowe czy reżimy ćwiczeń są przez jednostki podejmowane dobrowolnie, a nawet przez nie lubiane, chociaż stanowią przejaw oddziaływania władzy na żeńskie (i coraz częściej męskie) ciała. Łatwo można zrozumieć, dlaczego feministyczne prace na temat ciała i seksualności w tak dużym stopniu opierały się na myśli Foucaulta.[1]

Patrząc na przedstawione przez Bradley teorie władzy, odnoszę wrażenie, że narracja występująca w artykule o pracy dyplomowej „CROSS x TOYS” jest silnie osadzona w koncepcji władzy Foucaulta. Autorka projektu i bohaterka artykułu odnosi się bowiem nie tyle do zewnętrznej opresji socjalizacji, co do tzw. „przywar” płciowych, cech, które z jednej strony służą władzy do klasyfikacji społecznej, ale z drugiej wprowadzają pewien ład symboliczny, w który jako społeczeństwo uwierzyliśmy i zaakceptowaliśmy (chociaż, jak pokazują efekty pracy Domki Spytek, nie odzwierciedla on rzeczywistych preferencji jednostek). Z artykułu wyłania się pesymistyczna wizja nie tylko władzy zmuszającej do procesu socjalizacji, ale i społeczeństwa będącego do tego stopnia bezrefleksyjnym, że swoją tożsamość w warstwie symbolicznej konstruować może jedynie na bazie elementów przynależnych do symboliki opresyjnej instytucji władzy.

W kontekście wcześniejszych rozważań nad perspektywą teorii definiujących rolę płci w systemie społecznym można dokładniej przyjrzeć się choćby warstwie językowej artykułów publikowanych na łamach współczesnej polskiej prasy feministycznej. W poniższym przykładzie, zaczerpniętym również z „Enter the ROOM”, na pierwszy plan wysuwają się sprzeczności w prowadzeniu narracji w stosunku do wcześniej przywoływanego tekstu o projekcie Domki Spytek. Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że treść poniższego artykułu stoi w opozycji do intencji autorki tekstu o „CROSS x TOYS”. Natomiast w ostatecznej wymowie oba teksty okazują się do siebie łudząco podobne:

Dziś piszemy o kolejnych publikacjach, w których głośno i wyraźnie rozbrzmiewa kobiecy głos. W których poruszane są tematy na co dzień spychane na margines. Melancholia, twórcze rozterki, niepewność, bardzo osobiste wyznania. To wszystko znajdziecie w zinie „Kontrafałda” i książce „Krótkie historie. Dziewczęce smutki”.

AUTOR: Redakcja | 03.03.2018

„Krótkie historie. Dziewczęce smutki” to „projekt o sile dziewczęcej wrażliwości”, jak określają go twórcy, czyli Marta i Maciej Knaś. Rodzeństwo z Trójmiasta zaprosiło 10 młodych kobiet z szeroko pojętego środowiska artystycznego, aby zapytać o ich pracę i życie. Marta odpowiedzialna była za wywiady, Maciej za fotografie. Razem złożyły się na książkę pięknie zaprojektowaną przez Izabelę Piotrowiak i wystawę zdjęć, które od 3 marca będzie można oglądać w gdańskiej Sztuce Wyboru. Czym martwią się dziewczyny? Dlaczego się smucą? Czy społeczeństwo pozwala im na ten smutek? Co dla nich oznacza szczęście, spełnienie? Jak się czują jako kobiety w obecnej rzeczywistości? Marta pytała, a dziewczyny szczerze odpowiadały, prezentując mało popularne w mediach poglądy, które są jednak naszą codziennością. Z tymi historiami można się utożsamić, poczuć się lepiej, jeśli wydaje nam się, że jest z nami coś nie tak czy że nie mamy prawa się martwić. Ta publikacja daje siłę, która płynie ze wspólnoty doświadczeń, pokazuje, że mamy prawo czuć się tak a nie inaczej. W końcu afirmuje wrażliwość, pokazuje jej pozytywne strony i tkwiącą w niej moc. I choć dużo tu faktycznie melancholii i smutku, to przesłanie jest budujące. Poczytajcie o dziewczynach takich jak wy, spójrzcie na emanujące z ich wnętrza piękno uwiecznione na fotografiach i pozwólcie sobie na emocje, które zwykle staracie się tłumić.

Konserwatywny wydźwięk tej publikacji widoczny jest w podejściu do różnic płciowych na poziomie psychologicznym. Skłonności do melancholii, twórczych rozterek, niepewności i osobistych wyznań charakteryzowane są jako swoiste dla „kobiecego głosu”, podobnie jak hipotetyczne przyczyny smutku. „Czym martwią się dziewczyny? Dlaczego się smucą?” – zmartwienia kobiet zostają odseparowane od zmartwień reszty świata.

Także na polu tożsamości narodowej „Enter the ROOM” konsekwentnie spełnia swoją rolę dzielenia polskiego społeczeństwa. Wszelkie dzieła traktujące o beznadziei polskości są na łamach magazynu recenzowane jako objawienia niewygodnej prawdy, co widać chociażby w artykule poświęconym  filmowi Małgorzaty Szumowskiej, w którym recenzentka, Dominika Dymińska, pisze: „Twarz to przegląd wiedzy o Polsce dla opornych. Przewodnik po tym zakompleksionym zaścianku Europy, który jeśli cię nie zabije, to zniszczy, oszpeci i wykluczy”.

Warto pogodzić się z myślą, że działania nie zawsze odpowiadają deklaracjom. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z wyborem pomiędzy walką o równość a estetycznymi publikacjami opatrzonymi zdjęciami luksusowych produktów i wyższościowymi wzmiankami o prostackiej polskości. Czuję ogromny zawód, kiedy okazuje się, że autorki magazynu, określające go jako szerzący wartości równościowe, swoimi publikacjami wśród osób z niższych kręgów ekonomiczno-społecznych wzbudzają jedynie frustrację zarówno finansową, jak i tożsamościową. Polska jako jaskinia platońska, do której schodzi grupka dziewczyn zaopatrzona w pluszowe macice,  to wizja, która do mnie nie przemawia.

[1] Harriet Bradley, Płeć, Warszawa 2008, s. 223.

Nina Jaszewska

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!