Wiersze

***

tłum pełen heter, dionizosów, córek demeter
ktoś zostawia na chodniku krwawe ślady,
idę po nich, bo wierzę jeszcze w zbawienie
nie było w nas nigdy takiej odwagi jak dzisiaj
skronie nabrzmiałe rytmem tętna zaraz wybuchną
ktoś jest centaurem, pod jego kopytami załamuje się asfalt

moja dobra znajoma, którą przed chwilą zgubiłam w tłumie
idzie już na samym czele, wyciąga rękę do wspomnień malowanych
zimnym po nocy piaskiem i pięciogroszówką, za którą nic nie kupiła
jej źrenice rozszerzone przysłaniają zgniłe tęczówki,
krzyczy zachrypnięta a z każdym krzykiem rośnie w siłę

wszyscy żyjemy mocniej niż dotychczas, jesteśmy dalej od śmierci
czym więcej krwi z nas wycieka
walą się na nas domy, kiedyś tak chcieliśmy w nich mieszkać
jak to możliwe, mam pod stopami salon tej znanej kobiety,
ten sam o którym marzyłam nocami
depczę po kryształach, zabija mnie celne uderzenie wazonu
z przełomu wieków

 

***

nikt mi nie powiedział dlaczego tak się stanie
dlaczego moje dłonie przesiąkną zapachem wiśniowej komody,
którą dostał od kumpla mój pradziadek
w ramach jakiegoś pijackiego zakładu,
w ramach stawki ustalonej na kamiennych schodkach pod cechem rzemiosł,
gdzie jeszcze niedawno można było zjeść zupę zacierkową
i drugie danie za łączną kwotę dwunastu złotych

teraz mówią mi że to normalne
że gesty składają się na historię i potem
wszyscy wiedzą w którą stronę iść i za czyim głosem
bo światła tu nie ma, jego źródło jest tak daleko przed nami,
że trzeba by wybiec nie przed szereg, a przed jego wielokrotność
potem pokonując zakręt za zakrętem ujrzałoby się promień
na tyle wystarcza mojej wyobraźni

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!