Dziewczyńskość to siła

Zjawiska społeczne, kulturowe i religijne różnych epok odzwierciedlają procesy, które dokonują się w jednostce. Zgromadzone doświadczenia poprzednich pokoleń, pozytywne i negatywne, kształtują głęboką warstwę psychiki ludzkiej, tworzą gotowe obrazy w nieświadomości zbiorowej. Ważną kwestią dla człowieka i społeczeństwa jest pytanie o płeć i seksualność w jej kontekście. Obecnie są podważane elementy opresyjnego systemu, w tym przekonanie o konkretnych „właściwościach” oraz „skłonnościach” przypisanych do płci. Ta kontestacja, choć rewolucyjna, wyzwalająca i potrzebna, w przypadkach poszczególnych jednostek może mieć tak samo zbawienny wpływ, jak i okazać się psychologicznie „niebezpieczną”. Wspomniane ryzyko wynika z możliwej nieznajomości symboli, braku umiejętności odnalezienia wzorców potrzebnych w indywidualnym rozwoju, z zachwiania fundamentów osobowości i wizji świata poprzez utratę oparcia w kulturze. Nie twierdzę jednak, że jakkolwiek zmienia to zasadność podważania dotychczasowego porządku. Kiedy jednak rewolucja obyczajowa odbywa się na tak elitarnym, medialno-kapitalistycznym poziomie, jak dzisiaj, „niebezpieczeństwo” gwałtownie wzrasta.

Nieprzypadkowo wspominam o tym w kontekście dziewczyńskości. Otóż „dziewczyńskość” jako zjawisko podzieliłabym na dwa osobne nurty: wiodący, obecny w mediach jako określenie specyficznego charakteru jednostki, ściśle określonej estetyki, oraz nurt, który nazywam ideologicznym, budowany od wieków przez kobiety, skupiający się wokół potencjalnej siły kobiet. Przyjrzyjmy się najpierw pierwszemu podejściu. Scharakteryzowałabym je jako elitarnie wyzwoleńcze i wizerunkowe. Współczesne warunki dla manifestacji szerokiej gamy form kobiecości są z jednej strony lepsze niż w ubiegłych wiekach, z drugiej zaś narażone na szereg niebezpieczeństw wynikających z wchłaniającego te manifestacje kapitalizmu, który stanowi największą przeszkodę dla rozwijania się dziewczyńskości. Traktowanie osób pragnących szerzyć pomoc i wartości równościowe jako potencjalnych klientów reklamowanych produktów to dzisiaj norma.

Ze wszystkiego można czerpać korzyści materialne. Pytanie, czy czerpanie ich z faktu zapotrzebowania na treści feministyczne nie neguje zasadności ich propagowania? Współczesne feministyczne internetowe publikacje polegają zwykle na stawianiu plusów przy tym, co do tej pory było uznawane za obyczajowo negatywne, i odwrotnie – minusów przy kultywowanych dawniej praktykach i schematach. To do złudzenia przypomina mi mechanizmy kapitalistyczne i reakcję rynku na zmiany społeczne. A więc na porządku dziennym jest deprecjonowanie mężczyzn, podobnie jak w jednym z ostatnich wywiadów z Magdaleną Popławską.

Z moich obserwacji kobiety są dużo silniejsze psychicznie od mężczyzn i dużo więcej jesteśmy w stanie znieść. Nie wiem, skąd się bierze ta siła, może jesteśmy tak zaprogramowane. Może mamy lepszy kontakt z samymi sobą i z naturą, więc to nam pomaga.

W medialnej dziewczyńskości nie widzę harmonii, a budowanie wizerunku siły kobiet na bazie wspomnianych plusów i minusów, na bazie deklaracji i rozbudowanej warstwy wizualnej, choć z pewnością stanowi dobry materiał na stworzenie hermetycznej grupy wyzwolonych jednostek, nie doprowadzi do powszechnych, pozytywnych zmian w społeczeństwie. W tym leży problem dziewczyńskości pierwszego nurtu. Powierzchowność, zbytnie skupienie się na estetyce, nierozerwalne powiązanie z mechanizmami kapitalistycznymi (określanie konkretnych produktów jako „dziewczyńskich”, podciąganie pod dziewczyńską estetykę reklamowanych perfum, butów itp.), kierowanie feministycznych treści do grup uprzywilejowanych – to wszystko sprawia, że siła kobiet zostaje sprowadzona do ładnego obrazka, bądź co gorsza, obrazka reklamowego.

W tym tekście pragnę się jednak skupić na nurcie, który choć nieopatrzony w mediach szyldem „dziewczyńskość”, reprezentuje dziewczyńskie wartości i niesie w sobie potencjał rewolucyjny. Wspomniałam o ideologii. Jej jądrem, wokół którego buduje się szereg postaw i działań, jest empatia kobiet wobec wszelkich grup dyskryminowanych. Przekształcenie wielowiekowych doświadczeń wykluczenia w sprawczość, a także wytworzenie mechanizmów wyzwolenia spod wszelkich społecznych opresji to właśnie to podstawa ideologii dziewczyńskości. Jak w takim razie funkcjonuje ona w praktyce? Odpowiedź na to pytanie jest zarazem odpowiedzią na pytanie o dziewczyńską sprawczość, o walkę w imieniu innych. Przykładów przekształcenia poczucia wykluczenia kobiet w siłę jest wiele, jednak moją szczególną uwagę przykuwa temat ruchu spółdzielczego w Polsce. To jak sądzę nie tylko przejaw ogromnej sprawczości kobiet, ale i okres historii, w którym rewolucja skierowana była do tych, którzy rewolucji potrzebowali najbardziej. Wyczulenie na grupy wykluczone jest, jak wspomniałam, filarem ideologii dziewczyńskości, a zarazem kwestią, która odróżnia ją od dzisiejszej dziewczyńskości medialnej.

Inicjatorką ruchu spółdzielczego w Polsce była Maria Orsetti. Znamy ją przede wszystkim jako aktywną działaczką oświatową, podejmującą liczne działania społeczne. Kierowała się zasadami zaczerpniętymi z idei zarówno spółdzielczości, jak i emancypacji kobiet. Ponieważ doktoryzowała się na wydziale ekonomiczno-społecznym Wolnego Uniwersytetu w Brukseli, podczas studiów w bezpośredni sposób mogła obserwować wspaniale rozwijającą się belgijską spółdzielczość robotniczą. Z niej także próbowała przenieść schematy działania do struktur spółdzielni w Polsce (była kierowniczką Wydziału Społeczno-Wychowawczego w Lubelskiej Spółdzielni Spożywców). Orsetti również po wojnie aktywnie angażowała się w ruchy spółdzielcze, kierowała Spółdzielnią Wydawniczą „Książka”, lewicowym wydawnictwem z siedzibą w Warszawie, obecnie funkcjonującym pod nazwą Spółdzielnia Wydawniczo-Handlowa „Książka i Wiedza” (w 1948 roku doszło do połączenia z prowadzonym wówczas przez PPS wydawnictwem „Wiedza”).

Orsetti, wzorując się na systemach spółdzielczych poznanych za granicą, pragnęła unowocześnić polskie gospodarstwo domowe a także nakłonić społeczeństwo, ze szczególnym uwzględnieniem kobiet, do poszerzenia skali aspiracji umysłowych. Spółdzielczość jako zjawisko społecznie angażujące i pozwalające na rozwój inicjatywy wśród poszczególnych jednostek, a także będące potencjalnym miejscem równości, jawiło się Marii Orsetti jako idealny sposób spełnienia swoich zamierzeń. Mimo to w pierwszych dziesięcioleciach dwudziestego wieku w Polsce ruch spółdzielczy nieoficjalnie należał do świata mężczyzn. Nie cieszył się też masowym zainteresowaniem. Kobiety nie angażowały się dostatecznie w sprawy społeczne, aby stworzyć realną siłę w systemie spółdzielczym. Z kolei umasowienie tego ruchu było postrzegane jako jedyna droga rozwoju, a także zmian społeczno-gospodarczych w Polsce.

Wraz z końcem I wojny światowej zerwane wcześniej kontakty pomiędzy działaczkami spółdzielczymi zostały naprawione, a odbyty w 1921 roku kongres Międzynarodowego Związku Spółdzielczego w Bazylei zaowocował utworzeniem nowej Międzynarodowej Ligi Kooperatystek. Reprezentantką Polski była wówczas Maria Orsetti. Jej kariera naukowa legła w gruzach. Działaczka w pełni zaangażowała się w ideę pracy społecznej. Coraz większym zainteresowaniem darzyła problem kobiet w ruchu spółdzielczym. Ich niedostatek opisywała m.in w publikacjach takich jak Czy kobieta jest równouprawniona w ruchu spółdzielczym? oraz Sprawa kobieca w spółdzielczości – ongiś a dziś. Na stale niedostateczną ilość kobiet biorących udział w ruchach spółdzielczych Orsetti odpowiadała analizami dotyczącymi roli etyki i odpowiedzialności wśród priorytetów ówczesnych grup kobiecych.

Inną przyczyną jest niewłaściwy kierunek propagandy wśród kobiet, podkreślający przesadnie korzyści materialne, a nie próbujący poruszyć strun głębszych motywów etycznych, nie usiłujący obudzić wielkiej odpowiedzialności organizatorek spożycia poprzez zakupy spółdzielcze, hurtownię, własną wytwórczość, opanowanie źródeł surowców i spółdzielczą wymianę międzynarodową. W ogóle trzeba stwierdzić, iż w naszym ruchu sprawa propagandy wśród kobiet traktowana jest po macoszemu i sposobności do kształcenia się — z wyjątkiem Spółdzielczych Kursów Korespondencyjnych nie istnieją.[1]

W swojej broszurze Kobieta, której na imię miliony Maria Orsetti wyjaśniła zadanie kobiet w ruchu spółdzielczym.

Aby siły gospodarcze opanować, aby zaprząc je do służby pomyślności ogółu, jednostki wybitne, a nawet genialne, szerokie plany Rooseveltów i trusty mózgowców, same niewiele poradzą, jeśli nie pociągną mas. […] Tym bardziej dotyczy to milionowych rzesz kobiet, które organizują spożycie domowe, a więc rynek wewnętrzny kraju. Zanim wszakże to wielkie poczucie odpowiedzialności społecznej nie dotrze do świadomości milionów kobiet, trzeba, aby początek robiły dziesiątki, setki i tysiące pionierek, szerząc słowem i przykładem idee współdziałania, idee braterstwa w dziedzinie gospodarczej, jako nieodzownego warunku rozwoju pełnego społeczeństwa.[2]

Czasy, o których mówię, w sposób oczywisty różniły się od dzisiejszych, a wspominaniem przeszłości nie mam na celu deprecjonowania wszelkich inicjatyw współczesnych ruchów feministycznych. Pragnę raczej zwrócić uwagę na punkty wspólne tego, co usiłowała kontestować Orsetti z tym, co, jak wspomniałam, współcześnie stanowi największy problem medialnej twarzy dziewczyńskości.

Na bazie działań Orsetti mogę dookreślić filary dziewczyńskości ideologicznej. Widzę ją w postaci następujących założeń funkcjonowania: walki o masowy dostęp do edukacji (w tym seksualnej), angażowanie wykluczonych grup jednostek w życie kulturalne społeczeństwa (a co za tym idzie, zdejmowanie ze sfery kultury otoczki podziałów klasowych, tworzenie treści opartych o ideologię dziewczyńskości w przystępny dla mas sposób), a także szerzenie wiedzy o korzyściach wynikających z działalności na rzecz ogółu społeczeństwa. Zdaję sobie sprawę, że ostatnie założenie stanowi oczywiste zaprzeczenie mechanizmów kapitalistycznych. Dlatego pewna swojego zdania stwierdzam, że kapitalizm jest niemałą przeszkodą dla rozwoju dziewczyńskości jako ideologii równości, współpracy, a nawet dla dziewczyńskiej estetyki. Jeśli bowiem mowa o masie i treściach wizualnych, które są elementem jej codzienności, nawet feministyczne treści obecne w reklamach, mass mediach itp. nie są przecież żywym elementem rewolucji, a zapożyczeniem z rewolucji tego, co przyniesie korzyści materialne. Uzasadnienie tak cynicznego mechanizmu przejmowania „chwytliwych” elementów rewolucyjnych do biznesu odnajduję w publikacjach Miltona Friedmana, amerykańskiego ekonomisty urodzonego w 1912 roku. W artykule zatytułowanym Społeczna odpowiedzialność biznesu to powiększanie zysków opublikowanym w 1970 roku na łamach New York Times’a, przedstawiciel chicagowskiej szkoły ekonomii charakteryzuje zysk jako jedyną powinność firmy. Friedman zaznacza, że myślenie jakoby instytucja firmy mogła mieć w swoich planach inne zamierzenia niż zysk, jest niczym innym jak fałszywym wyobrażeniem. Fakt, trzeba silnie wytężyć wyobraźnię, żeby „zamianę ról” w podawaniu obiadu widoczną w reklamie płynu do zmywania czy innych środków czystości uznać za intencjonalnie rewolucyjną.

Skoro wiemy już, jakie przeszkody stoją dziś dziewczyńskości na drodze, warto zająć się potencjałem, który znajduje się w tej idei. Szczególnie w kontekście współczesności. Rozwiązanie problemu tożsamości płciowej w kontekście społecznym nie polega na wycofaniu, ale na rozszerzeniu świadomości, tak aby mogła pomieścić syntezę cech męskich i kobiecych. Mam tu na myśli zbliżenie się do dwupłciowego ideału, co dawniej było nie do pomyślenia. Dziś, jak nigdy przedtem, jesteśmy blisko tzw. nieświadomości zbiorowej. Znajduje to potwierdzenie w zauważalnym, masowym zainteresowaniu światem wewnętrznym. Dlatego dziewczyńskość ma szansę rozwinąć się i jako ideologia podważyć patriarchat, jednak nie na rzecz seksizmu wobec mężczyzn, a na rzecz pogłębienia społecznej świadomości i zbudowania nowego porządku opartego na równości.

Dziewczyńskość jest dla mnie niczym innym jak rzeczywistym szerzeniem wartości równościowych przez kobiety, będące z racji płci jedną z grup docelowych ideologii. Chodzi tu także o pracę nad równością mężczyzn, dzieci, środowisk LGBT, równością klasową i etniczną.

Dziewczyńskość to odpowiedzialność społeczna i współodczuwanie. Żeby potraktować to jako faktyczną ideologię, należy spojrzeć na dynamikę społeczną jako na zmieniający się zespół społecznych relacji. Konstrukty takie jak płeć, klasa, etniczność czy wiek są używane w celu nakreślenia różnic pomiędzy pojedynczymi członkami społeczeństw. Właśnie z takiego rozumowania wywodzi się kategoria „Innego”. Jednak ona sama nie musi reprezentować odmienności społecznej, a raczej społeczną nierówność – poprzez potraktowanie różnic jako żywych relacji, zawierających nierówny dostęp do zasobów społecznych i władzy. Tym samym dochodzimy do momentu ostatecznego zdefiniowania dziewczyńskiej ideologii jako wzbogacenia kategorii „Innego” o istotny aspekt wejścia w rolę dawnego „swojego”. A więc dziewczyńskość opiera się na postrzeganiu społeczeństwa jako zbioru jednostek, których konstrukty nie ulegają wartościowaniu.

Kolejną kwestią są nowe media. Pokolenia ich użytkowników ograniczane przez procesy upłciawiania zyskały nowe, nieznane dotąd miejsce na dekonstruowanie zastygłych schematów: przestrzeń całkowicie demokratyczną. Momentami także anarchiczną, przede wszystkim ze względu na możliwość ukrycia swojej tożsamości. Jest to zarazem dobre dla rozwoju ideologii, jak i złe. Z jednej strony dziewczyńskość ma szansę uczynić Internet swoim „podziemiem” – miejscem spotkań, dyskusji, organizacji, a także przestrzenią na propagowane treści. Z drugiej, naraża się na wpływ mechanizmów kapitalistycznych, na przyjęcie perspektywy instytucji firmy. Jednak pominąwszy to niebezpieczeństwo, Internet jako medium, do którego dostęp ma coraz więcej obywateli Polski, jest doskonałym przekaźnikiem informacji o dziewczyńskości w kontekście grup wykluczonych. W Polsce w ciągu trzech lat (2014–2017) odsetek osób w wieku 16–24 lat posiadających smartfona wzrósł z 48,4% do 91,5%, dlatego biorąc pod uwagę odpowiedzialność społeczną, jest to niezmiernie istotne medium. Dzięki względnej nieograniczoności jest też doskonałą przestrzenią na wszelkie dekonstrukcje, na redefiniowanie, obalanie i budowanie na nowo. Jest tym samym idealnym miejscem na odebranie „Innemu” znaczenia obcego, wyłącznie przez bezpośrednie zwracanie się do każdej jednostki bez względu na konstrukty społeczne, które reprezentuje.

Przy okazji omawianego tematu pojawia się aspekt wizerunkowy. W końcu dziewczyńskość to nie jedynie idea, ale także określony typ jej reprezentacji. Obraz buńczucznej osobowości stworzonej przez prasę feministyczną wyjątkowo współgra z moją wizją. Dziewczyński jest nonkonformizm, chęć łamania społecznych tematów tabu, wybijanie się z powszechnie przyjętych schematów. Powstaje pytanie, czy kobiecość jest dziewczyńska, czy fizyczność kobiety może wchodzić w skład reprezentacji tej idei? Otóż, wchodzi w jej skład równie mocno, co męskość, cielesność człowieka w ogóle. Co więcej, na poziomie wizerunkowym reprezentuje nie tylko nierówność płci, ale także nierówność wszystkich wspomnianych wcześniej konstruktów. Dziewczyńskie jest wyzwolenie kobiecego i męskiego ciała, wyzwolenie religii z opresji nietolerancji i obskurantyzmu i ateizmu z opresji Kościoła. To samo dotyczy opresji wobec nierówności etnicznych, narodowościowych, wiekowych i seksualnych.

Na koniec pragnę zwrócić uwagę, że choć pozornie zagarnięta przez szkodliwe społecznie inicjatywy napędzane podziałami klasowymi, płciowymi i mechanizmami kapitalistycznymi, dziewczyńskość ma się coraz lepiej. Powstaje szereg inicjatyw, które wprawdzie nie są oficjalnie przedstawiane jako „dziewczyńskie”, ale stanowią godną reprezentację tej idei. Kursy samoobrony dla seniorek organizowane przez Stowarzyszenie Inicjatyw Kobiecych OPP, zajęcia z języka migowego, grupy wsparcia dla kobiet z niepełnosprawnością, warsztaty asertywności, Radykalne Koguty Domowe, kooperatywy spożywcze itp. – wszystkie te inicjatywy są właśnie przykładem dziewczyńskości, której potrzebujemy. Bowiem wszystkie działania skutkujące przewartościowaniem dotychczasowego modelu społeczeństwa, wyrównaniem szans, zniesieniem z „Innego” pejoratywnego wydźwięku, skierowane do społeczności jako zbioru „Innych”, uważam za ideologicznie dziewczyńskie. Dziewczyńskość jest tym, co w danym miejscu i czasie jest prześladowane. Stoi na straży wykluczonych, oferuje im pomoc w postaci realnych działań i emocjonalnego wsparcia poprzez utożsamienie, świadomość przynależności.

Jest to siła, którą tylko kobiety mogły zapoczątkować, ale nie tylko kobiety mogą stać w jej szeregach.

 

[1] M.Orsetti, Sprawa kobieca w spółdzielczości ongiś a dziś, „Społem” 1931, nr 20, s. 37-38.
[2] M. Orsetti, Kobieta, której na imię miliony. Rzecz o zadaniach kobiet w ruchu spółdzielczym, Kraków 1933.

Nina Jaszewska

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!