Chciałabym wierzyć

(Prawdziwe kręgi zbożowe różnią się podobno od tych, które można zrobić sznurkiem i patykiem. Eksperci twierdzą, że w wypadku kręgów pochodzenia kosmicznego kłosy są u nasady nadtopione, nie złamane. Podczas procesu formowania w promieniu do kilku kilometrów zaobserwować można różnorodne anomalie magnetyczne. Jedna z teorii mówi, że kręgi tworzone są przez istoty pozaziemskie za pomocą dźwięku1.

W filmach radzi się założyć na głowę czapeczkę z folii aluminiowej i czekać, aż to minie.

W prawdziwym świecie stylizacja z aluminiową czapeczką nie cieszy się jednak aż takim powodzeniem. Doniesienia dotyczące kręgów zbożowych są bagatelizowane i uznawane za niezbyt oryginalny sposób na wypromowanie swojego pola w sezonie urlopowym.)

 

1A. Budzę się i rozpuszczam w kubku witaminkę. Rozpocząć dzień od witaminki, jak porządnie, jak odpowiedzialnie. Jaka będę zdrowa i idealna. Cichutkie buzowanie delikatnie mnie rozbudza. Tak powinno być zawsze. Nie powinnam być budzona przez krzyki za oknem, nie powinnam być budzona przez basy z góry. Powinien mnie budzić szum witaminek. Wtedy wszystko będzie dobrze.

Od rana systematyczne obniżanie pH. Systematyczność jest bardzo ważna. Obieram i zjadam cierpkie cytrusy. To już pora umyć włosy. Głupi kran, znowu nie chce się zakręcić. Tu jest tak ciemno, że nawet nie wiem, czy to już nie czas pofarbować. Pewnie tak. Pomalować paznokcie. Na jaki kolor?

Zjeść jeszcze czekoladkę. Tylko jedną. Można wychodzić. Jak tylko znajdę klucz. Przecież odkładałam go tam, gdzie zwykle, codziennie to samo.

Pani w podstawówce mówiła, że niektóre numery E są groźne, a niektóre nie.

Ktoś mi opowiadał, że teraz do wszystkiego dodaje się kwasek cytrynowy i właściwie nikt nie wie, po co. Wypadałoby to kiedyś sprawdzić.

 

1B. To przecież nie moja wina, że znowu się spóźniłam. Przysięgam, coś jest nie tak z tym zegarkiem. Mogę go nastawiać piętnaście razy dziennie, a i tak ciągle się zatrzymuje. Albo w kwadrans leci o dwie godziny do przodu. Może już pora kupić nowy zegarek?

(bon mot)

Wszyscy już sprawdzają czas na komórkach. Mój telefon ciągle się rozładowuje. I nawet nie chce dzwonić. W słuchawce ciągle słyszę szmery. Gdzieś tak od dnia, kiedy zrobiły mi się te wszystkie przeraźliwe siniaki. Pewnie znowu się powywracałam. Nic z tego nie pamiętam. Zupełnie.

To nie moja wina, że znowu się spóźniłam i próbuję im to wytłumaczyć. Ale oni nie chcą wcale mnie słuchać, wolą wycelować we mnie karcące spojrzenia. Dalej tak na mnie patrzcie tymi swoimi wielkimi oczami, a na pewno następnym razem przyjdę o czasie. Sami mnie zaprosiliście, nie próbujcie wzbudzić we mnie aż takiego poczucia winy. To tylko małe spóźnienie. Teraz to ja się obrażam. Siadam po turecku, krzyżuję ręce i nie odzywam się ani słowem. Mocno zaciągam się kolejnymi papierosami.

I skoro nie da się z wami po dobroci, to idę do domu.

Myślałam, że minęła tylko chwileczka. Na zewnątrz jednak zaczyna się robić jasno.

Żaden zegarek nie powie mi, która jest godzina.

 

1C. Wracam do domu piechotą. Mam ochotę na samotny spacer. Skoro już i tak wszyscy mają do mnie aż takie pretensje, to powinnam się bawić sama ze sobą. Miło by było posłuchać jakiejś muzyki. Niestety, mojej empetrójce nie pomaga żaden restart.

Widziałam już ze trzy sowy. Wszystkie dziwnie na mnie patrzyły.

Ale sowy takie są, że dziwnie patrzą. (aforyzm)

Trzeba jednak było jechać tramwajem.

Skąd miałam to wtedy wiedzieć?

Byłam młoda i naiwna.

Jestem zmęczona i znudzona.

Rozbolała mnie głowa.

 

1D. Innym razem:

Znów boli mnie głowa. Powinnam się chyba napić jakiejś ziołowej herbaty. Czajnik włącza się i wyłącza. Samoistnie, bez żadnej pomocy. Kiedy się włącza, w kuchni robi się ciemniej. Kiedy się wyłącza – jaśniej. Nic tu już nie działa tak, jak powinno. A herbata – okazuje się – wcale nie pomaga. W sumie mogłam się tego spodziewać.

 

1E. Oni najpierw się na mnie obrażają, a potem mnie nachodzą. Muszą mnie nachodzić, bo przecież już wcale nie da się do mnie zadzwonić. Trzeba coś na to poradzić. Kwestia mojej elektroniki wymaga czym prędzej podjęcia jakichś konkretnych kroków.

Oni tu przychodzą i nic nie mówią. Nie uważam, żeby było to specjalnie eleganckie zachowanie: przychodzić w odwiedziny, stawać nad gospodarzem i się na niego lampić. Raczej nieprzyjęte.

Ale przynoszą mi prezenty. Najróżniejsze. Bardzo mnie to krępuje. Oni przynoszą mi prezenty, a ja nawet nie zadałam sobie trudu zapamiętania ich imion. Czy może nigdy mi się nie przedstawili? Trudno mi to odtworzyć w pamięci.

 

Nawet specjalnie nie chcę się z nimi kolegować. To chyba oni sobie mnie wybrali, a nie ja ich. Takie odnoszę wrażenie.

Kiedy wychodzą, zawstydzona chowam podarunki do szafy. Najgłębiej. Próbuję im wytłumaczyć, że nie potrzebuję od nich żadnych dóbr, nie do końca o to chodzi, takie gesty, ogólnie rzecz biorąc, mnie trochę żenują. A z drugiej strony, kiedy nieopatrznie zostawiam jeden z darów na widoku, zaczynam odczuwać niepokój. Wydaje mi się, że jestem obserwowana, że krok po kroku odziera się mnie z prywatności. Że oni dążą do tego, żebym była bardziej ich. Potem to już pewnie będą patrzeć, jak śpię i stopa w drzwi.

Nie mogę do tego dopuścić.

 

1F. Wydawało mi się, że dzwonił telefon.

 

1G. Kiedy coś mi się śni, to zawsze jest to szkoła o długich korytarzach. Sny są długie i przeraźliwie nieciekawe. Czasem dociera do mnie, że to tylko sen i próbuję się obudzić. Wstaję, rozglądam się po pokoju, kieruję się do łazienki, wybieram się do wyjścia, trafiam do szkoły o długich korytarzach. Znowu zostałam nabrana.

 

1H. Własna głowa boli i boli.

Nie pomaga żadne z dostępnych lekarstw.

Za dnia leżę w ciszy. W nocy zasypiam i śnię o szkole.

 

1I. Mija czas, a ja nadal leżę. Dawno przestałam liczyć. Nie wiem, ile minęło dni. Może miesięcy. Być może jest już jakaś inna pora roku. Albo inny eon.

Trzeba było żłobić kreski w ścianie. W ramach całkowicie zbędnych ustaleń. Tylko że nie pamiętam, czy była tu kiedykolwiek jakaś ściana.

Coraz mniej już pamiętam.

 

1J. Ocykam się, a włosy mam długie do pasa. Nie, to tylko żart. Jednak nie aż tak długo.

 

1K. Ocykam się i widzę nad sobą ich twarze. Ich oczy. Znów mnie dopadli. Stoją jak nad kojcem jakiegoś bobasa. Ale ja nie jestem bobasem. Czy mogę być tego pewna?

patrzą-patrzą-patrzą-patrzą

A ja łapię ich spojrzenia, przeglądam się w ich wielkich oczach.

Wyglądają dokładnie tak, jakby im się wydawało, że mówią coś istotnego. Ja słyszę jedynie niezrozumiałe gaworzenie. Więc to jednak oni są bobasami?

A gaworzą pięknie i długo.

nurzam się w tych dźwiękach, zapominam i wracam, wybucham śmiechem nie do opanowania, wybucham niekontrolowanym szlochem, zapominam i wracam, już – już znajduję się gdzieś indziej, potem znów jestem tam, potem znów gdzieś indziej, potem jestem przerażona, potem tylko trochę zaniepokojona, potem ich nienawidzę, a po chwili kocham, potem zapominam, potem wracam, potem to ja staję nad nimi, potem znów oni nade mną, wracam i patrzę w swoje oczy, a potem widzę nas wszystkich, siebie na łóżku, ich pochylonych nad łóżkiem, nie mówię ani słowa, ich sylaby i moje milczenie, to jest nasz dialog

Potem robi się cicho.

Wstaję. Rozstępują się, wreszcie mogę wyjść.

 

 

2. Jestem wolna

 

 

3. Siadam na ławce. Rozkoszuję się ciepłą i ciemną nocą. Włączam empetrójkę, och, tak dawno nie słyszałam muzyki. Spoglądam w niebo, widzę szybko oddalające się światełko. Nie mam już wątpliwości.

Rano znajduję na trawniku okrąg o promieniu jakichś trzydziestu centymetrów. Na pamiątkę.

Już nigdy się nie spotykamy.

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!