Wojna, wolna, kobieta, Ukraina (Migawki)

Trzymam już w rękach antologię Wschód – Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy – książkę, nad którą pracowałam przez ostatnie trudne emocjonalnie miesiące. To wybór poezji, jaką nigdy się nie interesowałam – zaangażowanej, komentującej wydarzenia ostatniego roku na Ukrainie. O dziwo, bez żadnych specjalnych zabiegów z mojej strony jest w tym zestawie lekka przewaga kobiet (12:10). Zastanawiałam się nad tym trochę: czy poetki napisały więcej wierszy na te tematy? Czy ich wiersze uznałam za ciekawsze, bardziej oryginalne, bardziej wartościowe? Nie potrafiłabym chyba jednoznacznie tego rozstrzygnąć, ale wiem na pewno, że rewolucję i wojnę na Ukrainie w dużym stopniu widziałam oczami kobiet.

1.

Rewolucję przeżyłam na Facebooku – jakkolwiek to głupio brzmi, a wiem, że tak brzmi, bo wcześniej nieraz z politowaniem myślałam o takich powstańcach kanapowych. A teraz sama z wielu powodów nie mogłam pojechać do Kijowa i prawie przyrosłam do monitora swojego komputera. Łatwiej byłoby mi to wszystko znieść na miejscu, wśród znajomych, z poczuciem, że coś robię. Na odległość zawsze wszystko gorzej wygląda i bezsilność też jest większa.

Ale Euromajdan zaczął się właśnie na Facebooku, o czym pewnie niewiele osób w Polsce wie. Zaczął się od postu Mustafy Najema, dziennikarza niezależnej internetowej telewizji Hromadske Telebaczenia, po tym, jak Janukowycz nie podpisał w Wilnie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską: „Jeśli zbierze się na Facebooku tysiąc osób, to wychodzimy w nocy na Majdan”. Zebrało się. Znajomi Ukraińcy żartują, że screenshot tego postu znajdzie się kiedyś w podręcznikach historii w rozdziale: Geneza Euromajdanu.

2.

Sobota 30 listopada – dzień, który będę długo pamiętać – zaskoczyła mnie zupełnie, tak samo jak zebranych w nocy na placu Ukraińców. Pamiętam, że rano siedziałam jak ogłuszona przed komputerem i rozłożył mnie na łopatki dopiero wpis na Facebooku znajomej pisarki Kseni Charczenko – o tym, że wróciła z Majdanu o trzeciej w nocy (Berkut zaatakował jakąś godzinę później), o tym, że na plac wyszło mnóstwo najwybitniejszych ukraińskich intelektualistów, których teraz władza może z łatwością zniszczyć (jak zrobiła to w latach 30.), a ona jest jednocześnie dumna i przerażona, że zalicza się do nich; o tym, że teraz płacze, czyta, dzwoni, płacze. I ja też przez resztę dnia płakałam, słuchałam płyty Żadana Broń proletariatu (wychodź na ulice, rób rewolucję), czytałam wiadomości we wszystkich znanych mi językach i na Facebooku śledziłam, co robią moi ukraińscy znajomi. I doskonale rozumiałam Ksenię, bo ja też byłam jednocześnie dumna i przerażona, że moi wszyscy znajomi zaliczają się do tych intelektualistów, którzy zmienią swój kraj; że cała Ukraina, którą kocham, jest teraz na Majdanie – jednocześnie silna i bezsilna, groźna i zagrożona. Wieczorem Ksenia napisała, że przepłakała pięć godzin z rzędu i że przecież to nic nie pomoże, jeśli da się pobić, bo czym jest naprzeciwko takiego berkutowca, ale że bierze kask rowerowy i znowu wychodzi na Majdan. Byłam jednocześnie dumna, przerażona i zapłakana.

3.

Większość znajomych poetów i poetek natychmiast zaangażowała się w Majdan, niektórzy w Kijowie, inni w swoich miastach. Wychodzili na place i protestowali, ale pomagali też na inne sposoby, nie tylko takie, których można by się spodziewać po literatach, czyli: pisanie, czytanie, tłumaczenie, występowanie. Hałyna Kruk na przykład szyła czapki kominiarki dla protestujących, na Facebooku podzieliła się pomysłem, jak najlepiej zrobić je z filcu. Julija Iwanczuk pomagała w majdanowej kuchni – robiła kanapki i herbatę dla zmarzniętych ludzi. Switłana Bohdan zgłosiła się jako wolontariuszka do pomocy na Majdanie, ale kolejka ochotników była tak długa, że kiedy doszło do niej, zostało już tylko mycie podłogi, z dumą myła więc podłogę. Innego dnia z własnej woli zbierała śmieci na Majdanie, „bo Europa to tam, gdzie śmieci nie walają się po ziemi”, i zamieściła post, żeby inni też przyszli z miotłami.

4.

Zaraz na początku wypłynął temat dzieci. Najpierw było chyba zdjęcie, które obiegło Internet: zmierzch, zima, śnieg, kilkoro dzieci i dwa świeżo ulepione bałwany – byłaby idylliczna scenka rodzajowa, gdyby nie miała miejsca w Kijowie 2013 roku – dzieci odwrócone do nas tyłem wpatrują się w przechodzący ulicą oddział Berkutu. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wpatrują się nieruchomo i milcząco, jest w tym coś ciężkiego i przerażającego. Nie, najpierw był komentarz na Facebooku Luby Jakymczuk, że jej trzyletni chyba wtedy synek bawi się, że jest Berkutem, i w czarnym płaszczu leci po niebie, uuu (berkut to po ukraińsku gatunek orła). Mały Waś był zresztą na początku stałym uczestnikiem Euromajdanu, Euromajdanczyku, jak mówił (majdanczyk to z kolei plac zabaw). Luba napisała też, że Waś ustawia w domu barykady, a ona, kiedy sprząta je wieczorem, czuje się właśnie jak Berkut, siłą likwidujący barykady na Majdanie.

Dzisiaj akurat natknęłam się na wpis Andrija Bondara, że u nich w szkole dzieci przygotowują siatkę maskującą dla wojska – na korytarzu w temperaturze +7, w salach lekcyjnych tymczasem jest +9, bo kurek z gazem przecież został przykręcony.

Wiele wierszy o rewolucji i wojnie to właśnie wiersze o dzieciach, nie tylko o swoich, nie tylko o obecnych, ale też przyszłych. I ja również się zastanawiam – co z nich wyrośnie? Czy przeważy to, że były świadkami przemocy, śmierci i wojny, czy też to, że ich rodzice tej przemocy konsekwentnie się przeciwstawiali?

5.

Od pierwszego momentu rewolucja ukraińska nie miała płci, brali w niej udział wszyscy, na samym początku, kiedy było w miarę bezpiecznie, przyprowadzano nawet dzieci. Dlatego tym bardziej szokujące i niezrozumiałe były dla mnie pojawiające się informacje o wyruszających z różnych miast do Kijowa autobusach, które nie zabierają kobiet. Kiedy przeczytałam pierwszy taki komunikat, poczułam się, jakby Berkut uderzył mnie po głowie. To był niesamowity zgrzyt w tym – początkowo bardzo entuzjastycznym i pełnym nadziei – święcie. Z samego tylko Facebooka wiedziałam, że prawie wszystkie moje ukraińskie znajome były zaangażowane w Majdan tak samo jak ich mężowie, ojcowie, synowie i bracia. Codziennie pojawiały się informacje o dziennikarkach, lekarkach czy aktywistkach, które ryzykując wszystko, brały aktywny udział w naprawdę niebezpiecznych działaniach. Czułam się, jakby te autobusy „tylko dla mężczyzn” wykluczały również i mnie, być może najbardziej w tym czasie przejętą Polkę (bo lepszy byłby Polak?). Kiedy na Majdanie krew już się lała, ze sceny też padały powtarzające się komunikaty o przejście kobiet i dzieci na bezpieczniejsze pozycje. Co do dzieci – pełna zgoda, ale jak się mają do tego opowieści o znajomych, które nie schodziły z Majdanu i mieszały koktajle Mołotowa? Jedna z moich koleżanek znalazła nawet miłość „na barykadzie”, jak lekko mówi, a brzmi to tak naturalnie, jakby mówiła: „na dyskotece”.

Ale jeszcze bardziej bolało to, że właściwie nie miałam o tym z kim porozmawiać, i nie tylko dlatego, że to nie był odpowiedni czas. Gdybym zwróciła na to uwagę jakiejkolwiek Ukraince, nie zrozumiałaby pewnie w ogóle, o czym mówię. Dla nich prawdopodobnie był to przejaw troski i naturalna sytuacja, że walka jest rzeczą męską. Zaciskam zęby i mówię sobie: „Dobra, jak się trochę uspokoi, to wtedy podejmę ten temat”.

6.

„Oglądałem reportaż z Ukrainy”, pewnego dnia mówi znajomy, „wypowiadały się tam dziewczyny, które mówiły z zachwytem w oczach – Nasi chłopcy są tacy dzielni, tacy bohaterscy!”.

„Wy też”, chcę natychmiast powiedzieć, „wy też jesteście dzielne, silne i bohaterskie, po prostu niesamowite! Wy też walczycie i tworzycie nowy kraj! Nie dajcie sobie tego odebrać!”.

7.

A jednak większą część tej antologii tworzą poetki. I najważniejsze, najbardziej zapadające w pamięć wiersze lub wersy są chyba ich autorstwa. [Dzień, w którym dzieci zobaczą pierwszego swojego trupa…] Kateryny Kałytko, [Mężczyźni noszą w sobie wojnę…] Julii Musakowskiej, 18 lutego 2014 roku Hałyny Kruk, gąsienica i rozkład Lubowi Jakymczuk – to tylko niektóre, na jakie chciałabym teraz zwrócić uwagę.

8.

Ktoś niedawno wspomniał, jaką ważną pracę dla Ukrainy wykonują tłumacze. Nie, moi drodzy, wierszy o Majdanie i froncie wschodnim nie przełożył żaden tłumacz. Zrobiła to tłumaczka.

Kateryna Michalicyna
(rodzice/rozmowy)

chcę długie włosy
i nie mieć wojny
gdzieś głęboko pod sercem
gdzie nosi się dzieci albo węże
mówisz – zbyt dużo?
i znowu czekać na zimę
i nowy koszmar
bez gazu i światła
ktoś wyjadł
żółte oczy przedwcześnie wszystkim tegorocznym gruszkom
i śliwki wszystkie robaczywe
i ślimaki zjadły kapustę
mówisz, trzeba się zbierać
mówisz, trzeba maleńkim synom
nie konfitury smażyć
tylko uczyć do nagiego chrzęstu
zaciskać rączki z nożami i kromkami
tak
żeby przeżyć w polu
bez nas – mówisz?
a gdzie my się podziejemy?
my jesteśmy latarnią morską
latarnie rozwalą jako pierwsze
grady – mówisz – nie pudłują
ale pole niezaorane!
tam są jeszcze kartofle w ziemi
i buraki
i jeszcze marchew
chociaż ta jest może i chropowata
mówisz: kobieto, milcz!
my też jesteśmy mali
chcę długie włosy
i długo niczego nie wiedzieć

27 sierpnia 2014
tłum. Aneta Kamińska

 

Julija Musakowska

***

Mężczyźni noszą w sobie wojnę.
Ona wysysa z nich soki, szczęka kośćmi jak bronią,
okupuje ich mózg, wdziera się do snu,
dopóki cień wroga wznosi się nad nimi niczym góra.
Ciężko tak długo nosić ją w sobie – i nie zrosnąć się
z nią, nie zwierzać się jej, nie słuchać jej ruchów pod sercem.
Cień wroga – jak worek – napełnia się trocinami,
nabiera objętości, robi się szczelniejszy, pcha się na przełaj.
Panie, daj im zimnego rozumu,
tylko nie ugaś
płomienia, który bije w piersi jak w przezroczystej butelce.
Śnieg ziemią zasypano, wiatr ubiegłoroczną trawę skosił,
czarne wielkie ptaki szukają krwi i złota.
Wszystko, co najważniejsze – odbywa się w głębi.
Cyt – bo wybuchną te słowa w wodzie na czerwono.
Mężczyźni przygotowują się do narodzin i każdemu z nich
strasznie jest stąpać pierwszy raz po nagim,
po żywym.

2 marca 2014
tłum. Aneta Kamińska

 

Hałyna Kruk

18 lutego 2014 roku

My wszyscy, Europo, jesteśmy tak głęboko zmartwieni,
że niektórzy nawet martwi.
Czyść częściej youtuby,
żeby tutejsze okrucieństwo nie raziło twoich obywateli.
Niektórzy z naszych nigdy cię nie ujrzą na własne oczy.
Ty też masz coś ze wzrokiem, Europo, uparcie nie widzisz
ich wybitych oczu i ran postrzałowych.
Niektórzy więcej nie będą mogli, Europo, nie gniewaj się,
nawet ręki ci podać (chyba że protezy!),
nawet dotknąć kultury twojej minionych wieków.
Strzeż swoich obrzeży, Europo,
żeby nie dotknęło cię przypadkiem,
wsłuchaj się, na wszelki wypadek, czy jeszcze krzyczymy
od uderzeń kolb, wojskowych butów i pałek.
Nasze dzieci wyrosną na złe, Europo,
nie dadzą wiary
histerycznym i łzawym twoim wiadomościom
o bezdomnych zwierzętach.
Wybacz im, Europo, nie dziw się im, my wszyscy tu jak zwierzyna –
odstrzeliwują nas, jak wściekłych, nabojami na wilki.
Co ty, Europo, robiłaś w tym czasie – zestawiałaś zaginionych i zabitych?
myłaś ręce? czekałaś na potwierdzenia? chowałaś się jak rzecz sama w sobie?
Dla miru – mir, dla muru – mur, tylko pieniądze nie śmierdzą.
I ofiary
nie są warte obrony, jeśli to nie gołębie?

tłum. Aneta Kamińska

 

Lubow Jakymczuk

rozkład

na froncie wschodnim bez zmian
ile można bez zmian?
metal przed śmiercią robi się gorący
a ludzie od niego zimni

nie mówcie mi o jakimś tam Ługańsku
on dawno jest tylko gańskiem
łu zrównali z asfaltem czerwonym
moi przyjaciele zakładnicy –
i do niecka nie dostanę się
żeby wyciągnąć z podziemi, przyziemi, spod ziemi

a wy piszecie wiersze piękne jak wyszywanka
wy piszecie wiersze idealnie gładkie
wysoką poezję złotą
o wojnie nie bywa poezji
o wojnie jest tylko rozkład
tylko litery
i wszystkie one – rrr

Pierwomajsk rozbili bombami na pierwo i majsk –
żeby nieskończenie majaczył jak pierwotnie
znowu tam skończyła się wojna
ale pokój jednak się nie zaczął

a gdzie de, bal, cewo?
gdzie moje de, bal, cewo?
tam więcej nie urodzi się Sosiura
już więcej żaden człowiek nie urodzi się

patrzę na widnokrąg
jest trójkątny, trójkątny
i pole słoneczników opuściło głowy
zrobiły się czarne i suche jak i ja
już strasznie stara
i już więcej nie jestem Luba
tylko ba

22 sierpnia 2014, Lwów
tłum. Aneta Kamińska

 

gąsienica

jej palce zmarzły i zwęziły się
spada z nich obrączka
stuka po asfalcie
jej palce drżą na wietrze
jak jesienne liście
kiedy koło nóg przepełza gąsienica
gąsienica czołgu
koło nóg jej córki

dwóch podchodzi i rozkazuje
rozłożyć ręce jak do oklasków
wpatrują się w dokumenty pierwszy, drugi raz
macają jej stwardniałe palce
i znajdują na nich oparzenia, tylko oparzenia
gdzie powinien być odcisk na wskazującym
od snajperskiego karabinu
podają jej kryptonim
a może i nie jej –
kurwa-kobieta

oni ją rozbierają
oni ją roztrząsają
oni się rozkładają
pokładają
łają się
dziewięciu
(jej ulubiona liczba)
w niebieskich szlafrokach
(jej ulubiony kolor)
w dziurawych adidasach
(jej ulubione buty)
dziewięciu
na jedną rozczochraną
nie kurwę, tylko kobietę

a dziewczynka zwinęła się w kłębek
patrzy i nie płacze
podnosi obrączkę mamy
chowa do ust jak pies kość
i patrzy jak gąsienica dożera ich zielone miasto

19 września 2014, Kijów
tłum. Aneta Kamińska

Wschód – Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy, red. i tłum. Aneta Kamińska, Pobocza Peryferii, Miejskie Centrum Kultury, Bydgoszcz 2014.

Aneta Kamińska

(1976) – poetka i tłumaczka poezji ukraińskiej. Urodziła się w Szczebrzeszynie, pochodzi z Zamościa, mieszka w Warszawie. Skończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim, pracuje jako metodyczka i lektorka języka polskiego dla cudzoziemców. Autorka tomików: Wiersze zdyszane (2000), zapisz zmiany (2004) oraz czary i mary (hipertekst) (2007; wersja internetowa: www.czary-i-mary.pl). Wydała wybór przekładów wierszy Nazara Honczara Gdybym (2007; przekład wspólnie z Andrijem Porytką), Hałyny Tkaczuk Ja ta inszi krasuni/ Ja i inne piękności (2011), Chrystii Wenhryniuk Dowhi oczi/ Długie oczy (2013) oraz trzy autorskie antologie: Cząstki pomarańczy. Nowa poezja ukraińska (2011), 30 wierszy zza granicy. Młoda poezja ukraińska (2012) oraz Wschód – Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy (2014). Współredaktorka i współtłumaczka antologii Portret kobiecy w odwróconej perspektywie. 12 poetek z Czech, Słowenii i Ukrainy (2013). Stypendystka Ministra Kultury (2008, 2013).

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!