Wiersze

nasz świat

kochamy się w słońcu
drogi mlecznej nie widać na naszym niebie
nasze rzeki są mętne
i tylko takie są nasze
ktoś zjadł szynkę baleron lastryko
a chodnik lastryko zjada gołębia
będą tu po nas parzydełkowce
parzące się owce pod liśćmi
pod szeleszczącą paczką po czipsach
skóra już jest mokra
tłusta i plastikowa
flaki gołębia i ty
i tęcza i tęcza i tęcza
mokre ciała na torach
wysypują się kraby przez żebra
czekające na pogłaskanie
czekające na przyjęcie
przez dziurki przez oczy
wyżarcie do serca
krabi kwas na ustach
rozpuszczanie w wannie
kret w limfie
igły świerku komórki
ślina morze krew
wyrywam włosy jęczysz
we mnie gryząca sperma

 

pytanie od serca

jakie pytanie od serca do serca
żebro do żebra i proch i proch
co byś powiedział
gdyby piasek z ust wypluć i kij z dupy wyjąć
i gdyby krynolinę pas cnoty sztuczne wąsy perukę
pod którą łysina pod którą ciało takie spocone takie
tłuste włochate gładkie ciało swędzące
co by język chrapliwie wydobył z otchłani tego ciała?
bez kartezjusza kanta bez jacobsona i levistraussa
gdyby tak typy te przez uszy wypełzły w postaci małych srebrzyków
gdyby typy te swoje gniazda i miliony jaj złożonych męskich jaj zabrali w pizdu co by co by

i oto stoimy i co byś powiedział
skoro nie ma pytania ani jednego pytania które mogę postawić
jak żagiel jak dom jak kij w ziemi bo nie ma żagli i domów i kijów w ziemi
bo jest tylko piasek gorący ukrop piasku
pod stopami pienisty ocean i kulka światła dookoła dokoła
i lepko i ciemno i cicho
i głośniej i ptak i owoc
i chrzęst chrobot i płacz
i siku i ciało przy ciele
i trwać w oazie w wodzie w fali nie słyszeć nie pytać nie mówić
nie szukać wyjścia powierzchni

i dom szklany bez szkieł
przezroczysty dom myśli które nie mieszkają
nigdzie nie są sąsiadami nikomu nie mówią dzień dobry nikt ich nie słucha jak uprawiają seks
nikt nie podlewa sansewierii na klatce
bo nie ma klatki i nie ma doniczki
i tylko sześcionożny królik pływa po manhattanie
i pytań od serca zadać mu się nie da*

 

*tekst powstał w ramach warsztatów Pisanie co wtorek w warszawskim Stole Powszechnym

 

alternatywy

świat się nie skończy dopóki będą ręce gotowe
obierać marchew dla kogoś płakać nad martwą kaczką
dopóki zaczynać będziemy rozmowę od jak się czujesz
chociaż czujemy się wszystkie jak świeżutkie gówno
wysrane przed pierwszą zmianą z jelit kapitalizmu

świat może się skończyć a my i tak nie dokończymy zdania
bo znajdzie się koleś gotowy skończyć swój feminizm
szybciej niż zdążyłby pomyśleć zamknij narcystyczny ryj
świat może się skończyć a i tak trzeba się będzie wysadzać
by stworzyć nowy świat a przynajmniej pyskować policjantom
i udawać że nie spływał z nas zimny pot

świat się kończy i chuj nie kończy się nasz świat
nowy raj nie będzie działać
nieszczelne dachy przerwane kręgi empatii
niewydajna rewolucja dopiero jest rewolucją
nauczyć się trzeba stać

tutaj będzie raj
nie będzie raju nie będzie
zdeptane przez dziki serce
latryna

Ida Dzik

Pisze i śpiewa. Publikowała między innymi w „Przekroju”, „Stonerze Polskim” czy „Wizjach”. Wierzy w sztukę polityczną. Angażuje się aktywistycznie przeciwko hodowli przemysłowej, nierównościom i kryzysowi klimatycznemu.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!