Wiersze

Jsem Z., jsem ano

(…) miast miast sądzono konwalie
w balkonie hacjendą zakwita pleśń
po ostatnim praniu mam Venice na łokciach
a cały czas narzekam tylko na głowę

Kveten pisywał że lepiej mieć manto niż manko
on to żje i przetrawi szklarze nie mogą
zatrzymać pieca kiedy sceneria jest
tak pięknie śmierdząca, kwaśnieje

wczoraj naciąłem nadgarstków patrząc
na torfowiska co wciągają słowa
stające się karłem oka benzyn
zblazowanych od pieprzonego gazu

wciąż roztrząsam Robustę odkąd w
kartotekach mam marny wysyp rabatek
czuję się obco chodząc w skórze po dziadku
który grządkując jowialnie spluwa fusami.

 

Savar

przechytrzyć system
gdy ulice ziembną
od warkotu silni
pogłowie krąży
brudny olej
konflaneluję żelazka
po trakcji zmiętych nitek
kanibalizm szwalni
nieurodzaj wężyków
przeskakujących w szlaczki

w tamtej chacie na wzgórzu
umiera znachorka
jej ręce są poparzone rumiankiem
oczy przewracają się w rytm
upadających budynków
już nie potrafisz piętrować soków
ani ręczyć za nogi w pogogłoskach our
uciśnięto zręby mądrości
układ kostny się sypie jak przedpiół
na obciążone karty wydłuża się noc
mówili usz się języków
takich jak ten ze skóry śwń
gdy rodziłem się w przedkoszulku
i nie było dla mnie miejsca w poszkolu
często się siniłem gdy spałem
często nie spałem i się siniłem
układałem trójkąty z płatków
syntezatory kopały mnie prądem
miały napięcie niszczące gwarancję
połykam eliksir z elips i chodzę siedzieć

Michał Mytnik

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!