Wiersze

Rzuciłem palenie

Myślę, że szkoda by było – właśnie teraz – po tym jak
ocalałem z tej apokalipsy urojeń, kiedy przepłynąłem
ocean alkoholu, kiedy wydeptałem ścieżkę w śniegach
sybiru samotności, gdy pochowałem myśli samobójcze.

Myślę, że szkoda by było – właśnie teraz – przez ślepy
przypadek, losową mutację, głupi niefart, ironię losu,
zbieg niepomyślnych okoliczności, mściwą Ananke,
zrządzenie od zawsze nieprzychylnych mi niebios.

Myślę, że szkoda by było – właśnie teraz – bo nie jest
to czas dobry ani pora odpowiednia, nie sprzyjają
okoliczności przyrody, nie uwzględniają harmonogramy,
nie napisane są jeszcze – a być muszą – słowa buntu.

 

Światy urojone

Nie należę do tych, do których należy ten świat, nie należę też
do tych, którzy chcieliby należeć do tego świata. W zaświaty
nie wierzę niewiarą mocną leków psychotropowych. W lekach
wiarę pokładam umiarkowaną przypadku, który rokuje źle.
Historia mojej choroby jest jak historia ludów, które wyginęły
przed powstaniem pisma, odtwarzać ją trzeba z tępych narzędzi
kamiennych, którymi rozłupywano czaszki, by wypędzić demony.
Diagnoza jest niepewna, jak przyszłość światów – miriady z nich
wyroją się jutro, miriady innych uroją swoje odejście w mrok.

 

Apel

Pisanie wierszy wymaga spokoju. Apeluję zatem do ONZ,
przywódców Korei Północnej, Rosji, Ukrainy, Syrii, USA,
Iraku, itd., itd., itd. o pokój, który jest niezbędny do pisania.

Apeluję do wszystkich innych, którzy nie dają mi spokoju
– zwłaszcza do moich rodaków – by uspokoili się,
zaprzestali wojny polsko-polskiej i zapewnili warunki
odpowiednie do twórczej pracy, zrozumcie, w ten sposób
dłużej nie sposób układać równych i ironicznych wersów.

Apeluję do psów, nie dajcie się porzucać przez właścicieli,
a jeśli już to nie w mojej okolicy, apeluję do niemowląt,
nie pozwalajcie bić się do krwi pijanym konkubentom
matek, apeluję do redaktorów prowadzących wieczorne
programy informacyjne, nie informujcie mnie o tym.

Pisanie wierszy wymaga bowiem spokoju, regularnych pór
przyjmowania posiłków, wysypiania się, unikania stresu.
Apeluję zatem o pokój – czyż nie od tego właśnie są poeci?

Mirosław Mrozek

(ur. w 1979 r. w Szczebrzeszynie) poeta, prozaik, publicysta. Laureat m.in. V edycji Turnieju Poetyckiego „Orzech” im. J. Kozarzewskiego w Nysie (2010), 2 edycji Konkursu Literackiego imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie” za tom poetycki Horyzont zdarzeń (2014), za który był także nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2015). Mieszka w Czarnymstoku. Publikował w czasopismach: „Angora”, „Arterie”, „Dekoder”, „Dziennik Polski”, „eleWator”, „Migotania”; na stronach internetowych: „2 miesięcznik”, „Artelis”, „Dwutygodnik.com”, „Ex Fabula”, „Pisarze.pl”, „PKPzin”, „PoeciPolscy.pl”, „Proarte”, „Salon Literacki”, „Szafa”, „Szuflada.net” oraz w wydawnictwach pokonkursowych. Wydał tomy poetyckie: Horyzont zdarzeń (2014, wydanie 2: 2015), Odpowiedź retoryczna (FORMA 2016).

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!