Protokół rozstrzygnięcia IV Konkursu Poetyckiego im. T.J. Pajbosia

Werdykt

1. Jury w składzie: Maria Cyranowicz, Michał Czaja, Beata Gula, Michał Kasprzak oraz Paweł Kozioł po zapoznaniu się ze stu dziewięćdziesięcioma czterema zestawami wierszy, na niejawnym posiedzeniu w dniu 8 sierpnia 2011 roku postanowiło przyznać pięć wyróżnień drugiego stopnia (po 200 zł każde) oraz trzy wyróżnienia pierwszego stopnia (po 300 zł) następującym osobom:

Wyróżnienie I stopnia:

1. Kamila Pawluś – godło: Grabula
2. Monika Brągiel – godło: Łazęga
3. Maciej Kotłowski – godło: Bułka z ziemią

Wyróżnienia II stopnia:

1. Urszula Kulbacka – godło: Parka
2. Janek Szutkowski – godło: Szklanka
3. Kuba Wojtaszczyk – godło: Filmówka
4. Joanna Borzęcka – godło: Pro fil
5. Łukasz Podgórni – godło: Dagny ford ka chuwmbawamba

W tegorocznym werdykcie postanowiliśmy kierować się zasadą demokratyzacji propozycji poetyckich, tak by przedstawić czytelnikom możliwie najszersze spektrum tej twórczości, zwracając jednocześnie uwagę na aktualność, hic et nunc języka oraz problematyki wierszy. Ostatecznie werdykt nie jest efektem zubażającego konsensusu, który mógłby okazać się krzywdzący dla uczestników konkursu w przypadku przyznania nagrody głównej, lecz stanowi wynik odmienności założeń i oczekiwań jurorów wobec współczesnej poezji. Pokazuje, że nie ma jednego obowiązującego modelu pisania, tak jak nie ma jednego modelu życia. Jako jurorzy, chcieliśmy, aby głównymi zwycięzcami tego konkursu okazali się poeci i ich wiersze, a nie Sama Nagroda (jak diagnozuje obecny stan rzeczy Przemysław Czapliński).

2. Jury z udziałem Roberta Matery przyznało również trzy równorzędne nagrody specjalne za wiersz rozpoczynający się od słów jednej z trzech piosenek współczesnych wykonawców. Uczestnicy konkursu mogli wybrać spośród następujących fragmentów:

Na pewno znasz te poranki, gdy
Wszystko, co widzisz, obietnicą cudu jest.
Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć…

(Kasia Nosowska, Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć)

To nie była historia z pierwszych strona gazet
Historia szaleństwa i paranoicznych zdarzeń

(Dezerter, Jeśli)

Powiedzcie, ludzie, jesteście gotowi?
Zimne nerwy, a serca jak prodiż?
Duże dzieciaki, mali chuligani?
Granaty w ustach mogą nam wypalić?

(Fisz, Jesteście gotowi?)

Jury w toku obrad dopuściło również inne wykorzystanie cytatu niż jako frazy inicjalnej wiersza – np. jako motta lub modyfikacji tekstu. W swoich ocenach kierowaliśmy się przede wszystkim związkami wiersza z sensem przywołanych słów. Laureaci nagrody specjalnej otrzymają po 100 zł, a ich utwory zostaną wykonane przez Roberta Materę, wokalistę Dezertera – w oryginalnej aranżacji artysty – podczas recitalu na Manifestacjach Poetyckich. Wśród nagrodzonych w tej kategorii znaleźli się:

1. Kasia Plichta-Szwarc – godło: Różowy budda
2. Emilia Borys – godło: Emil
3. Paulina Danecka – Lilith

3. Wszystkim uczestnikom konkursu serdecznie dziękujemy za udział, a laureatom gratulujemy i zapraszamy na festiwal Manifestacje Poetyckie (Warszawa, 2 – 4 września 2011) po odbiór nagród. Zgodnie z regulaminem, nagrodzeni poeci otrzymają zwrot kosztów podróży (w granicach kraju) oraz nocleg na czas trwania festiwalu. Wybrane wiersze laureatów zostaną opublikowane w 14 numerze „Wakatu”.

Organizatorem konkursu jest Staromiejski Dom Kultury w Warszawie oraz redakcja kwartalnika „Wakat”.

 

Kamila Pawluś

Gwiazda idzie na Prudential

The sun is up, the sky is blue
It’s beautiful and so are you
Dear Prudence won’t you come out to play?

Lenon/McCartney

Miasto, żmijo świateł. Liszaisz się z ust. Dla ciebie są
przeglądy działań idyllicznych, błękitnieje wieżowiec,
człowiek w kurtce z H&M krzyczy: gwiazda
idzie na Prudential. Moja droga roztropko,
tysiąc kul w ciebie dmie, zabawimy się w paintball
w kamizelkach z polisy. Wspominamy te czasy
gdy twój szary kostium był hitem w TVP.
Kiedy człowiek i gwiazda pojawiają się razem,
śmieciarka włącza trzeci bieg. Do systemu
loguje się jakiś Szwed czy Norweg i z karabinka
naprawdę zabija nas za to. Teraz skończyłam
– mówi gwiazda.

 

Monika Brągiel

mówię do ciebie przez słuchawkę

cudzoziemcy zapominają że wcale nie muszę rozumieć
udzielając podstawowych informacji o Trójcy Świętej
w przededniu urodzin Allena Ginsberga syna Nami

a tak się niestety dzieje przez co wpadam w dyskusję
i wychodzę na zupełnie nieprzytomną (druga zmiana)

byłyśmy w trójkę na przedstawieniu podobno o kryzysie męskości
było nawet zabawnie przypomniałam sobie pierwszy raz pamiętasz
byłeś pokłócony ze zgorzkniałą kobietą sprzedającą bilety na Duchy Goi

to były fajne czasy strasznie szczęśliwe chciałbym do nich
napisać zapytać co słychać i kiedy możemy się spotkać bo przecież

możemy jak myślisz w jakichś miłych okolicznościach choćby
u mnie pięć minut drogi od dworca piętnastką albo nocnym bo jest
no i ten rudzielec z ławki w parku jordanowskim przestałby się martwić

swoją drogą ten człowiek umie po serbsku a ja czytam Capote’a
siedem razy prawda że czasy są ciężkie ale za to jakie błogosławione

na przykład kot mieszkający u mnie od tygodnia nie ma imienia bo
świętokradztwo i tak jest dobrze musisz go poznać to żadna filozofia
celowo nie wspominam o intuicji kwestia dobrego wychowania

 

Maciej Kotłowski

perony i pomosty

zwiększając margines dla tego, kto pisze, chorągiewki z rajstop wiszą na krzakach.
pod materacem usłanym petami, ziemia się wierci drążona larwami.
emeryci oparci o parapety pilnują na termometrach sianokosów z rtęci.
dziewczyny w szarych sukienkach firmowych dłubią akrylem w kebabowej treści.
pulsują butelki na wschód od edenu, a na zachód czernieją, wrzucone do stawku.
kierownicy pociągów trzaskają drzwiami, zwiększając margines dla tego, kto kręci
tym wierszem, planetą i resztą odpadków.

doskonałe noce na przyjazd lub odjazd, głębokim tunelem wyrwanym z przestrzeni.
planszowe gierki na chwilę zatrzymane. najedzeni głodni, pijani spragnieni.
szumy odległych silników jak morze, całe maszyneria chodząca na luzie.
kościane domki rzucone przy torach. ten sam mechanik, w tej samej bluzie.
lampa jarząca się olejem pod frytki. podróżni chłonący powietrze
pełne wrażeń. ćmy nadrabiające przewidziane wyniki,
spadające pod wiatę. z blachy falistej przerdzewiałe świty.

to nie księżyc jest jeziorem, tylko jezioro księżycem.
za samolotami ciągną się wodorosty. Na cyplu dzieci palą
pianę. Fala wyrzuca kości i plastikowe butelki,
w których się kręcą niedopite łyki koli. Za umarłych
zerwany spławik oddala się z nurtem w kierunku ujścia.
płotka drży migocząc na deskach pomostu. Chociaż nic już nie boli.
stopy mają szkło na które się weszło. Na plaży opalają się zabawki do piasku.
wiaderka bez dna, arytmiczne grabki.

jutro rano znajdą dzieciaki i krzykną.
zdechła ryba, zdechła ryba, zdechła ryba leży na dnie.
i dalej będą kadrować przybrzeżną strefę jak kamery w stalkerze
pod powierzchnią wody. macać co dalej dokładnie i powoli,
cokolwiek ma znaczenie, a cokolwiek nie ma.
glony, wódka, skutery, wodne obłoki,
skorupka pełna mułu, łuska na szczęście, kręcąca się ziemia.

 

Urszula Kulbacka

przepych

ziemia staje się coraz droższa, jej imię to obfitość.
ten, który nam o tym powiedział, wyprowadził panny
z wesołych miasteczek. niosły już wtedy przed sobą
brzuchy niezwykłe, urodziwe. tak się kończą zabawy

w hodowanie pęczniejącej fasoli, gry w genotypy
i mieszanki. skóra staje się kalką – można wydrapać
przez nią wszystkie ogniska zapalne. to praca
dla dobrych rzemieślników, dla których bruzda
to słowo słodko brzmiące i śpiewne jak kwilenie.

ich sanatoria to domy weselne. strojni młodzieńcy
zbijają skrzynki z drewna, mówiąc, że to na owoce.
kiedy miąższ zasili grunt zobaczą, że całe bogactwo,
skarb ziemi, to nic innego jak skóra i kości.

 

Jan Szutkowski

***

niosły te swoje włosy
powoli, powoli
jak najcenniejszy skarb.
Zresztą taki był rytm muzyki.

z opowiadania Gorda S. Grochowska

nic dobrego się nie okaże
pointy kiepawych komedii
wywalono na plakaty
majtki zdjęto w półfinale
metro jeśli nawet jest
to na nas nie czeka
tylko jeździ w kółko
czyli donikąd na peronach
powiewają niemrawe siusiaki
ruda gada z burą o deszczu
i nie ma między nami znaku

on także zdycha
na twoich schodach
pogadam chwilę z gołębiem
nim wpuścisz mnie bez zbędnych
pozostawień na działanie
promieni słonecznych
bo właśnie płonie ci mieszkanie
i trzeba nam schronić się razem w fotelu
i kochać się w nim
niewinnie jak dzieci
gdy w pralce gnić nam będą ubrania

a czerwiec jest zimny
i tramwaj jest zimny
na takich głębokościach
pełnymi zdaniami
już tylko wilgoć nas karmi
i tylko wilgoć wie
w jakiej piaskownicy
odnajdą się nasze skamieliny

mijam wileński
pochłania mnie Praga widocznie
pozwalam sobie nazywać za dużo
bo właśnie tyle kropek ma biedronka
gdy leci po kawałek promocji
w zaniedbane niebo
które znów ślini się na mnie

dworzec wschodni
jest jak wschód na dworcu
jak stabilność w najbardziej
tymczasowym miejscu
jak miasto zbudowane
na wątłym pulsie kloszarda
jak klamra która okazuje się pętlą

więc paruj wódo
wódo paruj ze mnie
i znikaj bezszelestnie
i zdychaj bezpotomnie
jutro znowu
muszę wejść do metra
i nic dobrego z tego nie wyniknie

 

Kuba Wojtaszczyk

Jazda

medyk uciekł
się do kłamstewka,
erka
odjechała niczym magiczny
wóz z lodami. Kundel
zaszczekał raz…
…dwa…
[jeden!]
Głusi nie
słyszeli nawet gwizdu
karetki. Gapie
zasiedli na parapetach. Fruuu!
Upadła donica
z petami (czy to
były pelargonie?). Profesorze,
Profesorze zdechłeś
już? No weź!
Lody podjechały. Słońce,
lody, ijoijo.
Chować!
Bo rozgrabią, rozkradną
metry… Zemrzyj
Profesorze, albo
chociaż ty, modelko
z wychudłym portfolio.
Najniżej,
po schodach
niziuchno…
Kości nie te,
mięśnie… Wstyd
powiedzieć, stare. Zdechnij
będzie o krok
po lody…

Windy brak,
tylko stopnie, co nieco
spróchniałe. Metraż większy,
z tarasem na sezonowe
owoce i kilka kartek
z żurnala z zeszłego
stulecia.
Jazda stąd…
Idź zobacz, czy nie ma
cię w piachu. Nic
na tym nie stracisz. Gwarno –
kogoś wynoszą pod białą
plandeką. Czas
start, kto pierwszy.

 

Joanna Borzęcka

Koniunkcja

W najbliższy poniedziałek i wtorek będziemy mogli
zobaczyć złączenie. Póki co dzień niedzielny
ciągnie się jak okręcona lina okrętowa wokół szyi
lub przy stu osiemdziesięciu kosmyk.
Nie, jeszcze nie urywa, wjazd w żwirowe wiraże
nie tym razem. Pójdź ze mną, tak mu powie,
pójdź zadzierać jak młody Księżyc i jasna Wenus
twarze ku sobie, kiedy zejdzie rozwiana z motocykla.

Jest taka unijna historia w sprawie światła,
że o późniejszej porze w pewnych miejscach
je oszczędzają. Jest jeszcze taka historia
w sprawie światła, że zaoszczędzone da
zupełnie bezpiecznie innym podglądać się.

 

Łukasz Podgórni

odszczekaj tę całą historię.

Pies wyje, bo mu transfer ściera się; pies wyje z braku
dostępu. Od której godziny pracuje spam, że światło
pierzchło z transmisji, a poranek zszedł niewykonany?
Myślisz, że niebo różowiało nad nami? Niektórzy
w to wierzą, ale Ty, która mailem rozsyłasz zdarzenia
w „to”
wierzysz? (Dzięki resetom mamy o czym gadać.) Nie
rozsiadaj się, odgarnij złom odłożony w komórce przy
odpowiedniej butelce. Ogarnij to, o czym zaraz usłyszysz.
Spadł ubezpieczony gigabajt deszczu. Nie ma żadnego
kryzysu:

 

Nagroda specjalna:

Katarzyna Plichta-Szwarc

Bonus Truck

Powiedzcie ludzie, jesteście gotowi?
Zimne nerwy, a serca jak prodiż?
Duże dzieciaki, mali chuligani?
Granaty w ustach mogą nam wypalić?
Czy jesteście gotowi na wielkie przebudzenie?
Nowy model i-phona ma uratować ziemię?
Jak urządzilibyście świat, gdyby skończył się jutro?
Czy przyszedłby Mesjasz uratować ludzkość?
Naiwni wojownicy i kiepscy dyplomaci
Mówią o ideach, a wciąż chcą się bogacić
Lepiej jest się dobrze sprzedać niż kłamać do lustra
Myślicie, że bez śmieci planeta będzie pusta?
Czy słońce ma w złości spalić pół kosmosu?
Chcecie mieszkać w lasach, znaleźć na to sposób?
Rozbite głowy i zaciśnięte pięści
W raju tolerancji, kultura nienawiści
Większość tylko krzyczy stając się Bogami
Zamiast winnych pokazywać
Zróbmy coś z tym sami

 

Emilia Borys

***

To nie była historia z pierwszych stron gazet,
Historia szaleństwa i paranoicznych zdarzeń
Zaczęło się od tego, że babcia przyszła we śnie,
w sukience z trumny, wstał zaraz nad ranem.
Potem pierwszy raz od pięćdziesięciu lat
zaparzył dwie herbaty, drugą chyba dla niej.

Na chodniku padało już kolejny dzień.
Podkleił druty parasola taśmą bezbarwną.
Podsłuchał rozmowę sąsiadów, co w świecie.
Upadł przy drzwiach na klatkę.
Kobieta z kiosku szła z dzieckiem
Zareagowała szybko – nie bój się.

Następnego dnia mówiono, że nic takiego
Serce, dziwak z parteru w dużej kurtce.
Jakie miał smutne życie, zmarnował,
nawet nie ma teraz czego opowiedzieć.
To nigdy nie była historia z pierwszych stron gazet,
tylko ten parasol, wstyd, taśmą naprawiał.

 

Paulina Danecka

godzina wilka

Na pewno znasz te poranki gdy
wszystko co widzisz obietnicą cudu jest
Jeśli wiesz co chcę powiedzieć…

to nic nie zmieni
noce nieprzespane
krzyk nad ranem
mocna kawa
blady uśmiech
wychodzi
wraca
mówi: to nic nie zmieni
dziecko też podzielimy
nierówno jak wszystko co blednie o świcie
będę dobrym ojcem, będę wracał aż zaśnie

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!