Techno- czy postseksualni?

Truizmem byłoby rzec, że świat wokół i my zmieniamy się pod wpływem technologii. Zaakceptowaliśmy bez „zmrużenia” kory czołowej media społecznościowe, smartfony i loty na Marsa, wszechobecny wtórny narcyzm projektowania imażu i vouyeryzm odbiorców naszego życia online. Nie kwestionujemy zmian, którym ulegamy, przynajmniej nie na co dzień. Czasem jakiś głos technofoba albo technofila podziobie nam synapsy tu i tam, ale dość bezrefleksyjnie stajemy się agentami zmiany, bez własnej wiedzy czy świadomości, rzucając się na nowe appki i gadżety.

W żadnej z gałęzi przemysłu nie widać tych zmian tak dobrze, jak w przemyśle, który generuje 30% ruchu w wyszukiwarkach i jest najbardziej dochodowym biznesem na świecie. Pornografia. Od papierowej wersji dziewczyny z rozkładówki, przez kasety VHS (zacinające się co i raz od nadmiernego użytkowania, szczególnie „tych” momentów, później zupgrejdowanego do płyty CD, gdzie już wyborów, nie wspominając o różnorodności zawartości, co niemiara), przez trzeszczący dźwięk modemu, gdzie wolno spływające na ekran obrazki przyczyniały się do powstania wielu zaburzeń erekcji, cierpliwie czekających swoich odbiorców, aż do teraz, do świata internetu, w którym można znaleźć każde danie dla najbardziej wyszukanych smaków. Sky is not the limit. Możemy oglądać wszystko, z każdego miejsca na świecie, w każdej konfiguracji, nie tylko osobowej. (Jak wiele razy powtarza się w gabinecie seksuologicznym zdanie: „Nie miałem pojęcia, że tak można”). Ogólnodostępna pornografia oprócz licznych problemów, którym omówieniu należny byłby oddzielny artykuł, poszerzyła nasz seksualny horyzont. Tak wiele już nas nie dziwi. Tak wielu rzeczy chcielibyśmy spróbować. Tak wiele osób jest w stanie znaleźć innych o podobnych zainteresowaniach, bez naklejania na siebie niepotrzebnej zupełnie etykiety „zboczeńca” czy „zboczonej” (mówimy tu o prawnie usankcjonowanych aktywnościach seksualnych).

Nie samym jednak porno człowiek żyje – gdy potrzeba żywego materiału do interakcji, technologia natychmiast spełnia nasze pragnienia przez strony internetowe, specjalnie ku temu wykreowane, ale też przez mobilne aplikacje, jak na przykład okryty lekką niesławą (przynajmniej w gabinecie psychoterapeutycznym) Tinder. Rzut oka wystarcza. Wybory stają się łatwe. Ile trwa „rzut okiem”? Dostajemy wszak zarówno szeroką gamę smaków, jak i sposobność ich zaspokojenia. Ale przecież nie dla wszystkich.

Różnorodność materii biologicznej najwyraźniej nie wystarcza. Dla urozmaicenia naszej przyjemności seksualnej tworzone są gadżety, sex toys, nie mówimy już bowiem o oldschoolowych wibratorach. Nie, dziś możemy mieć dostęp na przykład do gadżetów sterowanych zdalnie przez partnerów za pomocą appki Efeelink. A sex roboty? Tak. Androidy tworzone na potrzeby człowieka, spełniające jego najbardziej skryte marzenia? Ależ oczywiście – do obejrzenia ostatnio w amerykańskim remake’u szwedzkiego serialu Humans i doskonale zobrazowane w książce Nymph. The Singularity J. E. Lansing. Jeszcze inne doświadczenia oferować nam będzie rzeczywistość wirtualna. Nie chodzi już raczej o vintage Second Life, ale świat, w którym przywdziany w technologię dotykową osobnik będzie mógł tworzyć sobie akty, stając się ich uczestnikiem, nie tylko biernym odbiorcą.

Tylko czy z tymi wszystkimi dobrodziejstwami nowych technologii będziemy w stanie wykrzesać z siebie pożądanie, nie wspominając o komponencie fizjologicznej – podnieceniu? Tu też o nas zadbano. Zaczęło się od błękitnej tabletki – błękitnej umownie, bo przecież Viagra i jej pochodne objawiają się pod różnymi kolorami. Jest też, całkiem niedawno zatwierdzona, na razie w USA, „viagra” dla kobiet. To tylko początek możliwości. Wraz z rozwojem nanotechnologii leki, choć pewnie nie pod postaciami nam znanymi, będą mogły dotrzeć dokładnie tam, gdzie są niedobory czy to czysto chemiczne, czy biologiczne! Do tego obrazka dodajmy coraz bardziej zaawansowane prace nad mappingiem mózgu. Jeśli wesprzemy się opinią Helen Fisher, która twierdzi, że „miłość” oparta jest na biochemicznym koktajlu takich czynników jak testosteron, dopamina, norepinefryna, fenyloetyloamina, oksytocyna, wazopresyna i endorfin, to możemy wyobrazić sobie, że wybiórczo stosowane pomogą nam trwać na przykład w pierwszej fazie związku, tj. wiecznego pożądania, po przeminięciu której wielu związkom próbującym fazy kolejnej aktualnie nie udaje się przetrwać. Będziemy też w stanie wyznaczać obiekty, do których pewne „uczucia” będą wzmacniane lub wygaszane. Kończymy już z „wiecznie nieszczęśliwą miłością” do kolegi z pracy, chyba że wybieramy sobie rolę cierpiącej Werterki i dobrze nam z tym.

Materia biologiczna, nasze ciała – już ulegają transformacji. Projekt „Body by design” Natashy Vity-More jeszcze kilka lat temu traktowany był z przymrużeniem jeszcze naturalnego oka, ale dzisiaj coraz mniej dziwi. Implanty, terapia genowa, terapie hormonalne. Nie chodzi już tylko o osoby transseksualne. Już teraz mnożone są kategorie płci, choć w Polsce wciąż zmagamy się z pojęciem gender. Możliwości technologiczne pozwolą nam na bawienie się płcią, szczególnie w świetle wydłużającej się żywotności rodzaju ludzkiego. Będziemy mogli wybrać sobie nie tylko kształt ciała, kolor skóry, oczu czy włosów, ale również poeksperymentować z posiadanymi genitaliami, wzmacniać wrażliwość istniejących organów – czy ktoś by protestował na przykład przeciwko penisowi z wrażliwością łechtaczki?

Eksploracja seksualnej przyjemności bez ograniczeń geograficznych, języka, rasy, wieku, koloru skóry, oczu i rodzaju płci jest/będzie wszechdostępną opcją. Na poziomie technologicznym żyjemy w świecie nieprawdopodobnej różnorodności i dostępności wyborów. Jak widać, to nie technologia podąża za nami, ale my podążamy, ledwo, za technologią. Często trochę ślepo przyjmujemy jej „dobrodziejstwa”, nie wiedząc, jaki rzeczywiście ma na nas wpływ. Psychologia czy seksuologia pod względem badawczym nie nadążają za wynalazkami. Uczeni przeprowadzający badania skarżą się często, że kilka miesięcy później ich wyniki okazują się już nietrafne lub nieprzydatne. Powstaje nowa rzeczywistość trudności, z którymi nie wiemy, jak sobie radzić, ani też jakie zagrożenia może ze sobą przynieść. W świetle chociażby powyższych przykładów bowiem pytania rodzą się same.

Na przykład: jaka jest przyszłość związków? Czy monogamia, teraz już przeradzająca się w seryjną monogamię lub konsensualną nie-monogamię, może spełniać potrzeby nowego technoczłowieka? Poliamoria, jak donoszą trendy globalne, zyskuje na popularności. Wielu osobom, sprzeciwiającym się społecznym systemom represji seksualnej, zaczyna odpowiadać taka forma relacji z innymi, tworząca nowy etyczny paradygmat, w którym jednostka może dowolnie odkrywać swoją seksualność i reakcje emocjonalne w wielozwiązkach. Biorąc pod uwagę wydłużającą się żywotność ludzi i perspektywę spędzenia w jednym związku dziesiątek lat, dla wielu poliamoria czy konsensualna nie-monogamia wydaje się być rozwiązaniem, które pozwala na rozwijanie siebie, nie tylko w obszarze seksualnym, ale także emocjonalno-poznawczym, w ramach etycznych takie zachowania sankcjonujących, z jasno wytyczonymi granicami i zasadami dla wszystkich.

Wiek XX przyniósł nam rozparcelowanie społeczności na rodziny atomowe. Ten model zdaje się dziś nie spełniać do końca swoich zadań. Potrzeba kontaktu bowiem jest pierwszą i naczelną potrzebą człowieka – tak, przewyższającą nawet potrzeby prokreacji. Stąd też – również dzięki rozpowszechnieniu mediów społecznościowych i łatwiejszym globalnym kontaktom z innymi, tworzeniu się samoistnym wręcz nowych „plemion” – poliamoria wydaje się być najbardziej atrakcyjnym wyborem dla wielu, najlepiej realizującym tę potrzebę.

Stanisław Lem twierdził, że w utopii chodzi o to, „by mieć korzyści stanu społecznego bez właściwych mu nieszczęść”. I tutaj bańka szczęśliwości poliamorycznej, wykorzystującej technonowinki, pęka. Mierzymy się z człowiekiem – jego emocjami, zdolnościami poznawczymi, ale przede wszystkim przez wieki kształtowanymi kulturowo przyzwyczajeniami i wartościami społeczno-systemowymi, i to jeszcze w tak delikatnej materii, jaką bez wątpienia jest ludzka seksualność i intymność. Bo czy seks z androidem to zdrada? Jak wiele dziś osób dowiadując się, że partner czy partnerka ogląda porno, oskarża ich prawie automatycznie o zdradę. Na pytanie to, zadane może trochę na wyrost, będziemy musieli jednak w pewnym momencie znaleźć odpowiedź. Czy miłość do partnera w rzeczywistości wirtualnej może być prawdziwa? A do robota? A do systemu operacyjnego (film Ona)? Czy technoseksualność będzie nową orientacją? Jeśli postanowię zmienić genitalia na inne, z ciekawości chociaż, kim staję się tożsamościowo dla siebie? Czy etykiety, którymi posługujemy się teraz, będą w ogóle użyteczne w przyszłości z punktu widzenia potrzeby określenia siebie jako jednostki? W jaki sposób nauczymy się radzić sobie z taką płynnością osobowości? Jak będzie się ona zmieniać na potrzeby chociażby prawne czy zawodowe? Czy taką płynność – nawet w wielomiłości – uda nam się zaakceptować? Co z naszą potrzebą bezpieczeństwa? Jak będą wychowywane dzieci w tej wszechpłynności i zacieraniu się granic?

Wiele z naszych zasad społecznych i wartości musi ulec zmianie albo chociaż częściowej modyfikacji. Nowe technologie prowadzą nas w świat, którego mapy nie mamy, ale tym samym nie różnimy się od przodków żyjących 1000 czy 300 lat temu. Nowe może przerażać. Ale też ekscytuje. Możliwość wyboru jest tylko wtedy użyteczna, kiedy znamy siebie samych, własne potrzeby, ograniczenia, braki. A nad wszystkim niech unosi się ciekawość siebie w nowym, może poliamorycznym świecie.

[ilustracja: Ola Wasilewska]

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

Izabela Dziugieł

Psycholog, psychoterapeutka, trenerka umiejętności psychospołecznych z Przystani Psychologicznej. Ukończyła Wydział Społecznej Psychologii Klinicznej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, studia podyplomowe z Seksuologii Klinicznej, 4-letnie szkolenie w terapii poznawczo-behawioralnej, szkolenie w Terapii Schematu u osób z osobowością z pogranicza (borderline), Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniu i terapii Eye Movement Desensitization and Reprocessing (EMDR). Trening seksuologiczny kontynuuje w American Association of Sexuality Educators, Counselors and Therapists (AASECT) i The International Institute for Sexological Bodywork. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych oraz terapię par. W mediach promuje pozytywne podejście do seksualności oraz rozważania o terapii, seksie i życiu i wpływie nowych technologii. Publikuję na blogu: http://sexytherapy.tv/.

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!