Przynieście mi głowę Billa Gatesa

Ćwierć wieku temu Bill Gates był twarzą znienawidzonej korporacji. Nie lubili go fani systemu Linux, tworzonej „oddolnie” alternatywy dla wszechobecnego Windowsa. Nie przepadali za nim użytkownicy Windowsa, który był wówczas kojarzony z niestabilnością i podatnością na wirusy. Czy można lubić szefa monopolistycznego Microsoftu? Nie miał grona wyznawców jak dziś Elon Musk, który wszystkich niedojrzałych nerdów mami wizją podboju Marsa, brakowało mu charyzmy Steve’a Jobsa, który o telefonie komórkowym potrafił opowiadać jak o przyjściu zbawiciela. Linuksiarze robili memy (wtedy jeszcze nie używało się tego słowa), na których twarz Gatesa była wklejana na nazistowskie plakaty – swastyki zastąpione zostały na nich logiem Windows.

W XXI wieku Gates zrezygnował z przewodzenia korporacji na rzecz pracy w założonej w 2000 roku fundacji Bill & Melinda Gates Foundation, która zajmuje się zdrowiem, edukacją i walką z ubóstwem. Mimo to utożsamianie Gatesa ze złem wcielonym wcale się nie skończyło – działalność fundacji wspierającej m.in. amerykańską organizację Planed Parenthood nie podobała się środowiskom walczącym o odbieranie praw reprodukcyjnych.

Dziesięć lat temu miesięcznik „Nowa Fantastyka” opublikował wywiad z Orsonem Scottem Cardem, pisarzem s-f (i znanym homofobem, członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich):

Zastanówmy się nad przykładem Billa Gatesa, jednego z najbogatszych ludzi świata, który jest człowiekiem ze wszech miar złym. Zbudował sławę na odbieraniu pomysłów innym, sam niczego nie wynalazł, a uważany jest za wielkiego odkrywcę. Myślę, że płaci podatek przez to, że jego życie jest moralnie opustoszałe. Nawet jeżeli wydaje mu się, że odpowiada za te wszystkie wynalazki, na których zdobył majątek, to oznacza tylko, że żyje w świecie kłamstw. Moralna pustka, która w ten sposób powstaje, jest wynikiem wiary w to, że wszystko, czego się dokonało, stanowiło właściwy wybór. Nie wiem, czy tak jest w przypadku Billa Gatesa, ale jeśli tak, to czyni go bardzo tragiczną osobą.

Czy dziwi więc, że Bill Gates stał się jednym z bohaterów teorii spiskowych związanych z epidemią COVID-19?

 

NOWY NIEPORZĄDEK ŚWIATA

O tym, że za epidemię odpowiada Bill Gates, dowiedziałem się jedenaście dni po wprowadzeniu kwarantanny. Zamknięci w domach ludzie wymieniali się informacjami przez telefony i komunikatory – czy to przypadek, że odszedł z Microsoftu i zajął się medycyną? I jeszcze w 2015 straszył nadejściem epidemii? Skąd mógł to wiedzieć? Fabuła prosto z paranoicznej produkcji hollywoodzkiej, w której koncerny farmaceutyczne z lubością obsadzane są w charakterze strażaka-podpalacza. Opowiadał o tym np. Mission: Impossible II, w którym złole wymyślili sobie, żeby zarazić ludzkość śmiercionośnym wirusem, a następnie zbić majątek na sprzedaży antidotum.

Okładka nowej książki Grzegorza Brauna i Tomasza Sommera Nowa normalność nie przypomina plakatu filmowego, a raczej ilustrację z pulpowej postapokaliptycznej fantastyki. Fotomontaż: na tle rozgrzanych ogniem wieżowców autorzy wyglądają niczym z kolejnego tomu cyklu Metra. Żyjemy w czasach ostatecznych; poseł z ramienia Konfederacji Wolność i Niepodległość swoją walkę prowadzi nie tylko na sejmowej mównicy, ale i na Youtube, dołączając do licznych głosów „mówiących jak jest”. A jak jest, można dowiedzieć się właśnie z zapisów rozmów z Sommerem. Braun sięga po nieszczęsnego Gatesa, który jest tylko pionkiem w wielowiekowej konspiracji – zapowiedziana „cud szczepionka” ma być zrealizowaną koncepcją „Billa Gatesa, który wprost mówi, że sukces w walce z pandemią jest warunkowany przez, uwaga: powszechne »wyszczepienie« ludzkości. Tak to brzmi w języku polskim, ale i w języku angielskim. To jest język raczej hodowców bydła niż opiekunów, stróżów ludzkości […] jego ojciec zdaje się był bardzo zaangażowany w organizację Planned Parenthood […] To sięga korzeniami nieludzkich teorii, których inkubatorem był protestantyzm – trzeba to przypomnieć – maltuzjanizm, darwinizm. Tego wszystkiego nie byłoby bez rewolucji Lutra i rewolucji lóż masońskich w XVIII wieku. Na tym gruncie wyrośli i doszli do potęgi, do władzy, do rządu dusz, nie tylko dusz: rządu dusz i ciał – osobnicy w rodzaju Billa Gatesa.”

Kic, kic, kic, jak królik z Alicji… skaczą myśli Brauna po szachownicy;  od słowa do słowa, szczepionka, więc Gates, więc edukacja seksualna, więc eugenika, więc protestantyzm, maltuzjanizm, darwinizm, wreszcie Luter i masoni, uff, musimy zejść głębiej. Tekst obnaża tę gonitwę, bombardowanie hasłami – tak się robi memy, które mają się przykleić, czemu służą hipnotyzujące filmy na Youtube, zagraniczne produkcje opatrzone polskimi „żółtymi napisami” opowiadające o Nowym Porządku Świata.

Dlaczego Gates jest takim wdzięcznym bohaterem teorii spiskowych? Myślę, że odpowiedź można złożyć z przedstawionych puzzli – budzący skrajne emocje człowiek sukcesu, znany z twarzy i nazwiska (zwykle korporacje są nieludzkie); podejrzany o wrodzone zło; podejrzany, bo kto rzuca bycie miliarderem, żeby leczyć chore dzieci? To się nie mieści w głowie, na pewno ma w tym jakiś niewysłowiony interes. I jeszcze promuje szczepionki! Nic dziwnego, że stał się bohaterem polityków zbijających kapitał na sianiu strachu i zamętu; ruchy antyszczepionkowe, złożone z ludzi wkręconych w antynaukową narrację, są mimo wszystko kapitałem społecznym.

 

WYBIERZ WŁASNĄ TEORIĘ

Teorii spiskowych i fałszywych informacji dotyczących COVID-19 jest tyle, że mają własną stronę w Wikipedii. Od klasycznych antyszczepionkowców po technofobiczne łączenie zarazy z najnowszym wynalazkiem, którym tym razem jest telefonia 5G. Winni są Chińczycy, Żydzi albo Muzułmanie. Internetowe przeładowanie informacją nie jest w tym pomocne, nasze umysły się buntują, próbują wydostać się z chaosu, układając go w jakąś sensowną narrację. Nie wiadomo, gdzie kończą się żarty, a zaczyna paranoja – rozszyfrowanie COVID-19 jako „dziewiętnastego wirusa pochodzącego z Chin” przypomina stary wic w stylu „czy mogę obejrzeć Blade Runnera 2049, jeśli nie widziałem poprzednich 2048 części?”.

Rozmawiając o teoriach spiskowych, trzeba patrzeć na nie z dwóch stron – nadajnika i odbiornika. To, kto staje się ich klientem i subskrybentem, to jedno; komu zależy na ich rozpowszechnianiu, to inna sprawa. Nigdy nie znamy pacjenta zero – informacja trafia do nas zwykle od kogoś, kogo znamy i ufamy. Członka rodziny, przyjaciela.

Ciekawe, czy istnieje jakaś teoria spiskowa, która odpowiedziałaby na pytanie, kto za tym wszystkim stoi – kogo skrywają w mroku opowieści o chipach 5G wszczepianych pod skórę przez jaszczury przybyłe z kosmosu. Czasem, gdy jestem w metafizycznym nastroju, myślę o konspiracji memów – porcjach żywej informacji, których jedynym celem jest przeżycie; multiplikują się, zarażając ludzi. I zgodnie z zasadami darwinizmu – przetrwa najlepiej przystosowany mem. A czy jest lepszy czas do zarażania niż prawdziwa zaraza, gdy umysły nosicieli są przerażone, zmęczone i podatne?

Gdyby to było takie proste, wystarczyłaby „cud szczepionka”. Na przykład – rzetelna informacja, rzetelna edukacja. Złoczyńcami w naszej opowieści nie są jednak żywe memy, a aktorzy globalnego konfliktu wojen informacyjnych. Karierę zrobiło pojęcie fake newsa, czyli celowo nieprawdziwej wiadomości. Jej celem jest nie tylko sprzedanie pożytecznego dla nadawcy kłamstwa, ale zburzenie wiary odbiorców w istnienie prawdy – nabycie przekonania, że wszyscy kłamią („prawda jest jak okruch lodu”). Skąd wtedy mam wiedzieć, kto ma rację w wojnie informacyjnej między Chinami i USA? Nie ma prawdy, są tylko interesy: chęć zrzucenia z siebie odpowiedzialności za czyny i zaniechania.

Tak to wygląda wielka polityka, która odbija się potem echem na ulicach. Chociaż dawno okazało się, że zdjęcia młodej Chinki zajadającej zupę z nietoperzem nie mają nic wspólnego z odzwierzęcym pochodzeniem COVID-19, wciąż można spotkać poważnych i inteligentnych ludzi traktujących to jako prawdę. „Żart” przedwyborczy („Jeśli uważacie, że jedna osoba niewiele może zmienić, pomyślcie o tej kobiecie z Wuhan, która zjadła zupę z niedogotowanego nietoperza”), który wziął się z innego żartu („Efekt motyla – gdy w grudniu Chińczyk zjada niedogotowanego nietoperza, a w marcu muszę otwierać windę łokciem”). Efekt motyla: nieudolny polityk zrzuca odpowiedzialność na rząd Chin, a potem jakiś Azjata zostaje pobity na ulicy. Albo zostaje podpalony maszt 5G. Albo covido-sceptyczny obywatel idzie na imprezę, zaraża się i umiera. Teorie spiskowe to niestety coś więcej niż niegroźny folklor.

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!