Sen o Warszawie

widziałem stada dzikich krów pasących się przed urzędami miast
widziałem orły gniazdujące na iglicy Pałacu Kultury
widziałem watahy dzików ryjące skwery miejskie
słyszałem tętent koni zapamiętałych w galopie, co gnały Jerozolimskimi

widziałem Most Gdański, co przysiadł na Pradze i grzał swój grzbiet w letnim przesileniu
widziałem Powązki, co po śnie zimowym wygłodniałe szukały padliny
Mokotów gdzieś zniknął, acz, sądząc po odgłosach, spodobał się jakiejś innej dzielnicy
Elektrociepłownia Siekierki przyleciała właśnie z ciepłych krajów, podążywszy za kluczem bocianów

widziałem hipstery na bujnych polach soi, co rosną na Placu Zbawiciela,
próbowały zagonić ofiarę w róg, ale w konsekwencji krążyły tylko wokół ronda

widziałem rudobrode drwale, co w ciasno zbitych gromadach,
grzały się samczym ciepłem futer we flanelową kratę

widziałem majestatyczne urzędnice lecące na żer,
co kluczem sunęły nad Polem Mokotowskim,
bystrym okiem szukając dziury w całym

widziałem, jak płonie zoo – marzanna wiosny ludów nieludzko traktowanych,
co dopiero poznają, czym jest niepodległość, wolna miłość i dostęp do morza

widziałem zaspane posły, które pierwszy raz od stuleci nieśmiało wychynęły z gawry
– były zdumione, że świat może wyglądać inaczej

Kamil Błoch

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!