Wiersze

go home, polish

 

II.
jest ciemno i zbyt cicho. druga w nocy; czekam na sen. widzę wiecznie otwarty sklep, gdzie zawsze
mam czas poszukać paru pensów.
powiedziałeś, że mnie kochasz, ale gdzie jest moje kurewskie pięć funtów, słyszę. nie widzę. jeszcze
chwila i zasnę.

 

III.
kawałek dalej jest piekarnia
any change, mam gotową odpowiedź i tylko kartę. a może coś do jedzenia?
not now, mówię, znikam w sobie. po chwili spotykam mamę.

 

VI.
przekraczam granicę z id. dziś w nocy poczekam. w kolejce zauważam dziewczynkę. jej poważny
wyraz twarzy mówi mi, że na pewno już dużo wie. chcę powiedzieć jej matce, że ma naprawdę
piękną córkę, ale do bramki docieram szybciej niż moja odwaga.
czemu pani przyjechała, słyszę.
do rodziców, mówię i odwracam się. dziewczynki więcej nie widzę.

 

VII.
echo moich kroków, nocny autobus, wieżowce. światło nigdy nie gaśnie. jadę do domu, pod
stopami pusta butelka, która jako pierwsza przejedzie całą trasę. widzę smutnego faceta, nie chce
mi się rozmawiać, też jest mi niewygodnie. uśmiecham się, bo przeczytałam, że to może poprawić
dzień, szczególnie jeśli uśmiechnie się obcy. wysiadamy na tym samym przystanku, idziemy w
różne strony londynu. w ostatniej otwartej knajpie zamawiam burgera. facet wraca i widzę, że
wcale już nie jest taki smutny. a mi nadal nie chce się gadać.
chciałem się tylko przywitać, mówi.
so hello, odpowiadam i uciekam. chwilę później moja zapalniczka ginie w kolejnych obcych
dłoniach

 

X.
nie chce mi się gadać, ale lubię smutnych ludzi. ścisk w metrze zdaje się przeszkadzać tylko mi.
przede mną mężczyzna, wymięty i piękny. sztuczne światło metra sprawia, że z cienia jego rzęs
mogę czytać coś, co każe mi powiedzieć
everything’s gonna be alright, ale nie mówię, bo nie chce mi się gadać, a on ma słuchawki na
uszach. pewnie też nie chce. myślę, że to piękna chwila i że mogłabym zrobić zdjęcie, a potem
dostać w mordę. wysiadamy na tej samej stacji, obwód zamknięty. chwilę patrzę, patrzymy. nie
chce nam się gadać.

Martyna Buliżańska

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!