Osobliwe przygody osobliwych postaci

Bardzo ospale toczy się akcja najnowszej prozy rysowanej Macieja Sieńczyka. W tym rodzaju komiksu ilustracyjna hegemonia zostaje zastąpiona przez bigemonię – partnerską relację między tekstem a rysunkiem. W zasadzie układa się ona niemal symbiotycznie: tekst i rysunek współżyją w związku ze sobą, ale nie zawsze jest to związek ścisły i konieczny.

Tekst uprawia rozliczne narracje wmanewrowane przez szkatułkową metanarrację w tworzenie anegdotycznych wizji, których fantazyjność eksponuje groteskowe osobliwości (np. obcinanie co miesiąc jednego palca jako remedium na poczucie bezsensu). Przechodzenie z jednej opowiastki do drugiej odbywa się w łańcuchu asocjacyjnych aluzji (np. wyciśnięty krem na dłoniach jednego z bohaterów przywołuje obraz kropli potu na czole w postaci żywego tłuszczu). Treść wyraża swą halucynacyjność w sekwencjach sennego odrealnienia. Jeśli jakiejś narracji zdarzy się prowadzić dialog, dominuje w nim monologiczność. Subiektywizm pierwszoosobowych relacji uruchamia swoisty mechanizm wielokrotnych utożsamień. Oto autor jako narrator (1) opowiada o kimś (2), kto opowiada o sobie czytającym opowieść pt. Przygody na Bezludnej Wyspie, w której bohater (3) opowiada o sobie jako słuchającym opowieści kogoś (4), kto opowiada o kimś (5), który opowiada o sobie (6). Podstawową płaszczyznę powracającego utożsamienia stanowi opowieść głównego bohatera Przygód na Bezludnej Wyspie, bo właśnie ona wypowiada słowo ostatnie: „koniec”.

Narracyjność tekstu została tu przerysowana w podwójnym sensie: 1. Treściowo – rozleniwiony strumień opowieści sączy w różnych kierunkach nadmiarowe zdania, których staroświecki charakter parodiuje literackość powieściowego dyskursu. 2. Literalnie – zapis wielkimi wersalikami sprowadza proces czytania do lektury szkolnej czytanki. W efekcie narracja wprowadza tekst w stan bliski hipnozy, w którym częściowe wyłączenie świadomości prawdopodobieństwa wzmaga podatność na sugestywność opowieści. Jednak osobliwe przygody osobliwych postaci nigdy nie stają się koszmarami, ponieważ nie towarzyszy im zapis zaskoczenia ani przerażenia czy nawet zdziwienia. Ich niezwykłość jest kreowana przez ekscentryczność i kuriozalność, a nie makabrę czy grozę. Osobliwe przygody to nie dziwne przypadki, tylko raczej przypadki dziwactw.

Tę atmosferę dziwaczności wzmacniają rysunki poprzez zerwanie z regułami klasycznego komiksu. Najczęściej jeden rysunek wypełnia całą stronę lub dwa poziome rysunki dzielą ją na pół. Nie ma „okienkowych” rysunków, ich granice wyznacza barwa tła. Kolorystyka unika mocnych zasadniczych barw, bazując na odcieniach kilku powtarzających się kolorów (przeważają beżowości, zieloności, brązowości, szarości, niebieskości). I mimo że są to raczej ilustracje, nie podporządkowują się zasadzie ilustrowania tekstu. Często zastępują nie tylko narrację, ale też dialogi w dymkach, które i tak występują rzadko. Tak samo tekst narracji absorbuje repliki dialogowe w formie zależnej lub niezależnej mowy.

Rysunki imitują PRL-owskie tablice instruktażowe BHP. Skupiają się głównie na statycznych postaciach umieszczonych na tle często pozbawionym detali. Ich gesty i ruchy są bardzo ograniczone, a twarze w zasadzie pozbawione mimiki – właściwie to schematy twarzy. Ciała postaci charakteryzuje pokraczność: nieforemne, niezgrabne sylwetki, obłe, grubawe tułowia, pokurczone dłonie, nalane, pomarszczone, jakby starawe twarze, nawet dzieci. Ta manekinowość postaci sprawia, że stają się one marionetkami zdarzeń, które wydarzają tych niewydarzonych bohaterów.

Cel tej deformacji banalnej realności wydaje na łup niesmaczności kiczowe uwielbienie ładności. A wszystko po to, by wywołać „niewesoły uśmiech”, o którym opowiadają narratorzy i podmioty dziwacznych opowieści. Nie opieram się więc wrażeniu, że „niewesoły uśmiech” to istota właściwości komizmu Sieńczyka. Ten swoisty antykomiks ostentacyjnie prezentujący antykomizm przypadnie do gustu tym, którym znudziła się frenetyczna zgiełkliwość współczesnych historyjek obrazkowych.

Maciej Sieńczyk, Przygody na Bezludnej Wyspie, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2012.

Maria Cyranowicz

(1974) Poetka, krytyczka, pedagog, autorka pięciu tomików poetyckich. Sygnatariuszka Manifestu Neolingwistycznego. W 1999 roku otrzymała Nagrodę im. L. Frydego dla krytyka roku. Artykuły publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, Tekstach Drugich, Czasie Kultury, Bez Dogmatu, Fa-arcie, Twórczości, antologii Rodzinna Europa. Pięć minut później. Współredaktorka – wraz z Pawłem Koziołem – książki Gada !zabić? pa]n[tologia neolingwizmu oraz (z Joanną Mueller i Justyną Radczyńską) antologii poezji kobiet Solistki (obydwie pozycje wydane przez Staromiejski Dom Kultury). Doktoryzowała się w Zakładzie Literatury XX wieku na Wydziale Polonistyki UW. Obecnie w ramach Kursu Kreatywnego Pisania w Instytucie Badań Literackich PAN prowadzi zajęcia z pisania form dziennikarskich. Uczy języka polskiego w warszawskich gimnazjach i liceach.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!