Wiersze

***

proszę usiąść przy oknie
proszę przyjrzeć się bardzo dokładnie
jak ja stoję bezczelnie
na miejscu dla upośledzonych
bezbronnych bezdomnych bezrobotnych

obowiązkowa rezerwacja miejsc siedzących
tak to jest nowe
to ja poproszę przy łonie
albo głębiej byle nie przy wejściu
tylko nie w pani
i nie w pani koleżance
i tak żeby nie było widać twarzy
ale żeby dało się patrzeć
jak boli coraz bardziej

 

HUB

kroki albo
rytmiczne
rąbanie
drewna
najpierw szybko
potem coraz wolniej
jakby ktoś właśnie kończył
porządnie
rżnąć

zanim różnej wielkości plamki na przedramieniu i szyi
zamieniły się w zające wróble różne małe ptaki
i roślinożerne ssaki średniej wielkości
serce zrobiło sobie przerwę
wszystkie zwierzaki uleciały
a skóra zamieniła się w czerwoną plamę
na pamiątkę tego wydarzenia
cały dom pomalowaliśmy na czerwono
na zewnątrz i w środku

rozmowy o chorobach zajmują wszystkie ławki
i większość czasu na placu zabaw
(wiesz: przychodzi matka
dziecko idzie do piachu
a ona wykłada wszystko co jej jest
tak jakby to były leginsy
sprzedawane z polowego łóżka)

potem jedna drugiej trochę pożycza
masz weź włóż sobie po dotykaj
w tym samym czasie dzieci
kopią podłużne waginalne groby
mamo weź nie płacz
no weź się połóż
cesarstwo
za szklankę wody zamiast

 

Z KRÓLESTWA

trawa wciąż pachnie tanimi repelentami
po drugiej stronie drogi w bluszczu uwaga żmije
przepraszam zgubiliśmy czerwonego dinozaura
czy przypadkiem nie pożyczała go pani

patrz i ucz się słówek i nowych przeciwpancernych mocy
piach w oczy słońce w oczy fala uderzeniowa
na jutro przepowiedzieli 1000 stopni
schowaj się w kościele
tam zawsze tak chłodno

ubierz się tak żebyś mogła wejść
ale żeby cię nie spaliło po drodze
i się spryskaj
to cię nie dojadą z konfesjonału
weź jakieś drobne
i daj na ofiarę i się uspokój
jak zobaczysz gościa z koszykiem to mu wrzuć
wyobraź sobie że jesteś na wuefie
rób to samo co wszyscy
tylko nie idzie potem za panem do szatni

 

ŻYCIE WEWNĘTRZNE NIEZNANYCH PODGATUNKÓW

wgłębienie w ziemi wypełni się światłem
będę nasłuchiwać jak słońce pęka z trzaskiem
zarosnę bluszczem wokół kości
owiną się liście tak gęste
że nie zmieszczę się w skórze jak wąż
zrzucę z siebie wybuchnę
garścią ziaren które jak szrapnel
wbiją się w ziemię i wyrosną osty
ostre jak sfora dzikich psów
jak nienawiść najczystsza
najojczystsza tak że oślepi biel
mankietów podwijanych do bójki
pod mordownią za cmentarzem
w niebieskich dwudźwiękach będę śpiewać
imiona bohaterów poległych pośród bagien

Luiza Andrade

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!