Wiersze

Z cyklu „Wyrwane”

 

Hey You

You talkin’ to me, girl? Jest niedziela, bezskorupny ślimak wlecze się drogą, oto opis niedzieli. Znam siebie dość długo, zrozumiałam to dziś przed lustrem. Powinnam od siebie odpocząć, rozczłonkować się jakoś, rozwarstwić.

 

Tak z głowy pani te wiersze

– Tak z głowy pani te wiersze bierze?
Z dupy, myślę.
– Z głowy. Z głowy raczej.

 

Z cyklu: „Wyrwane oderwane”

Not Found

Olga lubi absurd. Przeczytaj sobie Czekając na Godota, właśnie dlatego tak ubóstwiam Odyseję kosmiczną, pisze mi na fejsie.
Chodź po słońcu, mówią jedni drugim. No, idę, i co?

 

Pudełko dekorowane motywem

Czym jest dla pana wszechświat, pyta wszechświat. Kiedyś umiałam narysować Boga, teraz nawet pustki bym nie narysowała.
Dzieci oddają paniom białe kartki i mówią, że krajobraz pokryty jest śniegiem. Obecnie krajobraz pokryty jest słońcem. Boli, boli, ropieje.

 

Niedojście

Świeczka Pauliny pali się z dwóch stron, to jest dobra metafora wszystkiego: życia, śmierci, miłości, samotności i tym podobnych.
Moja bluza głosi: „Jesus loves woolfs”. Dobrze, że chociaż je kocha, ten Dżizus. Marzę, by pójść do schroniska i wybawić wszystkie koty i kilka psów z nieszczęścia (ale najpierw to się sama wybaw, kobieto).
Słońce zachodzi, ale nie po to, żeby zajść.

 

Z cyklu: „otrzymane/oddane”

 

otrzymane

1
co dostałeś z wiersza, pyta jeden
chłopiec drugiego

możliwe pytania: co ja
dostałam z wiersza? dostałam cokolwiek?

co dostanę z ciebie, wierszu?

2
postawy człowieka
wobec cierpienia, dostałam z tego trzy, mówi
dziewczyna obok

postawy człowieka wobec cierpienia: skamienienia,
odejścia (co za to dostanę, co dostanę z tego?)

 

na dzieci się nie krzyczy, dzieciom się śpiewa piosenki

choć mogłabym cię
zgnieść jak żuczka, myślę sobie lasem, lub chociaż
zremisować, odsyłam ci
to moje przepraszam

(nie do wzięcia, nie do rozczytania)

 

kobiece miejsca

która z was potrafi umierać na niby?

wypadają z kartotek zdjęcia cudzych płodów
cudze płody z własnych kartotek
cudze płody z własnych nieszczelności

zdjęcia płodów jak zdjęcia galaktyk

(co mi wypadnie, czyje?)

 

Credo, kolego

Jawki, zajawki, a dokąd to, kolego? Do miejsca zamierzenia zmierzam, kolego.
Pisać podobno można tylko krwią, a co, jeśli nie ma we mnie żadnej krwi, jeśli w moich żyłach płynie coś między sprajtem a fantą, między colą a tanią podróbą z Lidla, między szejkiem z maka a kretem do rur?
It’s your choice, it’s your decision. Just do it, let it be and go on. Kiedyś mówiły do nas krzewy gorejące, potem goreliśmy sami, goreliśmy na obraz i na podobieństwo, a teraz co? Teraz wskakujemy na główkę do chłodnych basenów i okej jest? Okej.

 

Na początku było słowo

– Jakie słowo?
– Whatever, bitch. Whatever.

 

Credo sierpniowe

Wierzyłam niegdyś, że Maryja uwalnia się z adwentowej świecy i krąży w stanie lotnym nad ołtarzem. A teraz? Teraz jest lato, środek sierpnia, środek wszechświata.
Otworzyły mi się oczy już dawno. Teraz przymykam je, zamykam.

 

oddane

(to się nie mieści w wierszu)
(w wierszu mieści się wszystko)

czarna dziura wiersza (oddaję ci to, nie chcę)

Lidia Karbowska

(1995) Studiuje filozofię na UAM w Poznaniu. Pisze wiersze, prózki poetyckie, dramaty. Laureatka konkursów, m.in. OKL im. S. Grochowiaka (2016; II nagroda w kat. proza), OKP im. D. Maliszewskiego (2018; I nagroda).

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!