Podmiot bez istnienia

Krzysztof Siwczyk, rzucając się w przestrzeń nowej książki, której nadał tytuł Koncentrat, a która została wydana nakładem WBPiCAK, nie pozwolił zapanować podmiotowi swoich wierszy nad czasoprzestrzenią świata przedstawionego. To jest jedna z pierwszych myśli, która mną targnęła. Postaci, zjawy, widma i cienie skutecznie zastępują człowieka, jako kogoś najbliższego ludzkiej wyobraźni. Zostaje przestrzeń Terezjasza. Skonwencjonalizowane Piekło.

Sama przestrzeń, o bogatym wschodnim sztafażu, zmienia się. Siwczykowska okcydentalność ustępuje miejsca wschodnim widokom, misternie wplecionym w pełen paradoksów i aporii język autora Dzikich dzieci. Przestrzeń po raz kolejny przejmuje język, zawłada nim, wkręca w swoje nienormatywne wiry. Podmiot tu nie obserwuje świata, to świat obserwuje podmiot; można rzec: świat jest podmiotem. Wystarczy rzucić okiem na pierwszy wiersz w tomie:

Tu spoczywa królestwo tego świata.
Wzrasta naciek drzew, zawłaszcza obóz,
Za którym dogasa słońce, plewy i
Wszystko to widzi nas.
Najwyraźniej.

Już nie ma podmiotu aktywnego; jest podmiot bierny – jeśli mamy się trzymać kategorii podmiotu. i/ Wszystko to widzi nas jest przerażającą opcją poddania się przestrzeni; jakby u podstaw myślenia gliwickiego poety jął jawić się wschodni punkt widzenia (czy nie jest to efektem podróży Siwczyka do Kambodży, Laosu, Chin? Pytanie retoryczne?). Jaźń staje się przybornikiem. W drugim wierszu tomu mamy taki fragment: Postać nanizana na oślep (Charakterystyka postaci). Cały wiersz pokazuje nam jakby punkt zero przestrzeni poezji. Nanizana postać, a więc nie ta, która przyszła, nie ta, która działała, ale którą jakby targnęło przeznaczenie (jem ją!) i rzuciło w inną kulturowo przestrzeń, rzuciło gdziekolwiek. Tu „podmiot” (od tej pory „podmiot” jako wola, jaźń, człowiek, cokolwiek ludzkiego, a podmiot jako przestrzeń) stara się percypować:

Palenisko całkiem głośnych kości,
Ryżowe pole, papier czerpany wprost
Ze źródła doświadczenia bez udziału
Podmiotu i przedmiotu jego refleksji.

Utwardzona droga przez równinę
Przecina las, w którym nie znajdzie niczego
Poza piłowaniem cykad i prochem,
Z jakiego nie powstała, nie zaszła taka potrzeba.

Kolonia sadzawek, dom na palach,
Okap chroniący miejsce do życia.
Droga, która nie prowadzi donikąd.
Stamtąd przyświeca jej cel.

Tu możemy mówić o pewnym nasileniu przemian w myśleniu autora: (…) czerpany wprost/ Ze źródła doświadczenia bez udziału/ Podmiotu i przedmiotu jego refleksji. Tu można domyślać się wpływu myślenia buddyjskiego, jeśli nie w przypadku praktyki, to bardziej w przypadku dopływu źródeł tego typu myślenia o świecie. Droga, która nie prowadzi donikąd. Siwczykowsko brzmiałoby tak: Droga, która prowadzi donikąd. Więc jest zmiana, która, wydawałoby się, niesie nikłą pociechę. Nie, pociechą jest tylko sztafaż, zmiana dekoracji, udekorowania świata przedstawionego. Pociecha jako zmiana?

Dużą rolę odgrywa zmultiplikowana przez wielość punktów widzenia przestrzeń. Wszystko to widzi nas i Stamtąd przyświeca jej cel – to propozycja odwrócenia antropocentrycznego widzenia świata u poety; wydaje się, że Siwczyk chce powiedzieć ustami podmiotu i „podmiotu”: widzę/ widzi, i nie jest to zagadnienie entropii, ale bardziej efekt przenikania się przestrzeni, wymiany jaźni (jaźń przestrzeni? przestrzeniojaźń?). Sam początek daje nam wskazówki, jak zniknąć. Gdy to połączyć z ciągłymi próbami ewokacji nicości, otrzymujemy ontologiczny Koktajl Mołotowa.

W trzecim wierszu poeta rzuca takie zdanie:

Co się wydaje, nie ma najmniejszego znaczenia, co się myśli w godzinie zamętu, okazuje się.

Perspektywa języka, jako wehikułu mającego nieść sensy, zostaje zawieszona, bo zawieszeniu ulega percepcja. Zostaje myśl, nawet nie język.

Język jednak jest tu rozwibrowany; niby wydaje się, że wschód zrównoważy żywioł słownictwa i strukturę tropów generowanych przez autora Danych dni, ale na próżno. Świat przedstawiony staje się powiernikiem części świadomości kreującego teksty. Świat przedstawiony, wyłaniający się z nędzy, powiedzmy, że nie do końca mieszkańców Dalekiego Wschodu, odpowiada doskonale nędzy i beznadziejności bytu, jaka prześladuje Siwczyka w jego spuściźnie filozoficznej. Buddyzm doskonale kładzie cienie na tego typu mentalności. Jeszcze raz: nie chodzi o wpływ buddyzmu na Siwczyka, ale o odpryski tegoż, które się wyłaniają z tekstów. Bardziej może chodzi o konwersje/ę w sferze wanitatywności, marnienia. Tu znowu gnicie (Wioska wodna):

Nie ma to jednak większego wpływu na czas,
Jaki pozostał nam: nawóz, błoto, pamięć.

Jeśli chodzi o bogactwo tropów, kryjących w sobie aporię czy paradoksik, nie konstrukcje logiczne, ale czyste tropy (owszem, jako konstrukcje logiczne też, ale poza syntaksem)(czyste topy)(topy tropów), to prawdziwy szaleńczy cyrk zaczyna się w poematach: w części drugiej tomu i części trzeciej (Neutrum i Dzień w pleromie (co miałoby być tym boskim bytem?)). Poematy Neutrum, Ochryd, Tabu z demobilu rozwijają się w twarde monologi, by implodować z hukiem przy końcu, by zapaść się w nic i ość jak w Tabu z demobilu:

To ty widmo, nareszcie, z siebie nie mam
Nic.

W związku z tym przypomina mi się bywszaja praktyka Siwczyka, gdy to o podmiocie mówił z perspektywy trzeciej osoby. Teraz to wszystko przesuwa się w totalną negację podmiotu („podmiot”). Jak się uchroni język? Mowa?

W ostatnim wierszu autor neguje nawet samo sugerowane królestwo z początku tomu, przestrzeń (Przy murze):

Dlatego mówimy wyłącznie o praktyce,
o życiu tylko i wyłącznie,
kiedy nie ma najmniejszego nawet królestwa.

Wszystko to mit. I nic mitu.

Krzysztof Siwczyk, Koncentrat, WBPiCAK, Poznań 2010.

Robert Ryba Rybicki

(1976) Poeta, recenzent, happener. Studiował prawo i filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Autor sześciu książek poetyckich (najnowsza – masakra kalaczakra: WBPiCAK, Poznań 2011). Były redaktor Pisma Artystycznego Plama w Rybniku i tygodnika Nowy Czas w Londynie. Prowadzi Wesoły Klub Literacki w Kluboksięgarni "Głośna" w Poznaniu, współredaguje wydawnictwa Wielkopolskiej Biblioteki Poezji. Mieszka w Poznaniu, wcześniej – w Rybniku.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!