Komu potrzebna jest rewolucja?

Jak szerokie może być polskie grono czytelniczej publiczności zaznajomionej z dorobkiem bell hooks i w czyje ręce ma szanse trafić wydana właśnie nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum? Czyż nie zakrawa na pewien paradoks, że ta – napisana z intencją uprzystępnienia, a zarazem umasowienia idei feministycznych – książka z największą dozą prawdopodobieństwa przekona właśnie już przekonanych?

Podobne wątpliwości można by mnożyć, co więcej, sądzę, że warto się nimi podzielić, by rozpoznać faktyczną, filozoficzną i polityczną, aktualność klasycznej już propozycji owej sztandarowej przedstawicielki (ur. 1962) – słabo w naszym kontekście przyswojonego – czarnego feminizmu spod znaku marksizmu i myśli radykalnej. Wspomniana pozycja, bodaj najistotniejsza, a przynajmniej najlepiej rozpowszechniona, ukazuje się u nas z trzydziestoletnim opóźnieniem. Pojawia się zatem w niewielkim odstępie czasowym od dwu innych publikacji, które swego czasu przekształciły (nie tylko amerykańską) filozofię feministyczną, pozostając dla niej po dziś dzień ważnym, choć najczęściej polemicznym punktem odniesienia: mam na myśli inicjującą tzw. drugą falę Mistykę kobiecości Betty Friedan[i] oraz Chodźcie z nami! Psychologię i opór Carol Gilligan[ii], wprowadzającą płciowo nacechowaną koncepcję etyki troski. Kontekst ten wydaje się szczególnie istotny, pozwala bowiem dostrzec zasadniczą odmienność tekstu hooks. O ile rozpoznania Friedan zdążyły się już zestarzeć (choć głównym zarzutem pod ich adresem pozostaje ograniczoność przyjętej przez autorkę perspektywy), a Gilligan zostały poddane miażdżącej krytyce, o tyle, sądzę, diagnozy zawarte w Teorii feministycznej. Od marginesu do centrum zachowują pod wieloma względami relewantność.

Otóż ostrość spojrzenia zawdzięczają one swojej podwójnej pograniczności. Z jednej strony chodzi o podmiotowe usytuowanie samej hooks – marginalność związaną z przynależnością do dyskryminowanej grupy etnicznej, z drugiej zaś o przełomowy moment powstania manifestu. Dobrane przeze mnie słowo „pograniczność” nie jest przypadkowe, gdyż – jak we wstępie wyjaśnia tłumaczka Ewa Majewska – książka ma charakter nie tylko popularyzatorski, ale i popularny. W istocie, styl, którym została napisana, zbliża się do poetyki manifestu i zarazem (zachodzi w tym punkcie pewna wewnętrzna sprzeczność) dopuszcza do głosu szereg wyrażeń o charakterze uogólnień. Cechę tę można by nawet uznać za pewien mankament wywodu: na poziomie retorycznym w wielu miejscach działa on wbrew temu, co głosi. Wskazanie na ten aspekt ma charakter celowy; zapalonych czytelników analiz przeprowadzanych przez chociażby Judith Butler należałoby mimo wszystko uprzedzić: nie znajdą oni w tej rozprawie ani subtelnych meandrów myśli, ani ciężaru pojęciowego, do którego prawdopodobnie przywykli. Niemniej jednak o podobnym wyborze zdecydować musiały względy merytoryczne: hooks – akademiczka, badaczka literatury oraz kultury popularnej – przyznaje temu typowi pisarstwa określone funkcje strategiczne i z tego zadania się wywiązuje.

O nowatorstwie jej propozycji przesądzać miały odwaga w stawianiu kluczowych kwestii na ostrzu noża a także szerokość przyjętej perspektywy. Tym bardziej, że jawi się ona jako rodzaj podsumowania i rozliczenia błędów, tj. pominięć oraz wykluczeń typowych dla drugiej fali, a równocześnie nakreśla kierunek zmian, które wyznaczają trzeciofalowość rozumianą właśnie jako wydobycie i pogłębienie wcześniej niesformułowanych lub niewybrzmiałych postulatów, nie zaś jako postfeminizm[iii]. Dodajmy, że tekst powstał w połowie lat 80., kiedy to – w okolicznościach konserwatywnego regresu politycznego i na tle entuzjastycznej, eksperymentalnej, lecz szybko puszczonej w niepamięć poprzedniej dekady – należało podjąć się zadania przeformułowania najistotniejszych dla feminizmu założeń i taktyk walki.

Jednym z osiągnięć hooks zasługujących, w mojej ocenie, na szczególne podkreślenie okazuje się być owa konstytutywna otwartość i wyczulenie na mnogość podmiotowych usytuowań oraz różnorodność jednostkowych doświadczeń. Jeśli słowo „radykalizm” może niektórym kojarzyć się z pozycją mniejszościową, ale zarazem w jakiś sposób elitarną, to warto odnotować, że radykalizm feminizmu hooks polega również – lub może przede wszystkim – na zgoła niepopularnej i nie tak często spotykanej inkluzywności. W miejsce hipostazowanej nierzadko różnicy autorka proponuje rozpoznanie szeregu klasowo-etniczno-rasowo-genderowych różnic szczegółowych. Staje się dzięki temu orędowniczką stawiania diagnoz społecznych opartych na intersekcjonalnym, tj. kapitalistyczno-patriarchalno-rasistowsko-heteroseksistowskim wymiarze badanych przez siebie opresyjnych praktyk, zachęcając również do międzykulturowego dialogu oraz nieustającej rewizji własnej ideologii: ,,Sprzeciwiamy się hegemonicznej dominacji myśli feministycznej zwracając uwagę na to, że jest ona teorią w procesie tworzenia, że musimy krytykować, kwestionować, reewaluować i badać nowe możliwości”[iv] – stwierdza.

Powróćmy jednak do ewentualnych zastrzeżeń nasuwających się wobec tej publikacji: w jaki sposób rozpoznać adekwatność myśli hooks w polskim kontekście, skoro grozi nam w tym wypadku (tj. nieprzekładalności doświadczeń konkretnej grupy etnicznej) ryzyko sporego nadużycia, i czy kategoryczność niektórych sądów – choćby tych o nieredukowalnie marginalnej pozycji związanej z tymże doświadczeniem (zarzuty pod adresem białych, liberalnych feministek z klasy średniej zabiegających o utrzymanie swoich przywilejów można by dziś odnieść również do przedstawicielek innych grup etnicznych, które przynależą już do wspomnianej klasy) – nie straciła miejscami na aktualności?

Proponuję przyjrzeć się teorii hooks pod kątem pierwszego zagadnienia, gdyż, jak jestem skłonna sądzić, ma ona sporo ciekawego do powiedzenia również na temat współczesnego liberalnego dyskursu feministycznego w naszym kraju i sytuacji socjo-polityczno-kulturowej, w jakiej się znajdujemy. W dwunastu rozdziałach poświęconych odpowiednio: sytuacji czarnych kobiet, ruchu feministycznego, jego znaczenia, polityki solidarności między kobietami, roli mężczyzn w prowadzonej walce, dwóm koncepcjom władzy, pracy, edukacji, przeciwdziałaniu przemocy, rodzicielstwu, seksualności oraz taktykom rewolucyjnym – hooks podejmuje się zadania szczegółowego i przekonującego przedstawienia swoich poglądów. Poniższe refleksje nie wyczerpują zatem zawartego w książce potencjału, nie zdają również relacji z całokształtu treści, stanowią natomiast subiektywny przegląd spostrzeżeń i postulatów, które w szczególny sposób przykuły moją uwagę.

Na początku hooks dokonuje niezbędnego, w jej przekonaniu, rozróżnienia na opresję, którą zrównuje z brakiem możliwości wyboru, oraz pozostałe aspekty dominacji, takie jak dyskryminacja czy wyzysk. Nawołuje tym samym do zerwania z fałszywym konsensusem opartym na błędnym założeniu wspólnoty identycznych cierpień i równego stopnia wykluczenia wszystkich kobiet. Spostrzeżenie to prowadzi pośrednio do jednej z najistotniejszych tez postawionych w Teorii feminizmu. Od marginesu do centrum, zgodnie z którą: ,,Brak nacisku na problem dominacji jest zbieżny z przekonaniem liberalnych feministek odnośnie tego, że kobiety mogą osiągnąć równość z mężczyznami ze swojej klasy społecznej bez podważania i zmiany kulturowych podstaw zbiorowej opresji”[v]. Daleka od podzielania przekonań mieszczańsko-konserwatywnych liberałek, kładących nacisk na znaczenie reform szczegółowych, hooks pyta przede wszystkim o warunki możliwości zaistnienia sprawiedliwszej organizacji społeczeństwa i nawołuje do rewolucji, która zniosłaby równocześnie wszelkie formy ucisku: ,,Skoro wszystkie formy opresji są w naszym społeczeństwie ze sobą powiązane, ponieważ wspierają je podobne instytucje i struktury społeczne, jednego systemu nie można zlikwidować tak, by reszta pozostała nietknięta”[vi] – podkreśla.

W tym kontekście dobitnie ujawnia się podstawowa rozbieżność między koncepcją hooks a diagnozą sformułowaną w latach 60. przez Friedan, mówiącą o psychicznym cierpieniu równym materialnej deprywacji oraz hierarchii opresji wskazującej na seksizm jako pierwszorzędne źródło cierpień. Ten ostatni jest co prawda doświadczany już na poziomie rodziny, przyznaje hooks, jednak fakt ten nie przesądza o jego bezwzględnym prymacie, zaś zwielokrotnienie czynników dyskryminacji lub wręcz opresji musi powodować zwiększone poczucie wykluczenia i odmienną perspektywę. Jednostka nie dzieli bowiem identycznych, a zatem dających się sprowadzić do wspólnego mianownika, doświadczeń choćby z grupą etniczną, do której przynależy. Na kształt jej faktycznej sytuacji każdorazowo wywiera również wpływ szereg rozróżnień związanych z m.in. pochodzeniem klasowym, wiekiem, stanem zdrowia, orientacją seksualną czy samym odcieniem skóry.

Dlatego właśnie tak istotną wydaje się konieczność podkreślenia roli feministycznych przekonań i podejmowanych przedsięwzięć jako zaangażowania politycznego, tak aby działalność na jednym polu – przeciwdziałanie patriarchatowi – współgrać mogła z komplementarnymi wobec niej wyborami, na przykład walką z rasizmem lub homofobią. W tym miejscu hooks występuje z niezwykle ciekawą i, jak twierdzę, wartą przemyślenia propozycją, która zasługuje na szersze przytoczenie:

Zrównanie feministycznej walki z życiem w kontrkulturowym, kobiecym świecie stworzyło bariery, które odcięły od tego ruchu większość kobiet. […] Żeby podkreślić rolę zaangażowania w feministyczną walkę rozumianą jako zaangażowanie polityczne, mogłybyśmy starać się nie używać sformułowania ,,jestem feministką” (struktura językowa, która ma odsyłać do jakiegoś indywidualnego aspektu tożsamości i samookreślenia) i zamiast tego stwierdzić ,,popieram feminizm”. Ponieważ do tej pory przywiązywano nadmierną wagę do feminizmu jako tożsamości i stylu życia, ludzie zwykle sięgają do stereotypów na jego temat.[vii]

Według hooks, nie chodzi wcale o błahy problem natury lingwistycznej (jak wiemy, dobór słów miewa poważne, performatywne skutki), lecz o szerszą koncepcję tego, czym stał się oraz jaki ma być feminizm i kogo może do siebie przyciągnąć, a zarazem o zerwanie z redukcjonistycznym ujmowaniem go w kategorie alternatywnego stylu życia (zwłaszcza, że akurat ten aspekt okazał się niezwykle podatny na komercjalizację i urynkowione przechwycenie[viii]). Polityka tożsamości może zaprowadzić nas na manowce, ostrzega autorka, ponieważ to, co z etnocentrycznej perspektywy pochopnie uznane zostało za szkodliwe, na przykład rodzina lub formuła partnerstwa związana z wyborem seksualnej wyłączności, dla innej grupy stanowi podstawę, tak potrzebnej w czasach ideologicznego indywidualizmu, solidarności. Autorka argumentuje na rzecz poszanowania różnic oraz odmienności, jak również uwzględniania ich w taktyce feminizmu, który powinien stać się ruchem wielogłosowym i zachęcającym do współdziałania. Także w odniesieniu do idei emancypacyjnej roli seksu nie podziela hooks obiegowych opinii: twierdzi bowiem, że – bliskie chwilami fetyszyzacji – przecenianie jego znaczenia świadczy raczej o uwikłaniu w niegdysiejsze schematy czy oczekiwania. Równocześnie, po raz kolejny wyrażając opinię sprzeczną ze sztywnymi podziałami, odnotowuje obserwację spokrewnioną ze współczesną krytyczną teorią queer: ,,Pożądanie seksualne posiada wiele różnych wymiarów i rzadko jest tak wykluczające, jak sugerowałyby normy”[ix].

Na uwypuklenie zasługuje jeszcze jeden wątek zaprezentowany w Teorii feminizmu. Od marginesu do centrum, który, tym razem, odcina się od tez promowanych przez Gilligan, a mianowicie genderowo (choć płeć rozumiano tu na modłę esencjalistyczną) zdeterminowanego stylu uprawiana władzy. Hooks rozprawia się z – przywoływanym w ponoć słusznej intencji – mitem ,,różnicy seksualnej” i demaskuje w nim element dominującego dyskursu: ,,Choć ze względu na płeć kobietom przypisano inne role w społeczeństwie niż mężczyznom, nie uczy się ich innego systemu wartości. […] Gdyby kobiety miały władzę, społeczeństwo nie zostałoby zorganizowane inaczej niż teraz”[x]. Wbrew temu, co twierdzą także polskie liberalne feministki, ani szerszy dostęp do władzy opartej na zasadzie hierarchicznej dominacji, ani zwiększenie mobilności klasowej określonej grypy nie znoszą przecież opartego na wyzysku systemu. Potrzeba zatem, jak komentuje hooks, odwagi i determinacji, aby zmierzyć się z jego założeniami oraz zaproponować odmienne rozwiązania dla istniejących problemów.

Podkreślmy wszak, że autorka nie deprecjonuje znaczenia polityki grupowego czy też podmiotowego empowermentu, wręcz przeciwnie – tak jak we współczesnym polskim dyskursie akademickim czyni to m.in. Ewa Domańska w ramach projektu humanistyki afirmatywnej, akcentuje kluczową rolę siły pozytywnej (podobnej do koncepcji sprawczości), która pozostaje udziałem nawet podporządkowanych: ,,Kobiety, którym zależało na rewolucyjnej zmianie, szybko uznały egzekwowanie władzy za złe, nie odróżniając władzy jako dominacji i kontroli nad innymi od władzy, która jest kreatywna i pozytywna”[xi]. Tymczasem ten drugi rodzaj władzy okazuje się fundamentalny dla poczucia oraz praktyki solidarności, która nie byłaby jedynie wsparciem – jak to miało miejsce w wypadku wiktymizacji i stereotypizacji przedstawicieli/lek mniejszościowych grup, poddanych swego czasu represji także w obrębie samego ruchu feministycznego – lecz właśnie zachętą do rozpoznawania polityczno-kreatywno-subwersywnego potencjału, którym dysponuje się nawet w niesprzyjających okolicznościach (w tym kontekście mowa jest choćby o niepokornych taktykach konsumenckich).

Nie tylko zatem w kwestii zmiany paradygmatu myślenia o władzy książka hooks zdaje się antycypować i trafnie ujmować ważne, zwłaszcza z dzisiejszego punktu widzenia, przeobrażenia zachodzące zarówno w feminizmie, jaki i komplementarnych wobec niego praktykach aktywizmu. To prawda, że wiele z wyrażonych przez autorkę trzydzieści lat temu uwag krytycznych zostało w międzyczasie uwzględnionych, przekształceniu uległa w znacznej mierze wewnętrzna organizacja ruchu, jednak niektóre z postulatów przypominają nam o nieustającej potrzebie zmian. Trudno byłoby zatem nie zauważyć, że wspomniane przeze mnie fałszywe przekonania, które kolejno obala hooks, z powodzeniem funkcjonują w głównonurtowym dyskursie feministycznym, zaś jedna z najważniejszych postawionych przez nią tez ­– o konieczności rewolucyjnego przekształcenia systemu – uległa marginalizacji.

bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum, przeł. Ewa Majewska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013

[i] Zob. Betty Friedan, Mistyka kobiecości, przeł. A. Grzybek, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012.
[ii] Zob. Carol Gilligan, Chodźcie z nami! Psychologia i opór, przeł. S. Kowalski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
[iii] Zob. Third Wave Feminism. A Critical Exploration, ed. Stacy Gillis, Gillian Howie, Rebecca Munford, Palgrave Macmillan, New York 2007, Interrogating postfeminism. Gender and the Politics of Popular Culture, Yvonne Taster, Diane Negra, Durham-London 2007.
[iv] Zob. bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum., przeł. E. Majewska,Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013, s. 40.
[v] Tamże, s. 53.
[vi] Tamże, s. 72.
[vii] Tamże , s. 61 i 64.
[viii] Zob. Premiers matériaux pour une théorie de la Jeune-Fille, ,,TIQQUN’’1999, nr 1.
[ix] hooks, Teoria feministyczna… , s. 220.
[x] Tamże, s. 134.
[xi] Tamże, s. 132.

Clara Zgoła

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!