Moja wagina

Ilustracje: Beata Sosnowska

W listopadzie 2019 roku 27-letnia rosyjska artystka i aktywistka Julia Cwietkowa została aresztowana za ciałopozytywne rysunki zamieszczane na feministycznym portalu „Monologi waginy” oraz serię rysunków przedstawiających tęczowe rodziny. Oficjalnie przedstawiono jej zarzuty „szerzenia pornografii w Internecie” oraz „propagandy nietradycyjnych stosunków”, za co grozi sześć lat kolonii karnej. Dorzucane są kolejne zarzuty, a najbliższe przesłuchanie ma się odbyć już 10 lipca br.

Pod koniec czerwca rosyjska poetka Galina Rymbu napisała poemat poświęcony Julii Cwietkowej Moja wagina, który został od razu przetłumaczony na kilka języków i wykorzystany w akcjach wspierających artystkę. My też dołączamy do tej akcji, publikując polską wersję w przekładzie Anety Kamińskiej i zachęcając do śledzenia wiadomości dotyczących procesu Julii Cwietkowej oraz podpisywania petycji na stronie: https://www.freetsvet.net/

#FreeJuliaTsvetkova
#СвободуЮлииЦветковой

Galina Rymbu

Moja wagina

17 maja 2013 roku do muzyki zespołu „Zmysłowe halucynacje”
z mojej waginy wyszedł syn,
a za nim – łożysko, które położna trzymała jak rzeźnik –
ważąc na dłoni. Lekarz położył mi syna na piersi
(wtedy jeszcze nie znałam imienia syna)
i powiedział: pani syn. I syn od razu obsikał mi piersi i brzuch,
a świat stał się obolałą waginą, synem, jego gorącą strużką,
jego mokrą ciepłą głową, moim pustym
brzuchem.

Potem moją waginę zaszyto
i zmieniła kształt. Stała się wąską i skurczoną
wagina-celą, wagina-raną. Miałam wtedy na sobie
białe pończochy uciskowe – całe we krwi,
tani czerwony szlafrok, kupiony w chińskim sklepiku,
a na nim – dwie kobiety podtrzymujące korony drzew
i zwierzęta podtrzymujące kobiety.

Bez majtek, bez wsparcia, z potarganymi włosami
szłam po operacji słonecznym korytarzem porodówki,
żeby zabrać syna. Wzięłam go na ręce i pomyślałam:
jego palce podobne są do maleńkich żelowych dżdżownic.

*
Teraz moja wagina to norka
dla twojego brązowego zwierzątka z dużą czerwoną główką,
do której czasem się prześlizguje, żeby nabrać sił. To jamka
dla twojego czułego języka, dla twoich cienkich silnych palców, podobnych do
przyborów piśmienniczych
z ubiegłego wieku.

Moja wagina zaciska się teraz, obok niej, ciut wyżej – nabrzmiewa łechtaczka,
przypominająca koralik, zawinięty w delikatny
pofałdowany kapturek, który czasem można zdjąć
pod ślepym deszczem lekkich dotknięć.
Ty umiesz… Ostrożnie…

*
Kiedy miałam 13 lat, próbowałam wepchnąć tam ogórek
z działki: chciałam zrozumieć, czym jest seks.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to nie tylko
penetracja. Często oglądałam łechtaczkę w maleńkim
rozbitym lusterku, którego tata używał do golenia.
Byłam suchym drzewem, które płonęło
z każdym dniem coraz silniej.

*
Żyłam w świecie lektur szkolnych, w którym wszystko ogląda się tylko męskimi
oczami, w świecie dzielnicowych rozrób i bram nabitych spoconymi
wyrostkami w czarnych kurtkach i obdartych butach.
Lubiłam siedzieć w kucki, lubiłam
opięte dżinsy, ściskające łechtaczkę
i wargi większe.

*
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że moja wagina to sprawa wszystkich:
państwa, rodziców, ginekologów, nieznajomych mężczyzn,
prawosławnych batiuszków, mających pagony pod riasą,
a na riasie – kobiecą krew,
pracodawców, „antyekstremistów”, żołnierzy, nazioli, służb imigracyjnych,
banków, konserwatywnych krytyków „rozpustnego stylu życia”,
patriotycznych działaczy kultury, używających tradycyjnych wartości
do koniaczku.

*
Z mojej waginy raz w miesiącu płynie krew
i wtedy mój ukochany idzie do sklepu po podpaski
(odpowiadają mi cienkie, o zapachu rumianku).
Czasem krew wychodzi skrzepami, podobnymi
do okrągłych hełmów maleńkich astronautów.
Mój menstruacyjny kosmos w miniaturze: planeta macicy,
komety jajników, droga mleczna obrzękłej wulwy.
Czasem krew leje się jak wódka,
ze specjalnej wąskiej szyjki pamiątkowej butelki.
Czasem jej nie ma.

*
Lubię uprawiać seks podczas miesiączki,
całe ciało robi się superwrażliwe.
Lubię, kiedy twój członek jest cały w mojej krwi
i lubię wyobrażać sobie, że ty też masz miesiączkę,
że słona ciepła krew kapie z maleńkiej dziureczki
na twojej główce.

Lubię, kiedy twoje ręce są lepkie od mojej krwi,
kiedy ona zasycha na twoich paznokciach i zadziorach,
lubię czuć, jak pulsuje macica w moim brzuchu
niczym drugie serce, jak pęcznieją piersi i robią się gorące,
jakby z nich miało zaraz popłynąć mleko.
Dam ci się go napić, kochany, ono zaleje ci twarz,
twoje delikatne różowe sutki (prawie jak u dziewczynki),
zmoczy twoje włoski na klatce piersiowej,
twoją szyję, brzuszek, w którym –
marzę – kiedyś dasz radę wynosić naszą córkę.

*
Lubię, kiedy mówisz o mojej waginie
i kiedy razem ją omawiamy,
podczas gdy ty siedzisz na mnie
w mojej koszulce i zielonych kolczykach,
które ci podarowałam.
Lubię, kiedy lekko klepiesz mnie po wargach.

Jak dobrze, że robisz to nie w Rosji,
gdzie Julię Cwietkową chcą wsadzić do więzienia za subtelne
rysunki waginy,
gdzie moje koleżanki boją się całować na ulicy,
gdzie z Katią po szkole długo leżałyśmy na dywanie
u niej w domu i dotykałyśmy się nawzajem, zmieniając się w jedno
słone morze, a potem
bałyśmy się o tym rozmawiać.

*
Nasze waginy i wulwy nazywają muszelkami,
ale ja mam raczej nie muszelkę, tylko domową myszkę hodowlaną,
maleńką, puszystą, niespokojną.

Ona umrze przedwcześnie?
Ona umrze w klatce?

*
Czasem dotykałam swojej myszki na wykładzie na uniwerku,
dotykałam jej w pustym autobusie, wlokącym się po nocnym mieście
od fabryk do blokowisk, od cmentarzy do centrów handlowych.
Dotykałam jej za garażami, jesiennym porankiem,
siedząc na zardzewiałej rurze,

dotykałam w karetce pogotowia, która wiozła mnie
na operację i dotykałam po operacji,
kiedy w cewce moczowej tkwił cewnik, kiedy z cewki ciekła krew,

dotykałam, kiedy mój brzuch był ogromny, na dusznym
oddziale położniczym,
kiedy sikałam do pojemniczka w przychodni,
kiedy sikałam i płakałam nocą w starym sadzie na działce,
pełnym pasikoników i ciem,
kiedy sikałam nad brzegiem Irtyszu prosto w spodnie
dla zabawy, kiedy sikałam na śnieg
przy wejściu na teren fabryki,
kiedy sikałam w akademiku do nocnika syna,
kiedy sikałam po piwie w parku kultury, a w pobliżu
szwendały się gliny,
dotykałam latem w lesie, kiedy oblepiały mnie owady,
obejmowały drzewa.

Dotykałam jej po tym, jak maszynką do golenia przypadkiem skaleczyłam wargi i łechtaczkę,
po kłótni z przyjacielem i po
obdukcji,
po wizycie w centrum onkologii i po
aresztowaniu, w wynajętym mieszkaniu,
po akcji protestu na placu Błotnym
i po akcji protestu na Polu Marsowym.

Dotykałam, czytając Mikołaja z Kuzy,
czytając Gastiewa,
Castoriadisa,
Ernsta Blocha,
„Etykę” Alaina Badiou,
Ise monogatari,
podręcznik do fizyki,
antologię poezji niemieckiej,
Majakowskiego,
Jacobsona.

(ja ich podbiłam!)

Dotykałam mojej myszki, kiedy płakałam i chciałam od ciebie odejść,
dotykałam, kiedy płakałam i chciałam mieć z tobą dziecko,
dotykałam, siedząc ci na twarzy
i dotykałam, przytulając się twarzą
do twojego ciemnego krocza
i po prostu – patrząc ci w oczy.

Ale i tak ciągle nie znam, nie rozumiem jej do końca,
mojej myszki,
boję się i wstydzę.

*
Ale lubię pojmować ją politycznie,
to nakręca, trzęsie sceną starych idei,
daje nadzieję w braku nowych
metod aktywistycznych.

Robić rewolucję waginą.
Robić wolność sobą.

Myślę sobie, a co, może naprawdę wagina zniszczy to państwo,
przegoni nielegalnego prezydenta,
zdymisjonuje rząd,
zniesie wojsko, podatki dla biednych,
fsb jako strukturę najbardziej nikczemnej władzy i przemocy,
rozprawi się z policją,
konserwatyzmem i rewanżyzmem,
rozwiąże niesprawiedliwe sądy,
uwolni więźniów politycznych,
uczyni niemożliwym zatęchły rosyjski nacjonalizm,
poniżanie uciśnionych, sfabrykowane sprawy,
rozwali oligarchię i patriarchat,
sparaliżuje wojska posuwające się po cudzych terytoriach –
coraz dalej i dalej:
w pizdu z militaryzmem!

Moja wagina to miłość, historia i polityka.
Moja polityka to ciało, życie, czucie.
Mój świat to wagina. Niosę pokój,
ale dla niektórych jestem groźną waginą,
bojową waginą. To mój monolog.

 

Z języka rosyjskiego przełożyła Aneta Kamińska.
Autorką ilustracji jest Beata Sosnowska.

Galina Rymbu

(1990) – rosyjska poetka, tłumaczka, badaczka genderowa współczesnej literatury. Urodziła się na Syberii, w Omsku, a od 2018 roku mieszka we Lwowie. Ukończyła Instytut Literacki im. Gorkiego w Moskwie oraz filozofię społeczno-polityczną na Uniwersytecie Europejskim w Petersburgu. Redaktorka internetowego magazynu feministycznego „F-pismo” oraz portalu poświęconego współczesnej poezji „Grioza”. Autorka książek poetyckich: Pieredwiżnoje prostranstwo piereworota (Moskwa 2014), Wriemia ziemli (Charków 2018), Żyzń w prostranstwie (2018). Laureatka międzynarodowej nagrody „Poezja bez granic” (Ryga 2017). Jej wiersze były tłumaczone na wiele języków, a w USA, Holandii i na Łotwie wyszły również jej tomy poezji.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!

Wydawca: Staromiejski Dom Kultury | Rynek Starego Miasta 2 | 00-272 Warszawa | ISSN: 1896-6950 | Kontakt z redakcją: wakat@sdk.pl |