Dziwodamy i postżydówki albo jarmark odmieńczyń

„Źle przyjęta, źle weszła, źle wszyta, cała w igłach, lala/ w igłach, cała nie stąd […]” – pisała Krystyna Miłobędzka. Czy w najnowszej poezji kobiecej wciąż warto widzieć brutalnie postrzępioną płachtę, krzywo obszytą ściekiem obcości, czy tylko postmodernistyczny gest symulacji?

Katarzyna Zdanowicz-Cyganiak podjęła się bardzo ambitnego zadania opowiedzenia o współczesnej liryce polskich autorek przez pryzmat fundującej ich poezję potrójnej inności/obcości (tych dwóch kategorii autorka używa zamiennie). Po pierwsze, chodzi tu o doświadczanie podmiotowego wyobcowania w konfrontacji z zewnętrznym światem, agresywną kulturą albo stygmatyzującymi normami społecznymi. Po drugie, analitycznej wiwisekcji została poddana literatura kobieca, traktowana jako dyskurs użądlony innością egzystencjalnej emigracji w zmaskulinizowanym świecie. Po trzecie, badaczka z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach (i poetka zarazem) skupia się na poezji niszowej, obcej mainstreamowi, bardzo wsobnej, ale jednocześnie przyciągającej swoją osobnością. Przygląda się wierszom m.in. Małgorzaty Dobkowskiej, Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej, Elżbiety Michalskiej, Edy Ostrowskiej, Jolanty Stefko. Nie trzyma się jednak kurczowo kryterium niszowości czy nawet marginalności swoich autorek. Włącza do ich grona także na przykład Marię Cyranowicz, Izabellę Filipiak, Ewę Sonnenberg czy Justynę Bargielską.

Nad Obcymi. Reaktywacją unosi się duch powieści Katherine Dunn Jarmark odmieńców (w oryginale tytuł brzmi, oczywiście, zupełnie inaczej – Geek Love), traktującej o rodzinie cyrkowców, w której dzięki zabiegom rodziców rodzą się zdeformowane cieleśnie dzieci. Wyzywająca inność postrzegana jest tu jako dar, który można przeliczyć na kasowy sukces – przecież do cyrku przychodzi się dla dziwolągów, a nie dla „normalnych”, szarych ludzi. Dzieci cyrkowców wręcz rywalizują o bycie jak najwyraźniej odmiennym, a najmłodszy potomek, urodzony bez cielesnych anomalii, czuje się wyrzutkiem w rodzinie. Anormalność staje się tu normalnością i przepustką do wyjątkowego życia. Normalność w oczach świata to z kolei zwyczajność i marazm.

Czy poezję celebrujących obcość kobiet można czytać podobnie – zamiast „awarii systemu” widzieć w niej jego kwintesencję? Z jednej strony, zapewne tak. Skoro to kultura czyni Obcego i Obcą, ekshibicjonistyczne ujawnianie odmienności, nawet jeśli ma subwersywny i krytyczny charakter, w nieoczywisty sposób też wpisuje się w główny nurt kultury. Mechanizmy „podglądania” innego stymulują popyt na to, co nie-typowe, a wreszcie swoistą modę na odmieńców. Z drugiej strony, mówimy przecież o poezji autorek cenionych przez krytyków, ale już niekoniecznie rozchwytywanych przez czytelników. Te wiersze nie służą przypodobaniu się odbiorcy, właściwie nie mają określonego „targetu” (chyba że za taki uznać nadwrażliwców zazwyczaj przypadkowo natykających się omawiane utwory). Parafrazując tytuł jednego z ciekawszych wywiadów z Tadeuszem Różewiczem, poetki nie chcą „zapoznać targeta”, nie zamierzają mizdrzyć się do niego ani ślinić na widok nagród publiczności. Cierpliwie czekają na tych, których nie odstręcza niepokojący język i „ciężkawy” temat, podlany indywidualną i kolektywną – kobiecą, dziecięcą etc. – traumą.

Nie tylko dla Zdanowicz-Cyganiak, ale dla postmodernistycznej krytyki kultury w ogóle, centralną figurą Obcego/Innego jest Żyd: fantazmatyczny, skonstruowany w dyskursie, zredukowany do moralnego widma. „Żydem jest ten, kogo mają za Żyda” – autorka przypomina sławną myśl Sartre’a. W pewnym paradoksalnym i, oczywiście, odległym od antysemickich skojarzeń sensie, poezję przefiltrowaną przez analityczne oko zaludniają Žižkowskie i Baumanowskie postżydówki, które przyciągają swoim wtargnięciem w to, co rozpoznane, i zarazem odpychają tym, że przypominają światu o winie wobec samych siebie. W pewniej mierze ta inność-Żydowskość jest tu uniwersalizowana, a poetka wydaje się oczywistym jej nośnikiem. Sama Zdanowicz-Cyganiak stawia ważkie, autoetnograficzne pytanie: „W jaki sposób należy mówić o twarzach Innego, w dodatku odnajdując je po części w sobie? Jak w tym kontekście nie sprowadzić inności do natrętnych prób autoanalizy, obsesyjnych poszukiwań źródeł własnej nieprzystawalności?”.

Problemem książki Zdanowicz-Cyganiak, lecz nie tylko jej pracy, ale także wielu równie ambitnych, jest chęć nasycenia jej odniesieniami teoretycznymi i pomieszczenia w niej całego wachlarza koncepcji obcości i inności. Autorka przywołuje m.in. anty-antropologiczną koncepcję władzy-wiedzy Michela Foucaulta, która sąsiaduje z antropologiczną koncepcją Ruth Benedict, socjologiczne koncepcje dewiacji zestawione są z analizą rytuałów Mary Douglas, w jednym akapicie pojawia się Jean Baudrillard, w drugim Emmanuel Lévinas, a zaraz po Bourdieu następuje Žižek. Niekiedy brakuje wyraźnych, logicznych i polemicznych przejść między koncepcjami wywodzącymi się z tak różnego, a nierzadko wzajemnie sprzecznego spojrzenia na uwikłanie jednostki w świat. Być może warto by nieco odchudzić tę obfitość inspiracji, bo – siłą rzeczy – nie wszystkie z nich zostają potem skonsumowane w analizie konkretnych wierszy.

Wydaje się, że dla Zdanowicz-Cyganiak najbliższym spojrzeniem na obcość jest to proponowane przez Bernharda Waldenfelsa w ramach jego fenomenologii Obcego. „Obce, możemy powiedzieć, przychodzi […] przez drzwi, z zewnątrz jako nieproszony gość, nie należący do nas, ale żądający posłuchu” – przekonuje Waldenfels. Wiersze w nieoczywisty sposób dobranych poetek mają nienatarczywy, ale zarazem niepokojący charakter. Nie oświetla ich blichtr celebliryki, nie przyciągają do nich efekciarskie triki rodem z biesiadnych turniejów jednego wiersza, nie są też opakowanymi w błyszczące sreberka produktami poezjopodobnymi:

mogłam grać grzecznie w kącie Chopina daleko od zapachu
surowego mięsa nigdy go nie jeść, nie nazywać „granica granic”

Dobrze jest być na krawędzi
można wszystko

Kiedy Ewa Sonnenberg w „Manifeście wewnętrznym” pisze o balansowaniu na krawędzi, dotyka, może banalnej, ale chyba fundamentalnej cechy poetyckiej obcości. W wierszu obcy może więcej. A obca zdaje się móc jeszcze więcej. Dzięki swojej marginalności nic nie ma do stracenia. Mniej widzialna – bardziej uprzedmiotowiona już być nie może. Blokadą pozostaje tylko granica językowego przedstawienia, a obcość, nienormatywność i outsiderstwo najsubtelniej i zarazem najdotkliwiej poruszają niemą strunę tego, co nieprzedstawialne:

Zapytała mnie kiedyś pani doktor psychiatra
W poradni dla dzieci spóźnionych w rozwoju
– Drogie dziecko, powiedz co ostatnio czytałaś?…
A zresztą czy ty w ogóle umiesz czytać… Powiedz.
– Tak proszę pani, czasem czytam trochę
choć opornie mi to wychodzi przyznaję, sylabizuję i stękam
jakby składanie liter było najtrudniejszą rzeczą na świecie.
[…]
I siedzę półdupkiem na miękkim krzesełku. Strwożona
blednę to znów czerwienieję, a pani doktor pisze na maszynie
zapewne historię mojego upośledzenia. Klawisze trzeszczą,
za ścianą w przedpokoju jakiś niedorozwój wyje.

Figura Obcej bardzo często przybiera postać dziecka, które nie może i nie chce dorosnąć. W cytowanym wyżej „Drogim dziecku” Elżbieta Michalska, infantylizując język podmiot(y) lirycznej, obnaża niejawne mechanizmy normalizacji społeczeństwa i „zakłamaną poprawność, opartą na zasadzie: jesteś inny, ale ostatecznie niech już tak będzie – mimo wszystko musimy być tu razem”. Ktoś mówi po to, żeby ktoś inny go zaklasyfikował, ostemplował i odhaczył. Jak przekonuje Zdanowicz-Cyganiak, „w momencie, w którym rozpoczyna się milczenie bohaterki (nieobecność języka), swój początek bierze zupełnie inna historia, spisywana na trzeszczącej maszynie do pisania”. Historia wysterylizowana z uczuć.

wyrasta mi broda
jestem kobietą z brodą
jestem kobietą z nożem
wsadzą mnie do donicy
i zaczniemy objeżdżać sąsiednie miejscowości
wspólnie z konikiem Garbuskiem i Syjamkami

Ten niezwykle aktualny (po osławionym zwycięstwie Conchity Wurst w konkursie Eurowizji) wiersz „Protestuję” Małgorzaty Dobkowskiej pochodzi z tomu Azymut, wydanego w 2006 roku. Prosty zabieg przejęcia męskich atrybutów nie służy zantagonizowaniu podmiot(y) i świata. Ma raczej na celu podkreślenie beznadziejności buntu i przystanie na akceptację własnego podporządkowania poprzez uczynienie go widzialnym, oglądalnym, dosłownym. Być może jest to jedyny sposób na tematyzowanie inności: przechwycić cudzy język i uczynić ją nachalnie przedstawioną.

jestem malutka ale już dorosła
z wąską szparką.

tak wąską że nie zmieściłabym żadnego z tych
zadziornych, obskurnych chłopaków,
których moje koleżanki ciągle biorą do siebie.„Traktat cielesny lub feminijny tryptyk z prologiem” Marcina Cecki, który prawie całkiem ukrył się za dyskursem mimikry. Ale spod tej niby-pruderyjnej feminijności prześwituje cyniczna strategia przechwytu metody poetyckiej, języka oraz samej figury Obcej na ciele i (poniekąd) na umyśle. „W jakim stopniu Inny – rejestrowany, naśladowany, odtwarzany – jest w stanie zachować swoją odrębność? Czy inność odmieńca – zasymilowana przez autorski podmiot – nie staje się wartością przetworzoną, mniej lub bardziej świadomie zniekształconą, zmanipulowaną?” – pyta autorka. To, czego męskiej poezji „ukobieconej” nie udaje się przechwycić, to wrażliwość stojąca za figurą Innej. Kobieca inność imputowana sobie przez podmiot liryczny wierszy Cecki, Rafała Wojaczka czy Macieja Woźniaka, by wymienić tylko kilku z poetów wykorzystujących ten zabieg, krzyczy, żeby ją dostrzec i uznać jej osobność. Natomiast osobliwość wyłaniająca się z wierszy autorek opisywanych przez Zdanowicz-Cyganiak nie prosi ani o poklask, ani o gwizdy. Przy całej sztuczności poetyckiego obrazowania ta ostatnia obcość wydaje się naturalna.

Szkoda, że w książce wątek obcości „podrobionej” nie został pociągnięty dalej, ogranicza się raczej do komentarza, a nie pełnowymiarowej analizy poetyckich odprysków współczesnej kultury remiksu. W utworach Woźniaka „Cassandra Wilson śpiewa o miłości”, „Janis Joplin śpiewa o jednym z kawałków serca”, a poeta spisuje „Wiersz, który pomyślała sobie Virginia Woolf, lecz nie przyszło jej do głowy, by go zapisać”. To może się podobać, bo te piosenki już gdzieś słyszeliśmy, wiele tu zaklęć, kokieterii i monologów waginy. I nieustający damsko-męski melanż, ujarzmiający obie strony przebieranek. „Wieczorami zawsze przypominam sobie scenę nad rzeką, gdy bezpańscy mężczyźni/ obserwowali mnie z dala” – mówi podmiot(a) liryczna w „Bez” Bartosza Konstrata. Czy na pewno jest to kobieta? Może transwestyta albo osoba transpłciowa? A może rozstrzygnięcie nic by nie rozjaśniło, nic by nie wniosło.

Współczesna poezja jest coraz bardziej uniseks, celowo niedookreślona i skreolizowana. „Czy więc Inny – prawdziwie Inny, stanowiący alternatywę dla laboratoryjnie wytworzonych imitacji, nie byłby oryginałem wśród ponowoczesnych kopii, klonów, monad, przerażonych własną powtarzalnością, modelowością, przewidywalnością, homogenicznością” – pyta Zdanowicz-Cyganiak i sceptycznie ocenia szanse tej alternatywy: „Jeżeli jednak prawdziwy odmieniec pojawiłby się, mimo zapowiedzianego kresu odrębnego podmiotu, czy byłby w stanie uchronić się przed śmiertelnym powieleniem?”. Wydaje się, że zostanie raczej pożarty przez zmanierowanych kulturowych kanibali, strawiony i wydalony.

Katarzyna Zdanowicz-Cyganiak, Obce. Reaktywacja: Szkice, Wydawnictwo Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, Katowice 2013.

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!