Dlaczego na Węgrzech nie ma pisarek?

Pisarki na Węgrzech praktycznie nie istnieją, choć wcale nie są nieliczną grupą. Nie ma ich jednak prawie w dyskursie akademickim, w krytyce literackiej, stanowią nikły odsetek członków stowarzyszeń pisarskich[1], a jeszcze mniejszy jest ich udział w najważniejszych nagrodach kulturalnych[2]. Nie ma ich często w leksykonach literackich, ponieważ ukryte są pod nazwiskiem męża. Pełnym, dodajmy, bo nie chodzi tu o przyjęcie nazwiska przy zamążpójściu, ale o bycie definiowaną jako „żona swojego męża”, co mieści się w ogólnym rysie tradycji węgierskiej. Potrzebny biogram poetki Évy Petrőczi? Najlepiej sprawdzić pod dr. Szabó Andrásné, doktorową Andrzejową Szabó, choć ani wiek (63 lata), ani miejsce urodzenia poetki (akademickie miasto Pecz) nie wskazują, by konieczne było upieranie się przy pokrytym patyną, choć nadal kultywowanym zwyczaju zabierania kobiecie nawet jej imienia. Zabierania dla jej własnego dobra oczywiście, by mogła nabrać dzięki mężowi nieco wartości.

Pisarek nie ma także w sferze językowej – tu, dla odmiany, walczą o to one same. I nie tyle chodzi o powszechną zagwozdkę, jak definiować to, co piszą (literatura kobieca? dla kobiet? feministyczna? pisarstwo kobiet?), ile raczej o to, kim są autorki: pisarkami czy pisarzami. Język węgierski jest dość równouprawniony – praktycznie brak w nim rozróżnienia rodzaju w ujęciu gramatycznym, nawet na poziomie zaimków osobowych. Stąd też író to zarówno pisarz, jak i pisarka, istnieje jednak termin írónő lub nőíró, gdzie oznacza kobietę. I przeciw takiemu stygmatyzowaniu buntują się Węgierki, mówiąc: skoro nasz język tego nie wymaga, to po co usilnie podkreślać fakt płci? Chcemy po prostu tworzyć literaturę, a nie zostać zaszufladkowanymi do „tej gorszej” kategorii. Węgierski krytyk literacki i genderysta, Zsolt Mészáros, stwierdza: „Jeśli ktoś mnie zapyta, czym się zajmuję, powiem, że literaturą kobiecą; jeśli zaś zapyta pisarkę, co tworzy, nie jest pewne, że odpowie: literaturę kobiecą. […] Ja udzielam takiej odpowiedzi, bo jest prosta, ona zaś jej nie udzieli, bo to wszystko upraszcza”[3].

Na Węgrzech nadal pokutuje przekonanie, że literatura kobieca to jedynie harlequiny i wyciskacze łez, literatura niskich lotów i wymagań, względnie literatura dziecięca. Ten obraz utrwala kanon literacki, wpajany od najmłodszych lat szkolnych – na liście lektur obowiązkowych znajduje się zaledwie kilka autorstwa pisarek, i to wyłącznie w klasach 1–4 szkoły podstawowej (bajki oraz opowiadania). Nie lepiej rzecz ma się z ogólnym kanonem węgierskim (abstrahując od oceny kanonu jako takiego): na palcach jednej ręki można wymienić nazwiska pisarek, które są obecne w podręcznikach akademickich, przekrojowo analizujących węgierską historię literatury. Jedno z wytłumaczeń, z jakim można się spotkać przy analizie zjawiska pominięcia pisarek w narodowym kanonie, mówi o aspekcie historycznym: kanon uwzględnia tych, którzy głoszą wartości zgodne z hasłem przyświecającym literaturze w danym okresie. W przypadku Węgier przez stulecia była to tematyka patriotyczna, pełna walk, oporu, pracy i przygód, te zaś stawały się udziałem jedynie mężczyzn. Pasywne życie kobiet obracało się wokół nieekscytujących zajęć domowych i przeżyć osobistych, przez co pisarstwo skupione na tych tematach szybko zyskało łatkę naiwnego i drugorzędnego. Gdy skończył się okres burz i naporów, czytaj: po zmianie ustroju, do łask społeczeństwa zaczęły wkradać się owe babskie tematy i formy, takie jak listy, autobiografie, dzienniki, co dało z biegiem czasu szansę na większy rozwój literatury kobiecej.

Co ciekawe, w literaturze węgierskiej szerokim echem odbijała się zawsze literatura „pseudokobieca”. Kilku najwybitniejszych węgierskich prozaików i poetów wydało tomy, w których tworzyli narrację z perspektywy kobiety lub też pod kobiecym pseudonimem publikowali pojedyncze pozycje w swoim dorobku literackim: Fanni Józsefa Kármána, Sárbogárdi Jolán Lajosa Partiego Nagya, tryptyk László Németha Żałoba, Odraza i Litość, w pełni poświęcony perspektywie głównych bohaterek i z lekarską precyzją analizujący świat uczuć oraz psychiki kobiecej, Péter Esterházy, piszący Siedemnaście łabędzi pod pseudonimem Lili Csokonai – to wszystko znane i popularne pozycje węgierskiej literatury. Prawdziwą perełką jest jednak tom Psyché Sándora Weöresa, który odkrył zapomnianą poetkę, hrabinę Márię Erzsébet Lónyay, i opublikował zarówno jej wiersze, jak i życiorys. Jak się jednak okazało, postać hrabiny i jej twórczość to w całości wymysł Weöresa, który stworzył niezwykle wiarygodny i spójny obraz nieistniejącej poetki.

Wspomniany wcześniej Zsolt Mészáros to jeden z nielicznych mężczyzn zajmujących się tematem literatury kobiecej w sposób obiektywny i naukowy. Węgierki nigdy nie miały szczęścia do krytyki literackiej, a reperkusje tej sytuacji widoczne są w kanonie literackim i historii literatury węgierskiej. Jedną z wielkich osobistości świata literatury, która od drugiej połowy XIX wieku zaczęła szkodzić pisarstwu kobiet (i czyni to nadal), był Pál Gyulai, głoszący, że pisarstwo odbiera kobiecość i szczęście słabej płci, a jedyna dopuszczalna tematyka literatury kobiecej może oscylować wokół miłosnych zawirowań i życia rodzinnego. Właściwie wyłącznym chlubnym wyjątkiem był Mór Jókai, należący do panteonu węgierskich pisarzy, którego poglądy na pisarstwo kobiet, zupełnie przeciwstawne do tez Gyulaiego, przepadły jednak bez echa w zmaskulinizowanym świecie pisarzy. Ta tradycja jest zresztą kontynuowana po dziś dzień – naukowy i wyważony głos krytycznoliteracki o pisarstwie kobiet pochodzi głównie od innych kobiet, wśród mężczyzn przeważa patriarchalne i lekceważące podejście do „babskiej pisaniny”. Przykładów nie trzeba szukać ze szczególnym wytężeniem – podczas zorganizowanej w 2014 roku węgierskiej konferencji naukowej, poświęconej roli kobiet w historii, sztuce i literaturze, w gronie prelegentów nie pojawił się ani jeden mężczyzna.

Można stwierdzić, że każda literatura nosi znamiona patriarchalizmu, ale na Węgrzech jest to widoczne w szczególnej mierze. Mężczyźni nie angażują się w konstruktywną krytykę i dyskurs akademicki względem aktywności intelektualnej kobiet, za to potrafią założyć „Męski głos. Męski magazyn antyfeministyczny”, który piętnuje babską fanaberię równouprawnienia, zaznaczając przy tym, że „nie jest skierowany przeciw kobietom”. Nie dziwi to jednak tak bardzo, gdy pozna się ogólny rys społeczeństwa węgierskiego, paradoksalnie pełnego sprzeczności: z jednej strony tradycyjnie patriarchalnego i przywiązanego do tradycji, z drugiej – dużo bardziej wyzwolonego w sferze cielesności i seksualności niż większość krajów ościennych.

To zapóźnienie społeczne w procesie rozumienia i akceptowania dążeń do równouprawnienia widoczne jest także w krytyce literackiej, która wciąż nie może dogonić Zachodu. Podczas gdy w Niemczech czy Anglii tematyka feministyczna była przedmiotem poważnych rozważań naukowych już w latach 1970–1980, na Węgrzech pojawiła się jedną czy dwie dekady później, bazując przy tym w głównej mierze nie na analizie węgierskiej literatury, lecz na przekładach zachodnich dywagacji (choć i w zakresie tłumaczeń nie brak znaczących opóźnień – np. węgierski przekład Trzech gwinei Virginii Woolf ukazał się dopiero w 2006 roku). Z tego powodu jasna chronologia koncepcji feministycznych stała się na Węgrzech plątaniną różnych kierunków, nie istnieje też zbyt obszerna baza tekstów o węgierskiej literaturze kobiecej (notabene, wyrocznia dzisiejszych czasów, Wikipedia, pod węgierskojęzycznym hasłem „feminizm” nie podaje żadnych informacji o feminizmie na Węgrzech). Wielkie emocje wzbudziła za to pierwsza węgierska antologia feministyczna Nocny zwierzyniec. Antologia kobiecej seksualności z 2005 roku (a także jej druga część – Spragniona oaza z 2008 roku), w której 33 pisarki i poetki w 56 tekstach piszą o pragnieniach, żądzy, intymności, cielesności, miłości oraz przemocy. Pojawiły się zarówno głosy entuzjazmu (głównie wśród kobiet), zdziwienia (po co wydawać osobną antologię kobiecą?), jak i niemal średniowiecznej krytyki (niech się kobietom nie zdaje, że mogą dorównać mężczyznom, wszelkie próby i tak z góry skazane są na niepowodzenie).

Choć Nocny zwierzyniec nie jest dostępny na polskim rynku, to każdy, kto chciałby wyrobić sobie własną opinię na temat węgierskiej literatury kobiecej, znajdzie w przekładzie na język polski co nieco tekstów węgierskich pisarek i poetek. Niemała w tym zasługa „Literatury na Świecie”, która numer 3–4/2014 poświęciła w całości węgierskim pisarkom (Krisztina Tóth, Andrea Tompa, Edina Szvoren, Erzsébet Galgóczi, Edina Szvoren, Agáta Gordon, Anikó Polgár, Virág Erdős, Kriszta Bódis, Éva Bánki, Alaine Polcz, Márta Várnagyi). Warte polecenia są także inne numery tego czasopisma, w których pojawiają się przekłady Zsuzsy Takács, Ágnes Nemes Nagy, Margit Kaffki czy Zsuzsy Rakovszky. Literaturę węgierską publikują także „Tekstualia” (np. nr 3 (34) 2013) oraz „Akcent” i „Pobocza” (wybór wydań o tematyce węgierskiej można znaleźć tutaj). Opowiadanie B., B. i B. Noémi Kiss, jednej z głównych badaczek literatury kobiecej, ukazało się w numerze 29 „Krytyki Politycznej”. Nie brak także wydań książkowych – jedna z najważniejszych, choć niedocenionych na samych Węgrzech pisarek, Magda Szabó, doczekała się wydania kilkunastu powieści w polskim przekładzie, a Pixel innej znamienitej autorki, Krisztiny Tóth, pojawił się w polskim wydaniu pod koniec 2014 roku. Wśród wcześniej wydanej prozy znaleźć można także Ugrofińską wampirzycę Noémi Szécsi czy powieści Terézi Mory oraz Zsuzsy Bánk (choć dwie ostatnie autorki, z pochodzenia Węgierki, piszą w języku niemieckim).

Z wierszami węgierskich poetek można zapoznać się w polskojęzycznych antologiach, jednak kobieca reprezentacja jest w nich nader skromna (Antologia młodej liryki węgierskiej – Jeszcze bliżej, Dojść do słonecznej strefy, Węgierskie lato, Wolność – antologia walczącej poezji i prozy węgierskiej, Antologia poezji węgierskiej z 1975 roku, Z węgierskiego na nasze. Antologia poezji i prozy, Przepowiednia czasu twego, 13 poetów. Antologia współczesnej poezji węgierskiej; wszelkie informacje bibliograficzne dostępne są tutaj). Jako dopełnienie wiedzy o węgierskiej literaturze kobiecej, jej krytyce i recepcji może służyć tekst Magdaleny Roguskiej „Kobieta pisząca na Węgrzech”, opublikowany w „Tekstualiach” nr 4 (23) 2010 (dostępny tutaj).

***

Refleksja post factum:

Gdyby pokusić się o obrazowość, to krótka notka o tegorocznych warsztatach literackich, zorganizowanych w Wyszehradzie przez węgierskie Stowarzyszenie Młodych Literatów, mogłaby zastąpić cały powyższy tekst. Polska na zaproszenie Węgrów wysłała dwie poetki i jednego poetę, Węgrzy wyznaczyli trzech pisarzy. O literaturze kobiecej rozmawiać chciał tylko jeden autor węgierski – świadomy społecznie aktywista, zajmujący się tematyką wykluczenia ludzi ubogich, Żydów i Romów. To zły prognostyk, że po tylu dekadach walki o równouprawnienie kobiece racje wciąż znajdują się na marginesie.

[1] Węgierskie Stowarzyszenie Pisarzy – 141 kobiet na 900 członków (15,5%), Towarzystwo Beletrystów – 100 kobiet na 383 członków (29%), Stowarzyszenie Młodych Literatów – 83 kobiety na 228 członków (36%), Koło Attili Józsefa – brak listy członków; analiza własna.
[2] Według analizy Györgyi Horváth, jednej z głównych badaczek węgierskiej literatury kobiecej, wśród laureatów dwóch najbardziej prestiżowych nagród literackich odsetek uhonorowanych kobiet nie przekroczył 14,3% (na podstawie danych od 1929 do 2009 roku).
[3] Mészáros Zsolt, „Ale o czym piszą kobiety?”, http://kotvefuzve.postr.hu/a-magyar-noirodalomrol, 19.03.2013; przekład własny autorki.

Anna Butrym

(1985) Hungarystka i tłumaczka, związana przede wszystkim z literaturą piękną – przekłada prozę, poezję (w tym slam), dramaty, bajki dla dzieci, teksty piosenek, komiksy. Prowadzi spotkania autorskie węgierskich literatów oraz wykłady poświęcone Węgrom i ich szeroko rozumianej kulturze, pisze teksty związane z węgierską literaturą. Prowadzi poświęconą Węgrom stronę www.annabutrym.pl. Na co dzień, jako trener biznesu, zajmuje się także przeciwdziałaniem praniu pieniędzy.

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!