Biała skrzynka. Kilka spostrzeżeń testera

1.

Książka Macieja Woźniaka nosi tytuł Biała skrzynka. Zapewne ma to oznaczać, iż nie jest ona skrzynką czarną, czyli zapisem jakiejś ostatecznej katastrofy. A wiedza to przydatna, wynika bowiem z niej, iż za ostateczną katastrofę nie należy uznawać sytuacji opisanej w ostatnich wersach wiersza „Alba”:

Uchyl się chociaż w uśmiech,
w jego ramionach uśnie nawet ten, co szczęścia
w sobie nie zaznał, bo go nie było w istnieniu.

Tyle w temacie sytuacji granicznych. Co więcej, z umieszczenia powyższego fragmentu w tomie pod tytułem Biała skrzynka wynika również, iż nie jest katastrofą, innego wprawdzie rzędu, fakt, że powyższa fraza opiera się na Konradzie Wallenrodzie, który „szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie”. Nie jest choćby dlatego, że czytelnik może się zastanawiać nad skutkami poczynionej przez poetę przestawki, nad wartościowaniem terminów, nad ich domniemanym pierwszeństwem. Potem zaś ewentualnie pomyśleć nad własną parafrazą, choćby taką: „szczęścia w wierszu nie zaznał, bo go nie było w cytacie”.

2.

A Maciek Woźniak szczęścia w cytacie szuka tym razem nader intensywnie. Pobieżnie przeglądając zawartość Białej skrzynki po raz pierwszy, znalazłem w niej jeden wiersz, który podany bez nazwiska dałoby się przypisać Tomaszowi Różyckiemu. Chodzi o „Sonet noir” z następującymi wersami:

wszystko, co robią

robią na rachunek rozczarowania, w jakim pogrąża się galaktyka
z całym inwentarzem, bo przez uprzejmą szybkę
dostali zaświadczenie, że rzeczy straciły twarz,
odkąd się pochyliły nad wiadrem z czarną wodą

Szkoda, że nawiązanie odwołuje się do zjawiska poetyckiego, które bym chętnie nazwał „Różyckim drugim”, przez analogię do „Wittgensteina II” pojawiającego się niekiedy w podręcznikach filozofii. Granicę stanowi Świat i antyświat, czynnik różnicujący – wyparowanie konkretu. Dziwny to wzorzec dla Woźniaka, który dysponuje sensownym wyczuciem dla konkretu. Lecz nie, nie wzorzec. Równie szybko odkryte wiersze, które sprawiają wrażenie nawiązań do uniwersum tego czy innego poety, dotykają także Marcina Sendeckiego („paniczna kancelistka z parafii neospasmina”) i Jacka Dehnela (dystychowe dywagacje o ciele w wannie pozbawionym ubioru). I nie są to wiersze dla całości tomiku nieistotne; pierwszy z nich wprowadza nawet motyw tytułowy, rozumiany chyba jako jeden z serii obrazów ewokujących odwrócenie:

miedziany antyklimaks,
klapa w matce boskiej, otwarte, w które pukajcie,
dane, którym proście, burza z czułym pługiem,
jakby dłoń wdowy myła nagrobek, biała skrzynka,
o której chodzą słuchy, głos wybrzeża w pysku

3.

Czym jest biała skrzynka? Na początku dałem odruchową odpowiedź, iż nie jest skrzynką czarną, czyli trumienną bądź stanowiącą świadectwo katastrofy, po której, poza skrzynką, nie ma już czego zbierać. Poruszalibyśmy się zatem w obrębie poezji, która stara się – że przemówię cytatem z pieśni Gałczyńskiego – „ocalić od zapomnienia” to, co katastrofą nie jest. Trochę żałuję prostoty tego rozpoznania, sugerowanego przez nie pomysłu na poezję. Bo kiedy to piszę, jest wieczorny upał, że nawet zaraz po prysznicu koszula lepi się do pleców, a za otwartym oknem rozwija się taśma burzy, świetnie komponująca się z lecącymi z głośnika Footsteps Milesa Daviesa. Bardzo bym nie chciał, by byle dwulinijkowa melancholijna i metafizyczna puenta była władna zrobić z tej serii obserwacji wiersz. To jednak postawa wyłącznie osobista, i nie mam nic do tego, że Woźniak tak chce, a przy tym chęć tę ubiera w wycyzelowane przebiegi obrazowe i rytmiczne:

Mokre zimno od karku. Aż kawałek drewna spada na stopę
i dreszcz biegnie w przeciwną stronę. Jakby przez moment
sygnał innej stacji. Od rana mży, roje kryształków, wilgotne
UKF przy skośnym dachu wiaty. Miłość nie kocha, ale jest.

4.

Po tym przykładzie wypadałoby zamknąć tymczasowo wątek skrzynki, który jeszcze „powróci w zmienionej postaci” (Łukasz Bagiński), i bodaj w trybie katalogowym wymienić zjawiska wobec przytoczonego cytatu pokrewne. Cielesne metafory: „błyszczy ślina Steinwaya, zmywająca z rzeczy / obłudny uśmiech”. I druga, gorsza: „Mleko z sutka gwiazdy”. Co prawda, nie w mandalach, które Woźniak usypuje ze słów (jak również z kolorów, kropli i szczap, kamieni i tęcz, dziur i oczek), ale w niektórych innych utworach pojawiają się sformułowania nieco koślawe, nieco niedorobione, bardzo zaś zgrzytliwe na tle wyrafinowanej przecież dykcji poety. Moim unielubionym są chyba „zielone żagle sosen”, ale dość o tym, wyrzućmy to z białej skrzynki. Zapamiętajmy za to uroczą grę z tytułem kolędy: „śrut nocnej ciszy”.

5.

Zaraz, o co to miało chodzić z białą skrzynką? Poniżej parafrazuję anglojęzyczną Wikipedię (http://en.wikipedia.org/wiki/White_box):

Test białej skrzynki (tu pojawia się nawias zawierający parę synonimów, bo zamiast angielskiego white box można trafić na skrzynkę opatrzoną epitetami clear, glass czy transparent) to metoda testowania oprogramowania sprawdzająca jego wewnętrzne struktury bądź działanie aplikacji, nie zaś jej funkcjonalność (jak w teście czarnej skrzynki). W testach białej skrzynki do projektowania testów wykorzystuje się spojrzenie na system od wewnątrz oraz umiejętności programistyczne. Tester wybiera dane wejściowe, by sprawdzić ścieżki przejścia przez kod i określić odpowiadające im dane wyjściowe. Anglojęzyczna Wikipedia odsyła przy tym do polskiej strony pod znacznie gorzej brzmiącym tytułem „testowanie strukturalne”, które dookreśla, że trzeba sprawdzić wszystkie takie ścieżki.

6.

Tytuł Biała skrzynka mógłby zatem oznaczać, że w książce testowane jest działanie wiersza, mógłby stanowić nieoczywiste wytłumaczenie zidentyfikowanej na wstępie cytatomanii. Byłby przy tym – co ważne w momencie, kiedy w poezji dominuje kultura marketingu – jasnym opowiedzeniem się po stronie kultury rzemiosła. I byłoby to dobre, piękne i prawdziwe, gdyby nie powstające przy tym wrażenie uśrednienia tonu, masowości i seryjności produkcji tekstu. Do tej pory nie rozumiem, jakim cudem umiał się przed tym efektem ustrzec taki na przykład Iwaszkiewicz, zatem zarzut mój widzę wysublimowany, nie umiejąc przyszpilić tego, co jest na rzeczy. Bo z jednej strony jest Woźniak poetą coraz bardziej poszukującym, z drugiej jednakże terytorium poszukiwań wybrane tu zostało dość bezpieczne. Jaki głos jeszcze do mojego pasuje? Co jeszcze zmieści się w białej skrzynce? Jak dane można przykroić do znanych poetyckich algorytmów, nie zaś odwrotnie?

Maciej Woźniak, Biała skrzynka, Wielkopolska Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury, Poznań 2012.

Paweł Kozioł

Poeta, krytyk literacki, badacz literatury i kultury dawnej. Laureat nagrody im. W. Hulewicza (2003). Wydał cztery tomiki wierszy, książkę krytyczną o poezji najnowszej (Przerwane procesy, Lampai Iskra Boża, Warszawa 2011; w czasie jej pisania korzystał ze stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego) oraz zbiór esejów o średniowiecznych kronikach Historia i porządek (Towarzystwo Naukowe w Przemyślu, 2010). Współpracownik miesięcznika Lampa, w którym od trzech lat publikuje comiesięczne przeglądy tomików poetyckich. Redaktor – wraz z Marią Cyranowicz – książki Gada !zabić? pa]n[tologia neolingwizmu. Artykuły krytycznoliterackie drukował m.in. w Twórczości, Dekadzie Literackiej, Odrze oraz Przemyskim Przeglądzie Kulturalnym. W 2008 roku obronił doktorat w Zakładzie Literatury Staropolskiej na Wydziale Polonistyki UW, gdzie wykładał historię literaturyoraz tradycje antyczne i biblijne. Obecnie pracuje w Fundacji Nowoczesna Polska, redagując teksty udostępniane na wolnej licencji na portalu www.wolnelektury.pl.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!