Dopóki opukujemy

Jeździłem ostatnio na rowerze po Sandomierzu, więc tym baczniej obejrzałem główne wydanie Wiadomości TVP, w których podano, że figurki najsłynniejszego sandomierskiego cyklisty, serialowego ojca Mateusza, na straganach sprzedają się „jak ciepłe bułeczki”. Paręnaście dni wcześniej media relacjonowały religijno-cudotwórczy show ojca Bashobory na Stadionie, a jakże, Narodowym. W rekolekcjach księdza doktora uczestniczyło ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi i jest to popularność – podobnie jak nakład sandomierskich figurek – zapewne nieosiągalna dla zbioru rozmów Agaty Bielik-Robson i Tadeusza Bartosia Kłopot z chrześcijaństwem. Ale i kłopot, i chrześcijaństwo niewątpliwie to samo, dlatego zsiadłszy z roweru, zasiadłem do lektury.

Niepokoje dwojga rozmówców dotyczą, z grubsza, wątpliwości, czy chrześcijaństwo – przez wieki oddalając się od swego chrystusowego wzorca – nie stało się aby kultem cargo. Z administracyjnymi i symbolicznymi cielcami jak budowane przez egzotyczne plemiona lotniska i samoloty. Pół biedy, jeśli martwą makietą miałby być Watykan, odgrzewana w mikrofali mszalna liturgia czy pomnik papieża w Częstochowie (chociaż rysy Pudzianowskiego uchylają mu lufcika na Lacanowskie Realne). Gorzej, że ideowe podstawy chrześcijaństwa – opukiwane przez Bielik-Robson i Bartosia od filozoficznej, teologicznej i moralnej strony – też pobrzmiewają tekturą jak, nie przymierzając, dekoracje do filmu o doktorze Caligarim. Najwięcej wszakże czytelniczych emocji wzbudza czwarty aspekt tych opukiwań – osobisty. Agata Bielik-Robson jako filozofka i religioznawczyni o inklinacjach poniekąd lewicujących (kojarzona ze środowiskiem „Krytyki Politycznej”, puszczająca felietony w „Wysokich obcasach” itp.) połajanki z przeciwnej strony dostaje automatycznie, ale tym razem istotniejsza jest jej fascynacja judaizmem, która pozwala spojrzeć na chrześcijaństwo z innej perspektywy. Czyli wykorzystać oko starszego brata, by – niczym Pan Kleks – wysłać je tam, skąd widać, jak to się wszystko zaczęło. Podobnie Tadeusz Bartoś – były dominikanin niestroniący od zwierzeń o rozczarowaniu życiem w zakonnej wspólnocie (no i autor książki krytycznej wobec pontyfikatu Jana Pawła II) ­– stoi jedną nogą w środku, a drugą na zewnątrz chrześcijaństwa. Acz w jego przypadku ciężar ciała wciąż spoczywa na tej pierwszej, wytrenowanej przez doktorat o Tomaszu z Akwinu.

Obydwoje rozmówcy załapują się zatem na Agambenowską kategorię „homo sacer” (tym dotkliwiej, że Agata Bielik-Robson wspomina, że w dzieciństwie bywała molestowana przez księży, a Tadeusz Bartoś nadaje swojemu zrzuceniu habitu odcień dosyć hamletyczny), dzięki czemu książka zyskuje swój największy atut: jest zbawiennie wolna od dykcji dominujących w Polsce przy rozmowach o religii czy Kościele. Ach, wreszcie precz – i z Dawkinsowską furią, i z poprawną katolicką inteligenckością. Precz – i z antykościelnym fundamentalizmem, i z podkreślaniem zasług (na przykład w walce z komuną). Co oczywiście nie znaczy, że gorące tematy nie zostają poruszone: jest o feudalnych manierach Kościoła, o błędach i wypaczeniach „Gazety Wyborczej” z ich wpływem na rozkwit radiomaryjności, o Wojtyle i Ratzingerze, o kontraście między laicyzacją Europy a konserwatywną religijnością USA, o stosunku cesarskiego do boskiego, narodowego do religijnego, no, o tym wszystkim, czym emocjonujemy się medialnie i prywatnie przez ostatnich dwadzieścia lat. Najciekawsze, że nawet rozmaite resentymenty, które tu czy ówdzie wychyną z rozmówców (kiedy Bielik-Robson gorzko napomyka o środowisku „GW” albo kiedy Bartoś żali się na panującą w kościele duchową musztrę, której był poddany), okazują się zaletą książki, bo staje się ona nie tylko zapisem dialogu erudytów i filozofów o ładnie skrojonych światopoglądach, lecz przede wszystkim żywych ludzi ­– występujących w obliczu pełnej sprzeczności natury chrześcijaństwa, ale i własnej natury, też w końcu z nadrukiem „made in Christianity”.

Motorem napędowym książki jest zderzenie poglądów i temperamentów dyskutantów. Bielik-Robson pozostaje wobec chrześcijaństwa raczej sceptyczna, wskazując na przewagi judaizmu, Bartoś zaś widzi światełko nadziei w tym ciągnącym się od dwóch tysiącleci i – nie da się ukryć – dość mrocznym tunelu. Bielik-Robson to zwolenniczka tradycji anglosaskiej, a Bartoś skłania się ku francuskiej. Bielik-Robson łatwiej popada w skrajności i egzaltacje, tak ze znakiem ujemnym (krytyka mesjanistycznych zapędów chrześcijaństwa), jak dodatnim (entuzjazm wobec Tory), Bartoś z kolei bywa stonowany i ugodowy (wciąż szukając, niekiedy z dosyć dziecięcą naiwnością, szans i kompromisów tam, gdzie jego interlokutorka widzi już wszystko w ciemnych barwach). Równie rześkie w lekturze są momenty zgody między rozmówcami, szczególnie kiedy dochodzi do głosu ich niefrasobliwa erudycja za pan brat z mądrą ironią. Podśmiechujki (nomen omen, bo pada sugestia nerwicy seksualnej) ze świętego Augustyna, przytyki wobec paru innych wiodących postaci chrześcijaństwa, złośliwości dzielone po równo między katolicyzm a protestantyzm – wszystko to wpuszcza łyk świeżego powietrza w utarte kanony myślenia, nieważne, czy jest to myślenie pro- czy antyreligijne. Kto kpi, ten o drogę pyta tym bardziej trzeźwo i przytomnie. Prawie dwa stulecia po konstatacji Kierkegaarda, że „polityka stała się religią, a religia polityką”, miło poczytać rozmowy osób, które już się tym twierdzeniem nie ekscytują, a rozważając uwikłanie chrześcijańskich nakazów w kwestię władzy, nie uprawiają oburzenia ani kombatanctwa, lecz zastanawiają się nad konkretnymi konsekwencjami takiego stanu rzeczy.

Bodaj najwięcej do myślenia dają te fragmenty Kłopotu z chrześcijaństwem, w których rozmówcy sami wikłają się w sprzeczności własnych na tę religię poglądów. Na przykład kiedy porównują ciemne sprawki chrześcijaństwa z promiennym że hej, idealistycznie wyprojektowanym judaizmem (w którym, według Agaty Bielik-Robson, „wyklucza się fundamentalizm” i w ogóle wszystko jest jak z reklamowego folderu). Albo kiedy raz dają prawo do update’owania tradycji religijnej (czy wręcz, jak Tadeusz Bartoś, nakładają obowiązek nadążania za duchem czasu), a innym razem właśnie w takich praktykach widzą pretekst do manipulacji i nadużyć. Zresztą, kiedy Bielik-Robson – przy okazji porównywania miłosnych związków między człowiekiem a Bogiem w obu religiach – sugeruje prymat relacji międzyludzkich i powiada do Bartosia: „Uwierz mi, w objawieniu o to właśnie chodzi”, oddycha się z ulgą, że jej „uwierz” nie nabiera mocy dogmatycznej. Jakoś szczerzej brzmi tytułowy „kłopot”, jeżeli widzi się, że dotyczy on także rozmówców, a nie samego chrześcijaństwa – operowanego na czystym stole podczas lekcji anatomii dawanej filozoficznym skalpelem.

Zagadnięty przez misjonarza Stanleya Jonesa o dystans do chrześcijaństwa Gandhi podobno odpowiedział: „Och, nie odrzucam Chrystusa. Kocham go. Tyle tylko, że mnóstwo chrześcijan wcale go nie przypomina”. Być może to, co pozostało z pierwotnego chrześcijaństwa, faktycznie jest kultem cargo: podpatrzonych gestów i formułek, na które z barbarzyńską naiwnością liczymy. News o figurkach serialowego ojca Mateusza waży tyle samo bajtów, co news o kanonizacji Jana Pawła II, oba mogą być opakowaniami na to samo nic. Jednak rozmowy Agaty Bielik-Robson i Tadeusza Bartosia pozostawiają poczucie, że chrześcijaństwo jeszcze nie zginęło, póki opukujemy te opakowania, a tlące się wątpliwości filozofów potrafią świecić bardziej przekonująco niż płomienna wiara inkwizytorów czy krzyżowców. „Chrześcijaństwo? Ciekawy pomysł, warto go kiedyś wypróbować”, rzekł Gandhi. A dopóki mamy z czymś kłopot, jeszcześmy tego nie stracili.

Agata Bielik-Robson, Tadeusz Bartoś, Kłopot z chrześcijaństwem. Wieczne gnicie, apokaliptyczny ogień, praca, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013.

Maciej Woźniak

(1969) Poeta, krytyk literacki i muzyczny, tłumacz, autor sześciu książek poetyckich. Publikował m.in. w Tygodniku Powszechnym, Twórczości, Literaturze na Świecie, Gazecie Wyborczej, Opcjach, Studium. Jego tom Iluzjon był nominowany do Nagrody im. Józefa Czechowicza, zaś tom Ucieczka z Elei – do Nagrody Literackiej Gdynia. Niedawno opublikował tomik Biała skrzynka (WBPiCAK, Poznań 2012). Mieszka w Płocku.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!