Wolne. O ukraińskich emancypantkach drugiej połowy XIX wieku z Urszulą Górską rozmawia Anna Mach

Anna Mach: Wolna – to tytuł opowiadania Olgi Kobylańskiej, które niedawno przetłumaczyłaś z języka ukraińskiego. Kobylańska napisała tę nowelę w 1896 roku w Czerniowcach i jak na utwór z tego okresu – Wolna zaskakuje. Nie przypominam sobie podobnych bohaterek w polskiej literaturze tamtego czasu – kobiet, które są niezależne, spełnione, szczęśliwe.

Urszula Górska: Zgadza się. Oryginalny tytuł opowiadania brzmi Nekulturna, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „niekulturalna” czy „niecywilizowana”. Kanadyjska tłumaczka Olgi Kobylańskiej Roma Franko przetłumaczyła tytuł opowiadania jako Freespirited woman i wydaje mi się, że ten tytuł najlepiej oddaje ducha (nomen omen) tego opowiadania. Chodzi w nim bowiem nie tyle o kobietę z dala od cywilizacji, żyjącą poza kulturą, chociaż akcja dzieje się we wsi na Bukowinie, ale o aspekt osobowości głównej bohaterki, która jest właśnie tą freespirited woman, czyli wolną kobietą.

AM: Główna bohaterka – Paraska – jest nie tylko „niezależna duchowo”, jak wskazuje dosłownie tytuł angielski, ale też niezależna seksualnie. Daje sobie prawo do decyzji, czy po owdowieniu wejdzie w ponowny związek, czy też pozostanie niezależna.

UG: I nie potrzebuje ślubu do tego, by wejść w relację z mężczyzną.

AM: Paraska nieustannie podkreśla, że jest silną kobietą, da sobie radę sama, a przy tym jest szczęśliwa. To zdanie powraca w noweli co najmniej kilka razy.

UG: Taki typ bohaterki jest charakterystyczny dla twórczości nie tylko Kobylańskiej, ale też dla innych ukraińskich feminizujących pisarek – Natalii Kobryńskiej i Oleny Pliczki. Są to kobiety wolne, zazwyczaj wykształcone (oczywiście chodzi tu o wykształcenie domowe, bo kobiety nie mogły wówczas studiować), wyzwolone seksualnie. Choć Paraska jest kobietą z ludu, to jednak można śmiało powiedzieć, że są to bohaterki podobne – niezależne wewnętrznie, nie kierują się tym, czego wymaga od nich społeczeństwo, nie wyobrażają sobie na przykład małżeństwa pozbawionego miłości.

AM: I to jest w literaturze tamtego okresu rewolucyjne?

UG: Tak, na przełomie wieków na Bukowinie, głębokiej prowincji zaboru austriackiego, to jest rewolucyjny wybór. Olga Kobylańska urodziła się na dzisiejszym pograniczu rumuńsko-ukraińskim, w bardzo małej miejscowości Gura Humorolui, w dolinie rzeki Mołdawy. Stosunek pisarki do jej rodzinnych stron był ambiwalentny, choć z pewnością czerpała ogromną siłę z obcowania z przyrodą.

AM: Opowiadanie Wolna rozpoczyna się od opisu dwóch potężnych gór…

UG: Co więcej, także w dziennikach Olgi Kobylańskiej podmiot kobiecy czerpie siłę z przyrody. Można je w ciekawy sposób interpretować w świetle geografii humanistycznej, czy nawet geografii feministycznej. Jest to gałąź humanistyki, która analizuje sposób odbioru krajobrazu ze względu na płeć – okazuje się, że mężczyźni i kobiety zwracają uwagę na inne aspekty natury, inaczej pozycjonują poszczególne elementy krajobrazu.

AM: Kobylańska opisuje naturę w specyficzny sposób?

UG: Widać w jej pisarstwie silne współodczuwanie z naturą. Karpaty są bardzo istotnym elementem jej podmiotowości. Góry dają siłę oraz przestrzeń do rozwoju indywidualności i uczą ją wrażliwości. Dochodzi tu do pewnego rodzaju psychologicznej synergii z naturą. Jednakże trzeba też pamiętać o tym, że Olga Kobylańska była bardzo zanurzona w kulturze, a konkretnie w kulturze zachodnioeuropejskiej, przede wszystkim niemieckiej. Jej matka, Maria Werner, pochodziła ze spolszczonej rodziny niemieckiej, a dziadek, Zachariasz Werner, był niemieckim poetą okresu romantyzmu. Maria wyszła za mąż za Ukraińca i specjalnie dla niego nauczyła się języka ukraińskiego i poczuła Ukrainką. Olga została więc wychowana w duchu patriotycznym, choć jej pierwszym językiem był niemiecki. Co więcej, Olga przez cztery lata nauki w szkole – tyle lat liczyła cała jej edukacja – uczęszczała do szkoły niemieckiej, jako że Bukowina należała przecież do zaboru austriackiego. Szkół ukraińskich oczywiście nie było wtedy…

AM: I oprócz czterech klas niemieckiej szkoły Kobylańska nie pobierała nauk na pensji czy w domu?

UG: Nie. To była rodzina drobnoszlachecka, mocno zubożała. Olga była czwarta spośród siedmiorga rodzeństwa i poza biblioteką w domu czy wspomnieniami matki jej rodzice nie mieli styczności z wyedukowanymi warstwami społeczeństwa. Jako dziewczynkę przyuczano ją do pracy w gospodarstwie, która ją nieustannie bardzo nudziła. Dzienniki Kobylańskiej, pisane od 1888 roku, pokazują, jak bardzo nie lubiła prac gospodarskich. Była dziewczyną niezwykle inteligentną, chłonną wiedzy. Cierpiała, bo na prowincji nie miała dostępu do bibliotek, księgarni, instytucji naukowych – najbliższe znajdowały się w Czerniowcach, sporo oddalonych od jej rodzinnej miejscowości. Rodzina Kobylańskiej nie miała pieniędzy na książki, a co więcej, młoda dziewczyna nie mogła przecież tak po prostu pojechać do miasta, żeby je kupić czy wypożyczyć, bo kobiety samotnie nie podróżowały. Jedyną okazję do samorozwoju dawały jej książki podarowane przez kogoś z przyjaciół czy przywożone przez braci w okresie ich studiów. Rodzina przeznaczyła wszystkie pieniądze na studia synów, natomiast córki nie mogły się uczyć i zostały w domu. Tymczasem Kobylańska bardzo pragnęła się rozwijać. Mimo tych trudności, o których wspomniałam, starała się być na bieżąco z nowymi prądami intelektualnymi czy filozoficznymi. Niektóre zapisy dzienników wskazują na to, że czytała Marksa, na pewno zapoznała się też z tekstami na temat psychoanalizy lub z dziełami samego Freuda, bo pisała na przykład: „właśnie odkryłam, że pasuje do mnie pojęcie histeryczka”. Interesowała się ideami socjalistycznymi, czytała też Darwina. Można więc powiedzieć, że na ówczesne standardy była wolnomyślicielką.

AM: W tym kontekście nie dziwi to, że bohaterka opowiadania woli spełniać się twórczo w bardziej „męskich” zajęciach – jako rzeźbiarka, niż na przykład haftując. Nie znosi typowo kobiecych zajęć, co wielokrotnie podkreśla, za to ochoczo rąbie drzewo, nałogowo pali tytoń. Czerpie dumę ze swojej siły fizycznej, która rzeczywiście umożliwia jej przetrwanie w świecie brutalnych mężczyzn. W opowiadaniu mamy na przykład niezwykle poruszający opis próby gwałtu – Paraska broni się, walcząc z napastnikiem, uderza go pięścią w twarz. Po latach wspomina to wydarzenie, opowiadając, że jej zaciśniętej pięści nikt nie był w stanie otworzyć. Co charakterystyczne, ta opowieść towarzyszy afirmacji wyboru, jakiego dokonała – by żyć bez mężczyzny, by być wolną i czerpać z tego satysfakcję, jak w tym fragmencie:

– Sama z siebie jestem szczęśliwa. Nic mi nie dokucza… jestem tak silna, że mogłabym góry przenosić, chociaż teraz… Ale ja i teraz się nie dam! Choć moje dłonie już nie te, co kiedyś, ale i teraz, jakby kto przyszedł… niech by przyszedł! – I podniosła szybkim ruchem drobną, zaciśniętą piąstkę i pogroziła nią.
– A tak, Parasko! Któż by waszej pięści się nie bał! – zaśmiała się pani.
– Bał się czy nie bał, ale ja bym się nie bała! Moją pięść dobrze wszyscy znali, nawet ci u Hawrisana. Gdy ją zacisnęłam, to nikt jej nie umiał otworzyć; i po dwóch próbowało, i nie mogli. Żaden parobek, żaden mężczyzna.

UG: Tak, ta wewnętrzna i rzeczywista siła bohaterki z ludu jest wyjątkowa w literaturze tamtego czasu. Nie wiem, czy w polskiej literaturze przełomu XIX i XX wieku mamy podobny typ kobiety tak wyzwolonej i tak jednocześnie spełnionej, autonomicznej, samowystarczalnej.

AM: Możliwe więc, że postać Paraski reprezentuje to, czego brakuje Oldze? Widzi w chłopce silną, samodzielną kobietę, która jest taką dzisiejszą „singielką”. Brak mężczyzny nie odbiera jej wartości, nie grozi marginalizacją czy skrajną biedą, jak w przypadku licznych bohaterek w tekstach polskich pisarek drugiej połowy XIX wieku. Paraska żyje niezależnie, a jeśli ktoś pyta ją, czy nie chce wyjść ponownie za mąż, to odpowiada „a może wezmę sobie chłopa, jak będę chciała” albo „jak się jakiś trafi, to może go wezmę”.

UG: Myślę, że Kobylańska zazdrości Parasce – pewności siebie, przekonania o pewnych racjach, poczucia spełnienia. Kiedy czytamy listy Kobylańskiej, widzimy tam niesamowicie neurotyczną, zalęknioną, niepewną siebie, młodą kobietę nieustannie wątpiącą w siebie i wartość swojego pisarstwa. W swoich utworach Kobylańska często przedstawia portret kobiety z warstwy średniej czy drobnego mieszczaństwa, która nie pasuje do ograniczeń swojej klasy – jest inteligentna, ma silną potrzebę niezależności, wolności, prawdziwego, partnerskiego związku z drugą osobą, nieważny jest przy tym ślub, lecz uczucie łączące dwie osoby. Takie bohaterki Kobylańska opisuje na przykład w powieści Carówna z lat 90. XIX wieku, a także w powieści Ljudyna [po polsku Człowiek] z lat 80. Najczęściej jest to młoda kobieta z klasy średniej, pochodząca z małej miejscowości na Bukowinie. Cechują ją wysoko rozwinięta samoświadomość, jest bardzo refleksyjna, niezależna w sądach. Czuje się przez to wyobcowana, pragnie więc znaleźć pokrewną duszę. Pojawia się wówczas motyw mężczyzny, który jest bliski bohaterce, z którym łączy ją wspólnota wartości. Z reguły jest to mężczyzna, któremu bliskie są idee równościowe, socjalistyczne, zaangażowanie społeczne. Tworzą więc raczej „związek partnerski” – nie zawsze akceptowany przez ich otoczenie, ponieważ z reguły bohaterki Kobylańskiej są nakłanianie do ślubu z kimś zamożniejszym, dużo starszym. Mężczyźni, których kochają bohaterki, są pełni empatii, postrzegają swoje wybranki nie przez pryzmat ról społecznych żony, matki, gospodyni, lecz dostrzegają w nich przede wszystkim człowieka z własnymi uczuciami, lękami, nadziejami.

AM: Czy w powieściach i nowelach Kobylańskiej wspomniane przez Ciebie relacje partnerskie to spełnione związki?

UG: Zazwyczaj na początku wszystko się układa – według dobrze znanego schematu monogamicznej, partnerskiej relacji. W powieści Ljudyna główna bohaterka, Olena, poznaje lekarza, z którym podziela pasję, jaką jest praca społeczna, szerzenie oświaty, ale mężczyzna wyjeżdża na dwuletnią praktykę do większego miasta i tam umiera na tyfus. Olena zostaje sama. Kobylańska ciekawie opisuje, w jaki sposób rodzina wywiera na nią presję, by wyszła za mąż. Olena ma poślubić mężczyznę majętnego, o wysokiej pozycji społecznej, bo sytuacja materialna rodziny jest nieciekawa – brat bohaterki przepił i przetracił majątek, był nałogowym hazardzistą. W tej sytuacji widać wyraźnie nierówność płci – to córka musi się poświęcić za błędy brata. Mimo presji, bohaterka nie przyjmuje oświadczyn, co pokazuje, jak była silna, by przeciwstawić się woli i szantażowi emocjonalnemu rodziny. Jednak koniec tej historii wcale nie jest optymistyczny, gdyż bohaterka ostatecznie ulega rodzinie, wychodzi za mąż za innego mężczyznę, który, choć dla niej pociągający i męski, nie potrafi zrozumieć jej intelektualnych potrzeb, gdyż sam niewiele ich posiada. Powieść kończy się w momencie, gdy trwają przygotowania weselne, a Olena zakłada suknię ślubną, jest zrozpaczona, żałuje swojej decyzji. Sytuację pogarsza nagłe wejście do pokoju pana młodego, który, widząc płaczącą narzeczoną, opacznie rozumie jej łzy, bierze ją dziarskim ruchem w ramiona i wypowiada coś strasznie głupiego: „Hahaha! Ty płaczesz, Olena? No tak, oczywiście, wszystkie dziewczęta płaczą, gdy wychodzą za mąż!!!”. I w tym momencie kobieta już zupełnie traci nadzieję, że jej życie będzie wyglądało tak, jakby sobie tego życzyła, i że jej przyszły mąż dostrzeże w niej podmiotowość , indywidualność.

AM: Czy to oznacza, że tylko w opowiadaniu Wolna Kobylańska naszkicowała postać kobiety niezależnej i jednocześnie spełnionej?

UG: Gdy myślę o innych bohaterkach Kobylańskiej, to na pewno są to osoby, które nieustannie poszukują szczęścia, w sposób niezależny od wpływów czy nacisków otoczenia. Warto podkreślić, że w opowiadaniu Valse mélancolique Kobylańska przedstawia – w dość nowatorski sposób – przyjaźń kilku młodych kobiet, które podejmują studia. Pokazuje ich środowisko od wewnątrz – jak rozmawiają ze sobą, jak się traktują, do czego dążą. U nas w podobny sposób opisywała przyjaźnie kobiet Aniela Gruszecka, z tym że jej twórczość jest znacznie późniejsza.

AM: Jeśli mówisz o Przygodzie w nieznanym kraju, to był tam też ważny wątek homoerotyczny. Możemy pokusić się zatem o poruszenie kolejnego tematu twórczości kobiet drugiej połowy XIX wieku i późniejszej – w Wolnej jest wszakże delikatny wątek lesbijski. Mam na myśli fascynację Paraski pewną panią, która często do niej przychodzi na pogawędki i przynosi w prezencie tytoń. Jest tam nawet scena pocałunku w usta…

UG: Hmm… Analizując korespondencję między Kobylańską a Łesią Ukrainką – drugą bardzo ważną pisarką ukraińskiego modernizmu – też mogłybyśmy doszukać się wątków homoerotycznych. Piszą do siebie w sposób bardzo pieszczotliwy, trochę jak kochankowie.

AM: Wyznają sobie miłość?

UG: Tak, ale musimy pamiętać o tym, że taki styl pisania był utrzymany w konwencji epoki i należałoby być może rozróżnić czułe przyjaźnie kobiet od lesbijskich związków. Łączy je silna przyjaźń i fascynacja intelektualna – nieustannie polecają sobie różne książki, na przykład Heinricha Heinego, świetnie się rozumieją…

AM: Jak rozumiem, one nie mieszkały razem, jak Konopnicka z Dulębianką…

UG: Nie, absolutnie, widziały się może kilka razy w życiu, natomiast na pewno była między nimi duża zażyłość, którą z dużą ostrożnością możemy nazwać homoerotyczną więzią. Badacze kultury tamtego okresu twierdzą zresztą, że wspomniane dwie sfery były wyraźnie oddzielone – potrzeby miłości realizowano w przyjaźniach, często jednopłciowych, ponieważ małżeństwo bywało raczej transakcją ekonomiczną i prokreacyjną.

AM: Czy Łesia Ukrainka też była ważną postacią ruchu ukraińskich emancypantek?

UG: Tak! Była to wybitna pisarka i poetka, przedwcześnie zmarła z powodu gruźlicy. Ukrainka nie była aktywistką sensu stricto, natomiast w swojej twórczości prezentowała kobiety bardzo silne, a nawet stworzyła dramat o kobiecym Don Juanie. Jego bohaterka Elwira uwodzi mężczyzn i traktuje ich przy tym przedmiotowo. Twórczość Łesi była zdecydowanie elitarna, osadzona w kulturze zachodnioeuropejskiej, nieukraińska właśnie, choć tak się ją kojarzy – jako poetkę ludową. Nic bardziej mylnego. Napisała może kilka wierszy o wsi, ale większa część jej twórczości jest przeznaczona dla czytelnika wyrafinowanego. Była wykształconą kobietą, znała chyba dziesięć języków obcych, jej matka Olena Pczilka, również pisarka i emancypantka, zadbała o znakomite wykształcenie córki. Co ciekawe, w 1887 roku z inicjatywy innej pisarki, czołowej organizatorki ruchu emancypantek na Ukrainie, czyli Natalii Kobryńskiej, pojawił się pierwszy w Europie almanach twórczości kobiecej pt. „Pierwszyj winok” (dosł. pierwszy wianek). Jest to zbiór prozy – dłuższej i krótszej, poezji, eseistyki i publicystyki emancypacyjnej.

AM: W tym zbiorze zebrano teksty pisarek piszących po ukraińsku?

UG: Tak – znalazły się tam zarówno utwory inicjatorki projektu Natalii Kobryńskiej i wspomnianej Oleny Pczilki, jak i Łesi Ukrainki, Olgi Kobylańskiej i Hanny Barwinok, a także innych działaczek ruchu.

AM: Jaki projekt emancypacyjny wyłania się z tego zbioru? Czy jest on podobny do idei polskich działaczek, oczywiście biorąc pod uwagę różne jego oblicza, bo inaczej o prawach kobiet pisała Eliza Orzeszkowa, a zupełnie inaczej Paulina Kuczalska-Reinschmitt czy Zofia Nałkowska…

UG: Zdecydowanie bliższe są Orzeszkowej, mówimy przecież o latach osiemdziesiątych XIX wieku.

AM: Jednakże, jeśli rozmawiamy o twórczości literackiej, to wydaje się, że w sferze obyczajowej pisarki ukraińskie tamtego okresu prezentowały nieco odmienne od Orzeszkowej wzorce. O autorce Marty mówiono wszak, że była strażniczką domowego ogniska… Ukraińskie pisarki, tak wynika z naszej rozmowy, zdecydowanie częściej tworzyły postaci kobiece, które dążyły do samorealizacji poza małżeństwem. Jeśli pamiętamy zaś spory Orzeszkowej z młodszymi od niej polskimi emancypantkami, to w tym kontekście twórczość Ukrainek wydaje się zdecydowanie bardziej „wyzwolona”…

UG: W ogóle ukraiński ruch emancypacyjny na terenie monarchii austro-węgierskiej był bardziej odważny i postępowy niż ruch w polskiej części Galicji, nieustannie przecież tłumiony przez prądy narodowo-wyzwoleńcze i wpływy Kościoła katolickiego. Bohaterki Orzeszkowej na przykład są nieustannie uwikłane w dyskurs patriotyczny i romantyczny.

AM: I patriarchalny. Są matkami i żonami (albo za chwilę mają się nimi stać)…

UG: …albo działaczkami społecznymi, nieposiadającymi ciała. Wydaje mi się, że ciało mają jedynie bohaterki we wczesnych, autobiografizujących tekstach Orzeszkowej, np. w Ostatniej miłości. Później pisarka sama sobie narzuca cenzurę, jakby sama się kastruje. Jej bohaterki mają być czyste moralnie, uduchowione, nieskazitelne pod względem etycznym.

AM: Co oznacza podtrzymywanie patriarchalnego status quo. Tak zwana moralność służyła przede wszystkim uwięzieniu kobiet w regułach „rynku kobiet” – jako własności ojca przechodzącej w ręce męża.

UG: Jakkolwiek pamiętajmy, że Orzeszkowa bardzo sprzeciwiała się tradycyjnemu wychowaniu młodych kobiet. Nie chodziło o to, by były jedynie salonowymi liliami, ale żeby miały także szansę na edukację. Jak pamiętamy, W liście do kobiet niemieckich Orzeszkowa napisała wprost, że wielkim zadaniem kobiet jest „odrodzenie moralne ludzkości”, nieustannie podkreślała ten aspekt emancypacji.

AM: A tymczasem Paraska w noweli Kobylańskiej może być wolna także od tego aspektu (choć przecież nie jest to żadna nietzscheańska czy w innym duchu nihilistyczna postać kobieca, czego można by się spodziewać po modernistycznych sporach o moralność). To daje jej możliwość rzeczywistego wyzwolenia, w odróżnieniu od licznych bohaterek, które pamiętamy z literatury polskiej tego okresu. Szalona Kraszewskiego nieustannie gdzieś pędzi na barykady, w tym sensie – oprócz wyzwolenia seksualnego – realizuje przede wszystkim misję polityczną, zaś Paraska nie podąża za ideami, które usłyszała od kochanka, tylko poszukuje własnego systemu wartości, który w istocie realizuje poza trwałymi relacjami z mężczyznami. Potrafi dążyć do szczęścia na własnych zasadach, zajadle o to walcząc i chroniąc niezależność poza kontekstami politycznymi, ideowymi, rodzinnymi. Być może w ten sposób realizuje avant la lettre postulat Nałkowskiej…

UG: „Chcemy całego życia”, oczywiście! W polskiej literaturze taka postać, jeśli nie przyłączyłaby się do jakiejś patriotycznej idei, a przede wszystkim do ruchu niepodległościowego, zaraz zostałaby odsądzona od czci i wiary jako osoba egoistyczna…

AM: …albo zostałaby srogo ukarana za swoje dążenia do niezależności od „rynku kobiet”, jak Pietrusia – bohaterka Dziurdziów Orzeszkowej. Wracając do Kobylańskiej – Paraska nie odnajduje się w roli obiektu małe a, nie uwodzi mężczyzn, by zyskać nieco władzy, nie jest zatem takim typem kobiety heteroseksualnej, która ugrywa w patriarchacie co nieco dla siebie, ale wciąż musi odnosić się do tych męskich zasad.

UG: Jest wolna od dominującej wówczas kultury, ale też od własnych obciążeń.

AM: Nie żyje dokładnie tak, jak jej otoczenie na wsi. Na przykład siostra, która ma stanowić „antywzorzec”, przedstawiona jest wręcz demonicznie – zwłaszcza w scenie, gdy chce zabić Paraskę podstępem, wysyłając ją w bardzo niebezpieczne rejony gór – być może właśnie z zazdrości o niezależność. Siostra wykorzystuje swoją kobiecość do tego, żeby uwodzić mężczyzn – jak zostało to przedstawione przez Kobylańską, sięga mężczyznom do rozporka za każdym razem, gdy czegoś potrzebuje.

UG: A oprócz tego jest całkowicie podporządkowana mężczyznom – ulega im i usługuje.

AM: To mnie również zaskoczyło w tym opowiadaniu – jest to literatura z końca XIX wieku, a prawdziwą antybohaterką nie jest emancypantka czy rewolucjonistka, jak to bywało w tekstach polskich autorów z tego okresu, ale kobieta wypełniająca swoją rolę żony i kochanki. Czytam to jako sprzeciw Kobylańskiej wobec roli, jaką kultura patriarchalna narzuca heteroseksualnej kobiecie – która ma być uwodząca, kokietująca, gospodarna, ale uległa. I jeśli ma swoje seksualne pragnienia – to może je wyrażać wyłącznie w taki wulgarny sposób. Wydaje mi się, że zestawiając seksualność Paraski i jej siostry – Kobylańska staje po stronie wolności seksualnej reprezentowanej przez Paraskę. Ona nie musi zabiegać o to, by być obiektem, i właśnie dzięki temu pozostaje wolna i szczęśliwa.

UG: Oczywiście jest często określana przez innych mieszkańców wsi jako piękna, mimo dojrzałego wieku podoba się mężczyznom, jeden nawet tragicznie się w niej zakochuje.

AM: Podoba się, ale zupełnie nie gra tym, nie haftuje sobie tych bluzek, nie stroi się, nie wykorzystuje urody do polepszenia swojej pozycji. Zdobywa tę pozycję w zupełnie inny sposób. Jest wolna od „rynku kobiet” i od gender.

UG: Gdyby to opowiadanie było napisane przez polską pisarkę, to musiałaby się pojawić jakaś szarpanina emocjonalna, zaraz pojawiłby się ksiądz i jakiś patriota, który zachęcałby bohaterkę do poświęcenia dla ojczyzny.

AM: Z kolei bohaterki wiejskie, przedstawiane przez pozytywistki i pozytywistów, zawsze były umęczone, znękane biedą, pracą fizyczną, z rozterkami typu „miłość czy praca”…

UG: Nawet u modernistki Zapolskiej nie pojawia się taka wolna postać, tylko raczej kobiety uwikłane w jakąś trudną sytuację społeczną – czy to pensja, czy to mieszczański opresyjny dom, toksyczne relacje, faceci, którzy wykorzystują biedne dziewczyny… Podobnie u Reymonta, Berenta….

AM: Zastanawiałabym się jeszcze nad bohaterkami wczesnej Nałkowskiej, ale one też okazywały się uwikłane w patriarchat, raczej grały swoją kobiecością, trochę tak jak Judith Butler przedstawia queerowanie kobiecości wewnątrz systemu. To pewnie też wynikało z osobowości samej pisarki, która już jako nastolatka zapisywała w dziennikach, że wie, że ma się podobać, że trzeba się wystroić – jednocześnie denerwuje ją to, ale też świadome kokietowanie daje jej władzę. Często ogląda się w lustrach, sprawdza, kontrolując efekt, jaki wywiera na otoczeniu. W tym sensie jest świadoma swojej genderowej roli i wykorzystuje ją. Bohaterki Nałkowskiej raczej nie widzą możliwości emancypacji poza rolą wyznaczoną im przez męską kulturę i heteroseksualne relacje.

UG: Jakkolwiek, jeśli przypomnimy sobie ten „skandaliczny” referat Nałkowskiej na zjeździe kobiet w 1907 roku, to Nałkowska zdecydowanie twierdziła, że kobieta powinna być wolna seksualnie. W tym punkcie była bardzo odważna.

AM: Nie pamiętam jednak takich bohaterek, które byłyby rzeczywiście wolne seksualnie. Być może to wynika z roli płciowej – że Paraska jest w ogóle mało „kobieca”, stroni od kobiecych funkcji, lubi męskie zajęcia, jest silna fizycznie, pielęgnuje pancerz chroniący ją przed zagrożeniem ze strony mężczyzn. Trochę jak ta wspomniana już góra Magura z początku opowiadania.

UG: W symbolice tego opowiadania istotne jest, że obok stoi druga góra, Rung – reprezentująca mężczyznę – ale stoi obok, nie jest to symbioza, tylko dwa zupełnie niezależne żywioły.

AM: To jest ciekawy projekt – związek dwóch niezależnych, autonomicznych jednostek. Bardzo to nowoczesne.

UG: Zastanawiam się więc, dlaczego takie przedstawienie postaci kobiecych było możliwe w ukraińskiej prozie. Jak już mówiłam, Olga Kobylańska nie jest jedyną pisarką, która tworzyła takie bohaterki. Warto przytoczyć fantastyczną mini powieść Oleny Pczilki, matki Łesi Ukrainki, gdzie mamy portret młodej kobiety, która udaje się na studia do Szwajcarii (w swoim kraju nie może oczywiście studiować), wraz ze swoją koleżanką. Jest tu przedstawiona emocjonalna i intelektualna droga tych kobiet do dojrzałości w sposób zupełnie niespotykany w polskiej prozie. Ten utwór Oleny Pczilki nosi też charakterystyczny tytuł – Towarzyszki. Podczas studiów kobiety zapoznają się z ideami socjalistycznymi, jakkolwiek w tym opowiadaniu idee polityczne są zarysowane bardzo subtelnie, bez indoktrynacji. Dokładnie przedstawione jest zaś to, czym się interesują bohaterki, co czytają, o czym rozmawiają, czym się fascynują intelektualnie, jak bardzo starają się być niezależne. Jedna z nich wraca do swojej miejscowości rodzinnej, tam zostaje lekarką wiejską, ale to jest kompletnie pozbawione patosu, jaki dałoby się zapewne wyczuć, gdyby tę historię opowiedziała polska pisarka.

AM: Wychodzi za mąż?

UG: Pojawia się pewien mężczyzna, wychodzi za niego, ale to nie jest priorytet dla tej kobiety. Jest to dawny towarzysz bohaterki z okresu studiów, z którym się przyjaźniła, ale nie ma tam jakichś romantycznych uniesień czy wyidealizowanych opisów tej relacji. Od razu pojawia się też w bohaterce taka myśl, że może się on okazać mężem despotycznym i brutalnym – między wierszami, pojawia się obawa, czy ona jako osoba niezależna będzie szczęśliwa w tym związku. Szkoda że Pczilka nie kontynuowała tej historii.

AM: Mogłoby się okazać, że nawet w partnerskim małżeństwie nie jest wolna i bezpieczna?

UG: To, co mnie ujęło w twórczości pisarek ukraińskiego ruchu emancypacyjnego, to też bardzo pogłębiona psychologia postaci, a do tego realistyczny opis określonej klasy społecznej – jest to twórczość modernistyczna, ale bardzo dojrzała, dająca pełen obraz kobiety żyjącej w tamtych czasach. W przypadku Kobylańskiej często pojawia się narracja pierwszoosobowa, co daje zaproszenie do psychologicznej wiwisekcji. W opowiadaniu Kobylańskiej Ona i on mamy z kolei przeskok ze świata wewnętrznego mężczyzny do świata wewnętrznego kobiety, to też jest bardzo psychologicznie umotywowane.

AM: A jak ona przedstawia te dwa wewnętrzne światy?

UG: Kobylańska stara się opisywać mężczyzn przychylnych kobietom i ruchowi emancypacyjnemu, pozostając przy tym bardzo świadomą genderowych ograniczeń. Jak na lata 90. XIX wieku, robi to na mnie ogromne wrażenie.

AM: A kontaktowała się z polskimi pisarkami?

UG: Emancypantki ukraińskie nawiązywały kontakty z polskimi, choć chyba raczej Natalia Kobryńska niż Olga Kobylańska. W pewnym momencie poczuły się zdradzone, kiedy dla Polek sprawy narodowe stały się ważniejsze. W dziennikach Kobylańskiej pojawiają się opisy, jak rzuca jakąś polską książką o ścianę, mam więc wrażenie, że w tej literaturze jest sporo złości w stosunku do Polaków. Niemniej literatura ukraińska tamtego okresu wydaje mi się niezwykle fascynująca i pod wieloma względami znacznie ciekawsza.
Ruch emancypacyjny ukraiński był – jak już mówiłam – zdecydowanie bardziej prężny, znacznie silniejszy niż polski. Na przykład polskie kółka samopomocowe raczej służyły spiskowaniu patriotycznemu, niepodległościowemu. Ponadto, w polskiej Galicji mało było infrastruktury dotyczącej przygotowania zawodowego kobiet. A na początku XX wieku, kiedy mogły już studiować, to na uniwersytetach w zaborze austriackim studentek z polskiej Galicji było niewiele, większość stanowiły Królewianki, było bardzo dużo Żydówek i Ukrainek, a Polek niewiele. Jeśli miałabym porównać ten trójkąt – Polki, Ukrainki i Austriaczki w Galicji, to polski ruch emancypacyjny był zdecydowanie najsłabiej rozwinięty, a w dodatku zanurzony w dyskursie katolickim i patriotycznym. Być może ten rzeczywisty, silny ruch emancypacyjny wiąże się dopiero z działalnością Krzywickiej w dwudziestoleciu.

AM: Krzywicka zresztą sama była taką wolną kobietą, o której dzisiaj rozmawiamy. Tworzyła wolny związek z Żeleńskim, poza małżeństwem z Krzywickim, żyła właściwie w trójkącie, a może nawet w czworokącie, bo w tym samym czasie przyjaźniła się z żoną Boya…

UG: No i tworzyła świetne teksty o edukacji seksualnej, o kościele, mniejszościach seksualnych… Wracając zaś do Olgi Kobylańskiej – z jej korespondencji, dzienników i twórczości wyłania się obraz kobiety o ogromnej potrzebie miłości. Była bardzo kochliwa. Prowadziła dziennik przez siedem lat, między 20. a 27. rokiem życia, i muszę przyznać, że mam problem z policzeniem obiektów jej pożądania i fascynacji. Było to bardzo wielu mężczyzn – a z reguły każda jej fascynacja kończyła się ogromnym rozczarowaniem. Nie stworzyła żadnej trwałej relacji, jednak przejawiała potrzebę bycia kimś zauroczoną, a jednocześnie bardzo szybko jej zauroczenie przekształcało się w gniew z powodu odrzucenia i bolesne rozczarowanie.

AM: Czy to znaczy, że silne i trwałe związki łączyły ją wyłącznie z kobietami?

UG: Chyba tak. Były to naprawdę głębokie przyjaźnie z podobnymi do niej pisarkami, poetkami, intelektualistkami ukraińskimi – wspomnianą już Łesią Ukrainką czy Natalią Kobryńską. Możemy się oczywiście zastanawiać, na ile obawiała się rzeczywistego zaangażowania w związek z mężczyzną, który niósł realną groźbę pozbawienia jej wolności i niezależności. W dziennikach Kobylańska opisuje sny, w których mężczyźni są zawsze bardzo dobrze zbudowani, potężni, władczy, dają poczucie bezpieczeństwa, ale też zagrażają. Rozważając dylemat Kobylańskiej przez pryzmat psychoanalizy Karen Horney, można się zastanawiać, czy ten jej swoisty, niekonsumowany „donżuanizm” nie byłby konsekwencją opuszczenia przez ojca, na którym chciałaby się nieświadomie zemścić…

AM: Kobylańska wchodziła w romanse, a później porzucała swoich kochanków?

UG: Czasem mężczyźni byli zainteresowani, ale nie wiemy, czy romanse były „konsumowane”, nigdy też nie wyszła za mąż. Jej główną działalnością była twórczość literacka, jako pisarka pozostawała bardzo aktywna do końca życia. Na tym polu czuła się bardzo wartościową osobą i spełniała się. Ciekawe jest też to, że przestała prowadzić dzienniki w momencie, gdy w roku 1891 przeniosła się do Czerniowców – w końcu udało jej się wyrwać z prowincji, znalazła się w świecie, który potrafił „nakarmić” jej potrzeby intelektualnego rozwoju. Tam zaczęła się dojrzała faza jej twórczości, tam weszła w towarzystwo emancypantek i aktywnie współtworzyła ruch.Wydaje mi się, że przed przyjazdem do Czerniowców, około roku 1890, Kobylańska była w depresji. Przygnębiało ją życie na prowincji, które nie dawało możliwości rozwoju. W tym czasie jej matka ciężko chorowała. Olga sama miała wówczas wrażenie, że za chwilę umrze na tej bukowińskiej wsi, bo nie ma perspektyw, jest załamana…

AM: Od momentu przeprowadzki do Czerniowców Kobylańska nie prowadziła już dziennika?

UG: Nie, z tamtego okresu, jeśli chodzi o literaturę dokumentu osobistego, została po niej jedynie bardzo ciekawa korespondencja, między innymi z Łesią Ukrainką. Widywały się rzadko, bo Łesia chorowała na gruźlicę i z tego powodu nieustannie przebywała w sanatoriach gdzieś na południu Europy. Olga zaś mieszkała do końca życia w Czerniowcach, w jej domu znajduje się nawet muzeum poświęcone jej twórczości.

AM: Dożyła wojny?

UG: Tak, żyła w Czerniowcach do 1942 roku, widziała już Niemców, a ponieważ znała wielu Żydów, to musiała też być świadkiem ich Zagłady. Sama jednak zmarła śmiercią naturalną w zaawansowanym już wieku 79 lat. Do końca pozostała aktywną pisarką. Jej twórczość z okresu dwudziestolecia międzywojennego mniej mnie fascynuje, na przykład jej powieść Apostoł czerni jest mocno symboliczna, przesycona wątkami duchowo-religijnymi, nie ma już wiele wspólnego z emancypacją kobiet. Nie pozostawia jednak wątpliwości fakt, że Kobylańska pozostaje jedną z najwybitniejszych postaci ukraińskiego ruchu emancypacyjnego i jedną z najważniejszych ukraińskich pisarek.

Anna Mach

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!