Wiersze

John Wrublesky

Jak mam wam o tym opowiedzieć,
żeby było jak na spowiedzi?

Nie słuchałem taty i mamy,
kradłem im złote i dolary,

biłem się z siostrą, uciekałem
ze mszy świętej, brzydko mówiłem

w szkole, na podwórku, na piłce
i w święta, i potem na Wall Street.

 

Rym Joanna

obce omijam grzędy
swoją piszę legendę

kiedy byłem mały
to łupałem skały

chociaż rzymskie dzieje są mi znane
mniej niż dzieje Igora Biełanow

(czy rym przestawion
usprawiedliwion?)

przyrównałbym dystychy
do prawosławnych ikon

chcę z Tamarą Arciuch
dzielić jedne kapcie

na starość będę taki chwat
że popamiętam każdy brzask

a gdy przed obliczem śmierci
stanę wtedy powiem jejciu

 

Rym Jarosław

był długo oczekiwanym rymem.
Mówię, że gdybym mieszkał u byle

pieśni, nie poczułbym
mięty do dystychu.

(Czy w przesadzie […] chodzi o wyładowania,
których nie wypada nam obserwować u Ciorana?)

(Czy choroby przeszłych stuleci
mogą spadnąć na nasze dzieci?)

Nie szukam taniego poklasku;
że człowieczeństwo jest opasłe

widzę i z żartobliwą powagą
opisuję, i zmywam podłogi.

 

W lodów nocne łopatowanie

Czarny statek w lesie
i my starzejemy się.

O kwiatku w pokoju myślę, że jest palmą,
czegoś więcej się domyślając.

Dobrze jest przy tym traktować wolność z powagą,
tj. jak kogoś, z kim chciałoby się związać.

Do siebie samego: bratku,
jeszcze się nawąchasz kwiatków.

Do przyjaciół: bardzo miło
mi się między wami żyło.

Do Miłosza i do Zosi:
tatuś chętnie was ponosi.

 

***

Coś czuję,
że w chwili mojej śmierci może być wesoło.
Babcia Adela pod koniec życia myliła mnie ze swoim synem,
bratem mojego ojca.
Mój ojciec jest geodetą.
Siedzą z kolegami w podziemiu na Mickiewicza,
ściana 70 cm grubości, latem chłodno.
„Raz rozmawiam z blacharzem przez telefon
i ten mnie pyta jaki mam samochód.
A ja zapomniałem.
Wpadam do pokoju,
facet wisi na telefonie a ja lecę:
„przypomnijcie szybko jaki mam samochód…”
A ci się ze mnie śmieją.
»Maybacha!«, jeden krzyczy.”

 

To,

że wy nie jecie tego arbuza,
to jeszcze nie jest powód,
żebym ja go,
nie
    praw
            daż,
nie
skończył.

Piotr Janicki

(1974) Urodzony w Białymstoku, mieszka w Supraślu. Przyjaciel Poznania i Poznaniaków. Opublikował tom wierszy pt. "Nadal aksamit" (Agencja Wydawnicza Agar, Warszawa 2006). Najlepszy pisarz: Fiodor Dostojewski. Ulubione miejsce: w oknie. Ulubione danie: pączek. Kobieta, w której ramionach czuję się bezpiecznie: Kamila. Najbardziej znienawidzone zwierzę: mucha końska. Ulubiona tęsknota: świt.

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!