Wiersze

Brodata Anarchistka

Brodata Anarchistka
z bombonierką
w ręce
widzi plakat
Komuny Warszawa

UTOPIA
JEST
BEZLUDNĄ
WYSPĄ
(duże czarne litery na białym tle)

pozwala się z nim
nie zgodzić
i
przegryza
pierwszą bombę
zębem z amalgamatową
plombą

wybucha gejzerem ziemia
Matka wymiata z siebie
butelki pet
śmierdzące szmaty
kości poległych kiedyś
za coś
śmieci ze zgniecionych
w kulkę dni

Brodata Anarchistka
z bombonierką
wyjmuje złożoną
na czworo
kartkę
czyta
cytat z Harari’ego
żyda i geja

Dużo trudniej walczyć z tym,
że jest się
bez znaczenia
niż z wyzyskiem

I przegryza
kolejną bombę

kiedy
skończy
odpocznie

cukrzycowa śpiączka
teleportuje ją
na Utopię

 

O końcu świata

Elżbieta-Nigdy-Królowa
pisze poemat na skrawku
podobno to już teraz
wyznaczyli datę
wszyscy są winni
i podlegają karze
uzależnionej od
grubości portfela

a ona
zawsze plątała się
po
marginesach
grzeszyła
jadła mięso
piła mleko
a w kieszeniach
trzepotały jej
przyduszone foliówki

Kiedy świat się kończył
wkładała jajka do lodówki
Były dużo za duże
i jakoś tak niezręcznie
wypadły jej z ręki
Cztery rozbite skorupy
Żółto-maziowo
na posadce kuchni

I zrobiło jej się przykro
że taki wysiłek
kurzych kuprów
poszedł na marne

Patrząc na to
pod wiatr
co za różnica
czy na posadzce
czy na patelni
dokończyć żywota

koniec
to
koniec

W globalnej katastrofie
nieoczywista wspólnota

Nie spodziewała się
ginąć w masie
doświadczeń
przeżyć
relacji
skrolowanych kciukiem
a teraz
kiedy białe koła
przed oczami
a w piersiach
już tylko dwutlenek

bateria
się
kończy

 

O wojnie

miałam zielony karabin
na korbkę
tratata tra ta ta ta
zza kołdry
w faszystów w telewizorze

czterej pancerni
kapitan kloss
i babcia na stołeczku

mieszanka wybuchowa
bohaterstwa
przygody
i kobiecego losu

kobiecego losu
była zima
przez wieś szedł front
koleiny na drodze
oficer z czerwoną gwiazdą
wylewała z kadzi spirytus
do rowu
a wojsko leżało
pokotem
i ten spirytus piło
z kałuży

nie chodziło się
samej
po wsi
wszędzie
polowały
azjatyckie twarze

i już w Warszawie
był taki niemiecki oficer
zamawiał pranie
gdyby nie on
przyszłoby z głodu
porządny człowiek

wojna
bez karabinu
w podartej chustce
bez haseł
manifestów
fanfar

ziemniak dzielony na dwoje
żeby potem jeszcze na dwoje
i na dwoje
a z obierków
nagotować zupy

i tylko
częściej niż zwykle
do drzwi
puka
(jeśli jeszcze tych drzwi nie zdmuchnęła bomba)
kostucha

tratatatatata
tra ta ta ta ta

 

Siostrom Kurdyjkom

Dziewczyna o czarnych oczach
poprawia
chustę z frędzlami
i karabin
uśmiecha się

i nie wiem
co dalej
czy jakieś słowa
są w stanie

i choć to nic
bo na papierze
można powiedzieć
wszystko

Rożava!
kiedy mówię głośno
czuję piach
którego nie znam
słońce
którego nie znam
kulturę
której nie znam
Siostry
które znam
bo tak samo jak ja
podnoszą pięść
do góry

wiersz
przeładuj
w komorze
słowa
oszczędnie
krótkimi seriami

Siostry
gdziekolwiek
nasza Rewolucja
jesteśmy tam
razem!

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!