Wiersze

In my city

Michel Leiris chciał uklęknąć przed postaciami w perkalowych spódniczkach.
De Souza, królowie handlarzy niewolników, zostawili nam obsesję ciała.
Za drzwiami nie ma nic.

Wczoraj minęliśmy wysokie trawy.
Krajobraz tropikalny wygląda niepokojąco podobnie do snów na jego temat.
Białe garnitury, whisky, pobór rekrutów.

 

Na otwartym sercu

Śmierć jest mistrzem z Ekranu.
Wyobraźnia nie jest nam już potrzebna – dziś
wchodzimy od razu do komór.
Doktor Paley z Boston Children Hospital operuje siedemnaście
godzin bez przerwy. Trzeba by wyłączyć małe miasto,
żeby zrozumieć, ile energii i pracy
się tu wkłada. Trzeba by
wyłączyć.

 

Pampa de la Cruz

1.
Po co mi teraz Che?
(ratujmy, ratujmy, przebierajmy
nogami!)
Wszystko zawsze płonęło.
zawsze schło.
– Waruj albo skacz
albo coś tam.

2.
Myślisz, że gdybyś zasnął
to może wielki wąż
siknąłby jadem w pożar.
A tak to zdjęcia z satelity.
Muzyka.
Albo coś tam.

3.
Wyrwano im serca.
Miały od czterech do czternastu lat; głowami w stronę oceanu
żeby się nie rozpadły słupy podpierające niebo.
Gorąco – na dachu rozgrzanego chevroleta,
na moim dachu, na płaskim,
(poczujesz lekkie szczypanie)
w pampa de la cruz.

Anna Matysiak

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!